Moralność (2015 - rozdziały)
#1
...
Antworten to top
#2
#J2.2. Moralność kobiet (dziewczyn, partnerek, żon, pracownic, itp.): 

Motto: "Jeśli obluzować najważniejszy kamień z fundamentów, wówczas cały gmach się zawali." 
       
Wszechwiedzący Bóg doskonale wiedział że jeśli cokolwiek ma być osiągnięte zgranym wysiłkiem dwóch lub więcej ludzi, tam zawsze jeden z nich musi być "głową" czy "przywódcą", zaś reszta musi ochotniczo uznawać jego autorytet i stosować się do jego decyzji. Ten fakt zresztą ludzie również odnotowali i wyrażają go np. w setkach najróżniejszych przysłów - jako ich przykład rozważ polskie "gdzie kucharek sześć tam NIE ma co jeść", chińskie "jeśli dwóch ludzi jest równorzędnymi właścicielami tego samego konia, wówczas koń ten zdechnie z głodu", czy malezyjskie "jeśli łódź należy do dwóch właścicieli, wówczas z całą pewnością będzie przeciekała". Dlatego kiedy Bóg stwarzał "mężczyznę" i "kobietę" wcale NIE stworzył ich równorzędnymi i dokładnie jednakowymi, a stworzył ich tak aby nawzajem się uzupełniali w swoich cechach, jednak aby mężczyzna był "głową" zaś kobieta jego "pomocnicą" i "uzupełnieniem". Fakt ten Bóg wyraził też dosyć klarownie i jednoznacznie w aż kilku miejscach Biblii. Stąd dla mężczyźny Biblia definiuje rolę "głowy" która ma przewodzić rodzinie, zaś dla kobiety rolę "pomocnicy" która wspiera i uzupełnia swego mężczyźnę. Przykładowo, w bibilijnym "Pierwszym Liście do Koryntian", wersety 11:3, 8-9, 12 jest stwierdzone, cytuję: "Chciałbym żebyście wiedzieli, że głową każdego mężczyny jest Chrystus, mężczyzna zaś jest głową kobiety, a głową Chrystusa - Bóg. ... To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. ... Jak bowiem kobieta powstała z mężczyzny, tak mężczyzna rodzi się przez kobietę. Wszystko zaś pochodzi od Boga." 
       Niestety, ludzka natura ma to do siebie, że kiedy ci co mają "pomagać" NIE są absolutnie przekonani iż ich rola jest słuszna i sprawiedliwa, wówczas się buntują i usiłują zostać "głowami". Tak też się zaczęło dziać w ostatnich czasach z kobietami - kiedy to autorytet ich roli nadanej im przez Biblię i Boga został podważony przez ruch kobiecy zwany "feminizmem" lub "emancypacją kobiet". W rezultacie tego ruchu, większość kobiet z dzisiejszych czasów NIE chce ochotniczo aprobować autorytetu mężczyny jako "głowy" swej rodziny, a walczy z mężczyznami aby też zostać "głowami". W rezultacie, w dzisiejszych czasach doświadczamy nieustannej "wojny płci" (czyli wojny "kobiet z mężczyznami"). Jest to jednak samobójczy rodzaj wojny. Wszakże jeśli dzięki "dobrej naturze" i "pokojowiści" jakiegoś mężczyzny, którejś kobiecie faktycznie udaje się w wojnie tej wygrać i rzeczywiście zostaje ona "głową" rodziny, wówczas to uwalnia nagle ukryte mechanizmy działania moralności. Owe zaś mechanizmy całkowicie niszczą tą rodzinę - tak że "nowe życie" jakie ów mężczyzna dał tej kobiecie zostaje zakończone. Taka kobieta która wygrała "wojnę płci" ze swoim mężem i faktycznie została "głową" rodziny, typowo natychmiast po wygraniu traci bowiem szacunek do swego męża, zaczyna rozglądać się za innym partnerem, zaś po jakimś czasie typowo bierze rozwód ze swoim mężem i dana rodzina się rozpada. Co istotniejsze, po owym rozwodzie kobieta ta nigdy NIE jest już szczęśliwa, a spędza resztę życia płacąc za negację roli nadanej jej przez Boga. Zaś wiadomo że ludzie którzy sami są nieszczęśliwi unieszczęśliwiają też wszystkich dookoła siebie. To dlatego Biblia nakazuje m.in. "Nie weźmie za żonę ani wdowy, ani rozwódki, ani pohańbionej, ani nierządnicy: żadnej z takich nie weźmie, ale weźmie dziewicę ..." ("Księga Kapłańska", 21:14). 
       Faktycznie też jeśli przeanalizuje się które małżeństwa żyją razem szczęśliwie przez całe wspólne życie, wówczas się okazuje, że kobiety z tych małżeństw zawsze ochotniczo aprobują swoją rolę nadaną im przez Boga i opisaną Biblią. Oczywiście, to ochotnicze aprobowanie tradycyjnej kobiecej roli wcale NIE uszczupla ich znaczenia, poważania, szacunku swoich mężów, udziału w decyzjach rodziny, itp. Jedyne co ono powoduje, to że eliminuje ową nieustanną "wojnę płci" i ich zmaganie się z mężem oraz zaprzeczanie jego decyzjom, w harmonijne pożycie, konsultowane decyzje, oraz faktyczną współpracę w każdej sprawie. 
       Do powyższego warto tu dodać, że nadrzędny powód dla którego Bóg stworzył kobiety jako wielopoziomowo uzależnione od mężczyzn i od wyników męskiego wpływu, pokierowania i współżycia, wyjaśnione zostały szerzej w punkcie #B2 odrębnej strony o nazwie antichrist_pl.htm.
Antworten to top
#3
#C3.2. Przeciw-organ "sumienia", który bezpośrednio łączy z Bogiem praktycznie każdą osobę, jako inteligentna "jednokierunkowa linia telefoniczna", która też nieustannie nam podszeptuje "Boski wzorzec moralności": 
       Każdy z ludzi posiada też wbudowany we własny mózg rodzaj "jednokierunkowego telefonu" łączącego go z Bogiem. Telefon ten nazywany jest "sumieniem". Z jego pomocą Bóg w każdej sytuacji życiowej dyskretnie nam podpowiada jakie postępowanie jest "moralne", a jakie "niemoralne". Dlatego np. praktykowanie najprostrzej wersji totalizmu, zwanej [b]totalizmem intuicyjnym, sprowadza się do prostego wsłuchiwania się we własny organ sumienia i potem sumiennego wykonywania tego co owo sumienie nam podpowiada[/b]. 
       Sumienie działa poprawnie u wszystkich ludzi. Z tego powodu często z jego "podszeptów" korzysta też wielu tzw. "ateistów". Ponieważ zaś praktykowana "moralność" jest podstawowym kryterium po jakim Bóg ocenia potem każdą osobę, ci "ateiści" którzy postępują moralnie ponieważ wsłuchują się w (i wykonują) podszepty swego sumienia, takich moralnie postępujących "ateistów" Bóg ceni (i stawia) nieporównanie wyżej niż owych niemoralnych "wierzących" - którzy NIE wsłuchują się w podszepty własnego sumienia i stąd postępują niemoralnie. 
       Niestety, sumienie daje się zagłuszać. "Niemoralni ludzie" to więc ci którzy chronicznie zagłuszają podszepty swego sumienia. Dlatego też wielu wysoce religijnych ludzi też postępuje wysoce niemoralnie - po prostu także zagłuszają oni własne sumienie. Oczywiście, postępując niemoralnie są oni karani - tak jak każdy inny niemoralny człowiek. Wszakże to moralne postępowanie i respekt (miłość) do Boga, a nie religijność, jest kryterium po jakim Bóg osądza ludzi, oraz na podstawie którego serwuje im odpowiednie "nagrody" lub "kary".
Antworten to top
#4
#J2.2.2. Problemy z "monopolem małżeńskim" w chrześcijańskiej tradycji tylko jednej żony - jako odwrotność zalet aprobowanego w Biblii legalnego "wielożeństwa" (poligamii): 
Motto: "Postęp NIE polega na rujnowaniu starego i na lądowaniu z niczym, a na wprowadzaniu takiego nowego aby eliminowało to niedogodności starego jednak zachowywało jego zalety, aby było to moralniejsze, oraz aby otwierało to dla ludzi więcej i lepsze możliwości niż stare."
       Trzeba było aż demaskujących metod dzisiejszych prywatnych detektywów, wspieranych przez dorabiających się na skandalach prawników rozwodowych i dziennikarzy, zaś upowszechnianych po świecie przez żądną sensacji telewizję, prasę i internet, aby ludzkość uświadomiła w końcu sobie jak nieżyciowa i sprzeczna z naturą ludzką jest dzisiejsza "instytucja małżeństwa". Instytucja ta bazuje wszakże na zasadzie "jednożeństwa" (monogamii) - czyli zasadzie w której istniejące prawa oddają do dyspozycji kobiety "monopol małżeński" w jakim staje się ona jedynym legalnym dostawcą m.in. "dóbr" i "usług" bez dostępu do których mężczyzna wprost NIE może żyć. Wszakże to właśnie dla zdobycia takich "dóbr" i "usług" w świecie zwierzęcym "samce" są gotowe walczyć na śmierć i życie. Natomiast w "monopolu małżeńskim" dostęp do nich jest oddawany pod pełną kontrolę tylko jednej kobiety rządzonej emocjami, która może nimi rozporządzać jak tylko jej się spodoba. W dzisiejszym zaś świecie, który prawnie sankcjonuje ten "monopol małżeński", na wszystko konieczna jest "zgoda" obu stron. Prawa są bowiem tak ustanowione, że mężczyzna może posiadać tylko jedną żonę, zaś "wielożeństwo" (poligamia) i niewierność małżeńska są zabronione i surowo karane. Tymczasem, jak zapewne wszyscy to już wiemy, NIE ma nic bardziej niszczycielskiego w długoterminowych konsekwencjach, od ustanowienia praw które legalizują i zatwierdzają czyjkolwiek "monopol". Z obserweacji losów np. dzisiejszych krajów które pozwoliły swoim rządom na ustanowienie monopoli jakie rządzą całą ich ekonomią, wiadomo nam przecież że w przeciągu zaledwie kilkunastu lat monopole potrafią odrzeć z bogactwa nawet najbogatszy kraj i zepchnąć go w biedę aż do poziomu tzw. "trzeciego świata". Z kolei z losów ciągle jedynej oficjalnej tzw. "ateistycznej nauki ortodoksyjnej" - opisywanej m.in. w punkcie #B1 tej strony, jest nam już wiadomo, że np. popieranie przez naszą cywilizację "monopolu na wiedzę" tej jedynej nauki, sprowadziło na ludzkość wszystkie owe nieszczęścia jakie widzimy obecnie wokół siebie, w rodzaju ocieplenia klimatu, depresji ekonomicznej, niestabilności politycznej i walutowej, wojen, głodu, ateizmu, upowszechnienia filozofii pasożytnictwa, kataklizmów, chorób, itp. 
       Podobnie jak każdy inny rodzaj monopolu, także "monopol małżeński" nosi w sobie wysoce niszczycielski potencjał i aż roi się od najróżniejszych wad. Wszakże sankcjonuje on nienaturalną sytuację, kiedy to żony ani NIE muszą się liczyć z zaistnieniem w małżeństwach legalnej "konkurencji" dla siebie w formie następnej żony, ani też NIE są dopingowane perspektywą że jeśli NIE będą dorastać do pokładanych w nich nadziei, wówczas ich mężowie mogą wziąść sobie "drugą" czy nawet "trzecią" (lub kolejną) żonę. Jeśli więc żoną zostaje jakaś niemoralnie inklinowana kobieta, wówczas może ona używać najróżniejszych "tricków" i "gierek" dla wykorzystania swojej monopolitycznej sytuacji. Przykładowo, może udawać "mogrenę", stosować "szantaż seksualny" dla uzyskania konkretnych korzyści - w tym dla zapanowania nad swoim mężem, itd., itp. To z kolei stawia mężczyznę przed dylematem aby albo cierpieć - jeśli mąż ów zechce jednak wytrwać przy moralności, albo też oddać się niemoralnej zdradzie małżeńskiej i wystawić swe małżeństwo na niebezpieczeństwo rozbicia i rozwodu. Jednocześnie tenże sam "monopol małżeński" NIE stwarza dla mężów żadnego innego wyjścia które byłoby "moralniejsze" niż "rozwód" w sytuacjach kiedy np. ich żony nadużywają swego "monopolu małżeńskiego". Niefortunnie zaś, aczkolwiek legalnie rozwód jest dopuszczalny, w większości sytuacji życiowych jest on wysoce "niemoralnym" rozwiązaniem - które krzywdzi i unieszczęśliwia absolutnie wszystkie osoby dotknięte jego następstwami. 
       Szokująco, tak się składa, że ów "monopol małżeński" został ustanowiony i wrożony na całej Ziemi właśnie przez religię chrześcijańską - na przekór że Bibliaaż się roi od stwierdzeń jakie nas upewniają że Bóg popiera i aprobuje "wielożeństwo" zaś NIE nakazuje ani NIE namawia do "jednożeństwa", oraz że wielu praojców ludzkości wskazywanych w Biblii jako przykład do naśladowania faktycznie to posiadało więcej niż jedną żonę. (Np. nawet wyjątkowo mądry Salomon miał aż 700 żon pierwszorzędnych i 300 żon drugorzędnych - patrz Biblia, "Pierwsza Księga Królewska", werset 11:3.) W rezultacie więc, obok "Kultu Maryjnego" - któremu wbrew nakazom Boga oddaje się kościół katolicki (patrz punkt #G1 niniejszej strony), ustanowienie prawnie wymuszanego "monopolu małżeńskiego" przez religię chrześcijańską jest kolejnym znaczącym odstępstwem dzisiejszej religii chrześcijańskiej od woli i zaleceń Boga wyrażonych w Biblii. Jak każde zaś odstępstwo od woli i zaleceń wszechwiedzącego Boga, prowadzi to do wielu wypaczeń i trudności ludzkich. Przykładowo, jest to pierwotną przyczyną wielu dzisiejszych rozwodów, upadku instytucji małżeństwa, zdrad małżeńskich, podziałów dorobku i własności, oraz źródłem wielu dzieci które wyrastają bez ojców oraz bez męskiego wzorca do nauki i naśladowania (tj. dzieci określanych sarkastycznym staropolskim powiedzeniem "bez ojca chowany"). 
       Prawdopodobnym powodem dla którego religia chrześcijańska, wbrew treści Biblii, ciągle legalnie usankcjonowała jednożeństwo, jest zalecenie zawarte w wersecie 3:2-4 z bibilijnego "Pierwszego Listu do Tymoteusza" stwierdzające, cytuję z Biblii Tysiąclecia: "Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością."Zapewne powodem, dla którego owo wyraźnie adresowane do biskupów zalecenie, religia chrześcijańska zamieniła potem w wymóg legalny obowiązujący wszystkich ludzi, jest zarozumiałość kościoła i panująca w nim wiara, że "co jest dobre dla biskupa, jest też dobre dla każdej innej osoby", dodatkowo wzmocniona grupowym naciskiem kobiet na decydentów kościoła. Tymczasem owo zalecenie wyraźnie adresowane zostało do Biskupa, a NIE do każdej osoby. W przypadku bowiem kiedy Biblia coś nakazuje, co jest adresowane do każdego, wówczas jest to w niej sformułowane inaczej, np. z użyciem "ty" w języku polskim domyślnie wyrażonego słowami "Nie będziesz ..." - jako przykład tak sformułowanych bibilijnych nakazów rozważ 10 przykazań boskich zapisanych w wersetach 20:3-17 z "Księgi Wyjścia" tej samej Biblii. Na dodatek do tego, w innych miejscach Biblii podane jest wiele przykładów, jakie podkreslają, że Bóg NIE tylko zgadza się na wielożeństwo, ale w wielu sytuacjach życiowych nawet je popiera. Tymczasem Bóg wie więcej na temat natury ludzkiej, niz religia - wszakże to On stworzył człowieka. Bóg doskonale więc zdaje sobie sprawę z niedoskonałości kobiet opisywanej w punkcie #B2 strony o nazwie antichrist_pl.htm, a także ze zwyczaju kobiet aby nieprzerwanie domagać się od mężczyzny z którym one obcują skupienia na nich całej męskiej uwagi i poświęcenia im całego czasu dostępnego dla tego mężczyzny. Bóg doskonale więc wiedział, że gdyby pozwolił biskupom mieć aż kilka żon - tak jak Bóg pozwala je mieć innym mężczyznom, wówczas owe żony skonsumowałyby cały czas biskupa i NIE miałby on już czasu na zajmowanie się służbą dla Boga. 
       Znacznie "moralniejsze" od "jednożeństwa" (monogamii) jest legalne "wielożeństwo" (poligamia), aprobatę dla praktykowania którego wszechwiedzący Bóg wyraził w Biblii, jako że doskonale zna naturę i faktyczne potrzeby ludzkie (wszakże Bóg sam stworzył ludzi, a stad "zna ich na wylot i na wyrywki"). W legalnym "wielożeństwie" owo chrześcijańskie "jednożeństwo" ciągle pozostaje przecież jedną z możliwych "opcji" (wdrożeń) do wyboru. Stąd większość małżeństw w których obie strony faktycznie praktykują wzajemną miłość, poszanowanie i moralne wypełnianie swoich ról, w "wielożeństwie" ciągle ma wybór aby praktykować "jednożeństwo". (W ten sposób te żony w "wielożeństwie", których mężowie wybrali jednak takie wytrwanie przy jednej żonie, uzyskują oczywisty dowód uznania swojej wartości i wiedzą że ich mężowie je naprawdę doceniają i kochają, a NIE że pozostają z nimi tylko z obawy przed rozwodem lub przed karami za niewierność.) Przykładowo, ja wcale NIE wziąłbym drugiej żony nawet gdyby wielożeństwo było oficjalnie praktykowane i legalne - na przekór iż jestem ZA jego legalizacją ponieważ z moich badań nad moralnością i nad treścią Biblii jasno wynika, że byłoby ono znacznie moralniejsze, korzystniejsze dla całej ludzkości, oraz zgodniejsze z intencjami Boga niż obecne jednożeństwo. Ja jednak mam wspaniałą i niezwykłą żonę, którą w miarę jak lata nam upływają kocham, podziwiam i szanuję coraz bardziej - do czego NIE wstydzę się też otwarcie przyznawać (np. patrz strona o nazwie jan_pajak_pl.htm). Jednak dla niektórych innych małżeństw, takie zalegalizowanie poślubianie drugiej żony mogłoby okazać się wysoce pomocne i pożądane, szczegółnie w przypadkach kiedy pierwsze małżeństwo okazałoby się "nieudane", "bezpłodne", lub kiedy posiadanie wielu żon stałoby się wyrazem prestiżu i dobrobytu. Wszakże kiedy pierwsza żona NIE spełniłaby nadziei męża lub NIE podnosiła prestiżu i jakości życia danego małżeństwa, zamiast ją zwodniczo zdradzać, lub z nią się niemoralnie rozwieść i pozostawić ją oraz dzieci bez męskiej opieki i bez ojcowskiego wzorca do naśladowania, sporo mężczyzn mogłoby legalnie poślubić drugą żonę - podczas gdy ciągle kontynuowałoby wywiązywanie się również ze swoich zobowiązań małżeńskich zaciągniętych wobrec swej pierwszej żony. 
       Po dokładnym przebadaniu sprawy, każdy jest w stanie odkryć że legalne "wielożeństwo" (poligamia) ma wiele zaletw porównaniu z "jednożeństwem" - tak niefortunnie powdrażanym na całej Ziemi przez chrześcijaństwo oraz objętym dzisiejszym kryzysem i upadkiem moralnym jakie obecnie widzimy jak szerzą się po całym świecie. Przykładowo, poprzez traktowanie "rozwodu" jako najmniej preferowanej "opcji", do której dana para ucieka się tylko w ostateczności, większość dzieci NIE musi w nim wyrastać bez ojców i bez męskiego wzorca do obserwacji i naśladowania, zaś spora liczba kobiet NIE musi żyć samotnie. Dzieci mają w nim też większy wybór rodziców i osób do kochania, zabawy, opieki i uczenia się. (Jest to szczególnie istotne np. dla bliższego poznania przez nie kobiet które NIE są ich matkami. Jak bowiem wiemy, w obecnym jednożeństwie-monogamii dzieci poznają bliżej tylko jedną kobietę, którą zwykle jest ślepo w nich zakochana, a stąd pozbawiona obiektywizmu, ich własna matka - której zachowania wcale NIE reprezentują typowych zachowań kobiet z jakimi dzieci te będą musiały obcować w swoim późniejszym życiu dorosłym.) W wielożeństwie owe mniej wydarzone żony NIE stają się nieszczęśliwymi rozwódkami pełnymi goryczy i nienawiści. Niemoralne i niszczycielskie trendy w rodzaju "feminizmu" NIE mają w nim powodu aby wyrastać. Na każdą żonę przypada mniej pracy "na osobę" - mają więc więcej czasu na rozrywkę i na zadbanie o siebie. Dorobku życiowego małżeństw NIE musi się w nim dzielić i marnować - a korzysta z niego większa liczba ludzi. Niewierność małżeńska przestaje w nim kwitnąć - wszakże zamiast uprawiać niemoralną, nielegalną, kłamliwą i ryzykowną niewierność, zawiera się w nim następne małżeństwo. (Warto przy tym odnotować, że praktycznie to dzisiejsze niewierne sobie małżeństwa niewiele się różnią od wielożeństwa - tyle że zamiast akceptować że są czimiś kochankami, w wielożeństwie kobiety akceptują że są drugimi lub kolejnymi żonami.) Choroby weneryczne przestają się w nim rozprzestrzeniać. Obie płci są też zdrowsze - wszakże mają więcej ruchu i ćwiczeń. Mężczyźni i kobiety są w nim bardziej zaspokojeni seksualnie (a stąd i szczęśliwsi) - wszakże kobiety NIE marnują w nim swoich "kolejności" ani NIE uprawiają "seksualnego szantażu" czy "migren" ponieważ są świadome istnienia "konkurencji". Z kolei mężczyźni zawsze mają w nim pod ręką "kogoś chętnego" - nie muszą więc szukać "na boku", zaś z powodu nieustannej praktyki są w większej formie. Mężczyźni muszą w nim też bardziej się starać i udoskonalać niż w jednożeństwie, bowiem jeśli NIE dorastają do wymagań swych żon, te zbiorowym wysiłkiem zawsze znajdują sposoby aby pozytywnie udoskonalić to co ciągle szwankuje u ich męża. Zanikają w nim też kłótnie i bijatyki rodzinne - wszakże pojedyńczy mężczyzna NIE ma żadnych szans w konfrontacji z całym gangiem swoich żon. Z ulic znika tam większość otyłych ludzi - wszakże kobiety NIE muszą w nim "kompensować" sobie jedzeniem, zaś mężczyźni nie mają czasu na otyłość. Liczba spermoidów zapewne w nim NIE spada dzięki brakom "zastoju" u mężczyzn. Wymagany przyrost naturalny jest w nim zdrowszy. Dzieci NIE są w nim odrzucane i zaniedbywane przez rodziców. Nadwyżki kobiet NIE muszą żyć samotnie. Bezpłodne kobiety ciągle otrzymują w nim do kochania dzieci swoich mężów, zaś bezpłodność przestaje w nim być powodem tragedii i samotnej starości. Pasożytniczy adwokaci rozwodowi i prywatni detektywi NIE mają w nim zajęcia, mogą więc uprawiać bardziej produktywne dla ludzkości zawody. Itd., itp. 
       Aby dokładniej wyjaśnić przynajmniej jeden przykład z powyższego wykazu zalet wielożeństwa nad jednożeństwem, rozważmy dlaczego zarówno mężczyźni, jak i kobiety, w wielożeństwie są znacznie zdrowsi niż w jednożeństwie. W szczególności skupmy się tutaj na wyjaśnieniu sobie jak wielożeństwo, poprzez zwiększanie częstości stosunków seksualnych u obu płci, eliminuje plagę dzisiejszych czasów, jaką jest "nadwaga"(czyli eliminuje też liczne problemy zdrowotne wynikające z nadwagi). Innymi słowy, wielożeństwo, a ściślej obalenie w nim "monopolu" na "seksualne usługi" i spowodowany tym obaleniem wzrost częstości odbywania stosunków seksualnych przez obie płci, jest jednym z najmoralniejszych, a jednocześnie jednym z najprzyjemniejszych, metod odchudzania się. Wszakże zarówno stare wierzenia ludowe najróżniejszych narodów, jak i dzisiejsze obserwacje empiryczne, potwierdzają że osoby które odbywają co najmniej dwa stosunki seksualne w tygodniu, typowo NIE mają problemów z nadwagą. (Im zaś więcej tych stosunków mają każdego tygodnia, tym ich nadwaga staje się niższa.) Potwierdzeniem owego faktu są np. storopolskie wierzenia ludowe, zaś ich najlepszymi wyrazami są np. powiedzenia "dobry kogut nigdy NIE jest tłusty" czy "kochaj się wieczorem aby dobrze ci się spało, ponownie zaś kochaj się rano aby we dnie ci się pamiętało". (Powiedzenia te dyplomatycznym językiem przeszłości wyrażają obserwacje ludowe które dzisiejszym bezogródkowym językiem stwierdzałyby coś w rodzaju "mężczyźni którzy często odbywają stosunki seksualne NIE mają problemów z nadwagą", oraz "ci co każdego wieczora odbywają stosunek seksualny nie mają problemów z bezsennością".) Ta sama wiedza ludowa jest też empirycznie potwierdzana przez kobiety. Przykładowo, w kulturach w których kobiety otwarcie i bez zahamowań wypowiadają się o sprawach seksualnych, np. u bliskich do natury tropikalnych Dayaków z Borneo, kobiety te potwierdzą, że mężczyźni z nadwagą są beznadziejni w łóżku. Z kolei fakt że duża częstość stosunków seksualnych zmniejsza nadwagę również u kobiet, jest potwierdzany np. przez popularne powiedzenie (i opinię) na temat tłustych kobiet, że "jedzeniem kompensują one sobie niedobry seksualne". Takie ludowe potwierdzenia są dodatkowo wzmacniane obserwacjami empirycznymi, np. że w haremach nigdy NIE daje się wypatrzeć tłustej kobiety, zaś w krajach i w kulturach w których do dzisiaj praktykowane jest wielożeństwo niemal wszyscy obywatele są szczupli. (Na przekór tego co ktoś może dedukować sobie teoretycznie, w faktycznym życiu w typowych rodzinach wielożeńskich obie płci odbywają aż kilka razy więcej stosunków seksualnych niż w typowych rodzinach jednożeńskich. Przykładowo, wobec utraty "monopolu na seks" i świadomości istnienia "konkurencji" w postaci innej żony, kobiety nigdy tam NIE rezygnują z należnej im "kolejności" do męża - tak jak w jednożeństwie kobiety czynią to chronicznie z powodu np. "migren" czy złego humoru. Z kolei u mężczyzn "jurność" jest tam zwiększana atrakcyjnością conocnego spędzania czasu z inną żoną.) Ponadto każdy mężczyzna który w swoim życiu miał zarówno tłuste jak i chude partnerki, wie z empiryki, że "libido" (tj. seksualne potrzeby) kobiet chudych są rzędu kilku stosunków na tydzień. Natomiast tłuste kobiety z trudnością daje się namówić na jeden stosunek na tydzień. Innymi słowy, gdyby np. Amerykanie i Nowozelandczycy (których artykuł "Majority in NZ obese or overweight" ze strony A2 gazety The New Zealand Heraldwydanie z piątku-Friday, September 16, 2011, opisuje jako dwa najtłustrze narody dzisiejszego świata) zaczęli praktykować legalne wielożeństwo, wówczas przestaliby być dwoma majtłustrzymi narodami świata. Zaniknęłoby też w owych krajach sporo problemów, w tym zdrowotnych, które wynikają właśnie z nadwagi i z braku seksualnego zaspokojenia. Na czas zaś zanim kraje w których żyjemy wprowadzą legalne wielożeństwo, serdecznie radzę tu zarówno mężczyznom jak i kobietom: "jeśli znajdujesz się sytuacji iż możesz kochać w sposób moralny, tj. bez krzywdzenia tym kogokolwiek, wówczas kochaj ile tylko możesz i kiedy tylko masz ku temu sposobność - bowiem z kochania wynikają najróżniejsze korzyści, podczas gdy z abstynencji rodzą się tylko problemy". (To samo zalecenie mój dziadek zwykł wyrażać żartobliwą zasadą życiową do łatwego zapamiętania i do codziennego stosowania, przykazującą iż "w naszej rodzinie nikt jeszcze NIE splamił się wymaganiem, aby zaproszenie do łóżka lub do stołu trzeba mu było powtarzać aż dwa razy"). 
       Powyższe ujawnia, że gdyby jakieś obecnie "jednożeńskie" (monogamiczne) kraje powprowadzały u siebie legalne "wielożeństwo" (poligamię), wówczas wszyscy tylko by na tym znacząco skorzystali. Dowody, że takie korzyści faktycznie istnieją i oczekują na kraje gotowe wprowadzić "wielożeństwo", są zresztą doskonale widoczne w tych kulturach i krajach które ciągle zachowały "wielożeństwo" aż do dzisiaj. (Niewielu zapewne wie, że aż do zakończenia drugiej wojny światowej, "wielożeństwo" ciągle było legalnie praktykowane w niemal wszystkich kulturach Orientu. W swoich wędrówkach po świecie "za chlebem" (po szczegóły patrz strona o mniewskazywana poniżej w punkcie #O5), osobiście poznałem wielu orientalnych ludzi którzy wywodzili się właśnie z takich poligamicznych rodzin wielożeństwa. Jak też odnotowałem, typowo ludzie z takich rodzin są nośnikami znacznie moralniejszych systemów wartości niż osoby urodzone w monogamicznych rodzinach jednożeństwa.) Przeciwstawnie też do kultur z bogatych krajów jednożeństwa, w krajach wielożeństwa instytucja małżeństwa ciągle kwitnie, liczba małżeństw wcale tam NIE spada, przyrost naturalny jest tam zdrowy, rodzina ciągle pozostaje tam święta, niewierność małżeńska niemal tam NIE istnieje, indywidualni ludzie nadal są tam badziej szczęśliwi niż w bogatych krajach jednożeństwa, z braku konieczności "importu" obywateli lub kobiet ich rasowa i kulturowa jednorodność pozostaje tam nienaruszona, społeczeństwo jako całość ciągle unika tam całej gamy problemów które stały się już istną plagą krajów jednożeństwa, itd., itp. Łatwo więc odnotować, że w faktycznym interesie całej ludzkości leży aby również i w tej sprawie prawa ludzkie podążyły drogą jaką wskazuje im Bóg treścią Biblii. Zamiast więc dalszego wymuszania wysoce niszczycielskiego dla ludzkości "jednożeństwa", wprowadzona powinna zostać legalna wolność praktykowania "wielożeństwa" - jeśli tylko ktoś uważa je za wskazane w danej sytuacji życiowej, zaś owa "druga strona" wie "na co się pisze" i to zaakceptuje. Aż dziw więc bierze, że żadna partia polityczna NIE uczyniła jeszcze z prawa do "wielożeństwa" swojego hasła wyborczego (poza hipotetyczną partią totalizmuktórej zadaniem i celem jest wszakże wdrażanie w życie wszystkiego co do czego filozofia totalizmujuż ustaliła że jest to bardziej moralne i bardziej korzystne dla ludzkości od tego co ludzkość stosowała dotychczas). 
       W czasach mojej młodości, w Polsce żyła duża proporcja samotnych młodych wdów - jedno z nieszczęśliwych następstw drugiej wojny światowej. Do dzisiaj pamiętam, że niedaleko naszego domu we Wszewilkachmieszkały aż trzy sąsiadki - właśnie takie młode wdowy. Kilka zaś następnych wdów mieszkało w bardziej odległych domach tej samej wsi. Mając na uwadze dobro i korzyść takich właśnie młodych wdów, rząd ówczesnej Polski podjął analizy następstw oficjalnego wprowadzenia zalegalizowanego wielożeństwa. Wszakże w owych czasach ludzie NIE mieli jeszcze dzisiejszych uprzedzeń do ras czy religii praktykujących wielożeństwo. Na dodatek, duża proporcja krajów południowo-wschodniej Azji oraz wysp Pacyfiku, albo ciągle wówczas praktykowała wielożeństwo, albo właśnie była w trakcie jego eliminowania. Obejmowało to także zaprzyjaźnione wtedy z Polską ogromne Chiny - których władca usunięty z tronu tylko na krótko wcześniej też miał już aż dwie żony (na przekór iż ciągle był młodzikiem). Na wielożeństwie NIE były wówczas jeszcze narosłe dzisiejsze nielogiczne uprzedzenia, stygma, paranoja, itp. Wolno więc je było logicznie analizować i rozważać jego wszelkie za i przeciw. Zamiast jednak autorytatywnie wprowadzić takie zalegalizowane wielożeństwo - tak jak rząd ówczesnej Polski zwykł czynić w praktycznie każdej innej sprawie, następstwa ewentualnego wprowadzenia zalegalizowanego wielożeństwa poddano wówczas szerokiej i długiej publicznej dyskusji i konsultacji. Dyskusje na jego temat prowadzone były otwarcie w Polskim Radiu i transmitowane na całą Polskę. Na przekór ciągle chłopięcego wieku, ja lubiłem im się przysłuchiwać, bowiem czasami były one aż tak zabawne i aż tak interesujące, że nawet młody chłopiec miał powody aby z nich się pośmiać lub czegoś nauczyć. Przykładowo, do dzisiaj pamiętam jak jeden z zagorzałych przeciwników wielożeństwa argumentował zawzięcie, że NIE mógłby znieść całych tych rzędów damskich pończoch suszących się w jego łazience - ciekawe dlaczego zakładał że będzie albo zmuszony do poślubienia wielu żon, albo też wiele kobiet nagle się na niego rzuci zaś on nie będzie miał wymówki lub prawa aby przed nimi się wybronić! Jak to jednak widzimy z faktu utrzymania jednożeństwa w dzisiejszej Polsce, w tamtej dyskusji zwycięstwo najwyraźniej odnieśli przeciwnicy wielożeństwa. Wszakże w tamtych czasach mogli oni wysuwać PRZECIWKO niemu argumenty które były dokładnie tymi samymi argumentami jakie w dzisiejszych czasach świadczyłyby ZA jego wprowadzeniem. Przykładowo, że wprowadzenie wielożeństwa raptownie zwiększyłoby przyrost naturalny, że pozbawiłoby ono zatrudnienia dla wielu potrzebnych zawodów (takich jak prawnicy czy jak wychowawczynie przedszkolne), albo że biegłoby ono przeciwko tradycjom chrześcijaństwa (wszakże wówczas egzemplarze Biblii były NIE do zdobycia dla zwykłego śmiertelnika - nikt NIE miał więc jak sam sprawdzić w Biblii iż faktycznie to Bóg daje w niej znać że popiera i akceptuje moralne wielożeństwo, zaś silnie dezaprobuje i karze niemoralne cudzołóstwo, zdradę, niewierność, kłamstwo, oraz wszystko to co w dzisiejszych czasach stanowi następstwa rozkładającego się jednożeństwa), itd., itp. Gdyby tamta dyskusja odbywała się w dzisiejszych czasach, zalety wielożeństwa zapewne zostałyby dodatkowo zakrzyczane przez wyznawczynie "ruchu feministycznego" które widziałyby w nim zagrożenia i dezaprobatę dla swoich postaw. A szkoda, bo faktycznie to strona która najwięcej na wielożeństwie by skorzystała, to wcale NIE mężczyźni, a właśnie kobiety! Ponadto wielożeństwo wniosłoby potencjał aby uratować instytucję małżeństwa przed obecnym rozkładem, zaś przyszłe pokolenia ludzi przed koniecznością samotniczego życia i rozmnażania się w próbówkach na zasadach sztucznej inseminacji. Mogłoby też powstrzymać wymieranie i zanik tych narodów i ras, których kobiety adoptowały samo-wyniszczający feminizm - tak jak to jest widoczne w trendach które już się ujawniły w niektórych krajach. 
       Tylko w ogromnie rzadkich przypadkach postęppolega na wprowadzeniu czegoś całkowicie nowego, czego ludzkość nigdy przedtem nie znała - takiego jak np. magnokraftkomora oscylacyjna, czy wehikuł czasu. W przygniatającej zaś większości przypadków "postęp" to jedynie zastąpienie starego czymś co też wprawdzie znane jest już od dawna, tyle że w nowym zastosowaniu potrafi to wyeliminować niedogodności i ograniczenia tego starego, a tym samym otworzyć dla ludzi zupełnie nowe perspektywy. W takim zaś adoptowaniu nowego zastosowania do czegoś już nam dawno znanego, najważniejszym krokiem wcale NIE jest wynalazczość, a odwaga i wnikliwość dostrzeżenia wad starego, oraz zdolność do wykrycia jak owe wady mogą zostać wyeliminowane danym nowym zastosowaniem. Miejmy nadzieję, że ludzkość potrafi znaleźć w sobie odwagę do takiego właśnie udoskonalenia "instytucji małżeństwa", zanim obecna niemoralna "obsesja jednonocnym seksem" spowoduje jej zanik, zaś narody zamienią się w zlepki sztucznie inseminowanych samotników którzy nigdy NIE doświadczyli co to takiego "rodzina".
Antworten to top
#5
#G3.3. W każdej swojej decyzji i działaniu zawsze wybieraj drogę "pod górę pola moralnego" (czyli "przeciwstawnie do linii najmniejszego oporu intelektualnego"): 
       Filozofia totalizmu dowiodła, że "moralne" (a stąd zawsze korzystne dla ludzi) jest tylko to co wspina się "pod górę" owego niewidzialnego "pola moralnego". Dlatego w każdym naszym działaniu i sytuacji życiowej powinniśmy zawsze starać się wybrać to postępowanie, które faktycznie leży "pod górę pola moralnego". Niestety, podobnie jak pole grawitacyjne, również i owo "pole moralne" pozostaje niewidzialne dla naszych oczu. Stąd aby najpierw wykryć w którym kierunku znajduje się w nim owo "pod górę", najłatwiej jest zacząć od znalezienia co byłoby postępowaniem "wzdłuż tzw. 'linii najmniejszego oporu intelektualnego' " (takie bowiem postępowanie zawsze natychmiast nam wskazuje nasze wrodzone lenistwo i najłatwiejsze wyjście z danej sytuacji), a następnie powinniśmy postąpić dokładnie odwrotnie niż owa "linia najmniejszego oporu intelektualnego" nam to sugeruje. 
       I ta totaliztyczna zasada wyboru najbardziej moralnego postępowania jest szeroko opisywana w publikacjach totalizmu, np. patrz punkty #A2.1 i #H2 strony o nazwie totalizm_pl.htm, punkt #F1 i (2) z punktu #E3 na stronie o nazwie rok.htm, punkt #E3 strony god_istnieje.htm, punkt #G3 strony eco_cars_pl.htm, czy podrozdziały JA4 do JA4.6 z tomu 6 monografii [1/5].
Antworten to top
#6
#D2: W jakim celu Bóg stworzył i utrzymuje człoweka oraz ludzkość: 

       Z ustaleń filozofii totalizmu i nowej "totaliztycznej nauki" wynika, że najważniejszym celem dla którego Bóg stworzył człowieka, jest przysparzanie wiedzy. Ponieważ pełne wyjaśnienie owego celu oraz udokumentowanie materiału dowodowego jaki go potwierdza wymaga dosyć rozległych rozważań, tych czytelników którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na jego temat, odsyłam do podrozdziałów A3 do A3.2 i A7 z tomu 1 oficjalnego "podręcznika totalizmu" - czyli do mojej najnowszej monografii [1/5]. Krótkie podsumowanie informacji o owym celu zawiera też punkt #B1 strony o nazwie antichrist_pl.htm oraz punkt #B4 na stronie o nazwie tornado_pl.htm.
Antworten to top
#7
#B2. Jak dotychczasowa "ateistyczna nauka ortodoksyjna" definiuje "moralność" we wszechświecie powstałym przez przypadek i rządzonym przypadkami:

       W uważanym za jeden z najbardziej autorytatywnych słowników na świecie, tj. w "Oxford English Dictionary" (1 volume, Oxford University Press, Oxford OK2 6DP, UK, 2007, ISBN 978-0-19-920687-2), strona 1835, pod hasłem "morality" przytoczona jest następująca definicja "moralności" (w moim tłumaczeniu): "doktryna lub dziedzina wiedzy jaka zajmuje się właściwym i niewłaściwym zachowaniem oraz obowiązkami i odpowiedzialnościami; filozofia moralna, etyka, zasady i reguły moralne" (w oryginale angielskojęzycznym: "The doctrine or branch of knowledge that deals with right and wrong conduct and with duty and responsibilities; moral philosphy; ethics; moral principles or rules"). Opublikowanie powyższej definicji w owym autorytatywnym słowniku oznacza, że jest ona rodzajem "standardu" dla starej tzw. "ateistycznej nauki ortodoksyjnej". Aczkolwiek więc niektóre akademickie podręczniki czy niektórzy wykładowcy mogą dodawać lub odejmować jakieś małożnaczące słowa do powyższej definicji, generalnie rzecz biorąc definicja ta jest pełną reprezentacją tego za co stara "ateistyczna nauka ortodoksyjna" faktycznie uważa "moralność". Rodzaj moralności opisywanej tą definicją należy więc nazywać "naukową moralnością" (więcej informacji o owej "naukowej moralności" zawiera m.in. punkt #I5 na stronie o nazwie petone_pl.htm oraz punkt #E2 na stronie o nazwie totalizm_pl.htm). Z kolei osoby które praktykowały taką "naukową moralność", w Polsce nazywane były kiedyś "służbistami" - po esencję ich ideologii zaglądnij do punktu #L3 strony o nazwie cielcza.htm
       Nadrzędną cechą powyższej definicji moralności jest, że zgodnie z nią "moralność" jest "pojęciem wprowadzonym przez ludzi". Znaczy, zgodnie z nią jakoby(a) "moralność" NIE wywodzi swego pochodzenia z czegokolwiek innego niż ludźie (np. "moralność" wcale NIE pochodzi od Boga ani od "praw natury"), (b) "moralność" NIE posiada niezależnych od ludzi "standardów moralnie poprawnych zachowań", © NIE istnieją żadne "zjawiska natury" które by wskazywały lub potwierdzały jakie zachowania ludzkie są moralnie poprawne a jakie są niemoralne, oraz (d) nikt niezależnie od ludzi NIE "egzekwuje moralności" ani NIE dopilnowuje aby ludzie faktycznie zachowywali się moralnie poprzez serwowanie im "nagród" za "moralne prowadzenie się" oraz "kar" za "niemoralność". Innymi słowy, ponieważ zgodnie z ową definicją jakoby moralność "ludzie sobie wymyślili", owa definicja zawiera w sobie też sugestię, iż w miarę jak czas upłynie, ludzie (tj. "politycy") będą mogli "wymyślić sobie" również całkiem odmienną "moralność". Przykładowo, zamiast stawać się coraz doskonalsi poprzez zwalczanie swoich skłonności i pokus, w tejże "nowej moralności" którą ludzie mogą sobie "wymyślić" i powprowadzać w życie w przyszłości, po prostu "usankcjonują" oni owe skłonności i pokusy oraz ogłoszą że uleganie im jest już "moralne" (zamiast uprzedniego bycia "niemoralnym"). Tak zresztą zaczyna się dziać już obecnie. Przykładowo, Nowa Zelandia już teraz zakazuje rodzicom (i nawet karze więzieniem) dyscyplinowanie dzieci - tak jak wyjaśnia to punkt #B5.1 ze strony o nazwie will_pl.htm zaś komentuje podpunkt #J2.4 z końca niniejszej strony. Ponadto wprowadziła też prawo o "civil unions" w którym pozwala aby homoseksualiści formowali małżeństwa - na przekór że np. Biblia wyraźnie zakazuje praktykowania homoseksualizmu (po przykłady owych zakazów w Biblii patrz punkt #B5 na stronie seismograph_pl.htm czy punkt #B2.1 na stronie o nazwie mozajski.htm). Z kolei np. w Australii legalnie otwarte jest forum internetowe które nakłania ludzi do niewierności małżeńskiej - na przekór że owa niewierność jest zakazywana 7-mym przykazaniem boskim. Powyższe nakłania do podjęcia poważnych analiz, czy definicja "moralności" którą upowszechnia stara "ateistyczna nauka ortodoksyjna" jest faktycznie poprawna, czy też jest raczej wysoce błędna i zwodnicza wobec ludzi. 
       W tym miejscu należy też podkreślić, że (jak dokładniej wyjaśnia to punkt #B6 niniejszje strony) "naukowa moralność" opisywana powyższą definicją wykazuje znaczące różnice w porównaniu z "faktyczną moralnością"wymaganą od ludzi przez Boga, tj. z tą ocenianą i potem karaną lub nagradzaną przez Boga - której definicję zawiera punkt #B5 niniejszej strony. Jedna z najistotniejszych takich różnic polega na tym, że "naukowa moralność" w samej swej definicji nakazuje nam wypełniać nakazy i rozkazy przełożonych oraz przestrzegać niedoskonałe ludzkie prawa - nawet jeśli te stoją w jawnej kolizji z nakazami i wymaganiami Boga - co wyjaśnia dokładniej punkt #L3 na stronie o nazwie cielcza.htm. Ponieważ zaś np. w punkcie #G3 na totaliztycznej stronie przepowiednie.htm zostało zilustrowane iż znaczna większość dzisiejszych praw jest już przeciwstawna do nakazów i wymagań Boga, nakazy dzisiejszej "naukowej moralności" aby realizować te niemoralne prawa jest równoznaczny z nakazami aby ludzie postępowali niemoralnie. Udokumentowane zaś już zostało z całą pewnością, że każde niemoralne działanie ludzkie jest karane silnymi "kopniakami" które Bóg wymierza niemoralnym ludziom jeszcze w tym ich życiu fizycznym proporcjonalnie do poziomu ich niemoralności - co szczegółowo dokumentują np. punkty #G1 do #G8 strony will_pl.htm czy punkt #I5 strony o nazwie petone_pl.htmTakie więc nakazywanie przez "naukowa moralność", aby w życiu postępować przeciwstawne do nakazów wszechmogącego Boga, ilustracyjnie daje się przyrównać do zalecania aby każdy z ludzi swoim działaniem "wyzywał konia do pojedynku na kopniaki".
Antworten to top
#8
#B5. Jak nowa "nauka totaliztyczna" definiuje "moralność" we wszechświecie stworzonym celowo i rządzonym inteligentnie przez wszechmogącego Boga:
Motto: "Ludzie z uporem maniaków ignorują moralność egzekwowaną przez Boga, Bóg niestrudzenie im ilustruje że moralności nikomu NIE wolno ignorować."
       Nowa "nauka totaliztyczna" sugeruje aby używać następującą definicję "moralności": 'moralność jest to "poziom posłuszeństwa" z jakim dany "intelekt" spełnia wymagania i nakazy które Bóg nakłada na ludzkie życie, które to wymagania i nakazy są jednoznacznie wyrażone przez Boga z pomocą najróżniejszych "wzorców moralności" (takich jak np. Biblia czy jak ludzki organ zwany "sumieniem") oraz licznych "wskaźników moralnie poprawnego postępowania" (takich jak "pole moralne", "energia moralna", "prawa moralne", itp.), oraz których faktycznie wypełnianie przez ludzi Bóg osądza i "nagradza" lub "karze" z iście żelazną konsekwencją - zaś sposoby spełniania których to wymagań i nakazów są nam ujawniane przez dwie nowoczesne filozofie zwane filozofią totalizmu oraz filozofią pasożytnictwa jakie razem wzięte nauczają ludzi faktycznie "moralnych" zasad prowadzenia swego życia'. 
       Oczywiście, powyższa definicja - jak każde ludzkie ustalenie, może też być wyrażona za pomocą całego szeregu odmiennych słów lub sformułowań. Jakaś część takich sformułowań być może pozwoli nawet jeszcze bardziej ją udoskonalić i jeszcze lepiej oddać nią essencję "moralnści". Ponadto, jest ona zbyt długa, aby móc ją zapamiętać w całości i powtarzać na codzienny użytek. Dlatego, na własne potrzeby, lub dla dyskutowania jej z innymi ludźmi, można korzystać z uproszczonych wersji tej definicji, np. z tej zaprezentowanej we wstępie do niniejszej strony, lub w tej omawianej w punkcie #A1 odrębnej strony o nazwie totalizm_pl.htm. Takie uproszczone wersje powyższej kompletnej definicji oddają jej esencję już np. w sformułowaniu o postaci: "w świecie rządzonym przez Boga przez moralność należy rozumieć poziom zgodności czyichś działań i zachowań w codziennym życiu, z wymaganiami jakie Bóg nakłada na tryb życia ludzi" (albo też o postaci przytoczonej we wstępie do tej strony). Jednak myślowym uzupełnieniem takich skróconych wersji tej definicji powinna być pełna świadomość, że aby "perswadować" ludziom przestrzeganie "moralności", Bóg postwarzał też i poudostępniał ludziom najróżniejsze wzorce i wskaźniki moralnego postępowania (np. sumienie, Biblię, "pole moralne", itp.), oraz że Bóg konsystentnie używa nagród i surowych kar dla egzekwowania moralnych zachowań od ludzi - tyle że aby nie łamać naszej "wolnej woli" egzekwowania owego dokonuje wysoce "dyskretnie" i z zachowaniem "kanonu niejednoznaczności" (opisywanego m.in. w punkcie #C4.1 tej strony). 
       Powyższa definicja jest ogromnie istotna. Wszakże informuje one wyraźnie że moralność ustanowiona jest przez Boga i że Bóg dopilnowuje aby ludzie jej pedantycznie przestrzegali (a NIE aby ją ignorowali). Tymczasem ciągle nienaprawiony błąd zbyt lekkomyślnego, niepoważnego i mylącego potraktowania "moralności" przez oficjalną naukę ziemską, powoduje że ludzkość obecnie prowadzi "wojnę z Bogiem" właśnie o moralność. Jak zaś "wojny z Bogiem" się kończą, to dla wojowniczego miasta Christchurch w Nowej Zelandii opisuje punkt #G2 ze strony o nazwie przepowiednie.htm. Dlatego w dzisiejszych czasach za ignorowanie moralności nasza cywilizacja płaci ogromem cierpień i śmierci ludzi ukaranych za niemoralne postępowanie, a także płaci zdewastowaniem natury, miast i życia społecznego, przy zbyt lekkomyślnym traktowaniu których nieodpowiedzialni decydenci wierzyli w bezkarność swego niemoralnego postępowania. Dlatego w istotnym interesie każdej osoby leży teraz wyjaśnienie niniejszej definicji moralności swoim bliźnim, a w ten sposób stopniowe przywrócenie moralnego postępowania do naszej cywilizacji. Z kolei ów powrót ludzi do moralnych zachowań ma zdolność przywrócenia ludzkości harmonii, pokoju i dobrobytu. 
       Poprawność powyższej definicji "moralności" jest potwierdzana przez aż całą gamę najróżniejszych faktów i zjawisk. Każdy też z owych faktów i zjawisk zaprzecza poprawności dotychczasowej definicji "moralności" (tej z punktu #B2 powyżej) - upowszechnianej przez oficjalną naukę ziemską. Dlatego cała następna "część #C" tej strony będzie poświęcona wskazywaniu najważniejszych przykładów owego materiału dowodowego który potwierdza jednoznacznie iż przytoczona tu definicja jest absolutnie poprawną, oraz potwierdza że Bóg faktycznie pilnuje moralnych zachowań ludzi.
Antworten to top
#9
#D3: Dlaczego "przysparzanie wiedzy" nakłada określone wymogi na zachowania i filozofię ludzi, które to wymogi są spełnione tylko jeśli ludzie przestrzegają "zasad moralności" nakazywanych im przez nadrzędnie inteligentnego Boga: 
       Aby ludzie mogli "przysparzać wiedzę" spełnione muszą być określone wymogi i warunki. O faktycznym istnieniu owych wymogów i warunków świadczy np. fakt, że ludzki odpowiednik "przysparzania wiedzy", tj. nauka i studiowanie, też NIE jest możliwe jeśli dany kraj, rodzina, czy osoba NIE określonych warunków. To dlatego np. w Afryce i Ameryce Południowej spora proporcja dzieci wogóle NIE uczęszcza do szkoły. To też dlatego np. w Nowej Zelandii spory procent absolwentów szkół ciągle NIE potrafi ani pisać ani czytać. 
       Jeśli przeanalizować jakie warunki muszą być spełnione na Ziemi aby ludzie mogli efektywnie "przysparzać wiedzę", wówczas się okazuje że są one dokładnie opisane wymogami "moralności" - co także nadmienia m.in. ów punkt #B4 na stronie o nazwie tornado_pl.htm.
Antworten to top
#10
#C4.2.2. "Czas zwrotu" - jako kolejny jakościowy i grupowy "wskaźnik moralnej poprawności":

       Wiadomo, że każde dwa odmienne rodzaje niemoralnego działania wcale NIE są sobie równe. Przykładowo, osobiście zapewnie wolelibyśmy aby ktoś nam nawymyślał raczej niż nas zabił. To dlatego religie wprowadziły pojęcia "grzechu" oraz "grzechu śmiertelnego" (aczkolwiek "List do Rzymian" z Biblii, werset 6:23, stwierdza, cytuję: "Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć" - co praktycznie oznacza, że każdy grzech jest "śmiertelny" albowiem kończy się śmiercią). Problem jednak polega na tym, że oprócz idywidualnych ludzi, grzechy (czyli niemoralności) popełniają też całe tzw. "intelekty grupowe", np. całe kraje, narody, miasta, instytucje, fabryki, rodziny, itp. Jak więc ocenić, który z grzchów owych intelektów grupowych zasługuje w oczach Boga na większe potępienie od innych? Badania prowadzone przez nową "naukę totaliztyczną" udzielają odpowiedzi na to pytanie. Okazuje się, że wskaźnikiem poziomu "śmiertelności" danego grzechu (niemoralności) popełnionego przez intelekty grupowe, jest tzw. "czas zwrotu" opisany już szczegółowo w punkcie #C4.2 niniejszej strony, a także w punkcie #A4 odrębnej strony o nazwie karma_pl.htm. Przykładowo, za grupowe uprawianie niewolnictwa i kolonializmu ów czas zwrotu wyniósł około 100 lat. Z kolei za niemoralne wdrożenie antybiotyków, pestycydów i teorii względności do powszechnego użytku wyniósł on w około 70 lat. Jednak np. w przypadku agresywnej wojny hitlerowskich Niemiec z Polską, zaczętej w 1939 roku, został on skrócony przez Boga do jedynie 6 lat. Podobnie skrócone zostały czasy zwrotu dla innych agresywnych wojen. Z kolei np. dla grupowych działań przeciwko Bogu opisanych w punkcie #G2 strony przepowiednie.htm czas zwrotu wynosił jedynie około 11 lat. Innymi słowy, ów "czas zwrotu" także może być użyty jako rodzaj "wskaźnika moralnej poprawności" ujawniającego nam jak poważnie Bóg traktuje dany rodzaj grupowej niemoralności. Wykaz rodzajów grupowego łamania kryteriów moralnych, dla jakich badania nowej "totaliztycznej nauki" już wykazały, że czas zwrotu jest dla nich znacząco skracany, przytoczony został w punktach #B2.2 i #B2.3 mojej strony o nazwie mozajski.htm.
Antworten to top



Gehe zu:


Benutzer, die gerade dieses Thema anschauen: 1 Gast/Gäste