Jan Pajak do Sejmu NZ (2014) - część 2
#1
Część 1

Część #J: Czas aby podejmowanie istotnych decyzji dokonywać zgodnie z zasadami filozofii totalizmu - tj. ze szczególnym uwzględnieniem wymagań i kryteriów moralnych:


       Oficjalna nauka ziemska, tj. ta monopolistyczna nauka, której wielu błędnych nakazów do dzisiaj musimy uczyć się w szkołach i na uczelniach, uczy nas wierzyć błędne, że każdy problem ma tylko jedno poprawne rozwiązanie, oraz że tym poprawnym rozwiązaniem jest to które przynosi najwięcej zysków finansowych. Tymczasem filozofia totalizmu oraz bazująca na niej "totaliztyczna nauka" ustaliły, że każdy rzeczywisty problem ma wiele rozwiązań różniących się między sobą poziomem wypełniania kryteriów moralnych, oraz że najbardziej poprawne z owych rozwiązań jest to które najbardziej stromo wspina się pod górę tzw. "pola moralnego" opisywanego już w punktach #D5, #F5 i #I1 tej strony. Najistotniejszą zaś cechę owego pola moralnego opisuje zasada moralna którą można nazwać "zasadą przeciwstawności krótkoterminowych i długoterminowych skutków działania 'pola moralnego' ". Zgodnie bowiem z nią, pole moralne daje aż dwie nawzajem do siebie przeciwstawne "odpowiedzi" na każde nasze działanie - mianowicie krótkoterminową i długoterminową. W długoterminowym też działaniu owego pola tylko te rozwiązania danego problemu, które wspinają się pod górę pola moralnego, faktycznie rozwiązują ten problem. (Rozwiązania ześlizgujące się w dół pola moralnego jedynie przekładają na później potrzebę faktycznego rozwiązania danego problemu, ponieważ ich niepożądane skutki uboczne zamieniają je w zaprzeczenie celu dla jakiego zostały podjęte - jako przykład rozważ pestycydy jakie zabijają potrzebne owady, zaś oszczędzają szkodliwe owady które na nie się uodporniły, czy rozważ antybiotyki jakie wyniszczają korzystne mikroorganizmy zaś oszczędzają uodpornione już na nie bakterie śmiertelnych chorób.) Z owych zaś moralnie poprawnych rozwiązań, te które wspinają się najbardziej stromo pod górę pola moralnego generują sobą najmniejszą liczbę niepożądanych skutków ubocznych.

#J1. Gwarantowana przez totalizm metoda podejmowania poprawnych decyzji faktycznie rozwiązujących ludzkie problemy - czyli co filozofia totalizmu wyjaśniła nam na temat decyzji i rozwiązywania ludzkich problemów:
Motto: "Głównym celem totalizmu jest uczenie jak pokonywać ludzkie niedoskonałości aby żyć moralnie, szczęśliwie, bezkonfliktowo, zasobnie, oraz w harmonii z Bogiem, naturą i innymi ludźmi."
       Zanim cokolwiek zrealizujemy fizycznie, zawsze uprzednio w naszym umyśle podejmujemy aż cały szereg decyzji i wyborów. Jednak większość z nich dokonywana jest automatycznie, tak że wielu z nas NIE zdaje sobie z tego nawet sprawy - podobnie jak większość czasu NIE jesteśmy też świadomi, że oddychamy. Przykładowo, czy usiąść na krześle czy też na tapczanie, czy użyć łyżki czy też widelca, itp. Niemniej, nawet jeśli wiele decyzji przychodzi nam automatycznie i nieświadomie, ciągle życie ludzkie faktycznie okazuje się być jednym długim pasmem decyzji. Od wyników zaś owych decyzji zależy jakość, wyniki i przebieg naszego życia. 
       Wszelkie decyzje dokonywane są w naszych umysłach. Dlatego ich wyniki zawsze rządzone są zasadami działania owego "pola moralnego" opisanego już w punktach #D5, #F5 i #I1 tej strony. Wśród zaś owych zasad, najważniejszą jest owa "zasada przeciwstawności krótkoterminowych i długoterminowych skutków działania pola moralnego" - której istnienie i działanie już podkreślałem we wstępie do niniejszej "częsci #J". Działanie tej zasady jest bowiem aż tak powtarzalne i aż tak stanowcze, że można ją uznawać za jeszcze jeden tzw. "wskaźnik moralnej poprawności" opisywany w punkcie #C4.2.1 mojej strony o nazwie morals_pl.htm. Niestety, nadal tylko niewielu ludzi wie jak owo pole działa i jakie zasady oraz prawa nim rządzą. Wszakże po raz pierwszy w świecie owo pole moralne zostało wykryte i dokładnie opisane dopiero przez filozofię totalizmu. Jednak filozofię tę dotychczas poznało jedynie relatywnie niewielu ludzi. Stąd tylko owych niewielu ludzi wie jak podejmować poprawne decyzje. Reszta zaś ludzi nadal postępuje tak jak nakazują im to wyniki edukacji nadzorowanej przez naszą oficjalną naukę. A nauka ta błędnie przecież nakazuje nas uczyć w szkołach i na uczelniach, że każdy problem ma tylko jedno poprawne rozwiązanie, oraz że jest nim to rozwiązanie które daje nam maksymum zysków finansowych - na co zwracałem już czytelnikowi uwagę na początku wstępu do tej strony i wstępu do tej "części #J". Zamiast więc w swoich decyzjach mądrze wybierać naprawdę poprawne rozwiązanie problemu, większość ludzi bezkrytycznie wdraża to co przynosi im najwyższe korzyści finansowe - chociaż typowo wcale NIE jest to owym poprawnym rozwiązaniem nurtującego ich problemu. W rezultacie tych błędnych wierzeń ugruntowywanych przez naszą oficjalną naukę, większość ludzi podejmuje błędne decyzje, które są niemoralne bowiem zbiegają w dół pola moralnego. Za podejmowanie zaś niemoralnych decyzji pole moralne wymierza surowe kary. Oczywiście, jeśli ktoś podejmuje decyzje tylko dla swego indywidualnego użytku, wówczas kary te typowo dotykają jedynie jego samego. Jeśli jednak rząd lub sejm jakiegoś kraju podejmuje błędne decyzje, które dotykają wszystkich mieszkańców tego kraju, a czasami także mieszkańców innych krajów, wówczas kary za podjęcie owych niemoralnych decyzji niekorzystnie psują życie każdego mieszkańca tego kraju, a czasami także i każdego mieszkańca naszej planety. Z tego powodu jest ogromnie istotne, aby rządy i sejmy nauczyły się jak podejmować decyzje zgodne z zasadami i kryteriami moralności ujawnianymi nam przez Biblię i przez filozofię totalizmu. 
       Wspaniałą rzeczą na temat metod wypracowanych przez filozofię totalizmu jest to, że zasady podejmowania poprawnych decyzji pozostają dokładnie te same, bez względu na to kto i jaką decyzję podejmuje. Stąd totalizm dostarcza nam doskonalego narzędzia które działa równie niezawodnie zarówno podczas podejmowania naszych prywatnych decyzji, jak i podejmowania np. decyzji rządowych czy sejmowych. Wszakże do decyzji dotyczącej jakiejś mało istotnej sprawy z codziennego życia, oraz dla decyzji jakiej wyniki dotkną cały kraj, stosują się te same metody i zasady. Mianowicie, aby w długoterminowym działaniu NIE zostać przetransformowaną w zaprzeczenie celów dla jakich oryginalnie została podjęta, oraz aby NIE generować niwelujących jej cele niepożądanych skutków ubocznych, każda z decyzji musi być pedantycznie moralna - czyli musi wspinać się możliwie najstromiej pod górę pola moralnego. Ten wymóg faktycznie jest źródłem jedynego nakazu jaki filozofia totalizmu na nas nakłada, a który stwierdza "wszystko co czynisz, zawsze czyń pedantycznie moralnie - czyli w sposób jaki wspina się możliwie najbardziej stromo pod górę pola moralnego"
       Ów nakaz filozofii totalizmu, aby wszystko dokonywać w sposób pedantycznie moralny, powoduje że totalizm wyróżnia tylko dwa rodzaje decyzji, mianowicie (1) decyzje poprawne moralnie, których wdrożenie wspina ich wykonawcę pod górę pola moralnego, oraz (2) decyzje niemoralne, których wdrożenie spycha wykonawcę w dół pola moralnego. Ponadto ustalenia totalizmu dostarczają nam też narzędzi pozwalających na łatwe i szybkie odróżnianie decyzji poprawnych moralnie od decyzji niemoralnych. Opisy tych narzędzi wskazuje punkt #J2 poniżej. Jedna z zasad takiego szybkiego odróżniania obu rodzajów decyzji bazuje na wyjaśnionych już uprzednio w punktach #D5, #F5 i #I1 tej strony różnicach pomiędzy krótkotrwałymi (natychmiastowymi) i długoterminowymi następstwami realizacji decyzji poprawnych moralnie i decyzji niemoralnych - wyrażonych opisaną już uprzednio "zasadą przeciwstawności krótkoterminowych i długoterminowych skutków działania pola moralnego". Mianowicie, realizacja decyzji poprawnych moralnie natychmiastowo i krótkoterminowo zawsze jest utrudniana przez pole moralne, a stąd jest trudna, wymagająca włożenia znacznego wysiłku, spotykająca się z krytycyzmem i opozycją wielu ludzi, zaś korzystne następstwa tych decyzji ujawniają się dopiero w długoterminowym działaniu. Wszakże w swym krótkoterminowym działaniu mechanizmy moralne mają na celu podtrzymanie wiary ludzi w swoją "wolną wolę" oraz przeegzaminowanie i "osądzenie" ich charakteru - co wyjaśniam szerzej m.in. w punkcie #C4.2 swej strony o nazwie morals_pl.htm, oraz w punkcie #B3 swej strony o nazwie pajak_na_prezydenta_2020.htm (to dlatego krótkoterminowe działanie tych mechanizmów moralnych może być nazywane "osądzającym"). Dopiero w swym długoterminowym działaniu mechanizmy moralne przechodzą do faktycznego nagradzania za moralność i do karania za niemoralność (to dlatego dopiero długoterminowe działanie tych mechanizmów moralnych może być nazywane "nagradzającym" i "karzącym"). Tylko więc realizacja decyzji niemoralnych krótkoterminowo jest ułatwiana przez pole moralne, a stąd natychmiastowo decyzje te są łatwe do podjęcia i wdrożenia, bezwysiłkowe, przynoszące przyjemność, wzbudzające natychmiastowe uznanie wielu innych ludzi, oraz przynoszące cały szereg natychmiastowych korzyści. Jednak w długoterminowym działaniu decyzje niemoralne uwalniają tak ogromną ilość niepożądanych skutków ubocznych, że skutki te transformują owe decyzje w zaprzeczenia celów dla jakich oryginalnie zostały one podjęte, a ponadto transformują ich korzystne następstwa w niepożądane następstwa. W rezultacie owe skutki uboczne tylko nasilają konieczność ponownego znalezienia moralnie poprawnych rozwiązań dla problemów które oryginalnie decyzje te miały rozwiązywać. W sumie więc niemoralne decyzje nigdy NIE rozwiązują ludzkich problemów, a jedynie eskalują te problemy i odkładają na później konieczność ich moralnie poprawnego rozwiązania
       Warto w tym miejscu odnotować, że to co ustalił totalizm na temat decyzji jest dokładną odwrotnością tego w co wielu ludzi wierzy i praktykuje. Mianowicie, totalizm nakłania aby upierać się przy decyzjach które są moralnie poprawne i stąd dla których przy ich podejmowaniu i wdrażaniu pole moralne generuje natychmiastowe opory ludzkiego pochodzenia - czyli których podejmowanie i realizacja krótko-terminowo jest trudna i wymagająca znacznego wkładu pracy umysłowej, ponieważ biegnie ona wzdłuż tzw. "linii najwyższego oporu intelektualnego", ale jednocześnie jest realistyczna i możliwa dla nas do faktycznego wdrożenia oraz NIE napotyka oporów o przeważająco boskim pochodzeniu (po przykład patrz opisy z punktów #N2 i #N3 tej strony i porównaj to z tym co wyjaśnia punkt #J3 tej strony). Tylko bowiem takie moralnie poprawne decyzje w długoterminowym działaniu faktycznie rozwiązują problem z powodu którego były one podjęte. W przeciwieństwie do totalizmu wielu ludzi wierzy, że napotykanie natychmiastowych (krótko-terminowych) trudności i intelektualnej pracochłonności w podejmowaniu i późniejszej realizacji decyzji, jest rodzajem "złego omenu" albo złą inwestycją swego czasu i środków, a stąd że przy decyzjach tych NIE należy obstawać i najlepiej to szybko zarzucić ich wdrażanie
       Oczywiście, każda decyzja po podjęciu w naszych umysłach odczekuje potem na swoje wdrożenie w świecie fizycznym. Wdrożenie owo też może być dokonywane w sposób moralnie poprawny, lub w sposób niemoralny. Na szczęście, zasady fizycznego wdrażania decyzji w sposób spełniający ostre kryteria moralności są już znacznie lepiej poznane przez większość ludzi, niż zasady umysłowego podejmowania moralnie poprawnych decyzji. (To dlatego w tym punkcie opisuję szczegółowo tylko zasady umysłowego podejmowania moralnie poprawnych decyzji.) Wszakże te fizyczne wdrożenia wymagają jedynie użycia powszechnie znanych zasad pedantycznie moralnego postępowania. Takie zaś postępowanie wyjaśnia nam dokładnie Biblia, chrześcijaństwo, karma, filozofia totalizmu, itp. NIE potrzebuję więc już tutaj powtarzać tych wyjaśnień. Przypomnę jedynie, że końcowe wyniki nawet najmoralniej podjętej decyzji, też mogą być zniweczone przez niemoralne wdrożenie owej decyzji. Jednak jeśli dana decyzja jest moralnie poprawna, oraz jeśli potem zostaje ona wdrożona moralnie poprawnie w świecie fizycznym, wówczas totalizm gwarantuje, że w długoterminowym działaniu trwale rozwiąże ona ludzki problem, dla rozwiązania którego została ona podjęta
       W wyjaśnieniach z tego punktu starałem się podkreślić, że filozofia totalizmu uwypukla nam również ów dosyć szokujący fakt, mianowicie że decyzje niemoralne jakie starają się rozwiązać jakikolwiek rzeczywisty problem, faktycznie nigdy problemu tego NIE rozwiązują, a jedynie go eskalują i przesuwają na później konieczność znalezienia dla niego moralnie poprawnego rozwiązania. Decyzje niemoralne dostarczają bowiem tylko krótkoterminowej namiastki rozwiązania problemu, czy też wrażenia rozwiązania problemu, jednak potem w długoterminowym działaniu swoimi niepożądanymi "skutkami ubocznymi" przywracają ponownie i dodatkowo eskalują sytuację panującą przed wdrożeniem niemoralnego rozwiązania tego problemu. W rezultacie, jeśli ktoś podejmie decyzję aby rozwiązać jakiś problem w sposób niemoralny, tj. w sposób jaki bezwysiłkowo ześlizguje się w dół pola moralnego, wówczas po ujawnieniu się długoterminowych skutków ubocznych tego rozwiązania, ponownie staje on przed problemem znalezienia moralnie poprawnego rozwiązania do tego samego problemu, a na dodatek musi jeszcze rozwiązywać cały szereg dodatkowych problemów spowodowanych działaniem niepożądanych skutków ubocznych wdrożenia niemoralnego rozwiązania owego problemu. Faktycznie więc, jedynym naprawdę ostatecznym rozwiązaniem dowolnego rzeczywistego problemu życiowego, jest rozwiązanie zgodne z kryteriami moralności, czyli rozwiązanie które wspina się pod górę pola moralnego
       Wskażmy teraz powszechnie znane przykłady niemoralnych decyzji zaczerpnięte z rzeczywistego życia. Dowodzą one prawdy powyższych ustaleń filozofii totalizmu - szczególnie zaś ustalenia, że niemoralne decyzje nigdy NIE rozwiązują problemów z powodu których oryginalnie zostały one podjęte, a jedynie przekładają na później konieczność znalezienia moralnego rozwiązania dla tych problemów. Jednocześnie, z powodu braku wiedzy o działaniu pola moralnego, przez większość dzisiejszych ludzi decyzje te wcale NIE są uważane za niepoprawne - i to na przekór, że w sposob oczywisty ujawniają one swoje długoterminowo niepożądane następstwa uboczne jakie transformują je w zaprzeczenia celów dla których oryginalnie zostały one podjęte. I tak, doskonałym przykładem niemoralnej decyzji mającej rozwiązać problem często konfrontowany przez indywidualnych ludzi, a polegający na znalezieniu towarzysza życiowego, jest małżeństwo z kimś, z kim połączyło nas np. jakieś fizyczne pożądanie, a NIE faktyczne pokrewieństwo dusz. Wszakże po takim małżeństwie następuje szybki rozwód - chyba że ktoś celowo uniknie rozwodu kosztem cierpienia przez resztę życia. W przypadku zaś rozwodu ponownie potem trzeba znaleźć kogoś na resztę życia, a ponadto typowo trzeba też jakoś porozwiązywać problemy "następstw ubocznych" w postaci np. losów dzieci czy utraty lub podziału dorobku życiowego. Z kolei doskonałe przykłady niemoralnych decyzji mających rozwiązać masowe problemy konfrontowane przez całą naszą cywilizację, które jednak wcale problemów tych NIE rozwiązały, są decyzje wdrożone dotychczas przez ludzi w sprawach sporów terytorialnych, szkodliwych owadów, bakterii chorobotwórczych, a także są np. przypadki drukowania pieniędzy czy następstwa wdrożenia teorii względności. Wszakże przykładowo spory terytorialne ludzie typowo usiłują rozwiązać agresją i wojnami - czyli w sposob oczywiście niemoralny (tak jak wyjaśnia to punkt #I2 ze strony o nazwie bitwa_o_milicz.htm). Po zakończeniu owych wojen ciągle jednak ludzie muszą zasiąść do stołu i wynegocjować faktyczne rozwiązanie dla terytorialnego sporu, a na dodatek muszą rozwiązać jakoś dodatkowe problemy spowodowane właśnie owymi wojnami. Problem szkodliwych owadów ludzie usiłowali rozwiązać niemoralnie decyzją wdrożenia pestycydów - pierwszym z których był DDT (w Polsce nazywany azotoksem). Niestety, zdolność owadów do nabycia odporności na pestycydy spowodowała, że obecnie ludzie ciągle muszą znaleźć moralnie poprawne rozwiązanie dla tego samego problemu szkodliwych owadów, a na dodatek muszą też rozwiązać liczne problemy skutków ubocznych długotrwałego używania pestycydów (np. wyniszczenie korzystnych owadów, nasycenie gleby pestycydami indukującymi choroby raka, uczulenia, itp.). Podobna sytuacja jak ze szkodliwymi owadami ma się też z bakteriami chorobotwórczymi. Niemoralnym rozwiązaniem tego problemu były antybiotyki - pierwszym z których była penicylina. Niestety, najbardziej złośliwe bakterie nabyły już odporności na antybiotyki, tak że teraz ludzie konfrontują ponownie konieczność znalezienia rozwiązania dla problemu bakterii (miejmy nadzieję, że tym razem będzie to już rozwiązanie moralnie poprawne), a na dodatek muszą też rozwiązywać liczne problemy niepożądanych skutków ubocznych szerokiego użycia antybiotyków. Z historii też nam wiadomo, że drukowanie pieniędzy (opisywane już dokładniej w punkcie #G2 tej strony) zawsze w długoterminowym działaniu sprowadza zaprzeczenie siebie samego, czyli krach finansowy. Dosyć bulwersujące są też długoterminowe następstwa decyzji wdrożenia teorii względności do nauczania i do kanonów fizyki. Już obecnie bowiem decyzja wdrożenia tej teorii okazuje się być zaprzeczeniem celu w jakim została ona podjęta, tj. teoria względności dosyć otwarcie blokuje już (zamiast wspierać) postęp ludzkiej wiedzy w aż całym szeregu obszarów - np. poprzez uniemożliwianie uznania i popularyzacji odkryć cząsteczek szybszych od światła, poprzez blokowanie oficjalnego uznania Konceptu Dipolarnej Grawitacji i wszelkich następstw tego konceptu (np. filozofii totalizmu), poprzez uniemożliwienie naukowcom nawet choćby tylko rozpatrzenia możliwości, iż nasz świat fizyczny starzeje się według dwóch odmiennych czasów (nienawracalnego i nawracalnego) opisywanych w punkcie #F4 tej strony, oraz na kilka jeszcze innych sposobów. Wszystkie te zaś cechy są charakterystyczne dla podejmowania i wdrażania wszelkich niemoralnych decyzji - tak jak wyjaśniam to szerzej w punkcie #H3 strony o nazwie mozajski.htm
       Ciekawostką, o jakiej warto tutaj też nadmienić, jest że podejmowanie niemoralnych decyzji w bardzo istotnych dla ludzkości sprawach, wcale NIE ogranicza się tylko do naszej przeszłości. Nawet bowiem i dzisiaj kryteria moralne filozofii totalizmu pozwalają nam zidentyfikować jednoznacznie wiele bardzo istotnych decyzji, jakie też wykazują wszelkie cechy decyzji wysoce niemoralnych. Narazie więc wcale NIE rozwiązują one problemów dla jakich są podejmowane, a jedynie eskalują te problemy i przekładają na późniejszy czas konieczność ich moralnie poprawnego rozwiązania. W swym też długoterminowym działaniu owe decyzje spowodują wiele cierpień, zawodów i zła u ludzi których one dotkną. Jednym z przykładów takich niemoralnych decyzji, jaki wyjaśniam relatywnie wyczerpujaco w punktach #A1, #B5 i #F3 mojej strony o nazwie solar_pl.htm, są obecnie podejmowane decyzje budowania bezakumulatorowych systemów domowych do generowania elektryczności z energii słońca. 
       Oczywiście, niektórzy z czytelników mogą mieć wątpliwości, czy wskazane powyżej przykłady ludzkich postępowań faktycznie są wynikami niemoralnych decyzji i wdrożeń. W przypadku małżeństw spowodowanych np. pożądaniem zamiast pokrewieństwem dusz, oraz w przypadku wojen, ich niemoralność jest oczywista. Potwierdza ją bowiem NIE tylko treść Biblii, ale praktycznie niemal i każdy wskaźnik z punktów niniejszego i #J2 na tej stronie. Także w sprawie drukowania pieniędzy zarówno podszepty naszego sumienia, jak i cechy tego działania opisywane w punkcie #G2 tej strony, też potwierdzają, że jest ono decyzją i wdrożeniem niemoralnym. Ktoś może jednak ciągle mieć wątpliwość, czy decyzje o wdrożeniu pestycydów i antybiotyków również były niemoralne, albo czy niemoralna była np. decyzja o wdrożeniu teorii względności do nauczania i do kanonów fizyki - dyskutowana szerzej w punkcie #H3 strony mozajski.htm. Okazuje się, że TAK, faktycznie wszystkie te decyzje były niemoralne - co najlepiej dokumentują m.in. opisane powyżej różnice pomiędzy krótkotrwałymi (natychmiastowymi) i długoterminowymi następstwami decyzji poprawnych moralnie i decyzji niemoralnych. Przykładowo, jeśli ktoś przestudiuje historię wynalazków i wdrożeń pierwszych pestycydów (DDT) i antybiotyków (penicyliny), czy historię dowolnej innej niemoralnej decyzji - np. historię teorii względności, wówczas odkryje, że ich twórcom przyszły one łatwo i bez wymaganego nakładu pracy - np. przy okazji dokonywania jakichś innych badań, czy też - jak w przypadku teorii względności, ponieważ coraz więcej faktów wskazuje że jej sformułowania i napisania dokonała pierwsza żona Einsteina, a NIE sam Einstein - po szczegóły patrz np. artykuł www.technologyreview.com/view/427621/did-einsteins-first-wife-secretly-coauthor-his-1905-relativity-paper/, który ja miałem przyjemność znaleźć i przeczytać w lipcu 2014 roku. (Sam Einstein był dosyć znany z faktu, iż NIE należał on do "pracusiów". Przykładowo, jego publikacja z 1905 roku o tytule "Does the Inertia of a Body Depend Upon Its Energy Content?", omawiająca następstwa teorii względności, miała długość ... niemal 2 stron - patrz podpis pod "Fot. #G2c" ze strony evil_pl.htm. Do dzisiaj też jakoś nie udaje się znaleźć w publikacjach Einsteina wyprowadzenia owego słynnego równania "E = m c kwadrat" - czyżby jego pierwsza żona zatrzymała dla siebie to kluczowe wyprowadzenie jako dowód kto jest faktycznym autorem teorii względności?) Ponadto wszystkie z tych decyzji przyniosły ich twórcom natychmiastowe uznanie, rozgłos i korzyści finansowe - w każdym z opisywanych tu przykładów włącznie z poprzyznawanymi tym twórcom nagrodami Nobla. W końcu, w swym długoterminowym działaniu wszystkie one poujawniały już do dzisiaj następstwa niepożądanych skutków ubocznych, które pozamieniały je w dokładne zaprzeczenia celów w jakich oryginalnie decyzje te zostały podjęte (tj. poujawniały następstwa m.in. skutków ubocznych wskazywanych w poprzednim paragrafie). 
       Oficjalna nauka ma to do siebie, że jest ogromnie uparta w popełnianiu niemoralności, oraz absolutnie już niezdolna do akceptowania lekcji udzielonych jej przez historię - które to jej atrybuty staram się podkreślić w punkcie #C4.7 strony morals_pl.htm. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że podobne niemoralności jakie już popełniła z antybiotykami, pestycydami i teorią względności, oficjalna nauka popełni ponownie z przyszłymi ludzkimi osiągnięciami jakie też mają potencjał aby przy niemoralnym ich wdrożeniu stać się podobnymi "przekleństwami ludzkości". Stąd chciałbym tutaj ostrzec, że już jest wiadomym "co" i "dlaczego" już niedługo może też stać się następnymi "przekleństwami ludzkości" - jeśli będzie to potraktowane równie niemoralnie i równie niechlujnie jak antybiotyki, pestycydy i teoria względności. I tak, są to: (1) Inżynieria genetyczna (GE) - stanie się ona "przekleństwem ludzkości" jeśli niechlujni naukowcy wytworzą i nieostrożnie uwolnią jakiś wiatropylny GE organizm, jaki okaże się wysoce szkodliwy i jaki NIE da się już potem wziąść ponownie pod kontrolę. (Odnotuj, że takie nieostrożne uwolnienie GE organizmów, w tym GE kukurydzy, miało już kilkakrotnie miejsce np. w NZ - to dlatego ja sugeruję, że NZ i Australia powinny być zadeklarowane przez ONZ "GE free zones" zanim będzie na to już za późno.) (2) Telekineza - ma ona potencjał aby stać się poważnym problemem, jeśli ludzkość NIE wyznaczy jakiejś wyraźnej "strefy wolnej od telekinezy" (TFZ) przed wprowadzeniem telekinezy do powszechnego użycia. W przypadku bowiem rozprzestrzenienia telekinezy po całej Ziemi, NIE będzie istniał obszar porównawczy do jakiego by dawało sie porównywać następstwa jej powszechnego użycia. Dlatego, jako odkrywca "telekinezy" zdecydowałem się zadeklarować "strefę wolną od telekinezy" opisaną na stronie tfz_pl.htm - wszakże praktycznie wszystko daje się czynić w sposób moralny lub niemoralny. Niemniej z oporów jakie pole moralne już od dawna stawia urzeczywistnieniu urządzeń telekinetycznych, daje się wydedukować, że w typowych przypadkach wdrożenie technicznej telekinezy będzie decyzją i działaniem poprawnym moralnie - aczkolwiek zapewne w przyszłości zaistnieją też przypadki, iż ktoś zacznie używać telekinezę na niemoralne sposoby (nienaprawialnej szkodliwości którego to użycia ma zapobiec właśnie ustanowienie mojej "strefy wolnej od telekinezy"). (3) Wehikuły czasu - ich zbudowanie na Ziemi otworzy dla ludzi możliwość realizowania tzw. "uwięzionej nieśmiertelności", polegającej na powtarzalnym cofaniu ludzi do czasów ich młodości zaraz po tym jak osiągną oni swój wiek starczy. Niestety, jeśli NIE wprowadzony zostanie wymóg przestrzegany z iście "żelazną konsekwencją", że cofane w czasie do lat swej młodości mogą być tylko osoby które uprzednio wypracowały dla siebie tzw. "totaliztyczną nirwanę", wówczas kumulatywnie zwiększająca się na Ziemi liczba "zgorzkniałych starców" wprowadzanych w ciała młodzieży wytworzy na Ziemi klimat społeczny jaki pod nazwą "wieczyste potępienie" opisałem już w punkcie #H3 swej strony o nazwie immortality_pl.htm. W owym klimacie praktycznie wszyscy mieszkańcy Ziemi zadręczaliby się wzajemnie i nieustannie czyniliby się tak nieszczęśliwymi jakby żyli w faktycznym piekle. 
       Procedury umysłowego podejmowania moralnie poprawnych decyzji są istotną składową zaleceń filozofii totalizmu. Dlatego są one wyjaśniane wyczerpująco aż w całym szeregu totaliztycznych opracowań. Przykładowo, prosta i szybka metoda codziennego podejmowania moralnie poprawnych decyzji omawiana jest także w punkcie #A2.1 strony o nazwie totalizm_pl.htm. Z kolei np. ocena i przewidywanie następstw jakiejś decyzji czy ludzkiej działalności poprzez sprawdzenie czy pole moralne pomaga czy też przeszkadza jej podjęciu i urzeczywistnieniu, wyjaśnione zostało w punkcie #F1 jeszcze innej totaliztycznej strony o nazwie rok.htm. Natomiast przykład sposobu podjęcia jednej takiej moralnie poprawnej decyzji dyskutowany jest w punkcie #N4 niniejszej strony internetowej. 


[Bild: 14_ja01_p.gif]



a)


[Bild: janpajak.jpg]

b)

Rys. #J1ab: Symbol (pieczęć) moralności i spełniania wymagań moralnych - czyli logo filozofii totalizmu. Totalizm jest obecnie najbardziej moralną ze wszystkich sformułowanych przez człowieka nowoczesnych filozofii istniejących na Ziemi. (Odnotuj jednak, że totalizm uznaje moralną nadrzędność treści Biblii - do naukowego wyjaśnienia której powinny zmierzać ustalenia każdej sformułowanej przez człowieka filozofii bazującej na empirycznym materiale dowodowym i na dedukcjach logicznych - patrz też podpis pod "Rys. #A1" powyżej na tej stronie.) Każdy kto ochotniczo i świadomie umieszcza logo totalizmu na swoim opracowaniu, lub kto nosi logo totalizmu, deklaruje w ten sposób publicznie swój zamiar wypełniania moralnego obowiązku aby utrzymywać pedantyczną zgodność własnych stwierdzeń, postaw i poczynań z treścią Biblii, podszeptami sumienia i z naukowymi ustaleniami filozofii totalizmu. Innymi słowy, deklaruje publicznie iż będzie czynił wszystko co w jego mocy aby unikać kłamania i mówić wyłącznie prawdę, aby NIE krzywdzić innych ludzi i starać się im pomagać w każdej sytuacji kiedy okaże się to możliwe, oraz aby unikać czynienia zła i dokonywać wszystko w zgodzie z podszeptami własnego sumienia, nakazami Biblii i rekomendancjami filozofii totalizmu. (Oczywiście, to działanie logo totalizmu jako deklaracji wypełniania swych moralnych obowiązków wcale NIE jest w stanie odstraszyć oszustów najróżniejszej maści od nadużywania owego logo - podobnie jak instytucje drukujące banknoty, oraz ludzkie prawa, wcale NIE są w stanie zabezpieczyć owych banknotów przed byciem niemoralnie podrabianymi np. przez kryminalistów.) To właśnie powyższe logo (tj. symbol moralności i spełniania wymagań moralnych) chciałem wydrukować (opieczętować) obok swego nazwiska na formularzach do głosowania. Wszakże ten symbol (pieczęć) dałby wyborcom znać, że poprzez głosowanie na mnie, faktycznie wybieraliby sobie na posła reprezentującego ich w sejmie, osobę która NIE tylko opracowała najmoralniejszą obecnie filozofię na Ziemi, ale która także usilnie stara się żyć według nakazów i wymagań owej filozofii. Niestety, już się dowiedziałem, że zgodnie z prawem wyborczym obowiązującem obecnie w NZ, przy nazwiskach "niezależnych" posłów NIE może widnieć żadne logo na formularzach wyborczych. Do umieszczania logo przy swoim nazwisku mają jedynie prawo kandydaci z partii politycznych - co w oczywisty sposób daje przewagę kandydatom z partii nad "niezależnymi" kandydatami. (Kliknij na powyższą ilustrację lub zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu.)  
       Jak czytelnik być może jest już tego świadomy, totalizm jest obecnie najpopularniejszą i najszybciej rosnącą i rozwijającą się nowoczesną filozofią. Niektórzy szacują, że tylko w samej Polsce totalizm ma już obecnie więcej praktykujących i zwolenników, niż wynosi liczba ludności całej Nowej Zelandii. Jest on też coraz szerzej poznawany i poza Polską, w tym w NZ. Stąd jakaś proporcja wyborców z "Hutt South", którzy zapoznali się już z filozofią totalizmu lub nawet praktykują ją w swoim życiu, jest już świadoma jakie idee logo to sobą reprezentuje. Wszakże logo totalizmu występuje praktycznie w niemal wszystkich stronach i publikacjach totalizmu. Stąd jeśli ktoś wpisze do jakiejś wyszukiwarki np. słowa kluczowe totalizm Jan Pająk, wówczas na większości stron jakie będą wyszukane znajdzie gdzieś owo logo. Problem jednak polega na tym, że na świecie żyje wiele osób o nazwisku Jan Pająk. Stąd widząc na papierach ballotowych w trakcie wyborów jedynie samo to nazwisko, nawet ci wyborcy który praktykują już totalizm, NIE będą wiedzieli, że nazwisko jakie mają przed sobą ma bezpośredni związek z filozofią totalizmu. Dlatego w dniu 26 marca 2014 roku oficjalnie zwróciłem się do Komisji Wyborczej NZ z zapytaniem, czy zgodnie z obowiązującym prawem wyborczym istnieje mozliwość aby na formularzach ballotowych przy moim nazwisku wydrukowane jednak było też logo totalizmu. (O tym swoim oficjalnym zapytaniu, oraz o odpowiedzi NIE która ono otrzymało, piszę też w (2014/3/27) z punktu #M2 tej strony.) Wszakże może to być odbierane jako rodzaj niesprawiedliwości i jawnego faworyzowania kandydatów partyjnych, jeśli komisja wyborcza NIE może pozwolić mi na wydrukowanie tego logo na formularzach ballotowych przy moim nazwisku, podczas gdy pozwala aby na owych formularzach drukowane były loga partii politycznych do których określeni kandydaci należą. 
       Rys. #J1a (lewe): Oto wygląd symbolu (pieczęci) moralności i spełniania wymagań moralnych, czyli logo totalizmu. Logo to wykazuje się wieloma raczej niezwykłymi cechami - które opisałem w podrozdziale H1 z tomu 5 mojej monografii [8] o tytule "Totalizm". Ktoś dokonał także anonimowych badań cech tego logo, zaś swe wyniki opublikował na polskojęzycznej stronie o adresie logototalizm.w.interia.pl. Odnotuj, że aby umożliwić wyborcom wizualne powiązanie mojej kandydatury z bazującą na kryteriach moralności filozofią totalizmu, powyższym symbolem moralności opieczętowane też zostały ulotki z "Rys. #A1" i z "Rys. #M1". Z tego co słyszałem (aczkolwiek nie starałem się oficjalnie sprawdzić), to włącznie aż do wyborów z 2011 roku, poszczególnym kandydatom były przyporządkowywane loga pod jakimi prowadzili oni swoje kampanie i jakie potem drukowane były na formularzach głosowania. Ja planowałem, że swoją obecną kampanię będę pieczętował powyższym logo totalizmu. Niefortunnie, podczas rejestrowania swego zainteresowania odkryłem, że właśnie przygotowywana jest ustawa, iż w 2014 roku "niezależnym" kandydatom NIE będzie już przyporządkowywane żadne logo przy ich nazwisku na drukach formularzy głosowania - które wyborcom pomagałoby ich identyfikować wizualnie i kojarzyć z kampanią wyborczą jaką prowadzili pod owym logo. Od 2014 roku wizualne identyfikowanie się na formularzu głosowania za pośrednictwem logo ma być w NZ dozwolone jedynie kandydatom wytypowanym przez partie polityczne. Ponieważ zgodnie z moimi badaniami tzw. "omniplanu" opisywanego w punktach #C3, #C4 i #C4.1 strony immortality_pl.htm, praktycznie wszystko co dzieje się na Ziemi faktycznie wywodzi się od Boga, ciekawe jaką wymowę ma owa zbieżność zakazu używania logo, z moją decyzją wystawienia swej kandydatury pod głosowanie, a także jaki związek owa zbieżność ma z boską metodą wychowawczą, którą pod nazwą "zasada odwrotności" opisuję w punkcie #F3 swej strony o nazwie wszewilki.htm
       Fot. #J1b (prawy): Oto jedna z licznych ilustracji upowszechnianych w internecie przez kogoś innego niż ja sam, która dokumentuje, że w umysłach osób praktykujących totalizm, sympatyzująych z tą filozofią, lub starających się ją krytykować, logo totalizmu nierozerwalnie wiąże się z moją osobą. Powyższa ilustracja pokazuje moje zdjęcie, które jednak jakiś anonimowy "artysta" dodatkowo przekomponował, poczym opublikował je w internecie. Jego przekomponowania dokonał on w taki sposób, aby nadać mi cechy telewizyjnego czy filmowego "bohatera". M.in. dodał więc do mojego zdjęcia owo logo totalizmu widoczne na mojej piersi. (W rzeczywistym życiu, jak narazie starałem się zachowywać skromność, a stąd NIE nosiłem loga totalizmu na swej piersi - jednak dla potrzeb nadchodzącej kampanii wyborczej być może rozważę tę sprawę ponownie.) 
       Warto tu też dodać, że działanie "pola moralnego", opisywane m.in. w punkcie #J1 i w "części #N" tej strony, powoduje iż ktoś inny niż ja sam opublikował anonimowo w internecie wiele moich podobizn pracowicie przez niego przekomponowanych w podobny do powyższego sposób. Aby zaś pracowicie przekomponowane dzieła tego anonimowego "artysty" NIE uległy zmarnowaniu, co ciekawsze z nich zdecydowałem się zreprodukować m.in. na swoich stronach i publikacjach (NIE widniały wszakże na nich "copyright"). Stąd jeśli czytelnik zechce, to reprodukcje dalszych z tak przekomponowanych moich podobizn może sobie oglądnąć np. na "Fot. #J3" ze strony god_proof_pl.htm, na "Fot. #M1" ze strony telekinesis_pl.htm, czy też na "Fot. #A4" z tomu 1 mojej najnowszej monografii [1/5].

#J2. Procedury, metody i kryteria totalizmu ułatwiające podejmowanie poprawnych moralnie decyzji i wdrożeń:
       Filozofia totalizmu nakłada na ludzi którzy ją praktykują tylko jedno wymaganie, mianowicie że "wszystko co czynisz, czyń pedantycznie moralnie". Chodzi bowiem o to, że jeśli nasze wybory i decyzje spełniają ostre wymagania i kryteria moralne, wówczas ich długoterminowe następstwa faktycznie i ostatecznie rozwiązują problemy dla których rozwiązania oryginalnie zostały one podjęte. (Odnotuj jednak z poprzedniego punktu #J1, że niemoralne decyzje nigdy naprawdę NIE rozwiązują żadnego problemu.) Stąd jeśli np. osoba praktykująca totalizm oddaje komuś przysługę, wówczas w praniu przysługa ta okazuje się być "faktyczną przysługą", a NIE tylko "niedźwiedzią przysługą". 
       Generalna procedura rekomendowana przez totalizm do podejmowania i wdrażania moralnie poprawnych decyzji, jest zilustrowana na przykładzie w punkcie #N4 tej strony. Polega ona na (1) wyszukaniu wszelkich możliwych decyzji jakie leżą w naszych możliwościach w sprawie rozwiązania problemu jaki aktualnie konfrontujemy, poczym (2) na wybraniu z całego zbioru tych decyzji tej jednej, która charakteryzuje się najbardziej stromym wspinaniem się pod górę pola moralnego. Oczywiście, cała sztuka relizowania tej procedury, a stąd działania jak totalizta, polega na umiejętności możliwie wczesnego ustalania, czy owa jedna decyzja jaką się wybrało do wdrożenia, faktycznie spełnia ostre kryteria moralności - jeśli zaś ona NIE spełnia tych kryteriów, to na takim przetransformowaniu tej decyzji, aby spełniała ona kryteria moralności. 
       Totalizm jest dobrze już rozwiniętą filozofią, która wskazuje użytkownikom aż cały szereg narzędzi i metod działania, jakie pozwalają im szybko zweryfikować, czy jakaś decyzja i jej wdrożenie spełnią kryteria moralności, zaś jeśli NIE spełnią, wówczas które pozwalają im zmienić tę decyzję i wdrożenie na inne, tak aby spełniały one owe kryteria moralne. Ja NIE będę powtarzał tu tych narzędzi i metod, a ograniczę się jedynie do wskazania gdzie są one dobrze opisane. Wszakże jeśli czytelnik zechce, może tam zaglądnąć i poznać te narzędzia i metody. Oto więc linki do opisów najważniejszych z nich: 
       (A) Tzw. "wskaźniki moralnej poprawności". Podobnie jak religie używają pojęć "grzechu" i "dobrego uczynku", również totalizm używa aż całego szeregu tzw. "wskaźników moralnej poprawności". Wskaźniki te szybko i wyraźnie wskazują, czy zamierzone decyzje i działania ludzi spełniają kryteria moralności. Skrótowo są one opisane w punktach #C4 do #C4.6 mojej strony o nazwie morals_pl.htm, a niektóre z nich omówione także w punkcie #B1 strony o nazwie changelings_pl.htm. Przykłady tych wskaźników obejmują "treść Biblii", "nasz organ sumienia", "pole moralne", "energię moralną", "prawa moralne", "karmę", oraz kilka jeszcze innych. 
       (B) Zasady totaliztycznego postępowania w określonych sytuacjach życiowych. Te są opisane w punktach #A2 do #A2.10 mojej strony o nazwie totalizm_pl.htm. Ich przykładem może być jedyny nakaz totalizmu, aby we wszystkim co się czyni, szczególnie zaś w decydujących sytuacjach życiowych, zawsze postępować pedantycznie moralnie i stąd nieustannie wspinać się pod górę "pola moralnego" - czyli wybierać rozwiązania które są przeciwstawne do tzw. "linii najmniejszego oporu intelektualnego". Z kolei ową linię łatwo jest znaleźć w sytuacjach z codziennego życia. Wszakże jej położenie wyznaczają natychmiastowe korzyści niemoralnego postępowania - czyli brak wysiłku, przyjemności, natychmiastowe uznanie innych ludzi, "zachowanie twarzy", itp. Owa więc "linia najmniejszego oporu intelektualnego" nakłania nas abyśmy czynili to co jest najłatwiejsze w danej sytuacji, co konsumuje najmniej naszego wysiłku, co jest najprzyjemniejsze, co przynosi nam natychmiastowe uznanie w oczach innych ludzi, itp. - czyli wszystko to co ilustrują nam przebojowe filmy, ogłoszenia reklamowe w telewizji, postępowanie możnych i polityków, itp. 
       Totalizm rekomenduje także, że jeśli odkryjemy dopiero w trakcie wdrażania jakichś naszych decyzji, że okazały się one decyzjami niemoralnymi, wówczas aby natychmiast "zaniechać dalszego wdrażania owych decyzji które wykazją cechy bycia niemoralnymi, a stąd które przynoszą nam natychmiastowe korzyści, poczym zamieniać je na decyzje i wdrożenia przynoszące długoterminowe korzyści". Wszakże niemoralne decyzje i wdrożenia nigdy nie rozwiązują żadnego ludzkiego problemu - tak jak wyjaśniam to szerzej w poprzednim punkcie #J1 tej strony. Odkładają one jedynie rozwiązanie tego problemu do przyszłości, kosztem konieczności dodatkowego rozwiązania w przyszłości całego szeregu innych problemów jakie potem się ujawnią z powodu niekorzystnych skutków ubocznych podjętych obecnie niemoralnych decyzji i postępowań. Rekomendacja tego zaniechiwania wynika z ustaleń filozofii totalizmu, że krótkoterminowe następstwa działania pola moralnego zawsze są dokładnie przeciwstawne do długoterminowych następstw działania tego pola, oraz że niemoralne decyzje i wdrożenia daje się szybko rozpoznać po tym iż zawsze są ono bezwysiłkowe, przyjemne, przynoszą natychmiastowe korzyści materialne lub uznanie innych ludzi, itp. Dlatego, jeśli jakaś nasza decyzja i wdrożenie już w trakcie jego realizacji okazuje się być łatwym, przyjemnym, oraz przynoszącym nam jakieś natychmiastowe korzyści, wówczas z samej zasady działania pola moralnego staje się już pewnym, że długoterminowe konsekwencje tego postępowania ujawnią rozliczne niepożądane następstwa uboczne i okażą się być dla nas wysoce niekorzystne. Stąd totalizm rekomenduje, aby zarzucać takie krótkoterminowo-korzystne, bo niemoralne, postępowania, a zamiast nich podejmować postępowania które są moralne i stąd krótkoterminowo uciążliwe, ale za to obiecują nam długoterminowe korzyści. Przykładowo, gdyby opisani w punkcie #J1 oraz w (5) z punktu #D5 tej strony (dokładniej zaś skomentowani w punkcie #H3 strony o nazwie mozajski.htm) twórcy bomby atomowej czy wynalazcy pestycydów-DDT oraz antybiotyków-penicyliny pozarzucali swoje wysiłki i wdrożenia - tak jak rekomenduje to uczynić strona tfz_pl.htm, wówczas ani dzisiaj, ani też w przyszłości, ludzie NIE musieliby żyć w nieustannym zagrożeniu i strachu spowodowanym przez długoterminowe niepożądane następstwa tamtych postępowań. Ponadto ludzkość NIE musiałaby dopiero teraz poszukiwać moralnych rozwiązań dla problemów, które po zarzuceniu tamtych wysiłków już dawno zapewne byłyby znalezione. Na dodatek, ludzkość uwolniona byłaby od obecnej konieczności naprawy zniszczeń które niepożądane skutki uboczne tamtych decyzji spowodowały, czyli uwolniona byłaby np. od konieczności leczenia chorób spowodowanych radioaktywnymi izotopami, pestycydami i odpornymi na antybiotyki bakteriami. (Niestety, decyzja o wdrażaniu tej rekomendacji totalizmu okazuje się być ogromnie trudna do pojęcia w typowych sytuacjach życiowych, jako że wymaga ona nadzwyczajnej wiary i zaufania.) 
       © Testy na spełnianie kryteriów moralności. Testy te, wykorzystujące tzw. "atrybuty kategoryzujące", opisane są m.in. w podrozdziale JA5.3 z tomu 6 mojej najnowszej monografii [1/5], zaś zilustrowane są w działaniu (na przykładzie analizy logicznej obowiązku obrony - np. w sytuacjach typu "albo ty albo ja") w podrozdziale JD11.1 z tomu 7 owej monografii [1/5]. Polegają one na udzielaniu odpowiedzi "TAK" lub "NIE" na szereg pytań dotyczących następstw ocenianej przez nas decyzji czy wdrożenia. 
       Ogromnie istotną cechą wszystkich wskazywanych powyżej narzędzi i metod totalizmu do moralnego oceniania decyzji i działań ludzi, jest że są one nawzajem spójne, czyli że wszystkie one wypełniają tzw. "zasadę jednomyślności" opisywaną skrótowo m.in. w punkcie #D5 strony o nazwie morals_pl.htm, zaś szerzej objaśnianą w podrozdziale JA13 z tomu 6 mojej najnowszej monografii [1/5]. Zasada ta powoduje, że wszystkie owe narzędzia i metody jednomyślnie zakwalifikowują dane ludzkie działanie zawsze do tej samej kategorii, tj. zawsze albo wszystkie wykazują, że działanie to jest "moralne" (czyli, że wypełnia ono kryteria moralności), albo też wszystkie one wykazują, że działanie to jest "niemoralne" (czyli, że łamie ono kryteria moralności). Istnienie i działanie owej "zasady jednomyślności" w odniesieniu do narzędzi i metod totalizmu powoduje, że każda osoba praktykująca totalizm ma do wyboru aż cały szereg narzędzi i metod jakie może stosować w swoim codzinnym życiu. Jeśli więc ktoś z jakichś powodów NIE czuje się pewnie w ocenianiu ludzkich działań jednym z nich (np. w ocenianiu ich zgodności z treścią Biblii, ponieważ np. NIE jest na tyle dobrze zaznajomiony z Biblią aby ją używać w każdym miejscu i w każdym momencie swego codziennego życia), wówczas może z równą dokładnością używać innego z tych narzędzi i metod - tj. tego które mu najbardziej odpowiada. Na dodatek, kiedykolwiek ktoś NIE ma pewności, czy może polegać na wynikach sprawdzenia określonego działania tylko jednym z tych narzędzi lub metod, wówczas może dodatkowo użyć innego z nich, lub nawet aż całego szeregu innych z nich, aby się upewnić, czy działanie to faktycznie jest moralne czy też niemoralne. 
       Osobiście wierzę, że w przypadku gdybym wygrał wybory, wówczas z jednej strony nieustannie używałbym i testowałbym w wielu sytuacjach z prawdziwego życia, a jeśliby okazało się to konieczne - dodatkowo udoskonalałbym, narzędzia i metody działania jakie totalizm już wypracował i na jakich już polega. Z drugiej zaś strony prawdopodobnie wypracowałbym też kilka dalszych takich narzędzi i metod, które byłyby natychmiast sprawdzane i używane w działaniu w sytuacjach prac sejmu.

#J3. Co zgodnie z totalizmem należy czynić po napotkaniu pojedyńczej przeszkody przewyższającej twoje możliwości:
Motto: "Totalizm zaleca, że kiedy napotkasz przeszkodę wyższą niż twoje mozliwości pokonywania, wówczas NIE staraj się jej pokonywać, a zachowaj się jak woda - tj. opłyń ją dookoła."
       Jedna z cech moralnie poprawnego działania jest, że zawsze przemieszcza się ono stromo pod górę tzw. "pola moralnego". Owo pole moralne zaś powoduje, że praktycznie im to co czynimy jest moralniejsze, tym większy opór to napotyka i tym większy wysiłek musimy wkładać w tego urzeczywistnianie. Często też ów opór pola moralnego manifestuje się np. w formie innych ludzi starających się powstrzymać nas przed zrealizowaniem tego co uczynić zamierzamy. Oczywiście, jeśli owi ludzie są silniejsi od nas, wówczas przeszkody jakie ustawią oni na naszej drodze mogą stać się dla nas niemożliwe do pokonania. Czy więc owe przeszkody powinny nas zatrzymać? Totalizm podpowiada, że NIE. Jeśli my działamy moralnie, oraz jeśli odnotujemy, że tylko inni ludzie (tj. NIE sam Bóg) starają się nas powstrzymać, wówczas powinniśmy kontynuować swoje działania. W niniejszym punkcie wyjaśnię więc, co totalizm nam zaleca abyśmy czynili jeśli napotkamy potężną przeszkodę, która całkowicie blokuje dalszy postęp naszego działania. 
       Najlepszym ilustracyjnym wyjaśnieniem zalecenia totalizmu dla przypadków napotykania szczególnie trudnej do pokonania przeszkody, jest motto tego punktu. Mianowicie, "po napotkaniu przeszkody która przekracza twoje możliwości pokonawcze obejdź (opłyń) ją dookoła". Jeśli bowiem będziesz usiłował ją pokonywać, wówczas władczy ludzie którzy ustawili tę potężną przeszkodę na twojej drodze mogą cię zniszczyć, albo ty sam siebie w końcu zniszczysz swymi bezowocnymi wysiłkami. Tymczasem aby nam pomóc w takich sytuacjach, Bóg przyjął wobec ludzi metodę działania jaką daje się opisać, że jeśli na czyjejś moralnie poprawnej drodze stawiana jest jakaś potężna przeszkoda, wówczas sekretnie Bóg przygotowuje też specjalnie dla tego kogoś dobrze ukrytą moralnie poprawną drogę, którą będzie można obejść tę przeszkodę dookoła. Tyle tylko, że aby znaleźć tą sekretną drogę naokoło przeszkody, trzeba włożyć w to sporo swojego wysiłku, przemyśleń i poszukiwań. Ale w jej poszukiwaniach ma się dodatkową wskazówkę jaka pozwala na jej szybsze odkrycie. Mianowicie, owa droga dookoła przeszkody zawsze spełnia wszystkie kryteria moralne. Stąd przy jej poszukiwaniu należy wychodzić (zaczynać) od owych kryteriów moralnych, czyli pomijać posiadane uprzedzenia, nawyki, dumę, znajomości, chęć zysków, itp. 
       Dobrym przykładem przeszkody i moralnej drogi jej obejścia, są "intencje" projektodawcy stadionu w Petone opisywanego w "częsci #I" tej strony, oraz projekt "warsztatów dla wynalazców" opisywany w punkcie #D1 tej strony. Mianowicie, "intencje" projektodawcy stadionu w Petone byłyby spełnione pełniej, lepiej i moralniej, gdyby zamiast owego stadionu ten sam projektodawca zdecydował się zbudować w Petone taki "warsztat dla wynalazców". (NIE wolno tu mylić "intencji" projektodawcy, ze "stadionem", bowiem "intencje" opisują cele jakie ów projektodawca usiłuje osiągnąć, zaś "stadion" opisuje tylko jedną z wielu możliwych dróg do wypełnienia tych intencji.) Jednocześnie w realizacji intencji tego projektodawcy, ów warsztat obchodziłby naokoło przeszkody, czyli ludzi którzy uczynią wszystko co w ich mocy aby stadion NIE został zbudowany w Petone. 
       Szczegóły opisywanego tutaj sposobu "obchodzenia przeszkód naokoło" dyskutowane są szerzej pod nazwą "prawo autostrady przez morze" w punkcie (#6A) z podrozdziału I4.1.1 w tomie 5 mojej najnowszej monografii [1/5], zaś skrótowo są podsumowane w punkcie #A2.4 ze strony totalizm_pl.htm. (Powodem dla którego owo tworzenie przez Boga sekretnych dróg moralnego obchodzenia przeszkód ja nazwałem "prawem autostrady przez morze" jest, że drogi te często okazują się być aż tak niespodziewane, iż mi osobiście przypominają one opisane w Biblii uformowanie dla Mojżesza drogi przez Morze Czerwone.) 

Część #K: Co budzi moje największe obawy na przyszłość:


#K1. Powinniśmy chronić Nową Zelandię przed doświadczeniem losów wielu innych narodów:
Motto: "Decyzje podejmują bogaci, ale rozruchy są zaczynane przez biednych."
       W punkcie #G2 tej strony wyjaśniłem, że od możliwych problemów społecznych dzieli Nową Zelandię już tylko jakiś znaczący kataklizm, wybryk pogody, rok nieurodzaju, itp. Wszakże społeczeństwo które już zostało zepchnięte do krawędzi, NIE ma wolnego miejsca aby pozwolić popchąć się dalej - nawet jeśli popychaczem są mechanizmy natury. Jeśli zaś problemy społeczne raz zostaną zaczęte, wówczas my wszyscy będziemy na nich cierpieli przez wiele lat i wszyscy przegramy. Przykładowo Polsce zajęło około 20 lat aby przywrócić poziom dobrobytu sprzed pokojowej przecież rewolty Solidarności. Znacznie więc lepiej jest ochotniczo podjąć wymagane reformy, niż pozwolić aby zdarzenia wymknęły się spod kontroli. Aby więc chronić ludność tego wspaniałego kraju przed następstwami takiego nieszczęścia, wskazane jest podjęcie odpowiednich reform zapobiegawczych już obecnie. Niestety, jak narazie, nie widać nikogo kto by się kwapił aby zaprojektować i wdrożyć wymagane reformy. Jednocześnie czas ucieka. 
       Moje zatroskanie o przyszłość NZ pogłębia jeszcze odkrycie dokonane dopiero w trakcie kampanii wyborczej opisywanej na tej stronie. Mianowicie, kampania ta ujawniła mi szokującą prawdę, że nowozelandzki system MMP bazujący na tzw. "listach" i uprzewilejowujący partie politycznezniszczył absolutnie niezbędny mechanizm samoudoskonalania się, ciągle istniejący aż do 1993 roku w uprzednim systemie FPP ("first past the post" - tj. "najliczniej zagłosowany"), jaki to mechanizm napędza długoterminową efektywność każdej demokracji. W rezultacie zaś braku takiego mechanizmu samoudoskonalania, system ten z upływem czasu staje się coraz bardziej skostniały, oderwany od rzeczywistości i unikający zaspokajania faktycznych ludzkich potrzeb. Innymi słowy, w miarę upływu czasu działanie systemu MMP w Nowej Zelandii coraz bardziej upodabnia się do działania systemów politycznych o których historia nas już nauczyła, że właśnie z powodu braku takich mechanizmów samoudoskonalania i konkurencji zawsze one upadły - typowo wyniszczając przy okazji tych upadków niemal cały dorobek swych narodów. 
       Aby czytelnik mógł odnotować brak w NZ takiego mechanizmu samoudoskonalania się, wystarczy aby rozważył przykładowo: jak efektywnie NZ partie polityczne poodcinały się od łączności i od konsultacji ze swymi członkami i wyborcami, kto faktycznie wyznacza kurs partii politycznych - widzimisię ich przywódców czy potrzeby ich członków i wyborców, komu MP adoptowani z tzw. "listy" partyjnej faktycznie służą - swojej partii czy narodowi, jaki procent tzw. "obietnic wyborczych" jest faktycznie realizowany przez wysuwające je partie polityczne, ilu partyjnych MP przyjmuje i wysłuchuje swych wyborców w biurach opłacanych dla tego celu przez podatników i w dni jakie powyznaczali oni na drzwiach tychże biur (patrz (2014/3/26) w punkcie #M2 poniżej), jaka jest opinia "typowego przechodnia z ulicy" o wiarygodności i dobrych intencjach polityków NZ, jak mocno partie polityczne poutrudniały dopuszczanie pozapartyjnej konkurencji o odmiennych poglądach do zostania MP i do współuczestniczenia w podejmowaniu parlamentarnych decyzji (patrz (2014/8/7) w punkcie #N3 poniżej), albo rozważ dlaczego wyniki wszystkich plebiscytów przeprowadzonych w NZ pod MMP zostały zignorowane przez partyjne rządy, jak silna jest już obecnie frustracja ludności, czy ilu "niezależnych MP" ma rzeczywisty wpływ na decyzje parlamentu lub rządu NZ. Itd., itp. 

Część #K: Co budzi moje największe obawy na przyszłość:


#K1. Powinniśmy chronić Nową Zelandię przed doświadczeniem losów wielu innych narodów:
Motto: "Decyzje podejmują bogaci, ale rozruchy są zaczynane przez biednych."


W punkcie #G2 tej strony wyjaśniłem, że od możliwych problemów społecznych dzieli Nową Zelandię już tylko jakiś znaczący kataklizm, wybryk pogody, rok nieurodzaju, itp. Wszakże społeczeństwo które już zostało zepchnięte do krawędzi, NIE ma wolnego miejsca aby pozwolić popchąć się dalej - nawet jeśli popychaczem są mechanizmy natury. Jeśli zaś problemy społeczne raz zostaną zaczęte, wówczas my wszyscy będziemy na nich cierpieli przez wiele lat i wszyscy przegramy. Przykładowo Polsce zajęło około 20 lat aby przywrócić poziom dobrobytu sprzed pokojowej przecież rewolty Solidarności. Znacznie więc lepiej jest ochotniczo podjąć wymagane reformy, niż pozwolić aby zdarzenia wymknęły się spod kontroli. Aby więc chronić ludność tego wspaniałego kraju przed następstwami takiego nieszczęścia, wskazane jest podjęcie odpowiednich reform zapobiegawczych już obecnie. Niestety, jak narazie, nie widać nikogo kto by się kwapił aby zaprojektować i wdrożyć wymagane reformy. Jednocześnie czas ucieka. 
       Moje zatroskanie o przyszłość NZ pogłębia jeszcze odkrycie dokonane dopiero w trakcie kampanii wyborczej opisywanej na tej stronie. Mianowicie, kampania ta ujawniła mi szokującą prawdę, że nowozelandzki system MMP bazujący na tzw. "listach" i uprzewilejowujący partie politycznezniszczył absolutnie niezbędny mechanizm samoudoskonalania się, ciągle istniejący aż do 1993 roku w uprzednim systemie FPP ("first past the post" - tj. "najliczniej zagłosowany"), jaki to mechanizm napędza długoterminową efektywność każdej demokracji. W rezultacie zaś braku takiego mechanizmu samoudoskonalania, system ten z upływem czasu staje się coraz bardziej skostniały, oderwany od rzeczywistości i unikający zaspokajania faktycznych ludzkich potrzeb. Innymi słowy, w miarę upływu czasu działanie systemu MMP w Nowej Zelandii coraz bardziej upodabnia się do działania systemów politycznych o których historia nas już nauczyła, że właśnie z powodu braku takich mechanizmów samoudoskonalania i konkurencji zawsze one upadły - typowo wyniszczając przy okazji tych upadków niemal cały dorobek swych narodów. 
       Aby czytelnik mógł odnotować brak w NZ takiego mechanizmu samoudoskonalania się, wystarczy aby rozważył przykładowo: jak efektywnie NZ partie polityczne poodcinały się od łączności i od konsultacji ze swymi członkami i wyborcami, kto faktycznie wyznacza kurs partii politycznych - widzimisię ich przywódców czy potrzeby ich członków i wyborców, komu MP adoptowani z tzw. "listy" partyjnej faktycznie służą - swojej partii czy narodowi, jaki procent tzw. "obietnic wyborczych" jest faktycznie realizowany przez wysuwające je partie polityczne, ilu partyjnych MP przyjmuje i wysłuchuje swych wyborców w biurach opłacanych dla tego celu przez podatników i w dni jakie powyznaczali oni na drzwiach tychże biur (patrz (2014/3/26) w punkcie #M2 poniżej), jaka jest opinia "typowego przechodnia z ulicy" o wiarygodności i dobrych intencjach polityków NZ, jak mocno partie polityczne poutrudniały dopuszczanie pozapartyjnej konkurencji o odmiennych poglądach do zostania MP i do współuczestniczenia w podejmowaniu parlamentarnych decyzji (patrz (2014/8/7) w punkcie #N3 poniżej), albo rozważ dlaczego wyniki wszystkich plebiscytów przeprowadzonych w NZ pod MMP zostały zignorowane przez partyjne rządy, jak silna jest już obecnie frustracja ludności, czy ilu "niezależnych MP" ma rzeczywisty wpływ na decyzje parlamentu lub rządu NZ. Itd., itp. 

Część #L: Raport jak postępowało urzeczywistnianie celów i zamiarów, które wytypowałem do osiągnięcia w wyborach z 2014 roku i opisałem na tej stronie:
       
#L1. Daty głównych etapów realizowanych podczas wyborów (szczegółowa relacja z tych etapów i zdarzeń zawarta jest poniżej w punktach #M2 i #N3):
       Decyzja rządu NZ o dacie wyborów podjęta była 10 marca 2014 roku. Ja swoją decyzję o stanięciu do tych wyborów podjąłem w dniu 20 marca 2014 roku. Pierwszą wersję niniejszej strony internetowej opublikowałem w dniu 25 marca 2014 roku - wersja ta była aktualizowana potem niemal przez cały okres prowadzenia mojej kampanii wyborczej. Swoją faktyczną kampanię wyborczą rozpocząłem w dniu 17 czerwca 2014 roku - tj. po dotarciu do mnie przesyłki z 9999 egzemplarzami wydrukowanych ulotek wyborczych z "Rys. #A1 (kampanię tę faktycznie zakończyłem w dniu 14 września 2014 roku). Druk oficjalnych formularzy podań (M40-Nom) o zakwalifikowanie na kandydata otrzymałem w dniu 17 czerwca 2014. Po wypełnieniu i po zgromadzeniu dokumentów załączanych do M40-Nom, oficjalnie złożyłem wszystkie dokumenty w dniu 21 sierpnia 2014 roku. W piątek 29 sierpnia 2014 roku otrzymałem oficjalne potwierdzenie, że zostałem zatwierdzony jako "Niezależny" kandydat do tych wyborów. Oficjalne wybory do sejmu NZ odbyły się w dniu 20 września 2014 roku - aczkolwiek już od około 2 tygodni wcześniej dostępna była też możliwość wcześniejszego zagłosowania. Już wieczorem w oficjalnym dniu wyborów, podczas telewizyjnej transmisji podsumowania naliczania głosów, dowiedziałem się, że na moją kandydaturę głosowały 103 osoby - podczas gdy wygranie wyborów wymagało otrzymania ponad 15 tysięcy głosów. Następnego dnia moje sprawdzenia wykazały, że w całej NZ żaden z 23 "Niezależnych" kandydatów NIE wygral wyborów, a nawet że istnieją aż dwie duże partie polityczne, liczni reprezentancji których weszli w skład sejmu NZ, jednak żaden z kandydatów których to partii też NIE wygrał tych wyborów. (Te dwie pratie to "Greens" oraz "New Zealand First".)


#L2. Wyniki NZ wyborów w 2014 roku:
      
Uwaga: liczby podane poniżej w tym punkcie są danymi jakie dotychczas udało mi się zdobyć. Wszystkie one pochodzą albo z danych dostępnych w dniu 23 września 2014 roku na stronie internetowej www.electionresults.govt.nz/electionresults_2014/electorate-17.html z wynikami wyborów, albo z mojego osobistego śledzenia w telewizji procesu podsumowywania wyborow, albo też z artykułów w gazetach dyskutujących te wybory. Niestety, dane wywodzące się z poszczególnych źródeł czasami okazują się nawzajem sprzeczne i niekiedy się zmieniają - to dlatego wraz z danymi staram się podawać skąd je zaczerpnąłem. Z uwagi też na ową wzajemną sprzeczność odmiennych źródeł, dane jakie przytaczam poniżej niekoniecznie muszą się pokrywać z tym co w danej chwili twierdzi się oficjalnie w NZ. 
       W 2014 roku zaludnienie Nowej Zelandii wynosiło około 4.5 miliona ludzi. Z tej liczby do głosowania w wyborach z 2014 roku uprawnionych było około 3.2 miliona osób. Faktycznie jednak w wyborach z 2014 roku głosowało jedynie 2112522 osób, co zgodnie z informacją podaną w TV wieczorem w dniu wyborów stanowi 67% wyborców uprawnionych do głosowania. Ciekawe jednak, że w miarę jak rósł czas jaki upłynął od wyborów, powyższy procent w jakiś cudowny sposób także zaczął rosnąć, tak aby w końcu przekroczyć swą wartość w wyborach z 2011 roku. (Typowo źródła podają, że w NZ wyborach z 2011 roku głosowało 74.2% wyborców.) W sumie więc ponad jeden milion owych uprawnionych do głosowania zademonstrował swoje poglądy polityczne poprzez całkowite zignorowanie wyborów. Wygląda więc na to że było to wybory o faktycznie najniższym (chociaż oficjalnie NIE uznawanym) poziomie uczestniczenia wyborców w całej dotychczasowej historii Nowej Zelandii - co doskonale potwierdza myśl przewodnią niniejszej strony, że NZ właśnie przeżywa bardzo poważny kryzys polityczny oraz wymaga pilnych reform politycznych, społecznych i ekonomicznych. Innym szokującym faktem tych wyborów jest, że niemal NIE zmieniły one składu sejmu - tj. niemal wszyscy starzy posłowie, którzy przez lata zasiadali w poprzednich sejmach zaś sami NIE zdecydowali się np. odejść na emeryturę, zasiądą teraz i w obecnym nowym sejmie. A owi starzy posłowie udowodnili już w praktyce, że NIE uważają iż NZ potrzebne są jakiekolwiek reformy. 
       Pod obecnym systemem MMP w sejmie maleńkiej Nowej Zelandii zasiada aż 121 posłów. W 2014 roku wybory wygrały w NZ następujące partie polityczne - co pozwoliło im wystawić podane poniżej liczby posłów: 
(1) Partia "National". Otrzymała ona 48.06% głosów - bowiem głosowało na nią 1,010,464 wyborców. To z kolei oznacza, że z owej całkowitej liczby 121 posłów do NZ sejmu, partia ta wystawi 61 posłów - 41 z których wygrało wybory zaś 20 zostaje dobranych z "listy" owej partii. Stąd partia ta ma większość parlamanetarną i może rządzić sama. Owa "National" jest partią poprzednio rządząca NZ począwszy od 2008 roku. Ile owa partia wydała na swoja kampanię wyborczą, tego oczywiście NIE wiem. Jednak po ogromie materiałów ją reklamujących typu opisanego w podpisie pod "Fot. #L1", jakie pojawiały się w skrzynkach listowych, przy drogach, na ulicach miast, w prasie, oraz w telewizji, daje się wywnioskować, że jej wydatki na tę kampanię były wyższe od wydatków którejkolwiek innej partii politycznej biorącej udział w wyborach z 2014 roku. Oczywiście, pytanie jakie przy tym się nasuwa, to jakie koncesje partia ta musiała porozdawać aby od najróżniejszych korporacji i monopoli otrzymać wymagane sumy na swoją kampanię. Odpowiedź na owo pytanie wyjaśnia też zapewne dlaczego w NZ od wielu już lat NIE dokonuje się nawet najbardziej podstawowych reform ekonomicznych, społecznych ani politycznych. 
(2) Partia "Labour". Otrzymała ona 24.69% głosów - zaś głosowało na nią 519,146 wyborców. To oznacza, że partia ta wystawi 32 posłów - 27 z których wygrało wybory, zaś 5 jest dobranych z "listy". Partia ta ma mniejszość parlamanetarną i NIE jest w stanie uformować rządu. Owa "Labour" jest główną partią opozycyjną która poprzednio rządziła NZ przez trzy kadencje aż do 2008 roku. To ją niektórzy wyborcy obciążają odpowiedzialnością za doprowadzenie do kryzysu ekonomicznego, który począwszy od 2007 roku w sposób ukryty trwa w NZ aż do dzisiaj. Oszacowanie jej wydatków na kampanię w 2014 roku, dokonane na podstawie ilości i jakości jej materiałów reklamowych, wizualnie stawia ją na drugim miejscu, tj. zaraz po partii National która wygrała te wybory. 
(3) Partia "Greens". Otrzymała ona 10.02% głosów - od 210,764 wyborców. To oznacza, że partia ta wystawia 13 posłów do sejmu NZ (wszyscy 13 z których pochodzą z "listy", bowiem żaden jej kandydat NIE wygrał tych wyborów). 
(4) Partia "New Zealand First". Otrzymała ona 8.85% głosów. To oznacza, że partia ta wystawi 11 posłów do sejmu NZ (wszyscy 11 z których pochodzą z "listy", bowiem żaden jej kandydat NIE wygrał tych wyborów). 
(5) Partia "Maori". Otrzymała ona 1.29% głosów od 27,074 wyborców, zaś wybory wygrał jeden jej kandydat. To oznacza, że partia ta wystawi 2 posłów na sejm ponieważ dobierze też ona sobie z listy 1 kandydata. 
(6) Partia "Act". Otrzymała ona 0.69% głosów od 14,510 wyborców, zaś wybory wygrał jeden jej kandydat. To oznacza, że partia ta NIE może już dobrać sobie z listy żadnego kandydata, czyli że wystawi do sejmu NZ tylko 1 posła. 
(7) Partia "United Future". Otrzymała ona 0.22% głosów od 4,533 wyborców, zaś wybory wygrał jeden jej kandydat. To oznacza, że partia ta też NIE może dobrać sobie z "listy" żadnego kandydata, czyli że wystawi do sejmu NZ tylko 1 posła. 
       Na dodatek do powyższych partyjnych zwycięzców, w NZ wyborach z 2014 roku sporo partii przegrało wybory. Podajmy teraz ich dane liczbowe. Najdramatyczniejszej przegranej doznała partia "Conservative". W programie "Seven Sharp" z TVNZ1 w dniu 2014/9/22 szacowano, że partia owa wydała na swą kampanię wyborczą około 2.5 miliona dolarów NZ. Jednak z informacji podanych w prasie, np. w artykule [1#L2] o tytule "Big spenders lose bids for power", ze strony A2 gazety The Dominion Post (wydanie z poniedziałku (Monday), September 22, 2014), oraz w artykule [2#L2] o tytule "REWIND: Key election moments", ze strony 12 gazety Herald on Sunday (wydanie z niedzieli (Sunday), September 21, 2014), wynika że w latach przygotowania się do tych wyborów jej sumaryczne wydatki znacznie przekraczały owe 2.5 miliona dolarów. Partia "Conservative" uzyskała jednak tylko 4.12% głosów, czyli głosowało na nią 86,616 wyborców. W rezultacie do sejmu NZ NIE dostał się żaden jej kandydat, zaś jej poseł który uprzednio zasiadał w sejmie utracił swoje miejsce. Szokującej przegranej doświadczyła też partia "Internet MANA". W w/w programie TVNZ1 jej wydatki na ową kampanię szacowano na 5 milionów dolarów. Uzyskała ona jednak tylko 1.26% głosów, bo głosowało na nią jedynie 26,539 wyborców - stąd do parlamentu również do dostał się żaden z jej kandydatów, zaś jej uprzedni poseł też stracil swoje miejsce. Dane innych partii, które uprzednio NIE miały swych pasłów w sejmie, oraz które przegrały wybory z 2014 roku, są jak następuje. Partia "Aotearoa Legalise Cannabis" uzyskała 0.41% głosów (głosowało na nią 8,539 wyborców). Partia "Ban1080" uzyskała 0.21% głosów (głosowało na nią 4,368 wyborców). Partia "Democrats for Social Credit" uzyskała 0.08% głosów (głosowało na nią 1,609 wyborców). Partia "The Civilian Party" uzyskała 0.04% głosów (głosowało na nią 906 wyborców). Partia "NZ Independent Coalition" uzyskała 0.04% głosów (głosowało na nią 895 wyborców). Partia "Focus New Zealand" uzyskała 0.03% głosów (głosowało na nią 677 wyborców). 
       Odnotuj też tutaj, że w całej NZ żaden kandydat z kategorii "Niezależny" (do jakiej ja się zaliczam) NIE został wybrany do sejmu NZ - po wyjaśnienie powodów "dlaczego" patrz (2014/8/7) z punktu #N3 poniżej. Oto liczby głosów jakie uzyskali poszczególni "Niezależni" kandydaci którzy w 2014 roku stanęli do wyborów w NZ (w kolejności elektoratów podanych w nawiasach): David McCormick (Botany) - 579. Adrian Graamans (Dunedin North) - 99. Stan Lusby (Dunedin North) - 54. Matthew Goode (Epsom) - 30. Grace Haden (Epsom) - 46. Adam Holland (Epsom) - 11. Susanna Kruger (Epsom) - 26. Penny Bright (Helensville) - 359. Brendan Whyte (Helensville) - 73. Jan Pajak (Hutt South) - 103. Michael Wackrow (Mt Albert) - 54. Murray Robertson (Northland) - 91. Sue Hamill (Ohariu) - 182. Frederick MacDonald (Otaki) - 107. Amanda Vickers (Otaki) - 179. Don Richards (Rongotai) - 74. Raewyn Harrison (Tamaki Makaurau) - 192. Rusty Kane (Tauranga) - 69. Yvette LAMARE (Tauranga) - 41. Clinton Dearlove (Te Tai Tokerau) - 374. Huimaono Karena Puhi (Wellington Central) - 38. Peter Robinson (Wellington Central) - 67. Steven Wilkinson (West Coast-Tasman) - 203. Warto przy tym odnotować, że dla poszczególnych elektoratów liczba głosujących wyborców (a stąd i całkowita liczba głosów owych elektoratów) oscylowała w pobliżu wartości około 30 tysięcy. 
       W elektoracie Hutt South w wyborach do sejmu z 2014 roku głosowało 34699 osób. (W 2011 roku elektorat ten miał zarejestrowanych 42139 wyborców - liczba jego wyborców z 2014 roku narazie NIE jest mi znana.) Wybory w Hutt South wygrał Trevor Mallard (z partii "Labour"). Otrzymał on 15049 głosów - czyli wygrał z przewagą 373 głosów nad następnym kandydatem. Został wybrany ponownie w Hutt South po raz siódmy z kolei, zaś służy jako poseł do sejmu NZ od 1984 roku, czyli przez 9 poprzednich kadencji sejmu NZ - tyle że NIE zawsze był on posłem z Hutt South. (Obecna kadencja będzie jego 10-tą z kolei - jaka to liczba trzyletnich kadencji wygląda też podobnie u sporej proporcji innych aktualnych posłów w NZ, którzy wygrali te wybory.) 
       Inni kandydaci z Hutt South, którzy przez samych wyborców NIE zostali teraz wybrani do sejmu NZ (chociaż niektórzy z nich mogą być włączeni w skład sejmu poprzez pobranie ich z "listy" przez ich partie), otrzymali następujące liczby głosów. Chris Bishop (reprezentujący rządzącą partię "National" - zaś dzięki temu ciągle dobrany w skład sejmu NZ z "listy" owej partii) - otrzymał 14671 głosów. Holly Walker (reprezentująca partię "Greens" - stąd też prawdodpodobnie będzie ona dobrana na posła z "listy" swej partii) - otrzymała 2693 głosy. Mataroa Paroro ("New Zealand First") - otrzymał 912 głosów. Gordon Copeland ("Conservative") - otrzymał 776 głosów. Grae O'Sullivan ("ACT") - otrzymał 161 głosów. Jan Pająk ("Niezależny" - czyli ja) - otrzymał 103 głosy. Dave Stonyer ("United Future") - otrzymał 96 głosów. Ile poszczególni kandydaci z powyższego wykazu wydali na swoja kampanię, to pozostanie ich prywatną sprawą. Po ilościach reklam na ich temat posądzam jednak, że sumy te będą bliskie owych $NZ 25700 dozwolonych przez prawo wyborcze - po przykład reklam patrz "Fot. #L1". Natomiast ja osobiście wydałem na swoją kampanię zero dolarów (jako swój wydatek NIE uwzglęniam wszakże owego daru w postaci 9999 wydrukowanych ulotek z "Rys. #A1"). Już więc samo porównanie kosztów i wyników mojej kampanii, z kosztami i wynikami innych kandydatów, ujawnia jak ogromnym sukcesem było uzyskanie w tych wyborach aż 103 głosów. 
       Korzystając z okazji niniejszego podsumowania wyników, w imieniu swoim a również w imieniu sympatyków filozofii totalizmu, chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym wyborcom z Hutt South, którzy zaufali mojej wiedzy, doświadczeniu i programowi reform, a stąd którzy wytrwali w swej decyzji aby na mnie głosować w tych wyborach. To ich głosy zmieniły moją kampanię w ogromny sukces - tak jak wyjaśnia to podpis pod "Fot. #L1" poniżej. Chciałbym też ich tu upewnić, że mogą teraz mieć świadomość iż uczynili wszystko co wymagane i właściwe w sytuacji jaka zaistniała. Osobiście wierzę, że z większością z nich rozmawiałem podczas mojej kampanii wyborczej kiedy obchodziłem elektorat od drzwi do drzwi. Treść tych rozmów zapamiętałem i wysoce cenię ich inspirującą wartość. 

[Bild: party_posters.jpg]

Fot. #L1. Oto przykład plakatów reklamujących NZ partie polityczne biorące udział w wyborach z 2014 roku, oraz reklamujących kandydatów owych partii. Wydrukowanie i wystawienie każdego z takich plakatów, zależnie od jego wielkości i jakości, kosztuje od około 500 $NZ, do około 1000 $NZ. A długie rzędy takich plakatów poustawiane były przed wyborami wzdłuż każdej drogi wjazdowej i wyjazdowej praktycznie przy wszystkich miejscowościach z Hutt South, a często także na ulicach w obrębie owych miejscowości - co zapewne kosztowało miliony. Na dodatek do plakatów, partie i ich kandydaci reklamowali się odpłatnymi ogłoszeniami w gazetach, w telewizji, na spotkaniach i śniadaniach z wyborcami, na ulotkach i materiałach reklamowych rozdawanych na ulicach, parkingach, miejscach publicznych oraz odpłatnie roznoszonymi do skrzynek pocztowych wszystkich mieszkańców elektoratu przez pocztę lub przez specjalne agencje reklamowe, listami wysyłanymi pocztą do indywidualnych wyborców, oraz na jeszcze inne sposoby. W sumie, na kampanię wyborczą każda z partii politycznych mogła oficjalnie wydać nawet ponad milion dolarów NZ, zaś ich kandydaci mogli powydawać dalsze do $NZ 25700 każdy.  

       Ja osobiście wydałem zero dolarów na swoją kampanię wyborczą - tak jak z góry zadeklarowałem to w punkcie #D2 tej strony. Jeśli więc porównać moje zerowe wydatki i moje osiągnięcie aż 103 głosów, z wydatkami i osiągnięciami innych kandydatów do opisywanych tutaj wyborów, wówczas moja zero-dolarowa kampania wyborcza z 2014 roku okazała się być ogromnym sukcesem. Sukces ten NIE byłby możliwy bez determinacji owych 103 wyborców, którzy mimo wszystko ciągle na mnie głosowali - jeszcze raz serdecznie im za to dziękuję.

#L3. Wnioski jakie się nasuwają z doświadczeń udziału w wyborach 2014 roku:
      
Jednym z rezultatów mojego osobistego udziału w tych wyborach jest, że m.in. udział ten pozwolił mi powyciągnąć aż cały szereg interesujących wniosków, jakie wzbogacają "moją" oraz "naszą" wiedzę. Pod względem więc wiedzy jaką przysporzył, udział ten faktycznie okazał się zwycięstwem. Jako przykłady przytoczę tutaj chociaż niektóre z owych wniosków. 
       (1) Na przekór, że moje oceny sytuacji niemal zawsze są przeciwstawne do ocen większości innych ludzi, fakty typowo potwierdzają meryt tego co ustaliłem. Przykładowo, moja ocena sytuacji w NZ sugerowała, że aby zapobiec nadejściu fali nieszczęść, kraj ten desperacko potrzebuje dogłębnych i szybkich reform politycznych, społecznych i ekonomicznych. Chociaż więc większość wyborców uważała coś przeciwstawnego i ponownie wybrała niemal dokładnie ten sam skład sejmu jaki istniał w NZ już poprzednio, fakt zagłosowania zaledwie nieco ponad połowy wyborców uprawnionych do głosowania, potwierdza że sprawa przeprowadzenia reform wkrótce powróci ze znacznie zwiększoną mocą. 
       (2) Wyborcy NZ głosują głównie na masę i na liczebność największych i najbogatszych partii politycznych, w tym na kandydatów których owe partie im wskazują. Ten fakt ujawnia jedyny efektywny sposób na jaki można wygrać wybory w NZ. Niestety, tzw. "dyscyplina partyjna" uniemożliwia wybranym do sejmu członkom partii obstawanie za reformami. 
       (3) W obecnym systemie MMP jest absolutną niemożliwością aby "normalny obywatel" został wybrany do sejmu NZ - jeśli stanie do wyborów jako "Niezależny" kandydat. Przez "normalnego obywatela" rozumiem tu kogoś, kto przed wyborami NIE jest szeroko już znany w całej NZ, ponieważ np. NIE jest jakimś znanym sportowcem wielbionym przez tłumy Nowozelandczyków, ani NIE jest np. telewizyjną gwiazdą. Reform w NZ demokratycznie NIE da się więc wprowadzić, jeśli jedynymi którzy za nimi mogą pozwolić sobie obstawać będą Niezależni kandydaci do wyborów. 
       (4) Nowa Zelandia ryzykuje zabraknięcia czasu na reformy. Ujawniona początkowo, jedynie 67% frekwencja wyborcza, która jeśli jest faktywczną wówczas okazuje się być najniższą w dotychczasowej historii Nowej Zelandii, dowodzi iż wśród jej ludności frustacja i niezadowolenie z aktualnej sytuacji kraju narasta bardzo szybko. To zaś nakłania do pośpiechu, jeśli chce się zapobiec nadchodzącym nieszczęściom. 
       (5) Poprzez zainspirowanie mnie do udziału w tych wyborach, Bóg celowo stworzył mi możliwość przeżycia doświadczeń przysparzających wiedzę jaka pozwoliła mi na dadatkowe udoskonalenie filozofii totalizmu. W ten sposób, chociaż NIE leżało w planach Boga dopomożenie mi w wygraniu wyborów i w przeprowadzeniu reform jakie zamierzałem, ciągle Bóg spowodował, że owoce moich wysiłków wyborczych wcale NIE uległy zmarnowaniu. Faktycznie też, w przeciągu zaledwie połowy roku moich wysiłków wyborczych doświadczyłem aż tak dużą ilość intensywnych zdarzeń, przeżyć i obserwacji, że pozwoliły mi one na zgromadzenie wiedzy i na wyciągnięcie istotnych wniosków, które typowo wymagają aż kilku lat mojego normalnego życia i badań. Przykładowo, Bóg dostarczył mi materiału dowodowego na poprawność wcześniejszego ustalenia totalizmu, które opisałem w (1) z punktu #N2 oraz w ostatnim paragrafie z punktu #N3 tej strony, ale merytu którego uprzednio NIE byłem w stanie potwierdzić doświadczalnie - mianowicie ustalenia, że jeśli jakieś moralnie poprawne działania ludzkie biegną przeciwko planom Boga, wówczas aby dać o tym znać wykonawcom tych działań, do manifestacji krótkoterminowych oporów "pola moralnego" Bóg włącza głównie zjawiska, których natura wykazuje, że są one zarządzane wolą Boga, a NIE jedynie niedoskonałościami ludzkimi (tj. Bóg włącza takie przeszkadzające zjawiska jak działania pogody, przypadków, zbiegów okoliczności, zepsuć, chorób, UFOnautów czy innych istot nadprzyrodzonych, itp. - po przykłady tego typu zjawisk patrz opisy z punktu #N3 niniejszej strony). Z kolei owo ustalenie filozofii totalizmu ułatwia nam wczesne rozpoznawanie tych z naszych moralnie poprawnych działań, które biegną przeciwko planom Boga, a stąd które zakończą się inaczej niż początkowo było to naszym życzeniem (chociaż ich moralna poprawność spowoduje, że ich zrealizowanie do końca ciągle przysporzy nam najróżniejszych korzyści co do których Bóg uznał iż są nam potrzebne - tyle że owe korzyści będą innego rodzaju niż początkowo sobie tego życzyliśmy), a stąd dla których to działań, jeśli zależy nam wyłącznie na wynikach które początkowo zamierzaliśmy, wówczas będzie OK jeśli zadecydujemy o ich zarzuceniu na przekór iż są one moralnie poprawne i na przekór iż po pełnym ich zrealizowaniu ciągle przyniosą one nam różne korzyści nieco różniące się od tych jakich uzyskania początkowo się spodziewaliśmy. 

Część #M: Podsumowanie już uzyskanych empirycznie moich doświadczeń i osiągnięć wynikających z wyborów w 2014 roku, a dotyczących procesu demokratycznego (po podsumowanie ustaleń filozoficznych - patrz "część #P" poniżej):
       
#M1. Nasze doświadczenia są jak zdarzenia historyczne - jeśli się ich NIE spisze, wówczas szybko ulegają zapomnieniu:
       Niniejszym spisuję swe doświadczenia z kampanii wyborczej 2014 roku. To z jednej strony pozwoli aby NIE zapomnieć tego co najważniejsze się zdarzyło podczas owej kampanii. Z drugiej zaś strony umożliwi to aby każdy otrzymał szansę nauczenia się czegoś z moich doświadczeń spisanych i dostępnych tu dla każdego.


#M2. Historia moich wysiłków - tj. co i kiedy w sprawach opisywanych na tej stronie już zdołałem się nauczyć, poznać, dowiedzieć, wypraktykować, itp.:
      
Oto historia moich wysiłków, z naciskiem na wykaz co do chwili obecnej (tj. do dnia w którym ostatnio aktualizowałem tę stronę), nauczyłem się, poznałem, empirycznie (praktycznie) doświadczyłem, itp.: 
       (2014/3/10) Ogłoszenie daty wyborów w NZ. Jest poniedziałek wieczorem dnia 10 marca 2014 roku, zaś w wiadomościach dziennika telewizyjnego przywódca NZ, tzw. "Prime Minister" (PM), ogłasza datę wyborów do sejmu NZ. Data tych wyborów to sobota, 20 września 2014 roku. Słysząc tę datę przyjmuję ją zupełnie obojętnie - jako jeszcze jedną małoistotną informację, potokami których ostatnio jesteśmy zalewani. NIE mam bowiem jeszcze najmniejszego pojęcia, że rozwój sytuacji w Petone opisany w "części #I" tej strony, już za 10 dni zmusi mnie do podjęcia decyzji wystawienia swej kandydatury w owych wyborach do sejmu oraz będzie utrzymywal mnie ogromnie zajętym przez okres następnego pół roku. 
       (2014/3/20) Podjęcie mojej decyzji stanięcia w wyborach i dokonanie wstępnych rozeznań - np. sprawdzenie czy spełniam wymogi, oszacowanie kosztów, zaplanowanie działania, poznanie adresów instytucji związanych z wyborami, itp. 
       (2014/3/21) Poznanie formalności i dat oraz zarejestrowanie swej kandydatury w komisji wyborczej. Znaczy, zapoznałem się z rodzajem formalności i opłat które są wymagane aby zakwalifikować się jako "niezależny" kandydat do wyborów. Włączyłem swoje nazwisko do wykazu osób zamierzających ubiegać się o zakwalifikowanie do listy kandydatów. Dowiedziałem się także, iż zgodnie z nowozelandzkim prawem, w dniach od 20 sierpnia do 26 sierpnia 2014 roku zostanie otwarty tylko jednotygodniowy przedział czasu, w którym ubiegający się mogą składać wymagane podania i dokumenty o zostanie zakwalifikowanymi do listy kandydatów do wyborów na sejm. Aby więc zdołać dopełnić wymagane formalności, wszystko co konieczne muszę mieć z góry przygotowane przed nadejściem owej daty. 
       (2014/3/22) Rozpoczęcie pisania polskiej wersji językowej niniejszej strony. Strona ta była naturalnym następstwem zarejestrowania swoich intencji stanięcia w wyborach. Była ona gotowa do opublikowania już w dniu 25 marca 2014 roku. 
       (2014/3/22) Pierwsze rozmowy z przyszłymi wyborcami - koncentrujące się na problemie stadionu opisanym w "części #I" tej strony.Uderzyło mnie w nich aż kilka faktów, najważniejszym z których moim zdaniem była szczególna apatia, bezsilność i rezygnacja wyborców. Wyrażało ją powtarzane mi najróżniejszymi słowami przekonanie, iż "NIE ma sensu próbować czegokolwiek naprawiać czy zmieniać, bowiem to co ludzie przy władzy lub pieniądzach zechcą uczynić, oni i tak to uczynią - bez względu na to jak by się NIE starało sytuacji zaradzić". Owa apatia i rezygnacja w sprawie efektywności procesu demokratycznego w NZ wymaga więc mojego dokładniejszego przebadania, zaś wnioski ze swych badań opiszę w punkcie #P2 poniżej na tej stronie. Wszakże ważność tych wniosków wykracza daleko poza sferę wyborów i ma najróżniejsze filozoficzne implikacje. Natomiast najważniejszą implikacją tego ustalenia dla moich wysiłków wyborczych jest, że faktycznie to mam całkiem realną szansę wygrania w tych (lub następnych) wyborach z nawet z doświadczonym i szanowanym politykiem, bowiem odczucie bezsilności i rezygnacji jakie wyborcy demonstrują jest dowodem, że NIE wierzą oni w dobre chęci i siłę przebicia posła do sejmu który obecnie ich reprezentuje, a stąd że są oni gotowi głosować na każdego kandydata który im empirycznie zademonstruje iż znalazł mechanizm z pomocą którego może wyegzekwować pozytywne reformy jakich większość ludzi sobie życzy. Jedyne więc co konieczne abym wygrał wybory, to empirycznie zademonstrować wyborcom, że znalazłem taki mechanizm efektywnego wprowadzania w życie ich demokratycznych życzeń i potrafię tym mechanizmem się posłużyć. 
       (2014/3/25) Opublikowanie pierwszej wersji polskojęzycznej niniejszej strony, oraz danie znać moim zwolennikom o zamiarze stanięcia w tych wyborach. Prosze przy tym odnotować, że w pierwszej fazie moich działań każdą wolną chwilę poświęciłem udoskonalaniu tej strony, stąd tamta pierwsza jej wersja NIE była jeszcze tak informacyjna jak niniejsza. 
       (2014/3/25-6) Pierwsza reakcja na niniejszą moją stronę - proponowany mój plakat wyborczy. Wzruszyła mnie szybkość tej reakcji. Jeden z czytelników zaochotniczył do zorganizowania dla mnie internetowej domeny wyborczej, oraz zaprojektował dla mnie plakat wyborczy. Jedną z wersji projektu tego plakatu pokazałem na "Rys. #A1" z początka tej strony. Byłbym bardzo zobowiązany czytelnikom którzy go oglądną, za przesyłanie mi swoich uwag i opinii o tym plakacie (moje adresy emailowe podaje punkt #R6 poniżej) - np. czy uważają krótkie hasła z tego plakatu za wystarczająco dobrze oddające zamiary wyborcze z punktu #D1 tej strony, czy jest on wystarczająco informacyjny i czy trafia do przekonania, co proponowaliby zmienić lub ulepszyć, itp. Czytelników ze zdolnościami artystycznymi zapraszam też do zaprojektowania własnego plakatu na te wybory (gratisowego - bo moja kampania ma być "zero-dolarowa", stąd ja NIE będę w stanie nikomu płacić czy zwracać kosztów). 
       (2014/3/26) Wizyta w biurze obecnego posła na sejm z okręgu "Hutt South". Poseł ten ma biuro w Petone, na drzwiach którego widnieje informacja, że jest ono otwarte każdej środy w godzinach 9:30 do 16. (Zgodnie z informacją dotyczącą tzw. "MP signage", a podaną w broszurce [1#M2] - która ma wyjaśniać prawa i obowiązki kandydatów do wyborów, koszt utrzymywania tego biura jest pokrywany z podatków. Owa broszurka [1#M2], przygotowana w bezpiecznym formacie PDF, jest dostępna pod adresem www.elections.org.nz/sites/default/files/bulk-upload/documents/final_handbook_-_candidate_feb_2014.pdf. Warto ją przeglądnąć, ponieważ zawarte w niej są też wszelkie inne najważniejsze informacje na temat wyborów w jakich zamierzam wystawić swoją kandydaturę.) Ponieważ data 26 marca 2014 roku wypadała właśnie w środę, wybrałem się do tego biura aby się przedstawić aktualnemu posłowi, uścisnąć mu rękę, przekazać mu wyrazy mojego szacunku, osobiście go poinformować jako pierwszego, iż zamierzam konkurować z nim w nadchodzących wyborach, oraz mu przypomnieć, że gdyby z powodu jakiegoś cudu poseł ten przegrał ze mną wybory, wówczas dla niego i tak NIE będzie miało to znaczenia, bowiem będąc wysoko postawionym na wykazie działaczy swej partii, MMP system wyborczy panujący w Nowej Zelandii mu gwarantuje, że będzie on przez tę partię i tak adoptowany do sejmu nawet jeśli przegra wybory. Taki bowiem nawyk, zwyczaj, czy przymus, osobistego uhonorowywania przeciwnika, z którym przychodzi mi się zmierzyć, aby przekazać mu wyrazy mojego szacunku i aby osobiście poinformować go o swoich intencjach i ich przyczynach, mam z jakichś powodów już od czasów dzieciństwa. (W trakcie moich studiów zaszło wydarzenie, które zdawało się wyjaśniać pochodzenie tego dziwnego zwyczaju. Mianowicie, podczas seansu z duchami, w jakim dla zabawy uczestniczyłem jako student, jeden z przybyłych duchów twierdził, iż byłem kiedyś komendantem wyprawy rycerskiej i że zginąłem w pojedynku właśnie z nim. Szerszy opis tego seansu wywoływania duchów przytoczyłem w punkcie #J1 swej strony o nazwie malbork.htm. Wiadomo zaś, że "rycerska tradycja" honorowego postępowania powodowała, iż zanim dawni rycerze zaczynali swój pojedynek, najpierw sobie nawzajem salutowali i przekazywali wyrazy szacunku.) Niestety, moja wizyta w biurze naszego posła na sejm ponownie okazała się rozczarowaniem. Nie było go bowiem w biurze, zaś jego ogromnie miły i uczynny pracownik, jaki właśnie pełnił tam dużur, poinformował mnie, że spotkanie z posłem mógłby zorganizować dla mnie dopiero około początka września - przed ową bowiem datą poseł jest bardzo zajety. Ponieważ od czasu kiedy zamieszkałem w Petone w 2001 roku, to była już trzecia moja wizyta w biurze tego posła w dniu i w czasie w jakim zgodnie z informacją na drzwiach miał on być tam obecny, zaś podczas żadnej zaś z tych wizyt poseł NIE był obecny, daje mi to dużo do myślenia. Wszakże jego chroniczna nieobecność w dniach i o czasach wyznaczonych przez niego samego na spotkania ze swymi wyborcami w biurze którego istnienie wyborcy ci opłacają swymi podatkami oznacza praktycznie, że poseł ten albo NIE zamierza, albo też NIE jest w stanie, faktycznie reprezentować swoich wyborców i konsultować ich ewentualne problemy. Pytanie więc jakie nasuwa się z tego powodu, to czy jest to oznaką syndromu "starej miotły która już przestała dobrze zmiatać", czy też oznaką jakiegoś nawet jeszcze głębszego problemu demokracji - np. że "demokracja jaka przestała być nieustannie rozliczana i testowana przez wyborców przestaje być demokracją"? 
       (2014/3/26) Odkrycie zjawiska, które wprowadza poważne utrudnienie do moich planów kampanii wyborczej. Mianowicie zjawiska, że na przekór iż przez okno widać, iż ktoś jest obecny w domu, ciągle w znaczącej proporcji domów nikt NIE otwiera drzwi kiedy do nich się zapuka aby porozmawiać z domownikami (zapewne ponieważ przez okno oni już odnotowali, że NIE znają pukającego). Ciekawe, czy owo zjawisko jest następstwem tego co opisałem w punkcie #A2 tej strony? Jeśli bowiem TAK, wówczas to oznaczałoby, iż obecnie już domknęło się "zaklęte koło", ponieważ bez spotkania z kandydatami na posła owi wyborcy NIE są w stanie właściwie wybrać i głosować na tego kto pragnie poprawić ich sytuację, zaś bez głosowania na właściwego kandydata ich sytuacja NIE ulegnie poprawie. 
       (2014/3/27) Wysłanie do Komisji Wyboczej mojego oficjalnego zapytania, czy z uwagi na długoletni związek mojej osoby i nazwiska z "logiem totalizmu" pokazanym na "Rys. #J1" powyżej na niniejszej stronie, istnieje jakaś możliwość aby owo logo było wydrukowane przy moim nazwisku na formularzach ballotowych - tak jak na owych formularzach drukowane są loga partii do których należą partyjni kandydaci. Swoje zapytanie motywowałem faktem, że skoro dla kandydatów partii politycznych przy ich nazwiskach drukowane są loga ich partii, byłoby niesprawiedliwością jeśli przy moim nazwisku NIE było wydrukowane logo, które przez wiele lat kojarzy się z moim dorobkiem życiowym i które dzięki internetowi prawdopodobnie jest wizualnie znane również jakiejś proporcji wyborców z okręgu wyborczego "Hutt South".
       Odpowiedź na to zapytanie otrzymalem dnia 2014/4/1. Niestety była ona niepomyślna dla mnie. Okazuje się bowiem, że nowe prawo "The Electoral Amendment Act", zatwierdzone przez królową w dniu 24 marca 2014 roku, pozwala aby jedynie partie polityczne posiadały zatwierdzone logo, które drukowane jest na formularzach głosów ballotowych. 
       (2014/3/28) Wykupienie od nowozelandzkiej firmy "24/7" (przez czytelnika który zaprojektował także ulotki pokazane na "Rys. #A1" i "Rys. #M1") hostingu dla stron internetowych mojej kampanii wyborczej. Tej firmie 24/7 przekazana też została widniejąca na ulotkach z "Rys. #A1" i z "Rys. #M1" domena internetowa www.pajak.org.nz (którą ów wspomagający mnie czytelnik też wykupił i zarejestrował już nieco wcześniej), aby wdrożyć tę domenę do użytku na jej serwerze. Dla mnie ciekawe było ile potrwa to wdrożenie domeny w NZ, ponieważ jest mi wiadomo, że europejskie i amerykańskie hostingi typowo dokonują takiego wdrożenia w przeciągu minut, a w najgorszym przypadku w przeciągu kilku godzin czasu. Czas wszakże jest dla mnie ogromnie istotny, bowiem zależą od niego wyniki mojej kampanii wyborczej. 
       Oddanie do mojego użytku już działającego hostingu z też działającą już domeną wyborczą o internetowym adresie www.pajak.org.nz nastąpiło w dniu 2014/4/1 - czyli po czterech dniach. Hosting oferował mi także email wyborczy o adresie drjan@pajak.org.nz. 
       (2014/4/1) Załadowanie mojej strony wyborczej (tylko w polskojęzycznerj wersji językowej) na hosting domeny wyborczej o adresie www.pajak.org.nz, oraz testowanie działania owej domeny i emaila o adresie drjan@pajak.org.nz jaki ona oferuje. Testowanie dało pozytywne wyniki. Stąd domena zorganizowana dla mnie przez wspomagającego moje działania czytelnika (autora plakatu z "Rys. #A1") już działa i zaczyna pracować dla dobra opisywanych tu wyborów. 
       (2014/4/1) Rozpoczęcie tłumaczenia niniejszej strony na język angielski. Tłumaczenie to zakończyłem w poniedziałek, 7 marca 2014 roku, poczym stronę tę natychmiast załadowałem na www.pajak.org.nz. Oczywiście, praca nad tą stroną NIE została zakończona z chwilą jej opublikowania, a nadal musi być kontynuowana, jako że stronę tę trzeba teraz powtarzalnie aktualizować i udoskonalać. 
       (2014/4/15) Przeznaczenie niemal całego dnia na chodzenie od domu do domu i na rozmowy z wyborcami. Dotychczas na takie rozmowy przeznaczałem dorywczo tylko po parę godzin dziennie i to tylko w dniach i godzinach kiedy NIE padało zbyt intensywnie. Od szeregu już dni cala Nowa Zelandia jest bowiem nieustannie zalewana obfitymi deszczami, jakie to deszcze (jak żartują niektórzy) jakoby przybyły z Anglii wraz z królewską parą która od 7 do 16 kwietnia 2014 wizytowała swoją byłą kolonię. Wtorek dnia 15 kwietnia 2014 roku był więc pierwszym i jedynym dniem po opublikowaniu angielskojęzycznej wersji tej strony, kiedy w Petone na cały dzień deszcz przerwał swe niemal nieustające padanie. Był więc to też pierwszy i jedyny dzień który niemal w całości mogłem przeznaczyć na rozmowy z wyborcami. Podczas swych obchodów od domu do domu, potwierdziłem sporo obserwacji natury filozoficznej jakie dokonałem już uprzednio, a jakie podsumowuję w (2014/4/15) z punktu #P2 tej strony. Rozmowy z wyborcami potwierdziły też wiele spraw na jakie wyborcy zwracali moją uwagę już uprzednio - np. że czują się eksploatowani z powodu spłacania "Stadionu Westpac" (tego z "Fot. #I3") nadal w tyle lat po jego zbudowaniu, że jeśli władze zmuszą ich aby dodatkowo płacili za budowę stadionu w Petone, wówczas będzie to jawna niesprawiedliwość, że władze przestają już działać "fair" w sprawach podatków ściąganych od ludności i np. nakładają "podatek na podatek" - tj. dodatkowy podatek GST (tj. nowozelandzki odpowiednik VAT - patrz punkt #T2 na stronie humanity_pl.htm) na opłaty czynszowe które wszakże same w sobie też są rodzajem podatku - czyli władze dodatkowo zwiększają podatek czynszowy poprzez nakładanie na niego podatku GST (VATu). Wyborcy zwracali też moją uwagę na fakt, że jestem pierwszym od wielu lat kandydatem na posła do sejmu, który wędrował od domu do domu i osobiście rozmawiał z wyborcami (co mnie ogromnie dziwi, bowiem takie obchody i rozmowy naprawdę "otwierają oczy" i każdy kandydat do wyborów powinien je przeprowadzać). 
       (2014/4/19) Informacja z artykułu w gazecie, że miejscowość Naenae w której dotychczas kampaniowałem została odłączona od elektoratu Hutt South. W punkcie #I1 i w "części #J" tej strony opisałem tzw. "pole moralne" z pomocą którego Bóg powoduje, że tylko dokonywanie niemoralnych działań jest łatwe i przyjemne, zaś wykonywanie wszystkiego co moralne wymaga wkładania w to wysiłku (F) jaki jest proporcjonalny do ilości ludzi (m) którzy odniosą korzyści z danego moralnego działania oraz proporcjonalny do wysokości (a) owych korzyści. Jak też już tego doświadczyłem w opisywanych na tej stronie moich próbach dołączenia do posłów na sejm w celu zrealizowania reform pilnie potrzebnych w NZ, owo pole moralne jakie utrudnia te moje zamiary jest ogromnie silne. Od pierwszej chwili podejmowania decyzji w tej sprawie pole to zaczęło swoje nieustające naciski abym zaniechał swoich zamiarów. Naciski te trwają do teraz, oraz coraz bardziej się nasilają. Faktycznie to spowodowały one, że dla celów późniejszych badań zacząłem je nawet systematycznie spisywać w przeznaczonej im oddzielnej "części #N" tej strony - wszakże są one bardzo uczące. Tutaj wspomnę jednak tylko jedną z form działania owego pola, jaka wówczas mi się ujawniła. Mianowicie, kiedy podjąłem decyzję wystawienia swojej kandydatury pod głosowanie, nikt z oficjalistów pracujących przy wyborach NIE potrafił (lub NIE chciał) mi podać wykazu miejscowości które należą do elektoratu Hutt South. Po prostu odsyłano mnie w sprawie tego wykazu od przysłowiowego Ajnasza do Kajfasza. W końcu zdecydowałem się samemu pracowicie sporządzić taki wykaz poprzez przeanalizowanie adresów podanych na sporządzonej w 2013 roku liście wyborców z Hutt South. Tak sporządzony swój własny wykaz opublikowałem potem w punkcie #C1 niniejszej strony. Następnie z wykazu tego wybrałem miejscowość Naenae do rozpoczęcia w niej swojej kampanii wyborczej. Powodów, dla których zdecydowałem się tam właśnie zapoczątkować swoją kampanię było aż kilka, przykładowo ponieważ mieszkają tam relatywnie biedni wyborcy głównie robotniczego pochodzenia (dla których dodatkowe opłaty za stadion w Petone będą poważnym problemem), ponieważ jest ona położona relatywnie daleko od Petone, a nadchodzi zima, itp. Kampanię w owej miejscowości ukończyłem w dniu 15 kwietnia 2014 roku. W dwa dni później, tj. 17 kwietnia 2014 roku przeglądając gazety w petońskiej bibliotece natknąłem się na artykuł [2#M2] "Electoral shakeup could hurt Mallard" (tj. "zmiany w elektoratach mogą zaboleć Mallarda"), ze strony A6 gazety The Dominion Post Weekend (wydanie z soboty-niedzieli (Saturday-Sunday), April 19-20, 2014). Z artykułu tego doczytałem się, że właśnie została podjęta decyzja aby wyłączyć miejscowość Naenae z elektoratu Hutt South i włączyć ją do innego elektoratu. Całe więc moje dotychczasowe kampaniowanie idzie na marne. Zamiast owej Naenae, do Hutt South zostały włączone dwie inne miejscowości dotychczas należące do Wellington, mianowicie Korokoro i Maungaraki. Obie one jednak NIE leżą w Hutt Valley i są zamieszkałe przez relatywnie bogatych ludzi, stąd ich wyborców NIE bardzo będą obchodziły problemy jakie ja chcę zaadresować swoimi reformami, a być może nawet reformy takie będą im raczej NIE na rękę. 
       (2014/5/1) Sukces w pokonaniu choroby i w przygotowaniu oraz opublikowaniu na moich blogach wpisu numer #244 z adaptacją punktu #I1 i "Rys. #I1" tej strony. Ja prowadzę dwa blogi o lustrzanej treści dostępne pod adresami totalizm.wordpress.com i www.blox.pl/html. Na blogach tych tradycyjnie w pierwszych dniach każdego miesiąca publikuję dla osób obserwujących postęp w moich badaniach informację co nowego przebadałem i rozpracowałem w międzyczasie. Niestety, jak to wyjaśniam w (2014/4/22-3) z punktu #N3 tej strony, w nocy dnia 22/23 kwietnia 2014 roku złapałem okropny katar czy grypę, tak że na przekór stosowania wszystkich dostępnych mi metod i środków uzdrawiających ciągle aż do 17 maja 2014 roku wirowało mi w głowie, ciekło mi z nosa, kichałem, oraz co jakiś czas kaszlałem. W tych warunkach było raczej ogromnie trudno skoncentrować się na przygotowaniu kolejnego wpisu do swoich blogów. Niemniej, zawziąłem się w sobie i wpis ten jednak na czas przygotowałem. Jego polskojęzyczna wersja została opublikowana na obu blogach w dniu 1 maja 2014 roku. Z kolei angielskojęzyczna wersja była opublikowana w dniu 8 maja na pierwszym blogu oraz 17 maja na drugim blogu. Szokująco, po jej opublikowaniu, najprzykrzejsze symptomy mojej choroby dziwnie szybko zaniknęły - co oczywiście zaindukowało cały natłok niełatwych znaków zapytania. Zaniknęły wówczas bóle glowy, kichanie i katar, a jedynie uparty kaszel męczył mnie jeszcze przez następny tydzień. Ów kaszel udało mi się wyleczyć dopiero w dniu 24 maja 2014 roku z pomocą radykalnej staroindyjskiej receptury uzdrawiającej którą opisałem w punkcie #C7 swej strony o nazwie healing_pl.htm. Niestety, w krótki czas po jego wyleczeniu załapałem inny kaszel, jaki męczy mnie praktycznie aż do dzisiaj. 
       Czytelnik zapewne zastanawia się dlaczego się uparłem aby przygotować tamten wpis, na przekór choroby i okropnego samopoczucia. Ano, powodem są owe "2 stopnie oddzielenia" o których piszę w "2b" z punktu #D1 tej strony. Mianowicie, jeśli przegram w nadchodzących wyborach, głównym powodem będzie zapewne iż potencjalni wyborcy którzy mogliby na mnie głosować NIE będą wiedzieli o moim istnieniu. Wszakże mi samemu ogromnie trudno jest dotrzeć z wiadomością o reformach do każdego z wyborców dysponując jedynie $0 budżetem na kampanię wyborczą (patrz punkt #D2 tej strony). Tymczasem owe "2 stopnie oddzielenia" powodują, że praktycznie każdy mieszkaniec Nowej Zelandii zna aż kilku ludzi którzy mieszkają w moim okręgu wyborczym (tj. w okręgu obejmującym miejscowości wyszczególnione w punkcie #C1 tej strony). Sporo też mieszkańców Nowej Zelandii czytuje moje blogi. Jeśli więc z blogów tych doczytają się, że stanąłem do wyborów, wówczas nawet kiedy sami NIE mieszkają w moim okręgu wyborczym, ciągle przy jakiejś tam okazji mogą przypadkowo napomknąć swoim znajomym z tego okręgu, "hej, a czy wiesz, że w twoim okręgu staje w tym roku do wyborów ów twórca totalizmu o którym kiedyś ci wspominałem". 
       (2014/6/1) Opublikowanie czerwcowego wpisu informacyjnego #245 dla czytelników moich blogów i stron. Wpis ten stanowi adaptację punktu #F5 niniejszej strony. Adresuje więc jeden z największych problemów dzisiejszego świata, mianowicie spadek poziomu "energii moralnej", oraz wynikający z tego wzrost liczby samobójstw, depresji psychicznych i chorób umysłowych. Polskojęzyczną wersję tego wpisu opublikowalem na obu swych blogach w dniach 29 maja i 1 czerwca. Natomiast pierwszą angielskojęzyczną wersję opublikowałem 5 czerwca 2014 roku. 
       (2014/5/28) Wydrukowanie i wysłanie mi z Niemiec do NZ daru w postaci 9999 egzemplarzy ulotek wyborczych z "Rys. #A1", dokonane przez zwolennika totalizmu który zaprojektował ów plakat. Z uwagi na swą sporą wagę, ulotki te zostały wysłane mi w dwóch paczkach. Pierwsza z nich, zawierająca 6000 ulotek formatu A5, nadana została w dniu 28 maja 2014 roku. Druga zaś, zawierająca 3999 takich samych ulotek formatu A5, nadana została w dniu 10 czerwca 2014 roku. Niestety, pierwsza z paczek po przybyciu do NZ w dniu 9 czerwca 2014 roku została zatrzymana przez celników, zmuszając mnie do poznania kolejnej lekcji moralności opisanej w (2014/6/19) z punktu #N3 tej strony. Stąd dostarczona ona została mi dopiero w dniu 19 czerwca 2014 roku. Natomiast druga paczka dotarła bez przeszkód i otrzymałem ją już 17 czerwca 2014 roku. Jak też stwierdziłem po otrzymaniu owych ulotek, pod każdym względem okazały się one być nadrzędnej jakości w porównaniu z ulotkami innych kandydatów do tych wyborów jakie w międzyczasie trafiły do mojej skrzynki listowej. Te inne ulotki faktycznie wyglądały jak ubodzy krewniacy ulotki z moją kandydaturą. Być może powodem ku temu jest, że w samej Nowej Zelandii NIE są dostępne ani papiery tak wysokiej jakości, ani też tak dobre urządzenia drukujące i fachowość samych drukarzy. Ulotki bowiem sprezentowane mi przez sympatyka totalizmu z Niemiec wydrukowane były z iście niemiecką precyzją, starannością i fachowością na najlepszym jakościowo, grubym, śliskim i przyjemnym w dotyku, świecącym papierze "galaxi keramik", a więc na "bio-degradable" papierze ceramicznym. Ich kolory były żywe i artystycznie dobrane. Ich wydruk był wyraźny i doskonale czytelny. Zarówno więc pod względem użytego papieru, jak i jakości druku, artystyczności samego projektu, oraz sformułowania treści, ulotki te okazały się być imponująco nadrzędnej doskonałości. Kiedy wręczałem je potencjalnym wyborcom czasami odnotowywałem, że niektórzy z nich brali je do ręki z rodzajem szacunku i podziwu, poczym najpierw oglądali je ze wszystkich stron jak małe "dzieła sztuki" i sprawdzali dotykiem, a dopiero potem czytali ich zawartość. Prawdopodobnie niektórzy z moich potencjalnych wyborców zatrzymają sobie owe ulotki jako rodzaje unikalnych obiektów kolekcjonerskich. (Zdumiewające jakie wyniki mogą dać modlitwy w rodzaju tych przytoczonych w punktach #B1 i #M3 tej strony.) Muszę więc tutaj się przyznać, że gdybym ciągle przegrał te wybory mając ulotki tak doskonalej jakości, wówczas powodem tego przegrania w żadnym wypadku NIE byłyby owe ulotki. 
       (2014/6/17) Podjęcie osobistego doręczania ulotek wyborczych do rąk potencjalnych wyborców. Oczywiście, natychmiast po otrzymaniu tak wspaniałych ulotek wyborczych, podjąłem ich osobiste doręczanie do rąk potencjalnych wyborców z okręgu Hutt South. W tym celu rozpocząłem systematyczne obchody od domu do domu, pukanie do drzwi, oraz wręczanie ulotek, połączone z krótką rozmową z tymi wyborcami którzy akceptowali moją ulotkę. Zainspirowany też radą jaką otrzymałem, na zakończenie rozmowy przykładałem dużą wagę aby uścisnąć rękę każdego potencjalnego wyborcy - na przekór iż uściśnięcia ręki NIE leżą w naturze i nawykach Nowozelandczyków. Przy okazji tego roznoszenia ulotek odkryłem, że kondycja fizyczna, umysłowa i emocjonalna staje się kluczowym warunkiem sukcesu w takim osobistym roznoszeniu ulotek (co opisałem dokładniej w (2014/6/25) z punktu #N3, oraz w punkcie #N4 tej strony) - kluczowego znaczenia której to kondycji uprzednio NIE byłem świadomy. 
       (2014/6/26) Debata wyborcza w Eastbourne. Przypadkowo dowiedziałem się, że odbędzie się debata wyborcza, oraz że jej organizatorzy wiedzą o moim istnieniu. Ciekawiło mnie więc, czy zostanę zaproszony aby wziąść w niej udział. Wszakże bardzo rzadko się zdarza, aby "Niezależny" kandydat został na takie debaty zaproszony. Tym razem okazało się później, że zostałem na nią zaproszony, zaś jej opis przytoczyłem pod datą (2014/8/15) z niniejszego punktu. 
       (2014/6/27) Wymowa moich statystyk z pierwszych 10 dni roznoszenia ulotek wyborczych. Dnia 27 czerwca 2014 roku w Petone zakończyłem roznoszenie pierwszego tysiąca ulotek. Wiem o tym, ponieważ są one pakowane po tysiącu w jednym stosie, zaś ja właśnie zakończyłem pierwszy petoński stos. Poza Petone, po jednym dniu roznoszenia udało mi się zrealizować w Lower Hutt, Eastbourne i Wainuiomata (typowo jednego dnia roznoszę trochę ponad 100 ulotek). W sumie roznoszenie idzie w zgodzie z planem - patrz punkt #N4 tej strony, chociaż niemal nieustanne opady deszczu nakazują mi roznosić ulotki głównie w bliskości swego mieszkania. W trakcie roznoszenia zdołałem też policzyć statystyczną częstość zastania kogoś w domu podczas roznoszenia w środku dnia roboczego. Okazuje się ona wynosić trochę mniej niż 20%. Z mojej zgrubnej oceny wynika także, iż owe 1000 ulotek rozniesionych w Petone wystarczyło do rozdania po jednej ulotce w około jednej-trzeciej obszaru zajmowanego przez miasteczko Petone. To z kolei oznacza, że aby zaopatrzyć wszystkie domy i mieszkania w Petone w ową 1 ulotkę, prawdopodobnie zużyję około 3000 ulotek. Ponieważ w Petone żyje trochę ponad 6000 osób (patrz punkt #B1 strony petone_pl.htm), średnie zaludnienie jednego petońskiego domu lub mieszkania z trudnością zapewne przekracza tu 2 osoby (2013 Census informuje, że średnia dla całej NZ wynosi 2.7 osoby/dom). Ponieważ zaś większość małżeństw mieszka razem ze swymi dziećmi, tak niskie średnie zaludnienie sugeruje, iż duża liczba domów i mieszkań jest zamieszkana przez tylko jedną osobę. Konsekwencją tego jest więc NIE tylko marnowanie skąpych zasobów mieszkaniowych kraju, ale także m.in. ów niski poziom energii moralnej opisywany w punkcie #F5 tej strony, szokująca liczba depresji, chorób umysłowych i samobójstw, a także narastanie samotniczych i antyspołecznych nawyków u ludzi. Warto więc byłoby podjąć walkę z czynnikami które wymuszają tak niskie średnie zaludnienie mieszkań - zaczynając zapewne od zmiany owych niefortunnych praw, które zmuszają wielu ludzi do samotniczego życia ponieważ ustanawiają, że jeśli ktoś zamieszka razem z kimś innym, wówczas po jakimś czasie nabywa prawa m.in. do roszczenia sobie połowy majątku tego z kim współzamieszkiwał (tj. praw które lokatorom udzielają niemal podobnych przywilejów jak współmałżonkom). 
       (2014/7/1) Projekt naukowy który zaimponował mi u konkurenta. We wtorek dnia 1 lipca 2014 roku, oglądałem wieczorne wiadomości telewizyjne NZ na kanałach "Prime" i TV1. Pokazały one m.in. wywiad z moim konkurentem w wyborach do sejmu, tj. z aktualnie urzędującym posłem do sejmu mojego okręgu wyborczego - o którym pisałem już w (2014/3/26) z niniejszego punktu. W wywiadzie tym ów poseł zaproponował podjęcie w NZ projektu badawczego jaki z pomocą inżynierii genetycznej przywróciłby do życia gigantyczne super-ptaki Moa (wymarłe z powodu eksplozji Tapanui). Zaimponował mi tym niesamowicie, ponieważ ów projekt jest właśnie typu "sięgaj tam gdzie wzrok NIE sięga" zalecanego przez polskiego wieszcza. Projekt ten spełnia też kryteria moralności, wspinając się stromo pod górę pola moralnego - czyli należy do grupy projektów które ja będę popierał bez względu na to kto by je nie realizował. Wszakże jako wysoce moralny projekt, przyniósłby on NZ wiele długoterminowych korzyści, np. poprzez zainspirowanie najróżniejszych odkryć dodatkowych, które wniosłyby podobny postęp stosowaniowy jak np. projekt eksploracji kosmosu. Ponadto wyraźnie wyróżnia się on swoim kalibrem w porównaniu do typowych projektów naukowych realizowanych w NZ, które zwykle są na poziomie "upowszechnienie w NZ nowego rodzaju genetycznie modyfikowanej kukurydzy opracowanej przez amerykańskich naukowców". Niestety, wektor moralny tego projektu też wykazuje nachylenie do osi "Y" z "Rys. #I1", co natychmiast zilustrowali w TV parlamentarni koledzy owego posła strojąc sobie żarty z niego i z ożywionego ptaka Moa. Miejmy nadzieję, że ów mój wyborczy konkurent NIE zniechęci się tamtymi żartami swych kolegów, ani że NIE traktuje swego projektu tylko jako rodzaju przedwyborczego "generatora rozgłosu", a że z czasem faktycznie uruchomi realizację swego projektu dla dobra Nowej Zelandii i całej ludzkości. 
       (2014/7/5) Doręczenie pierwszego tysiąca ulotek w miasteczku Lower Hutt. Miasteczko Lower Hutt leży mniej więcej w środku elektoratu Hutt South. Ma też dobre połączenie autobusowe z Petone w którym ja mieszkam. Po Petone stało się więc drugim miasteczkiem do którego dogodny dojazd ułatwiał mi roznoszenie ulotek wyborczych. Dostarczylo mi jednak wysoce intrygujących doświadczeń. Przykładowo, Lower Hutt okazało się być centrum bogactwa. Istnieją bowiem w nim najbogatsze domy jakie dotychczas widziałem w swym życiu. Jest ich też tam całe zatrzęsienie. Mi domy te bardziej przypominaja pałace i tereny wystawowe, niż miejsca zamieszkania ludzi. Mnie najbardziej w nich szokuje, że sporo z nich jest zamieszkałe przez tylko jedną lub dwie starsze osoby. Przy każdym z nich jest też ogromny ogród pełen trawników i kwiatów - jednak bez choćby jednego drzewka owocowego czy ważywnika. W Polsce jaką pamiętam, właściciel tak dużego ogrodu byłby kwalifikowany jako "rolnik małorolny". Tutaj zaś wszystko to znajduje się w środku miasta, tyle że zakryte przed widokiem z ulicy wysokim na dwa metry murem albo nieprzeźroczystym płotem. Kiedy drzwi tych pałaców ktoś otwierał przede mną, ukazywał mi się hall który typowo był większy niż całe moje mieszkanie o powierzchni 49 metrów kwadratowych. Czasami osoba otwierająca mi drzwi owych pałaców na zakończenie mojego przedstawiania się uprzejmie wypowiadała przykładowo coś w rodzaju "przekażę Pana ulotkę właścicielce kiedy ona skończy jeść śniadanie, bo ja tu tylko pracuję" (roznoszenie ulotek zwykle zaczynałem koło południa). Jeśli zaś miałem szczęście, że drzwi otwierał mi domownik, wówczas moje przedstawianie się często było mi przerywane pytaniem "do której partii należysz", zaś po mojej odpowiedzi następowało stwierdzenie w rodzaju "nas niezależni kandydaci nie interesują, by my tu zawsze głosujemy na partię National"! Najwyraźniej powinienem teraz zacząć poszukiwanie tych ulic miasteczka Lower Hutt, gdzie mieszkają zwykli ludzie i tam podjąć rozdawanie swych ulotek wyborczych. Problem jednak polega na tym, że narazie nie wiem jeszcze w której części miasteczka Lower Hutt domy owych zwykłych ludzi się ukrywają. Dotychczas bowiem zaczynałem rozdawanie ulotek od ulic na których zatrzymywał się autobus jakim tam dojeżdżałem - wygląda jednak, że autobusy miejskie jeżdżą tam głównie przez ulice owych najbogatszych mieszkańców. 
       (2014/7/7) "Potknięcie się" o informację o istnieniu gotowego tunelu drogowego z Wainuiomata do Petone. Równolegle do doliny zwanej Hutt Valey, w której rozmieszczone są wszystkie miasteczka elektoratu Hutt South, biegnie jeszcze jedna górska dolina w jakiej znajduje się miasteczko Wainuiomata - też należące do tego elektoratu. Jest ona jednak oddzielona od nas wysokim łańcuchem górskim. Jedyna więc droga jaka obecnie tam wiedzie, stromo wspina się na szczyt owego łańcucha górskiego, zaś po jego pokonaniu zjeżdża raptownie w dół. Jadąc nią, mój samochód jęka i niemal zagotowuje wodę w swej chłodnicy, spalając przy tym jezioro benzyny. Zawsze też kiedy jadę do Wainuiomata, zastanawia mnie dlaczego przez tyle lat NIE przebito jeszcze tunelu przez ten łańcuch górski. Ogromnym więc szokiem było dla mnie odkrycie, które dokonałem w internecie kiedy poszukiwałem danych do "Tabeli #C1" z niniejszej strony. Przypadkowo wówczas "potknąłem się" bowiem o informację, że taki tunel drogowy łączący Wainuiomata z Petone faktycznie istnieje już od lat 1930-tych. Jest on 8.08 m szeroki, 5.5 m wysoki, oraz ma długość 990 m - znaczy został zaprojektowany nawet dla przepustu autobusów. Został on wywiercony i prawie ukończony, jednak światowa depresja ekonomiczna uniemożliwiła wówczas oddanie go do użytku. Zamknięto więc jego wejście, zaś władze NIE kwapią się teraz aby przypominać ludności o jego istnieniu. Stąd ja mieszkam w Petone od 2001 roku, a na informację o istnieniu owego tunelu przypadkowo natknąłem się dopiero po raz pierwszy. Czyżby więc komuś zależało, że tunel ten pozostaje w zapomnieniu, bowiem mieszkańcy Wainuiomata mogliby zacząć się domagać aby został on oddany do użytku drogowego? Wszakże jego otwarcie zaoszczędziłoby miliony na niepotrzebnie spalonej benzynie i niepotrzebnym zużyciu samochodow - tyle, że oszczędności owe pozostawałyby w kieszeniach zwykłych ludzi dojeżdżających z lub do Wainuiomata i NIE generowałyby zysków dla kartelu paliwowego ani stwarzały podatku. Nie będę tu już dyskutował dobroczynnych następstw jego otwarcia dla naturalnego środowiska. 
       (2014/8/1) Przeprojektowanie plakatu wyborczego. Rozmowy z wyborcami ujawniły, że na już wydrukowanej wersji plakatu wyborczego (tej pokazanej na "Rys. #A1"), korzystne byłoby umieszczenie kilku dodatkowych informacji, o jakie wyborcy typowo zapytują. Osoba która zaprojektowała ten plakat ponownie też zaochotniczyła aby informacje to dodać. W ten sposób powstała udoskonalona wersja plakatu wyborczego pokazana poniżej na "Rys. #M1". Wersja ta NIE jest jednak wydrukowana w formie papierowaj ulotki, a jedynie dostępna w formie elektronicznej do oglądania na niniejszej stronie. 
       (2014/8/3) Odnotowanie ciekawego sposobu obchodzenia naokoło zakazu prowadzenia kampanii wyborczej przez kogokolwiek innego niż sami kandydaci do wyborów. Jak odnotowałem, poza ograniczonymi tylko do Petone obchodami miejscowego kandadata jednej z partii, mieszkającego niedaleko mnie w Petone, kadydaci innych dużych partii politycznych NIE prowadzą obchodów po domach w sposób jaki dla siebie opisałem w punkcie #N4 tej strony. Jednak moje opisy z punktu #N4 tej strony najwyraźniej zmobilizowały jedną dużą partię polityczną aby coś uczynić w tej sprawie. Ponieważ zapewne jej kandydat NIE był chętny do osobistego podjęcia takich obchodów, partia ta wysłała do obchodów po domach swojego członka poubieranego w pełne i z daleka widoczne insygnia ich partii. Ponieważ jednak NZ prawo wyborcze zabrania kampaniowania przez kogokolwiek innego niź kandydaci do wyborów, owa partia znalazła bardzo ciekawy sposób obejścia naokoło tego prawa. Mianowicie, jej członek dokonywał jakoby badania opinii publicznej (tzw. "polling") na temat owej partii. Oczywiście, dla zwykłych ludzi NIE była widoczna różnica pomiędzy takim badaniem opinii, a reklamowaniem owej partii. Odnotowałem też, że kiedy w domu NIE ma nikogo, w drzwiach pozostawiana jest wizytówka aktualnego kandydata partyjnego. Sprawia ona wrażenie, że to ów kandydat, a NIE tylko wysłany przez niego członek partii, wizytował dane domostwo. Jeszcze bardziej ciekawy jej sposób tego obchodzenia przepisów odnotowałem 8 i 9 września. W owych dniach na drzwiach aż kilku miejscowości naszego elektoratu pojawiły się na klamkach kartonowe wywieszki ze sloganami owej partii (podobne do wywieszek jakie klienci hoteli wieszają na zewnętrznej klamce swego pokoju aby im "NIE przeszkadzać"). Wywieszki te zdawały się sugerować, że kandydat owej partii wizytował dany dom - chociaż ów kandydat nigdy osobiście NIE dokonywał obchodów po domach swych wyborców. 
       (2014/8/15) Honor zostania zaproszonym na spotkanie wyborców z kandydatami. Wczoraj, tj. 14 sierpnia 2014 roku, o godzinie 7 wieczorem, Klub "Lions" z Eastbourne zorganizował spotkanie mieszkańców miasteczka Eastbourne z kandydatami do wyborów. Aczkolwiek podobnych spotkań mieszkańców różnych miejscowości elektoratu Hutt South z kandydatami do wyborów organizowanych jest ostatnio wiele (np. patrz artykuł [3#M2] o tytule "Candidates agree" (tj. "kandydaci się zgadzają") ze stron 12-13 gazety The Hutt News (wydanie datowane we wtorek (Tuesday), July 15, 2014), typowo na owe spotkania NIE są zapraszani "niezależni" kandydaci, którzy tak jak ja NIE należą do żadnej politycznej partii. Przykładowo, nawet kościół "St. Peter and Pauls", do którego każdej soboty ja chodzę na nabożeństwa, oraz co do którego upewniłem się aby zarządzający nim wiedzieli o mojej kandydaturze na posła, zorganizował wieczorne spotkanie z posłami w poniedziałek dnia 25 sierpnia 2014 roku, na które też NIE zostałem zaproszony. Stąd owo spotkanie w Eastbourne było pierwszym (i jak wówczas sądziłem - jedynym) na jakie miałem honor być zaproszony. Muszę tu też przyznać, że zaimponował mi przebieg tego spotkania - który został zaprojektowany i przeprowadzony z precyzją szwajcarskiego zegarka. Miało ono bowiem długość dokładnie dwóch godzin, pierwsza z których poświęcona była na krótkie, bo około 5 minutowe prezentacje poszczególnych kandydatów do wyborów (kolejność tych prezentacji była wcześniej losowana), druga zaś godzina przeznaczona była na pytania słuchaczy. W spotkaniu tym uczestniczyło (według mojej oceny "na oko" - bo byłem zbyt zajęty aby policzyć) około 150 mieszkańców Eastbourne, oraz dokładnie 7 kandydatów do wyborów (posądzałem wówczas, że byli to wszyscy kandydaci którzy staną potem do wyborów w elektoracie Hutt South). Moja prezentacja była wylosowana jako czwarta z kolei, zaś swoje około 5 minut przeznaczyłem na dyplomatyczne danie audiencji do zrozumienia, że aby kraj mógł prosperować, jego politycy powinni odznaczać się dużą wiedzą, doświadczeniem i mądrością życiową, oraz odwagą obstawania za tym co istotne dla narodu - nawet jeśli jest to kontrowersyjne, politycznie niemodne, albo sprzeczne z panująca opinią przywódców partii. Niestety, w ósmym wpisie z datą "August 14" spod adresu www.facebook.com/TheEastbourneHerald doczytałem się potem, że moje wyjaśnienia jakie nadchodzące problemy może przyjść rozwiązywać następnemu rządowi i parlamentowi NZ, jedynie nastraszyły słuchaczy, zamiast pobudzać ich do myślenia. Odniosłem też wrażenie, że audiencja zupełnie NIE zrozumiała mojej aluzji, iż Nowozelandczycy mają już zbyt długą i zbyt wyniszczającą kraj tradycję wybierania sobie polityków, którzy głównie charakteryzują się dużym "muskułem politycznym" (np. wielkością partii do której przynależą i funduszami jakie wydali na swą kampanię). W części pytaniowej bowiem NIE skierowano do mnie żadnego pytania, zaś wszystkie pytania były kierowane do owych reprezentantów partii z dużymi "muskułami politycznymi". Gdybym więc jeszcze kiedyś został zaproszony na podobne spotkanie, prawdopodobie powienienem być w swojej prezentacji bardziej bezpośredni i jednoznaczniej nazywający sprawy po imieniu. Nawet jednak chociaż moja polityczna wiadomość NIE została zrozumiana, ciągle uczestniczenie w owym spotkaniu było dla mnie ogromnie uczące i korzystne. Poznałem wszakże naszych kandydatów ze wszystkich partii politycznych, oraz mialem okazję poznać ich metody argumentowania i sposób myślenia - podczas gdy dla naukowca i filozofa jak ja, na początek jest to już bardzo dużo. 
       Sprawa która najbardziej mnie zaintrygowała w owym spotkaniu i w późniejszej dyskusji, to że prezentacje wszystkich innych kandydatów, a także cała dyskusja, obracały się wokół priorytetów i wielkości finansowania. W żadnej wypowiedzi NIE było nawet śladu świadomości tego co staram się wyjaśnić i uwypuklić w punkcie #J1 oraz na początku wstępu z tej strony. Mianowicie faktu, iż od czasu napisania przez Karola Marksa jego słynnej książki "Kapitał", wszystkim powinno być już wiadomym, że pieniądze i wielkość finansowania są jedynie miarami ilości ludzkiej pracy jaką można będzie potem za nie zakupić, jednak jaką to pracę można też będzie zaprzepaścić niemoralnymi (błędnymi) decyzjami i wdrożeniami - stąd faktycznym wskaźnikiem jak dobrze ktoś będzie rozwiązywał problemy kraju i ludności jest jego moralność, wiedza, doświadczenie życiowe, oraz odwaga zadecydowania i wdrożenia tego co najbardziej słuszne i potrzebne. Zamiast więc dyskutować ile pieniędzy i na co powinno być rzuconym, dla dobra kraju należałoby raczej wybadać kandydatów o ich opinii co należy uczynić na pozafinansowym polu aby wydobyć kraj z kultury marnotrawienia zasobów, błędów decyzyjnych, braku odpowiedzialności decydentów, oraz bezsilności zwykłych ludzi. Innymi słowy, zamiast sprawdzać "jakimi mięśniami poszczególni kandydaci zamierzają operować", raczej warto byłoby sprawdzić "jakimi jakościami moralnymi i umysłowymi oni dysponują"
       (2014/8/21) Oficjalne złożenie do zatwierdzenia mojej nominacji wyborców na kandydata do wyborów. Dzisiaj jest pierwszy dzień rejestracji kandydatów do wyborów 2014 roku. Ponieważ ja mam już od dawna przygotowaną całą dokumentację wymaganą do zarejestrowania się jako kandydat (tj. mam wypełniony formularz nominacji przez wyborców, potwierdzenia rejestracji wyborczej nominujących mnie wyborców, oraz dowód mojego obywatelstwa NZ), już na szereg dni wcześniej zarezerwowałem sobie u tzw. "Returning Officer for Hutt South" czas na przyjęcie mojej nominacji i na przyjęcie wpłaty wymaganej kaucji. Całe sprawdzenie legalności mojej dokumentacji zajęło oficerowi około pół godziny. Po jej sprawdzeniu moja dokumentacja została wysłana do sztabu głównego wyborów dla zatwierdznia. Odpowiedź o tym, czy zostałem oficjalnie zatwierdzony przez sztab główny wyborów jako kandydat dla Hutt South, miała mi być podana kiedyś następnego tygodnia - tj. już po tym jak rejestracja wszystkich kandydatów będzie zakończona - faktycznie jednak otrzymałem ją dopiero (2014/8/29). 
       Podczas swej wizyty w biurze Returning Officer odnotowałem mapę z zaznaczonymi na niej nowymi granicami elektoratu Hutt South. Chociaż nie mogłem otrzymać kopii tej mapy, niemniej skorzystałem z okazji jej ujrzenia i porównałem z tą mapą opisany w punkcie #C1 tej strony sporządzony moim własnym wysiłkiem wykaz miasteczek należących do Hutt South. Okazało się, że na moim wykazie pominiętych zostało kilka miasteczek nowo przydzielonych do Hutt South, oraz że miasteczko Avalon jest usunięte całkowicie z naszego elektoratu - podczas gdy poprzednio ja wierzyłem, że jego południowa część nadal należy do Hutt South. Teraz mogę więc skorygować zawartość Tabeli #C1 z tej strony, oraz poprawić mój plan kampaniowania. 
       (2014/8/23-4) Jak się mają teoretyczne stwierdzenia do faktycznego działania. W artykule [4#M2] o tytule "Voters want practical MPs in House" (tj. "wyborcy chcą praktycznych posłów w sejmie"), ze strony A2 gazety The Dominion Post Weekend (wydanie z soboty-niedzieli (Saturday-Sunday), August 23-4, 2014), zawarte są wyniki badań opinii wyborców kogo chcieliby mieć więcej i mniej w parlamencie. Około 80% badanych twierdziło, że chcą mieć tam więcej medyków, 71% - że chcą więcej naukowców, zaś 66% - że chcą więcej mundurowych. Najmniej wyborców, bo tylko 29% chciało więcej prawników - jednocześnie jednak aż 64% wyborców chciało mniej prawników niż jest ich tam obecnie. Jak więc w świetle tych badań interpretować np. empirycznie zaobserwowane zachowania, iż po wyjęciu ze skrzynki listowej mojej ulotki z "Rys. #A1", na której widnieje wyraźnie widoczny naukowy tytuł "Dr" (w NZ często używany też przez lekarzy medycyny), ulotka ta po jednym rzucie na nią oka natychmiast ląduje w skrzyni na śmieci, czy też interpretować np. zachowania opisane w (2014/8/17) z punktu #N3. 
       (2014/8/29) Szkolenie kandydatów do wyborów. Dzisiaj, tj. w piątek 29 sierpnia 2014 roku, odbyło się szkolenie kandydatów do wyborów z Hutt South. Szkolenie to powtórzyło najważniejsze informacje zawarte w broszurce [1#M2] - szczególnie te dotyczące formalności jakie owi kandydaci ciągle muszą wypełnić, oraz niektórych elementow prawa wyborczego jakie kandydaci mają obowiązek przestrzegać. Dla mnie owo szkolenie było jednak szczególnie interesujące z kilku jeszcze innych powodów. Przykładowo, ponieważ formalnie potwierdziło ono, że zostałem oficjalnie zatwierdzony jako kandydat do tych wyborów. Ponadto pozwolilo mi ono poznać kilka danych statystycznych jakich byłem ciekawy. I tak dowiedzialem się dzięki niemu, że w Hutt South do wyborów staje 8 kandydatów - w tej liczbie 7 wytypowanych przez partie polityczne, oraz 1 niezależny, czyli ja. (W owym szkoleniu uczestniczyło jednak tylko 3 kandydatów, tj. ja, kandydat z partii "National", oraz kandydat z partii "NZ first".) Partie polityczne jakie wystawiły swych kandydatów, to: National, Labour, NZ first, Greens, Conservatives, Act, United Future. NIE wszystkie więc z istniejących partii politycznych wystawiły w Hutt South swych kandydatów - np. NIE tu ma swego kandydata partia "Internet-Mana". W całej Nowej Zelandii stanęło do wyborów jedynie 20 "independent" kandydatów (sumaryczna liczba partyjnych kandydatów NIE została nam podana). To oznacza, iż przy istnieniu w NZ aż 64 generalnych elektoratów plus 7 maoryskich elektoratów, mniej niż jeden taki "niezależny" kandydat przypada na każde ponad 3 elektoraty (okręgi wyborcze) - wcale mnie to NIE dziwi w świetle najróżniejszych form dyskryminacji jaką niezależni kandydaci doświadczają w porównaniu z kandydatami partyjnymi (po szczegóły patrz (2014/8/7) z punktu #N3). Szkolenie w niezamierzony sposób ujawniło mi także kolejny przykład dyskryminacji niezależnych przez prawo wyborcze - tj. podczas ostatniego dnia kampanii prawo to pozwala partiom publiczne pokazywanie emblematu ich partii, jednak to samo prawo zabrania pokazywania nazwiska kandydata do wyborów (co oznacza, że partie mogą wówczas nadal siebie reklamować, jednak niezależni kandydaci, którzy NIE należą do żadnej partii, NIE mają jak reklamować siebie - bowiem zgodnie z tym prawem NIE mają oni swego emblematu). 
       Podczas omawianego tu szkolenia otrzymałem również odpowiedź na moją prośbę złożoną w (2014/8/21) podczas oficjalnego składania swej nominacji do wyborów. Mianowicie, zwróciłem się wówczas z oficjalną prośbą, aby po wyborach przekazano mi na pamiątkę jeden z czystych, niewykorzystanych w czasie wyborów formularzy głosowania (tj. jeden papier balotowy) z widniejącym na nim moim nazwiskiem jako kandydata na którego się głosuje. Formularz ten chciałbym bowiem zachować sobie na pamiątkę swojego stanięcia do wyborów oraz niezwykłych doświadczeń jakie z owym stanięciem się wiązały. Niestety, odpowiedź jaką otrzymałem była, że NIE, takiego czystego i niewykorzystanego formularza NIE mogę otrzymać. Odpowiedź ta ogromnie mnie zdziwiła, bowiem na tym samym szkoleniu byliśmy też poinformowani, że po podliczeniu oraz po zeskanowaniu do rządowych komputerów zawartości wszystkich głosów, użyte formularze głosów, wraz ze wszystkimi niewykorzystanymi formularzami, są niszczone. Niewykorzystane formularze są więc traktowane tak jakby zawierały w sobie jakąś strategiczną tajemnicę. Tymczasem jedyne co powinny one zawierać, to wykazy partii i nazwiska kandydatów wystawionych pod głosowanie. Pytanie więc jakie mi się tu nasuwa, to czy taka odmowa udostępnienia mi niewykorzystanego formularza który i tak będzie poddany zniszczeniu, jest legalna np. zgodnie z treścią tzw. "aktu wolności oficjalnej informacji". 
       (2014/9/1) Zastrzelenie dwóch pracowników biura zasiłków dla bezrobotnych przez zdesperowanego bezrobotnego potrzebującego pomocy. W poniedziałek rano, dnia 1 września 2014 roku, bezrobotny z miasteczka Ashburton, zastrzelił dwóch pracowników oraz postrzelił trzeciego w tamtejszym państwowym biurze o nazwie "Work and Income" (popularnie zwanym "Winz"), a podlegającym ministerstwu MSD (tj. "Ministry of Social Development"). Dokładne opisy tamtego zastrzelenia podane były w dziennikach telewizyjnych owego dnia, a także w prasie następnego dnia - np. patrz artykuł [5#M2] o tytule "Horror of the Winz killing" (tj. "straszność śmierci w Winz") ze stron A1 do A5 gazety The New Zealand Herald (wydanie z wtorku (Tuesday), September 2, 2014). Owe zastrzelenia pobudziły nawałnicę pogróżek skierowanych na pracowników owych biur MSD, tak że już następnego dnia w wielu miejscowościach NZ biura te zostały pozamykane - np. patrz artykuł [6#M2] o tytule "MSD offices close after threats made" (tj. "Biura MSD zamknięte po pogróżkach") ze strony A3 gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), September 3, 2014). W dniu 4 września 2014 roku zostały one ponownie otwarte, jednak - jak pokazywano to owego dnia w wieczornym w dzienniku telewizyjnym, w międzyczasie niektóre z tych biur dla bezrobotnych zostały pozamieniane w rodzaje twierdz, z uzbrojonym policjantem stojącym przed drzwiami oraz z pracownikami ochrony sprawdzającymi dokumenty i bagaż każdego wchodzącego do środka. Ciekawe jak owe zastrzelenia zostaną w przyszłości oficjalne wyjaśnione, tj. czy przykładowo jako całkiem przypadkowe tragiczne zdarzenie spowodowane np. przez zadziałanie wybuchów na Słońcu na psychikę bezrobotnych (wybuchy takie zaobserwowane były wszakże i pokazane w telewizji jeden dzień wcześniej), czy też jako rodzaj pierwszego tragicznego potwierdzenia, że Nowa Zelandia pilnie potrzebuje dogłębnych reform społecznych, politycznych i ekonomicznych, niebezpieczeństw dalszego odwlekania których to reform ani władze, ani spora część wyborców, nadal jednak jakoś NIE chcą odnotować? 
       Powinienem tu dodać, że kolejne rządy NZ od wielu już lat utrzymują dosyć unikalną politykę wobec bezrobotnych. Ponieważ ja sam także uprzednio padłem ofiarą owej polityki, przez około 7 lat będąc bezrobotnym, zaś w całym owym czasie otrzymując zasiłek dla bezrobotnych jedynie przez okres kilku tygodni, najbardziej wzburzające ludzi fragmenty owej polityki opisałem w punkcie #B1 swej strony autobiograficznej o nazwie pajak_jan.htm (przeglądnij tam np. przedostatni paragraf zawierający powołanie na artykuł [3#B1]). Nic więc dziwnego, że kiedy przywódca partii obecnie rządzącej NZ w jednym z wystąpień swej kampanii wyborczej chwalił się w TV, że pod jego rządami kraj osiągnął jedno z najniższych bezroboci w dzisiejszym świecie (rzędu około 5%), przywódca opozycyjnej partii dodał do tego, że faktyczne bezrobocie wynosi w NZ około 20%. 
       (2014/9/8) Potwierdzenie dostępności w internecie wykazu kandydatów. Od jednego z wyborców właśnie się dowiedziałem, że wykazy kandydatów do tych wyborów są już dostępne w internecie. (Ja sam jestem wszakże zbyt zajęty prowadzeniem kampanii, aby mieć jeszcze czas na przeszukiwanie internetu.) Sprawdziłem więc tę dostępność. Faktycznie też wykaz wszystkich 8 kandydatów z elektoratu Hutt South, włączając w to moje nazwisko, jest dostępny pod adresem www.elections.org.nz/events/2014-general-election/electorate-info/information-voters-hutt-south. Z kolei wykaz wszystkich kandydatów do NZ wyborów w 2014 roku (włączając w to wszystkich "Niezależnych" kandydatów) znalazłem pod adresem ashleymurchison.co.nz/online-media-details-nz-parties-candidates-contesting-2014-general-election/
       (2014/9/9) Honor bycia zaproszonym na spotkanie z wyborcami w miasteczku Maungaraki. Do moich uszu często docierały informacje o aż całym szeregu spotkań wyborców z kandydatami, których organizatorzy zapraszali jedynie kandydatów partyjnych, zaś zupełnie ignorowali zapraszanie "niezależnego" kandydata, czyli mnie. Przykłady takich spotkań na jakie NIE zostałem zaproszony wskazywane są m.in. w artykule [7#M2] o tytule "Meeting the candidates" (tj. "spotkanie z kandydatami"), ze strony 5 darmowej gazety Wainuiomata news (wydanie w środę (Wednesday), 3 September 2014), oraz w artykule [8#M2] o tytule "Mallard and Bishop battle in tight race" (tj. "Mallard i Boshop ścierają się w bliskich wyścigach") ze strony A9 gazety The Dominion Post (wydanie z wtorku (Tuesday), September 16, 2014), czy też w artykule [3#M2] ze wpisu (2014/8/15) niniejszego punktu. Dopiero organizatorzy z miasteczka Maungaraki, widokowo położonego przy wierzchołku Wellingtońskiego łańcucha wzgórz, zaprosili także i mnie. Po spotkaniu więc w Eastbourne opisanym powyżej pod datą (2014/8/15), owo spotkanie w Maungaraki we wtorek, dnia 9 września 2014 roku, było drugim i ostatnim w jakim miałem honor uczestniczyć podczas obecnej kampanii wyborczej. Spotkanie zaczęło się o 7 wieczorem i trwało półtorej godziny. Uczestniczyło w nim wszystkich 8 kandydatów z Hutt South. Na oko oceniam, że przybyło na nie około 150 wyborców. Na początku, w kolejności odwrotnej do alfabetycznej, każdy z kandydatów otrzymał 5 minut na zaprezentowanie najważniejszych punktów swojego programu wyborczego (czyli na przekonanie wyborców aby głosowali na danego kandydata). Potem poproszono widownię (wyborców) o pytania adresowane do wszystkich kandydatów naraz, na jakie to pytania potem kolejno odpowiadał każdy z kandydatów - w tym i ja. Według mnie, ten system pytań adresowanych do wszystkich kandydatów naraz, był znacznie korzystniejszy dla wyborców i mniej dyskryminujący dla kandydatów, niż system zapytań adresowanych bezpośrednio do poszczególnych kandydatów stosowany na spotkaniu w Estbourne. Wszakże włączył on i mnie do grona odpowiadających na pytania. Tymczasem na spotkaniu w Eastbourne nikt NIE skierował do mnie żadnego pytania - w części pytaniowej NIE miałem tam więc okazji nawet otworzyć swych ust. Ponadto, system zapytań z Maungaraki pozwalał wyborcom na natychmiastowe porównywanie jakości i głębi odpowiedzi poszczególnych kandydatów, a tym samym umożliwiał wyborcom wybranie w swych myślach na którego kandydata będą głosowali - aby reprezentował on ich w parlamencie NZ. Ja, jak zwykle, przybyłem na to spotkanie z dokładnym planem co powiem w swoim wprowadzającym przemówieniu. Na przekór też, że byłem już zmęczony i obolały, bowiem owego dnia była piękna pogoda, a stąd uprzednio wykonałem swój męczący codzienny obchód po domach wyborców i na dodatek bolał mnie kręgosłup - patrz (2014/9/9-11) z punktu #N3, dzięki Boskiej inspiracji i pomocy mój umysł pracował doskonale. Odnotowałem, że swoim wstępnym przemówieniem trafiłem do przekonania wyborców. Z kolei w części pytaniowej zdołałem nawet zabłysnąć. Do każdego bowiem z 3 zadanych na tym spotkaniu pytań przytoczyłem odpowiedź i uzasadnienie wynikające z opisanej w punkcie #J1 tej strony metody podejmowania decyzji bazującej na kryteriach moralności. Po jednym z pytań, sprawdzającym "czy" i "jak" poszczególni kandydaci widzą możliwość zastopowania niekontrolowanego obecnie wzrostu w NZ cen elektryczności, ja stałem się jedynym kandydatem tego wieczora którego odpowiedź widownia przyjęła oklaskami. W swej odpowiedzi powtórzyłem bowiem plan stworzenia faktycznej konkurencji dla kartelu elektrycznego NZ - jaki to plan opisany jest w (2b) z punktu #D1 niniejszej strony. 
       (2014/9/10) Pogróżki jednego z kandydatów dużej partii politycznej, że ukarze tych członków jego partii, którzy NIE będą na niego głosowali w nadchodzących wyborach. Pogróżki te raportował w środę, dnia 10 września 2014 roku, wieczorny dziennik telewizyjny w kanale "Prime" z godziny 17:30. Ich wystosowanie łamie aż kilka zasad demokracji, np. łamie prawo aby każdy mógł głosować na tego kandydata jakiego uznał za najbardziej odpowiedniego, łamie prawo uczestników demokratycznych wyborów do tajności swego głosu, itp. 
       (2014/9/11) Otrzymanie ostrzegającego emaila-listu od policji. Otrzymałem email-list od policji. Dyplomatycznym językiem ostrzega on mnie przed uczynieniem w tych wyborach czegokolwiek co jest niezgodne z prawem NZ. List ten pobudził mnie do refleksji. Wszakże NIE jestem prawnikiem, a jedynie byłym naukowcem. NIE znam więc na tyle dobrze praw NZ aby wiedzieć, co dokładnie jest zgodne a co niezgodne z prawem NZ. Przykładowo, czy otwarte pisanie na tej stronie, że NZ pilnie potrzebuje społecznych, politycznych i ekonomicznych reform jest zgodne z prawem NZ, czy też może być odebrane przez kogoś jako podcinanie czyjegoś autorytetu? Albo czy to co wyjaśniają punkty #A2 czy #G2 niniejszej strony nie pobudza przypadkiem kogoś do poczucia się obrażonym? Wszakże w Polsce mamy powiedzenie "jeśli zechcesz kogoś uderzyć, kij zawsze się znajdzie". Prawdę zaś tego powiedzenia doskonale potwierdza treść i losy książki "Dirty politics" jaka opublikowana została niedawno w NZ i jaka demaskuje metody stosowane przez rządzącą partię w pozbywaniu się niewygodnych dla niej przeciwników i krytykujących. 
       (2014/9/12) Zaniechanie mojego początkowego zamiaru, aby wysłać własnego "Scrutineer'a" do obserwowania przebiegu głosowania i liczenia głosów. Zgodnie z prawem wyborczym, każdy kandydat do sejmu ma prawo wysłania własnych obserwatorów (w NZ nazywanych "Scrutineers") do obserwowania przebiegu wyborów i naliczania głosów. Jedyne co konieczne, to wypełnić formalności z tym związane. Jedną zaś z tych formalności jest podpisanie dokumentu z "Infringement of secrecy". Zgodnie jednak z tym dokumentem, mój Scrutineer praktycznie NIE miałby prawa przekazać ani mi, ani nikomu innemu, żadnej informacji o tym co zaobserwował podczas głosowania i naliczania głosów. Przykładowo, dokument ten zastrzega, że NIE wolno mu przekazać nikomu informacji o numerach wybitych na głosach poszczególnych wyborców, o wynikach głosowania, o tym jak na kogoś głosowano, itp. Jednocześnie, przez fakt obserowania wyborów mój Scrutineer wystawiłby się na ewentualność późniejszych podejrzeń, lub nawet zarzutów, że jakieś informacje przekazał jednak albo mi, albo też komuś innemu. W sumie więc, aby NIE narażać się na ewentualne późniejsze śledztwa i posądzenia, zdecydowałem że bezpieczniej i lepiej jest NIE nominować nikogo jako mojego Scrutineer'a. Pytanie jakie przy tym się nasuwa, to czy ów wymóg podpisywania aż tak groźnie brzmiącego "Infringement of secrecy" nie jest przypadkiem właśnie zamierzony jako "odstraszacz" przed wysyłaniem swoich obserwatorów do pilnowania tego co podczas głosowania i naliczania głosów się dzieje? 
       (2014/9/14) Faktyczne zakończenie mojej kampanii wyborczej spowodowane rozdaniem wszystkich posiadanych ulotek wyborczych. Zapowiadana w dziennikach telewizyjnych NZ groźba nadchodzącej długiej fali zimna, wichury i ulewnych deszczy zmusiła mnie abym pośpieszył się z rozdawaniem końcowych 500 ulotek wyborczych. Stąd rozdawanie tych ulotek udało mi się zakończyć już w niedzielę, dnia 14 września 2014 roku - chociaż oryginalnie zaplanowane ono było aby trwało aż do czwartku, 18 września 2014 roku. Ulotki te zdołałem więc rozdać jeszcze przed nadejściem owej fali zimnego deszczu (chociaż ciągle aż na 6 dni przed oficjalną datą wyborów). Koniec rozdawania ulotek oznaczał też dla mnie koniec mojej kampanii wyborczej. Po więcej szczegółów na temat rozdawania ulotek - patrz opisy do "Tabeli #C1". 
       (2014/9/15) "The Moment of Truth" (tj. "Chwila Prawdy") jaki zaincjował kolejny skandal wymierzony w rządzącą partię NZ. W poniedziałek, dnia 15 września 2014 w Auckland odbyła się telekonferencja i sesja publicznej prezentacji obaw i zastrzeżeń aż kilku odmiennych "Whistleblowers" (tj. "OstrzegającychGwizdkowiczów") na temat tego co podobno czyni partia polityczna która od 2008 roku rządzi NZ. Podczas tej sesji wypowiadał się na żywo z użyciem internetowej telekonferencji m.in. Edward Snowden z Rosji i Julian Assange z Ambasady Ekwadorskiej w Londynie. Ponadto głos zabrał jeden dziennikarz i jeden prawnik z USA, oraz dwóch Nowozelandzkich Whistleblowers. W trakcie owej sesji padło sporo najróżniejszych stwierdzeń, największy oddźwięk z których spowodowało stwierdzenie, że NZ należy do szpiegowskiej grupy 5 krajów zwanej "pięć oczu", która dokonuje masowego szpiegowania na korespondencji internetowej i na rozmowach telefonicznych całej ludności NZ - po szczegóły patrz np. artykuł [9#M2] o tytule 'Key dismisses "mass surveillance" claims by Whisteleblower' (tj. 'Key zaprzecza oskarżeniu przez OstrzegającegoGwizdkowicza o "masowe szpiegowanie" '), ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie z wtorku (Tuesday), September 16, 2014). Oczywiście, do każdego z tych stwierdzeń ostrzegających dodane zostały szczegóły i materiał dowodowy jakich wartość dowodową daje się sprawdzić. Jednak przywódca rządzącej partii NZ zbył owe zarzuty jako nieprawdę, przytaczając swe własne wytłumaczenie podpierane dokumentami sporządzonymi przez swych podwładnych jakie specjalnie w tym celu odtajnił, jednak jakich wartości dowodowej nie daje się sprawdzić z powodu tajności sprawy jakiej one dotyczą. Ciekawostką całego tego ciągu zdarzeń jest, iż stanowi ono tylko kolejny z długiej listy skandali jakie podczas obecnych wyborów nieustannie prześladują partię polityczną rządzącą Nową Zelandią od 2008 roku. Mi owe skandale wyglądają jak "test na moralność" jakiemu Bóg właśnie poddaje wyborców NZ aby zadecydować na bazie jego wyników jakimi następnymi zdarzeniami powinien On potraktować ów kraj aby podedukować jego ludność w zasadach moralności. Powodem dla którego posądzam, że jest to Boski "test na moralność", jest ponieważ pamiętam iż m.in. bardzo podobnemu testowi poddana była Polska na około 13 lat przed moralnym podedukowaniem jej ludności rozruchami "Solidarności" (tj. wówczas w Polsce też m.in. miały miejsce podobne apele i nawoływania adresowane do wyborców i decydentów aby "umoralnić" to co ludność kraju pozwala czynić ówczesnemu rządowi Polski - np. patrz jeden z przykładów zdarzeń tamtego czasu opisywany w punkcie #F2 strony o nazwie wroclaw.htm). Jeśli więc mam rację, iż faktycznie jest to taki sprawdzający "test na moralność", wówczas za jakiś czas usłyszymy wiele szokujących nowin o Nowej Zelandii i o tym co w niej się zdarzy. 
       (2014/9/18) Oddanie mojego głosu w tych wyborach. Ponieważ na oficjalny dzień wyborów (tj. na 20 września 2014 roku) zapowiadane były silne deszcze, wichura oraz fala zimna, ja skorzystałem z możliwości wcześniejszego głosowania i oddałem swój głos już w czwartek dnia 18 września 2014 roku. Faktycznie też, jakby symboliczny zimny deszcz lał niemal bez przerwy w całym oficjalnym dniu wyborów, zaś silny podbiegunowy wiatr wiał od strony Antarktydy. 
       (2014/9/21) Podjęcie gromadzenia danych o wynikach wyborów i rozpoczęcie przeredagowywania niniejszej strony w końcowy raport z przebiegu i wyników tychże wyborów. Ponieważ niektóre z danych na temat tych wyników zapewne będzie trzeba "wyrywać kleszczami" od dysponujących nimi ludzi, aktualizowanie końcowej wersji nieniejszego raportu prawdopodobnie rozciągnie się na sporo dni już po dacie 21 września 2014 roku. 





[Bild: pajak_poster_new_pl.jpg]


Strona 1



[Bild: pajak_poster_new_2_pl.jpg]

Strona 2


Rys. #M1. Oto tłumaczenie na język polski udoskonalonej, 2 stronnicowej wersji ulotki wyborczej z "Rys. #A1". (Oryginalny, angielskojęzyczny tekst tej ulotki czytelnik może sobie oglądnąć na angielskojęzycznej wersji tej strony.) Ta wersja ulotki zawiera dodatkowe informacje, o jakie wyborcy typowo zapytują. Tyle, że jest ona dostępna jedynie w formie elektronicznej - tj. NIE została wydrukowana. Odnotuj, że kopiowanie powyższej wersji ulotki, zapisanej w bezpiecznym formacie zdjęciowym "jpg", też wcale NIE jest blokowane. Stąd czytelnik też może na nią kliknąć prawym przyciskiem myszy i zachować ją gdzieś w swoim komputerze dla późniejszego oglądania w wolnym czasie. (Kliknij na dowolną z tych stron aby oglądnąć ją w powększeniu.) 
       Odnotuj, że powyższa ulotka użyta została jako wzór dla zaprojektowania podobnej ulotki do wyborów Prezydenta Polski z 2015 roku. Ta polska ulotka prezydencka, wraz z jej opisem, przytoczona jest poniżej na "Rys. #M2". 
       Strona 1: Przetłumaczona na język polski pierwsza strona udoskonalonej wersji mojej ulotki wyborczej. Podsumowuje ona najważniesze cele do osiągania w przypadku gdybym został wybrany do sejmu NZ. 
       Strona 2: Przetłumaczona na język polski druga strona udoskonalonej wersji mojej angielskojęzycznej ulotki wyborczej. Podsumowuje ona najważniesze powody dla których najkorzystniejsze dla wyborców okazuje się głosowanie właśnie na mnie jako na "niezależnego" kandydata. Podaje też drugi (zpasowy) adres internetowy mojej strony wyborczej, aby zapobiegać sytuacjom opisanym w (2014/8/24) z punktu #N3 tej strony. Jeśli więc pierwszy z tych adresów przestanie działać, wówczas czytelnik znajdzie niniejszą stronę pod drugim z adresów. 



[Bild: ulotka_pajak_prezydent_1_2015.jpg]

Strona 1


[Bild: ulotka_pajak_prezydent_2_2015.jpg]

Strona 2

Rys. #M2. Oto prowizoryczny (wstępny) projekt 2 stronnicowej ulotki wyborczej jaka miała być użyta w przypadku gdybym zdecydował się stanąć jako kandydat w polskich wyborach prezydenckich z 2015 roku. Ulotka ta stanowi adaptację do warunków wyboru Prezydenta Polski ulotki pokazanej powyżej na "Rys. #M1". Oryginalnie została ona zaprezentowana jako "Rys. #A1" na mojej polskiej stronie wyborczej o nazwie pajak_na_prezydenta_2015.htm, zaś na niniejszej stronie jest ona jedynie powtórzona jako rodzaj ciekawostki oraz dla umożliwienia czytelnikowi porównywanie jej wygladu i treści z ulotką pokazaną powyżej na "Rys. #M1". Na tamtej stronie pajak_na_prezydenta_2015.htm, tę ulotkę, a także inne informacje związane z ewentualniością mojego stanięcia jako kandydat do owych wyborów, opublikowałem dla aż kilku istotnych powodów, przykładowo: (1) ponieważ liczę, że czytelnicy doślą mi uwagi na jej temat, które dopomogą w jej dalszym udoskonalaniu - tak aby była już gotowa w przypadku gdyby kiedyś zaszła potrzeba jej użycia; (2) ponieważ w wielkim skrócie podsumowuje ona wszystko za czym ja się opowiadam i stąd co było najważniejsze w moich usiłowaniach stanięcia do wyborów prezydenckich z 2015 roku; (3) ponieważ pozwala ona czytelnikom na porównanie tego co ja reprezentuję z tym co reprezentują inni kandydaci do owych wyborów; a także dla kilku jeszcze innych powodów. Odnotuj, że kopiowanie powyższej ulotki, zapisanej w bezpiecznym formacie zdjęciowym "jpg", wcale NIE jest blokowane. Stąd czytelnik może ją skopiować i zachować gdzieś w swoim komputerze dla późniejszego wydrukowania i/lub oglądania w wolnym czasie, albo dla jej pokazania swej rodzinie i przyjaciołom w celu jej skomentowania i dosłania mi sugestii dalszych udoskonaleń. Jej skopiowania i zapisania we własnym komputerze można dokonać aż na kilka sposobów, przykładowo poprzez kliknięcie na nią powyżej prawym przyciskiem swej myszy, poczym zapisanie jej na dysku swego komputera, albo też poprzez jej bezpośrednie załadowanie z adresów www.totalizm.zensza.webd.pl/prezydent/ulotka_pajak_prezydent_1_2015.jpg www.totalizm.zensza.webd.pl/prezydent/ulotka_pajak_prezydent_2_2015.jpg lub z adresów www.pajak.org.nz/prezydent/ulotka_pajak_prezydent_1_2015.jpg i www.pajak.org.nz/prezydent/ulotka_pajak_prezydent_2_2015.jpg. (Kliknij na dowolną z obu stron tej ulotki aby dokładniej oglądnąć ją w powiększeniu - jej wysoka rozdzielczość umożliwia maksymalne powiększanie pozwalające na dokładne przyglądnięcie się każdemu szczegółowi, np. humorystycznemu skomponowaniu sytuacji z najniższej ikonki na "stronie 2" powyższej ulotki - tej przy "brak uwikłań ...".) 
       Strona 1: Pierwsza strona w/w ulotki wyborczej. Podsumowuje ona najważniesze cele jakie stawiałbym sobie do osiągania w przypadku gdybym został wybrany na Prezydenta RP. 
       Strona 2: Druga strona w/w ulotki wyborczej. Podsumowuje ona najważniesze powody dla których najkorzystniejsze dla omawianych tu wyborców okazałoby się głosowanie właśnie na mnie jako na bezpartyjnego kandydata bazującego w swej kampanii na ochotnikach, a NIE na poparciu swej partii i finansującej ją oligarchii. Podaje też dwa (tj. główny i zpasowy) adresy internetowe mojej polskiej strony wyborczej, tj. adresy: www.totalizm.zensza.webd.pl/pajak_na_prezydenta_2015.htm oraz www.pajak.org.nz/pajak_na_prezydenta_2015.htm - aby zapobiegać sytuacjom opisanym w (2014/8/24) z punktu #N3 niniejszej mojej strony o wyborach parlamentarnych w NZ. Jeśli więc pierwszy z tych adresów przestanie działać, wówczas czytelnik znajdzie też niniejszą stronę pod drugim z adresów.

#M3. Podziękowanie Bogu - jeśli zechcesz się przyłączyć do jego powtórzenia wraz ze mną, wówczas wystarczy, że przeczytasz to podziękowanie z uwagą i z dziękczynnym nastawieniem duchowym:
       Boże, przyjmij te głębokie podziękowanie za wszystko co uczyniłeś aby Twój sługa, dr Jan Pająk, urzeczywistnił to co opisane na niniejszej stronie oraz co dodatkowo zrealizował w związku ze swoimi planami, intencjami i działaniami, czyli za inspirację, za nadanie sił i motywacji aby wykonać to co już wykonane lub aby akceptować niewykonalność tego co okazało się niemożliwe do wykonania, za pobudzenie do współpracy i do pomocy ludzi którzy mu dopomogli i za ograniczenie działań przeciwników do jedynie tego co przeciwnicy ci uczynili, za pomoc w zgromadzeniu wiedzy jaką podjęte przez Twego sługę działania otwarły mu do wglądu i za natchnienie dla prawidłowego spisania tej wiedzy w celu jej udostępnienia innym zainteresowanym osobom, a także za wszelkie inne formy pomocy i swoich nadrzędnych decyzji jakie NIE muszą nawet być dla nas dostrzegalne, jednak jakie w swojej nadrzędnej wiedzy i przezorności Boże zdecydowałeś się podjąć w opisywanych na tej stronie sprawach. 
Amen. 

Część #N: Przejawy utrudniającego działania "pola moralnego" jakie zdołałem odnotować w trakcie realizacji działań opisywanych na niniejszej stronie:
       
#N1. Moja działania porównywalne do "dentysty usiłującego wyleczyć rekina z bolącymi zębami":   

Od pierwszej chwili kiedy podejmowałem decyzję o wystawieniu swojej kandydatury w opisywanych tu wyborach, zdawałem sobie sprawę z powagi problemu jaki biorę na swoje barki. Wszakże nadal żywe są w mojej pamięci wspomnienia czasów kiedy po podjęciu politycznych działań w polskiej "Solidarności" musiałem uciekać z kraju aby ratować swoją wolność a być może i życie. Gdyby zaś owa sytuacja teraz też się powtórzyła, NIE miałbym już sił aby ponownie uciekać. W dzisiejszym świecie brak też jest już miejsca gdzie osoba podpadła komuś politycznie mogłaby czuć się bezpiecznie. Wszakże, jak każdy zapewne odnotował to już z zachowań władz i decydentów dzisiejszego świata, osoby które obstają za reformami pilnie potrzebnymi w kraju jaki zamieszkują, wystawiają siebie samych na sytuację którą daje się przyrównać do sytuacji "dentysty usiłującego w morzu wyleczyć rekina z bolącymi zębami". 
       Wkrótce też się przekonałem, że moje przewidywania poważnych problemów w drodze do realizacji zamiarów opisywanych na tej stronie szybko zaczęły się wypełniać. Już wkrótce po opublikowaniu tej strony jakby "piekło otwarło się pod moimi stopami", zaś praktycznie wszystko co zacząłem czynić w tej sprawie napotykało na coraz silniejszy opór. Oczywiście, będąc świadomym istnienia i działania tzw. pola moralnego(tj. tego niewidzialnego pola podobnego do grawitacji, jakie na niniejszej stronie opisują szerzej punkty #D5, #F5, #I1, #J1, czy (2014/4/19) z #M2), zdaję sobie doskonale sprawę, że usiłując działać moralnie muszę napotykać na opór stwarzany przez pole moralne, siła "F" którego to oporu musi być proporcjonalna do korzyści "a" jakie inni ludzie odnieśliby w przypadku gdyby moje działania zakończyły się sukcesem, a także proporcjonalna do liczby ludzi "m" którzy wówczas skorzystaliby z wyników moich działań
       W kolejnym punkcie #N3 tej strony opiszę najważniejsze z przeszkód do pokonania, lub z czynników uniemożliwiających postęp w tym co czyniłem, jakich działanie odnotowałem dotychczas. Wszakże to one formują owo pole moralne jakie przychodzi mi pokonywać w tym przypadku swego moralnie poprawnego działania. Zanim jednak przejdę do ich raportowania, najpierw w następnym punkcie #N2 tej strony przytoczę kilka uwag o moich uprzednich doświadczeniach z polem moralnym i o wnioskach do których owe uprzednie doświadczenia prowadzą (na które to zaś wnioski warto zwracać uwagę kiedy pole takie okazuje się zbyt przygniatające).

#N2. Moje poprzednie doświadczenia z "polem moralnym", oraz wnioski jakie z doświadczeń tych wynikają:
      
Ja w swoim życiu aż kilkakrotnie natykałem się na działanie ogromnie silnego "pola moralnego". To właśnie z powodu owych natknięć zidentyfikowałem już uprzednio i opisałem w punkcie #G1 strony eco_cars_pl.htm, samo-regulujące się zjawiska moralne które nazwałem "przekleństwem wynalazców" oraz "wynalazczą impotencją". W aż całym też szeregu przypadków utrudnienia i przeszkody formowane przez owo pole moralne okazywały się aż tak ogromne i aż tak trudne do pokonania, że aby NIE zostać przez owe przeszkody całkowicie zniszczonym i aby utrzymać się przy życiu, zmuszony byłem dawać za wygraną i zarzucać to co usiłowałem wówczas czynić. Przykładami takich przypadków kiedy siła działania "pola moralnego" okazywała się aż tak przygniatająca, że zmuszała mnie ona do zarzucania wysiłków aby zrealizować do końca to co wówczas czyniłem, są wszystkie moje wynalazki (np. MagnokraftKomora Oscylacyjnaurządzenia telekinetyczne, itp.), a także praktycznie każda co bardziej istotna z moich teorii naukowych (np. Koncept Dipolarnej Grawitacjibazujące na moralności metody obrony przed kataklizmamiteoria czasu i wehikułów czasu, itp.). 
       Moje doświadczenia z pokonywaniem oporów pola moralnego zgromadzone podczas prób urzeczywistnienia swych wynalazków i upowszechniania swych teorii naukowych, różnią się jednak od doświadczeń dotykających mnie w 2014 roku podczas wyborów w NZ. Mianowicie, tamte opory pola moralnego manifestowały się głównie w przeszkadzających, a często wręcz złośliwych, działaniach innych ludzi, tj. w odmowach, zakazach, wyszydzaniu, usuwaniu z pracy, niesłusznej krytyce, niesprawiedliwym potraktowaniu, lekceważeniu, itp., serwowanych mi przez gromady innych ludzi praktykujących wątpliwe rodzaje moralności. Tymczasem w wyborach z 2014 roku, do owych przeszkód od działań niemoralnych ludzi dodały się także dalsze silne przeszkody w formie zjawisk, które jedynie Bóg mógł celowo uformować. Tak się zaś złożyło, że już od dawna miałem ustalone, iż realizacja moralnie poprawnych ludzkich decyzji może być zablokowana z aż dwóch odmiennych powodów, mianowicie albo ponieważ (1) niemoralni ludzie się upierają iż powinni tą realizację zastopować (stąd się bierze w/w "przekleństwo wynalazców"), albo też ponieważ (2) biegnie ona przeciwko planom Boga. Wiedziałem także, iż Bóg obiecuje w Biblii, iż będzie dyskretnie informował moralnie postępujących ludzi o dotykającej ich każdej swej decyzji. Zdecydowałem więc, aby podczas wyborów z 2014 roku gromadzić materiał dowodowy jaki sprawdzałby, czy owo włączenie do przeszkadzającego działania pola moralnego również zjawisk, jakie mogą być powodowane jedynie przez Boga, jest właśnie owym dyskretnym znakiem, że dane moralnie poprawne działanie biegnie przeciwko długofalowym planom Boga    
Oczywiście, wszystkie moje przegrane zmagania z "polem moralnym" zmuszały mnie do dokonywania najróżniejszych przemyśleń i do wyciągania wniosków. Podsumuję więc tutaj najważniejsze wnioski na temat cech wykazywanych przez krótkoterminowy opór pola moralnego w przypadkach kiedy my realizujemy jakieś moralnie poprawne działanie - jakie to wnioski zdołałem wyciągnąć ze swych uprzednich doświadczeń: 
       1. Natura i siła krótkoterminowych oporów pola moralnego zawiera w sobie dyskretne wskazówki, czy powinniśmy opory te pokonywać, czy też raczej wolno nam zarzucić dane nasze moralnie poprawne działanie. Przykładowo, jeśli nasze poprawne moralnie działanie biegnie przeciwko długoterminowym planom Boga, wówczas natura ujawniających się oporów pola moralnego jest taka, że klarownie opory te nam wskazują, iż wywodzą się one głównie od Boga (a stąd że owo działanie wolno nam zarzucić) - np. opory te są głównie pochodzenia pogodowego, zdrowotnego, zrządzeń natury, itp., tak jak widoczne to się staje z przykładów opisanych w punkcie #N3 poniżej, zaś podsumowane zostało ogólną regułą z punktu #L3 powyżej. Jeśli zaś nasze moralnie poprawne działanie napotyka niemal wyłącznie opory wywodzące się od niemoralnie postępujących ludzi, wówczas jest to oznaką, że powinniśmy upierać się przy jego kontynuowaniu - chyba że siła tych oporów przekracza nasze zdolności pokonywania przeszkód. Tyle że aby uzyskać sukces, z upływem czasu powinniśmy udoskonalać swe metody z użyciem których realizujemy owo działanie. 
       2. Na dzisiejszym poziomie naszej wiedzy faktycznej wielkości siły krótkoterminowego oporu "pola moralnego" (F=ma) jaką napotkamy przy wykonywaniu danego moralnie poprawnego działania NIE daje się przewidzieć ani oszacować czysto teoretycznie - tj. bez uprzedniego podjęcia tego działania. Dlatego aby poznać jak duża jest owa siła oporu, najpierw trzeba podjąć dane działanie, a dopiero potem faktyczna wielkość tej siły nam się ujawni. 
       3. Siłę oporu "pola moralnego" (F=ma) daje się oszacować relatywnie szybko po podjęciu działania. Relatywnie też szybko uzyskuje się więc rozeznanie, czy posiada się wystarczający zasób energii i zawziętości aby nieustannie przebijać się przez rodzaje przeszkód jakie "pole moralne" będzie nieustannie ustawiało na naszej drodze. Musimy wszakże pamiętać, że kiedy pokonamy, lub obejdziemy naokoło, kolejne z tych przeszkód, "pole moralne" ustawi na naszej drodze następne z nich o podobnym stopniu trudności. Dlatego relatywnie szybko po podjęciu danego działania jesteśmy już w stanie oszacować to czego oszacować się NIE daje bez faktycznego rozpoczęcia wymaganego rodzaju działań - mianowicie "czy będziemy w stanie działania te doprowadzić do zakończenia sukcesem?". 
       4. Jeśli zgodnie z wolą Boga dany rodzaj moralnie poprawnego działania ma być zrealizowany przez nas, jednak rodzaj tego działania wymaga aby siła oporu "pola moralnego" była większą od naszych możliwości, wówczas Bóg zesyła nam pomocników i wspólpracowników - którzy razem z nami stworzą zespół jaki doprowadzi to działanie do sukcesu. Dlatego podejmując działanie jakie zaindukuje przygniatającą nas moc "pola moralnego" powinniśmy rozglądać się za owymi pomocnikami i pod żadnym pozorem NIE odtrącać pomocnych rąk jakie oni do nas będą wyciągali. 
       5. Jeśli siła oporu "pola moralnego" znacznie przekracza nasze możliwości ich pokonywania, zaś w naszych zmaganiach odnotujemy, że NIE dołączają do nas wysłani nam przez Boga pomocnicy i sojusznicy, lub że sojuszników tych jest zbyt mało zaś ich możliwości zbyt niskie, wówczas faktycznie to oznacza, że jesteśmy po stronie przeznaczonej na przegraną i że powinniśmy dać za wygraną ponieważ zrealizowanie tego działania Bóg przeznaczył dla kogoś innego i w zupełnie odmiennych okolicznościach. Jeśli zaś mimo wszysko my będziemy nadal się upierali przy tym działaniu, wówczas prawdopodobnie bezowocne wysiłki stopniowo nas zniszczą. Tymczasem filozofia totalizmu nakazuje, że tylko te idee są warte naszego poparcia, które nakazują aby dla nich żyć, a NIE umierać
       6. Danie za wygraną w obliczu przytłaczających nas trudności jest też zgodne z moralnie poprawnymi zasadami postępowania.Wszakże danie za wygraną w jednej sprawie uwalnia nasze siły i pozwala nam na podjęcie jakiegoś innego moralnie poprawnego działania, którego NIE moglibyśmy podjąć gdybyśmy upierali się przy działaniu co do zakończenia którego sukcesem zaczynamy mieć pewność, że zabraknie nam siły. Dawanie za wygraną jest też zgodne z szeroko akceptowaną modlitwą popularnie znaną jako "Modlitwa Anonimowych Alkoholików", a stwierdzającą "Panie, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego (Reinhold Niebuhr).

#N3. Dotychczas odnotowane przejawy krótkoterminowo przeszkadzającego działania "pola moralnego":
      
Do chwili obecnej odnotowałem już cały szereg zdarzeń, cechy których dowodziły, że "pole moralne" rzucało mi je pod nogi, aby to co czynię w opisywanych na tej stronie sprawach zmuszało mnie do ciągłego pokonywania wprowadzanych przez te zdarzenia oporów, oraz aby wymagało to wkładania w moje działania ogromnego i nieustającego wysiłku. Wszakże, zgodnie z definicją "pola moralnego" podaną w punkcie #I1 tej strony, zdarzenia te, niezaleźnie od powodowania rodzaju intelektualnej blokady (X) oraz wprowadzania sobą utrudnień natury fizykalnej (Z), indukowały one również w moim umyśle m.in. najróżniejsze uczucia (Y) w rodzaju oporów, obaw, poczuć zagrożenia, refleksji, wątpliwości, niechęci, itp., a w ten sposób utrudniały one lub powstrzymywały moje działania w kierunku wszystkich trzech osi X, Y i Z zilustrowanych na "Rys. #I1". Poniżej przytaczam opisy tych zdarzeń. 
       Ciekawą cechą pola moralnego jest, że ma ono charakter ciągły, na przekór iż zdarzenia jakimi jest ono formowane mają charakter skokowy (dyskretny). Nasz umysł bowiem działa jako rodzaj przetwornika owych indywidualnych zdarzeń formujących pole moralne, na nieustający nacisk tego pola na nasz intelekt. W rezultacie, jak to odnotowałem podczas swoich wakacji trwających od 22 kwietnia do 7 czerwca 2014 roku, na przekór iż w owe wakacje pojedyńcze zdarzenia inicjujące w moim umyśle nacisk pola moralnego zdarzały się rzadko i w znacznych odstępach od siebie, ciągle nacisk owego pola jaki odczuwałem swoim intelektem był ciągły, jednostajny, oraz praktycznie zawsze o tej samej sile działania (chociaż z upływem czasu powinien się on zmniejszać). Najwyraźniej pole moralne działa w podobny sposób jak dyskretny upływ owego "nawracalnego czasu softwarowego" opisywanego w punkcie #F4 tej strony - jaki to dyskretny upływ przez ludzi starzejących się w tym czasie jest subiektywnie odbierany jako ciągły upływ czasu. 
       Oczywiście, zgodnie z zasadami działania "pola moralnego" wyjaśnionymi m.in. w punktach #J1 i #I1 tej strony, żadne z opisanych tu zdarzeń przeszkadzających by się NIE pojawiły, gdyby to co czynię zamierzone było jako działanie "niemoralne". Wręcz przeciwnie, w działaniach o charakterze niemoralnym, "pole moralne" faktycznie "pomaga" w ich zrealizowaniu. To właśnie dlatego, kiedy "wszystko idzie nam jak po maśle" powinniśmy dobrze się zastanowić, bowiem to co zamierzamy i czynimy prawdopodobnie jest wysoce "niemoralne". 
       Czytając poniższe opisy przeszkadzających działań "pola moralnego" jakie dotychczas mi się zamanifestowały, warto jednak odnotować, że wrażenie jakie się doświadcza podczas czytania zależy od jakości i precyzji opisu, a NIE od rodzaju zjawiska jakie jest opisywane (tj. męczące lub straszne zjawisko opisane niewłaściwie może np. wydawać się zabawne i nieszkodliwie). Tymczasem każde ze zjawisk jakie wymieniam poniżej, niezależnie od tego jak trafnie i wiernie zdołałem je opisać, dla mnie osobiście generowało aż cały szereg utrudnień i poważnych przeszkód w realizacji opisywanych tu zamiarów, wszystkie z których działały powstrzymująco aż na kilka odmiennych sposobów naraz. 
       (2014/3/25) Nocny alarm w mieszkaniu. W swoim mieszkaniu mam "alarm przeciw-dymowy" (po angielsku "smoke-alarm"). Nad rankiem dnia w którym zamierzałem po raz pierwszy opublikować polskojęzyczną wersję niniejszej strony, alarm ten zaczął wyć jak zwariowany, stawiając na nogi wszystkich mieszkańców domu. Ja oczywiście doskonale znałem tego typu alarmy, bowiem jeszcze przed 2007 rokiem, kiedy to ciągle wierzyłem, że planeta Ziemia znajduje się pod skrytą okupacją pasożytniczych UFOnautów o szatańskiej moralności, tego typu alarmy budziły mnie czasami aż kilkakrotnie każdego tygodnia. Uważałem wóczas, że powoduje je wniknięcie do czujnika alarmu powłoki niewidzialnego UFO pokrytej tzw. "węglem warstwowym" przez czujnik traktowanego tak jak dym (ów "węgiel warstwowy" opisany jest szerzej w punkcie #B3 mojej strony o nazwie evidence_pl.htm). Po 2007 roku częstość tych alarmów stopniowo się zmniejszała, jednak nigdy NIE zaniknęła kompletnie i nadal budziła mnie kilkakrotnie każdego roku. Oczywiście i tym razem w domu NIE było ani ognia, ani żadnego dymu, który wyjaśniłby co go spowodowalo. Ponieważ jednak byłem wówczas świadomy wagi tego co zaczynam czynić, dla mnie ów alarm stał się więc rodzajem "delikatnego napomknienia" i "dania mi do zrozumienia". Warto też tu odnotować, że ów alarm, podobnie jak każda inna manifestacja działania pola moralnego, przeszkadzał w moich działaniach aż na wszystkie trzy możliwe sposoby naraz. Przykładowo, budząc mnie nocą i uniemożliwiając mi wyspanie się, wprowadzał uczucie fizycznego zmęczenia które potem obniżało moją zdolność do efektywnego działania. Ponadto, w moim umyśle pobudzał on najróżniejsze myśli, jakie z kolei zaindukowały uczucia których efektem końcowym było osłabienie mojej emocjonalnej zdolności do realizowania tego co zamierzałem. Wprowadzał on także rodzaj mentalnej blokady myśli do mojej intelektualnej gotowości dokonywania tego co zamierzałem. 
       (2014/4/1-7) Niemożność rozpoczęcia kampaniowania przed ukończeniem angielskojęzycznej wersji niniejszej strony dostępnej obecnie dla wyborców pod adresem pajak.org.nz. Wszakże aby móc kampaniować, najpierw musiałem dysponować czymś, co opisywało moje cele i zamiary, oraz co mogłem polecić potencjalnym wyborcom do poczytania. 
       (2014/4/3) Zablokowanie Wi-Fi w moim komputerze. Najwyraźniej jakiś szkodliwy program, który dostał się do mojego komputera, zablokował w nim dostęp do internetu poprzez Wi-Fi. Na przekór długich i wielokrotnie powtarzanych prób, owej blokady Wi_Fi NIE udało mi się usunąć. W rezultacie ogromnie to utrudnia moje działania, bowiem zmuszony jestem albo używać "Cyber Cafe", albo też łączyć mój komputer z internetem w sposób odmienny niz poprzez Wi-Fi (co jest bardzo uciązliwe i niewygodne). Owo Wi-Fi moj komputer ciągle miał zablokowane kiedy dokonywałem na nim najnowszej aktualizacji tej strony. 
       (2014/4/3) Ostrzeżenie przekazane mi przez "Man i Black" (MIB). W podpisie pod "Fot. #G1c" ze strony sw_andrzej_bobola.htmopisałem jedno z najbardziej oczywistych ze swoich spotkań z tajemniczymi istotami w literaturze opisywanymi jako "Men in Black" lub "MIB" (w dawnych czasach nazywano by ich "diabły"). W swoim życiu miałem już szereg spotkań z tymi strasznymi istotami - stąd znam ich wygląd, możliwości, oraz wyjątkową powagę tego co mają do przekazania. Kolejny z owych MIBów pokazał mi się w dniu 3 kwietnia 2014 roku aby przekazać mi ostrzeżenie i pobudzić mnie do jeszcze wyższej ostrożności w sprawie opisywanych tu wyborów i reform. Ani wygląd tego MIBa, ani złowrogie ostrzeżnie jakie mi przekazał, NIE pobudziły u mnie przyjemnych doznań. Zintensyfikowana ukazaniem się owego MIBa konieczność wyjątkowo ostrożnego działania, wprowadziła też dalsze poważne utrudnienie do realizacji działań opisywanych na tej stronie. Wszakże już sam zamiar wprowadzenia reform w NZ jest rodzajem politycznej "nieostrożności" - jak ogromnie więc trudne okazuje się pogodzenie zamiaru wprowadzania reform z zachowaniem bezpiecznego poziomu ostrożności. 
       Przez szereg następnych dni po spotkaniu z owym MIBem miałem nocne koszmary, podczas jakich budziłem się zlany potem i z uczuciem silnej paniki. Co ciekawsze, musiały one być zewnętrznie indukowane w moim umyśle podczas snu, bowiem nigdy po przebudzeniu się z nich NIE pamiętałem co mi się śniło (typowo po przebudzeniu ciągle pamiętam sen jaki je poprzedził). Na szczęście koszmary te same ustały około Wielkanocy - wszakże już one same były wystarczająco wyniszczające dla zdrowia aby spowodować zarzucenie kontynuowania moich wyborczych wysiłków. 
       (2014/4/7-17) Niemal nieustające ulewne deszcze, jakie utrudniały moje kampaniowanie. W połączeniu z potężną wichurą jaka nieustannie gnębiła Hutt Valley i jaka uniemożliwiała mi użycie parasola, deszcze te powodowały, że podczas prób kampaniowanie aż kilkakrotnie zostałem przemoczony "do nitki". Jak się okazało deszcze te były pozostałością tropikalnego cyklonu "Ita" - po szczegóły patrz artykuł [1#N3] "Storm wreaks havoc through south" (tj. "sztorm sieje zniszczenia wzdłuż południa"), ze strony A3 gazety Weekend Herald(wydanie z soboty-niedzieli (Saturday-Sunday), April 19-20, 2014). 
       (2014/4/18-20) Pierwsza informacja, że dostęp do domeny pajak.org.nz z hostingu 24/7 jest powtarzalnie, chociaż skrycie, blokowany. Począwszy od pierwszej chwili zainstalowania obu wersji niniejszej strony (tj. zarówno wersji polskojęzycznej, jak i angielskojęzycznej) codziennie testowałem czy obie te wersje działają. Jednak podczas świąt Wielkanocy, kiedy to spodziewałem się największego nasilenia zaglądnięć do owej strony, niespodziewanie odnotowałem, że zainstalowane na nich liczniki odwiedzin nagle się zatrzymały. Wyglądało to tak, jakby poza mną nikt inny do stron tych NIE zaglądał w całym okresie świąt Wielkanocy. Sprawa szybko się wyjaśniła, kiedy jeden z czytelników mi napisał w emailu, że stron tych NIE daje się otworzyć, zaś zamiast nich pojawia się napis "Service Unavailable". Po otrzymaniu tego emaila, liczniki obu stron nagle ponownie ruszyły do przodu - tak jakby ktoś czytał moje emaile. Ponieważ kiedy ja w owym czasie testująco odwiedzałem obie te strony, otwierały się one bez przeszkód i żaden napis się NIE pojawiał, powyższe oznacza, że obie strony zostały przez kogoś celowo i wybiorczo tak sabotażowane, aby na mnie sprawiały wrażenie iż działają, jednak aby dla innych osób przestały być dostępne. Po świętach wielkanocnych powyższa sytuacja z nagłym zatrzymywaniem się liczników odwiedzin zaczęła się powtarzać coraz częściej. Wniosek jaki z tego daje się wyciągnąć, to że jeśli czytelniku zamierzasz otworzyć domenę lub stronę jaka NIE będzie mile widzialna przez kogoś przy władzy lub przy pieniądzach, wówczas upewnij się, że NIE będzie ona otwarta w kraju nad którym ów ktoś ma władzę lub wpływy - bowiem wkrótce odkryjesz, że szybko przestanie ona działać tak jak powinna. 
       (2014/4/19) Usunięcie miejscowości Naenae na kampaniowaniu w której dotychczas się koncentrowałem z elektoratu Hutt South. O usunięciu tym pisałem już w (2014/4/19) z punktu #M2. Unieważniło ono całe moje poprzednie kampaniowanie. 
       (2014/4/22) Odlot na 7-tygodniowe wakacje zaplanowane na długo zanim sprawy stadionu w Petone zmusiły mnie do opisywanego tu działania. Moja żona od dawna zasługuje na odpoczynek i wakacje. Już w połowie stycznia 2014 roku zaplanowaliśmy wakacje, nabyliśmy bilety, zawiadomiliśmy rodziny i znajmowych, itp. Kiedy więc pojawiła się konieczność opisywanych tu działań, owe wakacje odejmują aż 7 kolejnych tygodni z działań w sprawie wyborów. Wszakże podczas wakacji nic NIE jestem w stanie czynić, poza dorywczym planowaniem i pisaniem. 
       Ciekawostką owego odlotu było, że nocą na kilka godzin wcześniej miejscowe linie lotnicze o nazwie "Jetstar Airways" zdecydowały się skasować lot samolotu na jaki ja i żona wykupiliśmy bilety - oczywiście NIE zaprzątając sobie głowy takim czymś jak np. zawiadomienie nas iż lot ten został skasowany (chociaż w swoich komputerach z naszymi biletami mieli oni numer naszego telefonu). Kiedy więc rano w dniu odlotu dojechaliśmy na lotnisko relatywnie drogą "Shuttle" (w NZ niemal wszystko jest kilkakrotnie droższe niż w innych krajach), okazało się, że nasz samolot NIE poleci, zaś kolejny samolot tej samej "Jetstar" NIE ma już wolnych miejsc. Sytuacja zmusiła nas więc do wykupienia jeszcze jednej pary biletów na zupełnie odmienną linię lotniczą "Air New Zealand", która widząc nasze zdesperowanie "zaśpiewała" sobie opłatę $NZ 458 za przelot około 600 kilometrowej odległości dzielącej Welington od Auckland - tj. ponad jedną-trzecią z obecnej ceny biletu (wynoszącej $NZ 1300) dla dwóch osob na zagraniczną linię lotniczą "Malaysia Airlines System" dla przelotu około 9000 kilometrów dzielących Auckland od Kuala Lumpur (w który to bilet włączone są też dwa posiłki i napoje podawane w trakcie lotu, których Air New Zealand nie oferuje swoim pasażerom, a także koszt noclegu w hotelu po przylocie do Kuala Lumpur oraz koszt transportu z lotniska do owego hotelu). Oczywiście, przechodząc przez takie doświadczenia i jednocześnie pamiętając jak odpowiedzialnie, fachowo i tanio linie lotnicze NZ zachowywały się w 1982 roku opisanym punktem #A1 tej strony, NIE można się dziwić, że coraz bardziej nagląca zaczyna być potrzeba głębokich reform w kraju widzialnie zapadającym się w odchłanie filozofii będącej odwrotnością totalizmu. Jedyna wątpliwość jaka nadal może nurtować w sprawie tych reform, to czy Bóg pozwoli je przeprowadzić bezbólowo i demokratycznie, czy też raczej NZ oczekuje los i zawieruchy jakie już widzimy w wielu innych krajach, których rządzący NIE zadbali na czas o dokonanie wymaganych reform. 
       (2014/4/22-3) Noc w hotelu z "air-con" i złapanie jakiejś grypy czy kataru. Pierwszą noc wakacji spędziliśmy w pokoju hotelowym który miał włączoną "air-condition" (klimatyzator) jakiego NIE mogłem wyłączyć, a jaki przez całą noc zalewał pokój potokiem mroźnego powietrza. W rezultacie, z zimna złapałem jakiś rodzaj grypy czy kataru, jaki spowodował, że aż do około 17 sierpnia ciągle kaszlałem, kichałem i miałem wszelkie objawy grypy i kataru - które zanikały bardzo wolno. Początkowo nie bardzo więc mogłem się skupić nawet na takich prostych działaniach jak pisanie czy planowanie. 
       (2014/4/24) Dzięki internetowi i systemom raportowania o postępach w doręczaniu przesyłek zdołałem odnotować, że w dwa dni po wyjechaniu na wakacje doręczona została w końcu przesyłka z 70-cioma komputerowymi wydrukami (rozmiaru A4) ulotki pokazanej na "Rys. #A1". Te duże ulotki A4 pomagający mi totalizta wydrukował na własnej drukarce komputerowej, poczym nadał je do mnie przesyłką kurierową w dniu 3 kwietnia 2014 roku. Został wówczas poinformowany, iż typowo do NZ przesyłka taka dociera po 8 dniach. Jednak internetowe śledzenie jej postępów wykazało, że do NZ dotarła ona dopiero 22 kwietnia (tj. po 19 dniach), zaś jej doręczenie nastąpiło 24 kwietnia, tj. po następnych 2 dniach. (Paczkę tę doręczono mojej sąsiadce - od której ją otrzymalem po powrocie z wakacji.) Stąd owe ulotki A4, które mogłyby zacząć pracować na rzecz wyborów jeszcze przed moim wyjazdem na wakacje, były dopiero dostępne do użycia w jakiś czas po moim powrocie z wakacji - na krótko przedtem zanim dostępne stało się także owe 9999 wydrukowanych ulotek rozmiaru A5 wysokiej jakości o jakich piszę w (2014/5/28) z punktu #M2 tej strony. Jednocześnie owo ponad 20-dniowe czekanie na ich doręczenie dodaje argumentu do moich uprzednich twierdzeń ze wstępu do tej strony, że każdy z krajów naszego świata zwolna obrasta obecnie w coraz większą ociężałość w sumiennym wykonywaniu obowiązków za jakie ludzie pobierają należne im pensje. 
       Tylko około 10 owych komputerowych wydruków ulotki rozmiaru A4 rozdałem wyborcom pomiędzy 9 a 16 czerwca 2014 roku, tj. przed dotarciem do mnie przesyłki z 9999 drukowanymi ulotkami rozmiaru A5. Pozostałe około 60 ulotek A4 rozdałem wyborcom w poniedziałek dnia 15 września 2014 roku - tj. w jeden dzień po tym jak zakończyłem rozdawanie owych 9999 ulotek rozmiaru A5. (Tj. około 50 ulotek A4 poroznosiłem osobiście po domach w miejscowości Lowry Bay, dalsze zaś około 10 poroznosiłem po domach w York Bay.) 
       (2014/6/8) "Łzawe" powitanie w NZ. Z naszych wakacji powróciliśmy do NZ niemal w samo południe niedzieli dnia 8 czerwca 2014 roku. Ja nadal trochę pokaszliwałem po problemach zdrowotnych które opisałem w punkcie #C7 strony healing_pl.htm. Kiedy wyszliśmy z budynku międzynarodowego lotniska w Auckland, część nieba którą widzieliśmy pomiędzy budynkami była błękitna i świeciło słońce. Aby zrealizować ostatnią fazę swej podróży do Wellington, musieliśmy jednak dostać się do innego budynku lokalnego lotniska w Auckland, który był oddalony o około 10 minut spaceru wzdłuż płotów lotniska. Mieliśmy wybór, albo przejść tam piechotą, albo też podjechać tam autobusem. Ponieważ świeciło słońce i było ciepło (17 stopni C) ja zdecydowałem, że lepiej przejść tam spacerem. Wszakże pozwoli to nam rozprostować nogi po uprzednim długim locie oraz umożliwi powdychanie świeżego powietrza NZ. Po kilku minutach spaceru, kiedy byliśmy mniej więcej w połowie swej krótkiej drogi, niebo raptownie zrobiło się czarne i lunął gęsty deszcz. Na przekór też, że ów chodnik pomiędzy budynkami międzynarodowego i lokalnego lotniska w Auckland jest używany codziennie przez setki pasażerów, na przekór iż owo lotnisko corocznie chwali się ogromnymi zyskami grabionymi od swoich pasażerów, na przekór iż ów chodnik istnieje tam już od niemal niepamiętnych czasów, na przekór iż pogoda w Auckland ma brzydki zwyczaj aby zmienić się drastycznie dosłownie w przeciągu kilku minut, oraz na przekór iż opisywany tu chodnik jest relatywnie krótki - bo zaledwie kilkuset-metrowy, oczywiście władze lotniska NIE wpadły jeszcze na pomysł, aby zbudować nad tym chodnikiem jakiś ochronny dach. W rezultacie, w chwilkę potem oboje byliśmy mokrzy. Moja żona zrugała mnie więc za decyzję tego spaceru, przypominając że dalsza podróż w mokrym ubraniu wcale mi NIE dopomoże w szybkim wyleczeniu mojego kaszlu, oraz powtarzając moje częste ostrzeżenia, że w Nowej Zelandii pogoda potrafi drastycznie się zmienić w przeciągu kilku minut, Oczywiście, żona miała rację. Ja tylko pomyślalem sobie, że oto takim "łzawym" powitaniem i zaakcentowaniem mojego kaszlu rozpoczynam w NZ po-wakacyjną fazę przygotowań do wyborów. 
       Następnego dnia ze zgrozą dowiedzieliśmy się z wiadomości telewizyjnych, że ów raptowny deszcz jaki nas zmoczył pomiędzy budynkami lotniska w Auckland, faktycznie był początkiem potężnego sztormu jaki zaczynając od owej niedzieli podjął łomotanie całej Nowej Zelandii powodując powodzie i zniszczenia wichurą w aż kilku miejscach kraju (np. w Canterbury, koło Nelson, w Northland i oczywiście w Auckland) - po szczegóły patrz artykuł [2#N3] o tytule "A month of rain in a few days - look what's next" (tj. "miesiąc deszczu w kilku dniach - patrz co nadchodzi"), ze stron A4 i A5 gazety The New Zealand Herald (wydanie ze środy (Wednesday), June 11, 2014). W Auckland ów sztorm okazał się najsilniejszym i najbardziej niszczącym aż od około 70 lat. Zgodnie też z prognozami, sztorm ten, ulewne deszcze i wichury miały trwać aż do soboty, 14 czerwca 2014 roku - zapewne aby odnowić i odbudować nacisk "pola moralnego" na moje decyzje, kiedy po powrocie z wakacji rozważał będę np. ponowienie chodzenie od domu do domu w celu osobistych spotkań i rozmów z potencjalnymi wyborcami. 
       (2014/6/19) Spowodowane przez celników NZ około 10-dniowe opóźnienie doręczenia ulotek wyborczych. DHL chlubi się szybkością doręczania przesylek. Typowo ich przesyłki idą z Niemiec do Nowej Zelandii około 8 dni. Druga z dwóch przesyłek z ulotkami, opisana w (2014/5/28) z punktu #M2 tej strony, dotarła do mnie w przeciągu tylko 7 dni. Niestety, pierwsza przesyłka, zawierająca 6000 ulotek wyborczych, wysłana z Niemiec w dniu 28 maja 2014 roku, dotarła do nowozelandzkich celników w dniu 9 czerwca 2014 i tam utknęła. Aby spowodować jej doręczenie zmuszony zostałem do pokonania aż szeregu nerwy szarpiących formalności. Najpierw w piątek 13 czerwca wieczorem odebrałem list od celników, stwierdzający. że jej zawartość wymaga "clearance". Ponieważ urzędy są zamknięte w soboty i niedziele, dopiero w poniedziałek 16 czerwca mogłem pójść do urzędu celnego aby wyjaśnić, że przesyłka zawiera jedynie ulotki wyborcze (czyli "printed matter") jakie NIE mają żadnej wartości komercyjnej, bowiem są one darem oraz będą one rozdawane za darmo. Niestety, celnicy odmówili dokonania tego do czego ich urząd został powołany, czyli odmówili dokonania owej "clearance" mojej przesyłki. Nakazali mi abym w celu tego "clearance" wynajął specjalnego agenta, "custom broker", zaś ów agent dokona owej "clearance" za nich. Usługi zaś takiego agenta typowo kosztują około $150 - zapłacenie której to sumy złamałoby moją zasadę "zero-dolarowej" kampanii wyborczej. Kiedy zacząłem szukać agenta do wynajęcia, okazało się że jest ich sporo, jednak przesyłkami pocztowymi są gotowi się zająć jedynie agenci z poczty - którzy jednak tak są zawaleni pracą i klientami, że niemal nie jest możliwym bezpośrednie spotkanie się lub telefoniczna rozmowa z nimi. Na szczęście automat pod ich numerem telefonu podawał adres emailowy na który można napisać aby z nimi się skontaktować. W dniu 17 czerwca 2014 napisałem więc na ów adres długi email w którym wyjaśniłem dlaczego ulotki wyborcze zawarte w owej przesyłce nie mają wartości komercyjnej i są jedynie "printed matter". W odpowiedzi nastepnego dnia otrzymałem krótki email, że do przesyłki z ulotkami zastosowana została "concession" i jest "cleared". Doręczono mi ją do mieszkania w dniu 19 czerwca 2014 roku - czyli z niepotrzebnym około 10-dniowym opóźnieniem, którego można było uniknąć gdyby celnicy prześwietlili przesyłkę i zwrócili uwagę, że faktycznie zawiera ona to co napisane w jej deklaracji, czyli plakaty/ulotki. 
       (2014/6/25) Pokonywanie oporów pola moralnego, a kondycja fizyczna, wytrzymałość umysłowa i emocjonalna, oraz długoterminowe korzyści osobistego roznoszenia ulotek wyborczych. Opór pola moralnego podczas mojego osobistego roznoszenia ulotek wyborczych i ich wręczania bezpośrednio do rąk wyborców objawił się mi m.in. w formie wymogu wysokiej kondycji fizycznej oraz wytrzymałości umysłowej i emocjonalnej. Jak bowiem stwierdziłem to w praktyce, dostarczanie ulotek bezpośrednio do rąk wyborców okazuje się być aż tak wyczerpujące fizycznie, umysłowo i emocjonalnie, że w początkowej fazie swej kampanii byłem w stanie poroznosić jednego dnia jedynie około 100 ulotek. Jednocześnie jednak, ze wszystkich znanych mi rozwiązań dla problemu dostarczania ulotek wyborcom, takie osobiste roznoszenie ulotek wspina się najbardziej stromo pod górę pola moralnego. Zgodnie więc z ustaleniami totalizmu, długoterminowo musi ono generować najwięcej korzyści i najmniej niepożądanych skutków ubocznych. Z tego powodu, jest ono też najbardziej edukujące ze wszystkich działań związanych z wyborami. Ta edukująca wartość osobistego roznoszenia ulotek spowodowała więc, że do tej "części #N" zdecydowałem się dodać dodatkowy punkt #N4 poniżej, w którym opisałem bardziej szczegółowo wszystko co z roznoszeniem ulotek się wiąże, a więc np. procedurę wyboru najbardziej moralnego rozwiązania dla problemu ich roznoszenia (tj. tego rozwiązania które wspina się najbardziej stromo pod górę pola moralnego), naciski fizyczne, umysłowe i emocjonalne jakie opory pola moralnego nakładają na osobiste roznoszenie ulotek wyborczych, przykłady długoterminowych korzyści wynikających z tej najbardziej moralnej procedury roznoszenia ulotek, itp. Proponuję więc aby zaglądnąć też do owego punktu #N4 poniżej. 
       (2014/7/22) Niemal trzy tygodnie nieustającego deszczu. Wtorek, 22 lipca 2014 roku był u nas pierwszym dniem od około 3 tygodni, kiedy zimowy deszcz przestał padać przez niemal cały dzień, a stąd kiedy mogłem bezproblemowo ukończyć dzienną porcję roznoszenia ulotek wyborczych. W ostatnich bowiem około trzech tygodniach deszcz padał dniami niemal bez przerwy, tak że w owym okresie tylko dwa i pół raza udało mi się wypatrzyć wystarczająco długą przerwę w deszczu aby wyjść na roznoszenie ulotek - i to jedynie w pobliżu swego mieszkania, tak że mogłem szybko wrócić do mieszkania kiedy zimny deszcz ponownie się rozpadał. Co gorsza, prognozy pogody zapowiadają, że po tym jednym dniu przerwy, takie nieustanne deszcze zimowe mają zamiar powrócić na co najmniej jeszcze jeden cały tydzień. 
       (2014/7/30) Utrata niewinności myśli i przyjmowanie na barki przerażającego ciężaru. Moje doręczanie ulotek często połączone jest ze szczerymi rozmowami z indywidualnymi wyborcami. W rozmowach tych czasami dowiaduję się o dotykających ich zdarzeniach, jakich zaistnienia uprzednio nigdy nawet NIE posądzałbym. Większość też owych opowiadań wyborców dotyczy przypadków, kiedy ktoś w pozycji autorytetu wykorzystał swoją pozycję oraz niedoskonałości w istniejących prawach, aby odnieść korzyści materialne kosztem krzywdy danego wyborcy, czy jakiegoś członka jego rodziny albo znajomego. Ponieważ ja wierzę Biblii, iż człowiek stworzony został na wzór i podobieństwo doskonałego Boga, dowiadywanie się o tego rodzaju krzywdach i zachowaniach ludzkich faktycznie zaczernia moje widzenie świata i obdziera mnie z niewinności myśli. Na dodatek, kandydatowanie do sejmu obciąża mój umysł coraz bardziej przygniatającą świadomością, że równocześnie biorę też na swe barki ciężar przerażającej odpowiedzialności za takie rozwikłanie i poprostowanie obecnego węzła gordyjskiego niedoskonałych praw i przepisów, oraz za wdrażanie takich posunięć edukujących, jakie uniemożliwią zaistnienie w przyszłości opisywanych mi przez wyborców krzywd i zdarzeń. Owa zaś świadomość działa wysoce zniechęcająco i obezwładniająco, a stąd wymaga wkładania wysiłku w celowe jej pokonywanie w sobie i w kontynuowanie działań jakie się podjęło. 
       (2014/8/7) Odnotowywanie coraz dłuższej listy nierównego traktowania, niedogodności, przeszkód, oraz przejawów dyskryminacji jakich doświadczają "niezależni" kandydaci do sejmu (tacy jak ja), w porównaniu z kandydatami partyjnymi. Jako przykład rozważ ile nakładu pracy "niezależni" muszą wkładać aby zdobyć niemal każdą informację konieczną dla zaplanowania swej kampanii wyborczej. Wszakże informację tę "niezależni" muszą "wyrywać kleszczami" od tych którzy ją posiadają - tj. wcale NIE jest ona łatwo dostępna ani oferowana bezproblemowo (np. patrz moje wysiłki zdobycia tak prostej zdawałoby się informacji, jak wykaz miejscowości które należą do elektoratu Hutt South - opisane w punkcie #C1 i w (2014/8/21) z punktu #M2). Albo rozważ ulotki, które dla kandydatów partyjnych publikuje i upowszechnia bezproblemowo ich maszyna propagandowa partii politycznych. Albo rozważ ogromne wielometrowe plakaty drukowane na twardych i sztywnych płytach, dziesiątki których ustawiane są na wszystkich drogach wylotowych oraz na ważnych ulicach miast, jednak koszt każdej z których (rzędu 1000 dolarów) czyni je niedostępne dla kieszeni "niezależnych". Albo rozważ nieustanne darmowe wystąpienia kandydatów partyjnych w telewizji pod najróżniejszymi pretekstami, a także nieustające ciągi darmowych artykułów w gazetach na ich temat. Partie polityczne otrzymują też spore fundusze od swoich sponsorów, stąd stać ich np. na ogłoszenia w gazetach - jednostronnicowe z których kosztują niemal 5 tysięcy dolarów, a stąd leżą poza zasięgiem "niezależnych". Na dodatek, partie polityczne które już są reprezentowane w parlamencie otrzymują od rządu bardzo znaczące sumy na kampanię wyborczą, rzędu setki tysięcy dolarów pokrywanych przez podatników, jednak nidy NIE słyszałem aby jakiekolwiek sumy otrzymywali w tym celu "niezależni". Przykładowo, w dzienniku telewizyjnym nadawanym w niedzielę, 24 sierpnia 2014 roku, około godziny 18:30, na kanale 1 TVNZ, bylo wzmiankowane, że przywódcy jednej z partii politycznych zmarnowali 100 tysięcy dolarów pobranych od podatników, bowiem przygotowali film reklamujący ich u wyborców, jednak potem wyrzucili ów film bowiem im się nie podobał. Z kolei artykuł [3#N3] o tytule "Craig takes battle for funds to High Court" (tj. "Craig przenosi walkę o fundusze do Sądu Wyższego"), ze strony A15 gazety Weekend Herald (wydanie z soboty (Saturday), August 23, 2014), informuje o dwóch innych partiach politycznych które otrzymały ponad 60 i 70 tysięcy dolarów każda. Otrzymywanie owych funduszy rządowych pozwala też niemal wszystkim dużym partiom politycznym na przygotowywanie i odpłatne pokazywanie długich reklam telewizyjnych, na których jednak nigdy NIE widziałem jakiegokolwiek "niezależnego". Także na często organizowane spotkania wyborców z kandydatami typowo "niezależni" NIE są zapraszani - patrz (2014/8/15) z punktu #M2. Kandydaci partyjni korzystają też z wieloletniego studiowania przez ich partie luk istniejących w prawie wyborczym, jakie pozwalają im aby na najróżniejsze sposoby "obchodzić naokoło" niewygodne fragmenty tego prawa (np. patrz (2014/8/3) z punktu #M2 tej strony) - czego "niezależni" kandydaci z oczywistych powodów nigdy NIE uczynią. "Niezależni" są też nagminnie dyskryminowani przez wyborców, których polityczna ignorancja popycha do traktowania "niezależnych" niemal jak karierowiczów pragnących np. zbić fortunę na polityce, a nie jako świadomych i moralnie czułych obywateli którzy zaochotniczyli aby poprawić sytuację ludności - np. patrz (2014/8/17) z tego punktu #N3. Przykładowo, w moich obchodach roznoszenia ulotek (zwykle łączonych z dyskutowaniem z wyborcami), nawet jeden wyborca NIE ujawnił mi swej wiedzy o fakcie opisanym na drugiej stronie mojej ulotki z "Rys. #M1" - mianowicie że w systemie MMP jedynie "niezależni" bezwarunkowo reprezentują w parlamencie wolę swych wyborców, podczas gdy członków partii wiąże dyscyplina partyjna i w parlamencie są oni zmuszani aby głosować oraz wypowiadać się tak jak ich partia im nakazuje, a NIE tak jak przeważająco życzą tego sobie ich wyborcy. Z kolei owa dyscyplina partyjna i wynikające z niej izolowanie się partii politycznych od życzeń narodu (opisywane powyżej w punkcie #K1), właśnie spowodowały w NZ sytuację jaka już obecnie zaczęła zagrażać katastrofami opisywanymi w punkcie #G2 tej strony. 
       (2014/8/9) Doświadczenie kolejnego przypadku trudnego do wybronienia się ataku dwóch psów. Gdyby ich właścicielka NIE zdałała obu ich złapać i utrzymać w rękach - na przekór, że się jej silnie wyrywały, prawdopodobnie mi samemu NIE udałoby się obronić przed zostaniem ugryzionym. Był to naprawdę zaciekły atak przez dwa wysoce inteligentne psy. Kiedy jeden atakował mnie z przodu, drugi usilował gryść mnie od tyłu. Podczas obecnej kampanii wyborczej byłem atakowany przez psy wiele razy, cztery z których to dotychczasowych ataków niemal zakończyły się pogryzieniem. Jednak ten dzisiejszy atak był z nich najzacieklejszy. Co intrygujące, wszystkie owe najgroźniejsze ataki miały miejsce kiedy właścicielki lub wlaściciele byli obecni i przyglądali się co się dzieje. 
       Ja doskonale rozumiem i faktycznie to popieram moralnie ową potrzebę znacznej proporcji ludzi mieszkających samotnie, szczególnie kobiet, aby utrzymywać psy dla obrony przed coraz bardziej nasilającą się przestępczością. Typowo też, jeśli widzę jakąkolwiek oznakę, że w danej przydomowej zagrodzie znajdują się psy, wówczas NIE wchodzę na jej teren. Niestety, wiele psów czai się też w zagrodach u których NIE ma żadnych oznak ostrzegająych o ich obecności. To te psy zagrażają bezpieczeńśtwu ludzi którzy, tak jak ja, dla istotnych i moralnych powodów wizytują te zagrody. Tymczasem aby NIE stanowiły one żadnego zagrożenia, wystawczyłoby aby ich właściciele umieścili na płocie np. małą tabliczkę z rysunkiem psa, lub z ostrzeżeniem "uwaga - pies". Tabliczka taka poprawiałaby też ich własne bezpieczeństwo, ponieważ kryminaliści namyślaliby się znacznie usilniej, czy podjąć ryzyko wejścia na taką posiadłość. 
       (2014/8/17) Doświadczanie licznych przypadków słownego znieważania. Osobiste roznoszenie ulotek wyborczych NIE tylko naraża roznoszącego na najróżniejsze niebezpieczeństwa, w rodzaju opisanych powyżej ataków psów, czy załapania przeziębienia w wyniku opisanego w punkcie #N4 kompletnego zmoczenia zimnym deszczem, ale także wystawia roznoszącego na najróżniejsze przykrości - np. na słowne zniewagi. Faktycznie też dotychczasowe moje doświadczenia wykazują, że praktycznie każdego dnia swego roznoszenia ulotek doświadczam jakichś form zniewag o najróżniejszym poziomie przykrości. Przykładowo dzisiaj, kiedy w jednym z domów podałem swą ulotkę wyborczą mieszkającemu tam starszemu mężczyźnie i zacząłem mu się przedstawiać, ten po uchwyceniu mej ulotki w wyciągniętą rękę, bez nawet spojrzenia na nią zaczął ją wolno miąść w dłoni wyciągniętej tuż przed moją twarzą, obwieszczając mi pogardliwym głosem "ja z całą pewnością nie będę na ciebie głosował", poczym upuścił tę zmiętą ulotkę na ziemię. Na tak oczywistą zniewagę ja jedynie mu odpowiedziałem, "mogłeś przecież oddać mi ją z powrotem", poczym szybko opuściłem jego zagrodę. Również dzisiaj, w innym z domów kiedy zapukałem do wpół-otwartych drzwi, mężczyzna w środku odkrzyknął mi ze złością "ja nie życzę sobie aby obcy ludzie pukali do mojego mieszkania" (dodam, że przy wejściu do tej zagrody NIE widniał żaden napis w rodzaju "proszę nie wchodzić"). Też dzisiaj, kiedy w jednym z domów otwarła mi rosła dziewczyna, zaś ja po podaniu jej ulotki jak zwykle zacząłem się przedstawiać i wyjaśniać powody swego obchodzenia domów, z głębi domu wyłoniła się wyraźnie zła jej matka, poczym krzyknęła do mnie "czy nie widzisz, że ona jest nieletnia" - tak jakby prawo do otrzymania ulotki i do przekazania jej innym domownikom zarezerwowane było wyłącznie dla ludzi pełnoletnich, lub jakby moja wyborcza wizyta odebrana była przez tę matkę jako próba uwiedzenia jej córki. (Tak nawiasem mówiąc, dziewczyna ta była aż tak rosła, że jej wiek wyglądał mi na około 20 lat.) Oczywiście, dzisiejsze roznoszenie ulotek wcale NIE było wyjątkowe i podobnych zniewag doświadczam praktycznie każdego roznoszenia. Jak bardzo zniechęcające one są, tego NIE muszę tutaj wyjaśniać. Ironicznie, tego typu zniewagi zawsze kierowane są na mnie przez ludzi co do których widać, że są raczej biedni - a stąd dla ulżenia losu i pomagania właśnie którym ja w pierwszym rzędzie stanąłem do tych wyborów i opracowałem opisywane na tej stronie reformy. Często też powodem podjęcia zniewag okazuje się chęć "zaimponowania" czy "pokazania swej wyższości" komuś ze swych domowników. Przykładowo, jeśli na moją wizytę równocześnie zareagują relatywnie młody mężczyzna i kobieta, wówczas jest wysoka szansa, że ów mężczyzna zacznie się "popisywać", zaś jeśli ja mu wykażę, iż nie ma racji, wówczas on jakoś mnie znieważy. Także jeśli drzwi otworzy relatywnie młoda kobieta, zaś naszą konwersację będzie słyszało wielu jej domowników, wówczas bez względu na to co powiem jest spora szansa, że pod jakimś pretekstem zatrzaśnie ona te drzwi przed moim nosem. Na szczęście, ja widzę też i dobry dla mnie aspekt w tego typu zniewagach. Przykładowo, narazie żaden z serwujących je ludzi NIE starał się mnie pobić fizycznie - czyli, że NIE wystawiły mnie one jeszcze na doświadczenie fizycznej krzywdy i cierpienia. 
       (2014/8/24) Kolejne kłopoty z internetowym hostingiem 24/7 - tj. kolejny przypadek wielodniowego braku dostępu do mojej wyborczej strony internetowej www.pajak.org.nzUtrudniające dostęp do internetu działanie pola moralnego też zaindukowało aż cały szereg problemów w mojej kampanii wyborczej. Mianowicie, obiecująca ale nieco przesadzona reklama nowozelandzkiego hostingu o nazwie 24/7 (notabene, lokalizacją którego jest Christchurch - miasto trzęsień ziemi), spowodowała że dla mojej domeny i strony wyborczej został wybrany właśnie ów internetowy hosting "24/7". Niestety, już od chwili powierzenia im mojej wyborczej domeny i strony zaczęły się najróżniejsze problemy. Przykładowo, uruchamianie zajęło aż cztery dni - patrz (2014/3/28) z punktu #M2. Serwer z tą stroną często też nawalał - patrz (2014/4/18-20) powyżej z punktu #N3. To nawalanie z kolei powodowało, że zarówno strona wyborcza, jak i związany z nią mój wyborczy adres emailowy, często stawały się niedostępna dla zainteresowanych czytelników oraz dla mnie samego. Im też bliżej było do wyborów, tym usługi hostingu 24/7 stawały się gorsze. Skargi innych jego klientów spowodowały nawet, że jakiś miesiąc temu "24/7" był już krytykowany w nowozelandzkich dziennikach telewizyjnych. Ostra krytyka 24/7 zawarta też była w artykule gazetowym [4#N3] o tytule "Website woes haunt business owners" (tj. "kłopoty z witrynami internetowymi prześladują właścicieli byznesów"), ze strony B5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), August 27, 2014). W końcu, dnia 20 sierpnia 2014 roku, nadrzędna instytucja tego hostingu nakazała klientom aby poprzenosili swoje domeny i strony internetowe do innych hostingów, dając na to czas do 20 września 2014 roku (tj. do dnia wyborów w NZ). Ponieważ zaś takie przenoszenie wiąże się z koniecznością unieruchomienia stron internetowych na trudny do przewidzenia okres czasu, ja wolałbym aby móc go dokonać na jeden dzień przed wyborami, tj. 2014/8/19 - kiedy to zgodnie z NZ prawem wyborczym oglądanie mojej strony wyborczej i tak musiałbym ochotniczo obezwładnić. Niestety, ponad 5-dniowy zanik dostępu do serwera 24/7, mojej strony wyborczej i emaila, zaczęty około 11 rano w piątek dnia 2014/8/22, a trwający praktycznie do popołudnia w środę dnia 2014/27 (z parogodzinną przerwą wieczorem w poniedziałek dnia 2014/8/25), powoduje że zapewne zajdzie konieczność wcześniejszego przenoszenia mojej strony wyborczej - a stąd i związanego z tym przenoszeniem dłuższego braku do niej dostępu. Oczywiście, nauczony poprzednimi przypadkami zawodności stron internetowych, ja przygotowałem jeszcze jeden (zapasowy) adres, pod którym są dostępne moje strony wyborcze, tj. adres www.totalizm.zensza.webd.pl/pajak_do_sejmu_2014.htm. Niefortunnie, adres ten NIE był reklamowany na mojej drukowanej ulotce wyborczej z "Rys. #A1", a także (jak wszystko co służy moralności i postępowi i dlatego jest utrudniane przez pole moralne) jest on dosyć trudny do znalezienia w Google. Stąd wyborcy NIE wiedzą o jego istnieniu i prawdopodobnie NIE będą w stanie go znaleźć. Jeśli więc czytelniku jesteś zainteresowany w regularnym śledzeniu treści tej strony, wówczas sugeruję abyś zapisał sobie gdzieś powyższy adres, poczym używał go za każdym razem kiedy dostęp do domeny www.pajak.org.nz zostanie odcięty. Alternatywnie możesz skopiować do swego komputera drugą stronę nowej wersji ulotki pokazanej na "Rys. #M1", na której ów zapasowy adres jest już zapisany. 
       (2014/8/26) Paraliżujący wysiłki czynienia dobra szok od piosenki w której "rapper" grozi zabiciem PM i seksem z córką PM. We wtorek dnia 26 sierpnia 2014 roku wieczorne dzienniki telewizyjne NZ na programach TV1 oraz Prime raportowały, że ktoś umieścił w internecie piosenkę jakiej treść grozi zabiciem przywódcy rządu NZ (tj. PM) i odbyciem seksu z jego córką. Opisy tej samej piosenki zawarte były także w gazetach - przykładowo patrz artykuł [5#N3] o tytule "Hip-hop threat to prime minister 'a plug for voting' " (tj. "pogróżka hip-hopów dla prime ministra 'zapłonem do głosowania' "), ze strony A3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), August 27, 2014), czy artykuł [6#N3] o tytule "Hip-hop crew's obscene song scraping bottom of rotten barrel" (tj. "niemoralna piosenka grupy hip-hop skrobie dno zgniłej beczki"), ze strony A9 gazety The New Zealand Herald (wydanie ze środy (Wednesday), August 27, 2014). Szoku tej piosenki wcale nie pomniejszają ani historyczne doświadczenia, ani logika, które zdają się podpowiadać, iż odpowiedzialność za wytworzenie w NZ sytuacji, która pozwala aby ktoś uciekał się do układania i śpiewania takiej piosenki, ponoszą kolejni przywódcy i kolejne rządy NZ. To przecież w wyniku ich błędnych decyzji i działań poznikały ze szkół NZ przedmioty nauczające religii, przykazań boskich i moralności. To także z powodu niedbałości owych rządów i ich braku więzi z narodem, w NZ już od dziesiątków lat NIE przeprowadzono żadnych reform, spiętrzając w ten sposób frustrację i niezadowolenie społeczeństwa oraz spychając NZ na krawędź rozruchów społecznych. Chociaż frustracja ta od dawna rzuca się w oczy, np. w sposobach na jakie sabotażowane są plakaty wyborcze (np. patrz zdjęcia z artykułu [7#N3] o tytule "Cameras to nail billboard vandals" (tj. "kamery dla przygwożdżenia wandali plakatów"), ze strony A8-9 w/w gazety [6#N3], ciągle słysząc o tej piosence przeżyłem szok i ręce mi opadły. Jakże bowiem ludziom hołdującym takie zamiary perswadować opisywane na tej stronie zasady i metody moralnego działania zgodnego z ideami totalizmu. Wszakże moralne działanie i totalizm nakazują np. aby NIE prześladować ludzi, a jedynie ujawniać i eliminować błędy idei jakie ludzie ci wdrażają, aby wszelkie problemy rozwiązywać intelektem i moralnymi decyzjami a nie przemocą, aby tolerować różnice opinii bowiem wiodą one do wiedzy i do postępu, aby podejmować wyłącznie moralne decyzje, aby pedantycznie przestrzegać przykazań i wymagań Boga, itp. Wiedząc o owej piosence staje się jasnym, że najbardziej priorytetowym i pilnym zadaniem po wyborach powinno być wprowadzenie do oficjalnego nauczania w NZ tego fragmentu KDG, który wyjaśnia naukowe dowody na istnienia Boga oraz uzasadnia naukowo konieczność pedantycznego przestrzegania w życiu kryteriów i nakazów moralnych. 
       (2014/9/2) Kolejne nawalenie serwera 24/7 dla domeny www.pajak.org.nz. We wtorek rano, 2 września 2014 roku dostęp do tej domeny wyborczej ponownie został odcięty. To wyczerpało moją cierpliwość. Poprosiłem więc osobę która zafundowała mi tę domenę (a stąd która posiada wszelkie parametry i hasła owej domeny), aby NIE czekała już aż do ostatniego dnia kampanii - tak jak uprzednio wyjaśniałem to w (2014/8/24) z tego punktu, a natychmiast przeniosła tę domenę na nowy serwer. Przeniesienie nastąpiło zaskakująco szybko. Już następnego dnia rano domena zaczęła działać na nowym (innym) serwerze. 
       (2014/9/8) Zdjęcia nagich aktorek, które wygasiły "Iskrę", a z nią i dostęp do mojej strony wyborczej. Niestety, łatwy i masowy dostęp do mojej strony wyborczej trwał raczej krótko. Już w piątek (2014/9/5) liczba czytających moją stronę ponownie gwałtownie spadła, zaś w następujący po tym piątku weekend i poniedziałek tylko pojedyńcze osoby zdołały do strony tej jakoś się przebić. Przyczynę wyjaśniły wiadomości podane w TVNZ1 w dzienniku telewizyjnym z niedzieli (2014/9/7). Okazało się wówczas, że podobno jakiś "hacker" umieścił w internecie zdjęcia nagich hollywoodzkich aktorek, zaś masowy pęd nowozelandzkich mężczyzn, aby pooglądać sobie owe zdjęcia, kompletnie zaczokował największą nowozelandzką firmę telefoniczną obecnie nazywającą siebie "Spark" (co znaczy "Iskra"), zaś dawniej zwaną "Telecom". Firma ta łączy z internetem gro komputerów Nowej Zelandii - w tym łączy też dostęp do mojego hosta i strony wyborczej. Kiedy więc owa "Iskra" wygasła, wygasła także możliwość oglądania mojej strony wyborczej przez zainteresowanych wyborców. Intrygująca zagadka związana z tym wygaśnięciem, jaka dodatkowo ujawnia nam moc i możliwości działania "pola moralnego", zawarta została w komentarzu TVNZ1 dodanym do owej wiadomości o upadku usług "Iskry" pod naporem zdjęć ciał nagich aktorek. Mianowicie, jak to się stało, że tylko klienci owej "Iskry" rzucili się aby oglądać zdjęcia owych nagich aktorek, podczas gdy użytkownicy aż kilku innych firm, które w NZ też dostarczają połączeń komputerów z internetem, NIE spowodowali w owym czasie żadnych zakłoceń w działaniu tychże innych firm? Ciekawe, czy rozwiązaniem tej zagadki jest wykazywanie poczucia humoru przez "pole moralne", czy też raczej kolejna wymówka kogoś kto ma na tyle potężne wpływy w NZ, że potrafi nakazywać nowozelandzkim firmom kiedy te mają działać poprawnie, a kiedy mają udawać zaistnienie "problemów technicznych"? Która z tych dwóch możliwości ma miejsce, stanie się to wkrótce jasne z dalszego rozwoju wypadków. Wszakże przy tak dużym pędzie, oglądanie nagich aktorek skończy się już za parę dni. Natomiast jeśli komuś bardzo wpływowemu na czymś zależy, wówczas przeglądanie mojej strony będzie pod różnymi pozorami uniemożliwiane aż do dnia wyborów. (Faktycznie też potem się okazało, że dyskretna blokada przeglądania strony www.pajak.org.nz NIE została już zdjęta.) 
       (2014/9/9-11) Korzonki (ból kręgosłupa). Przez ostatnie trzy dni (wpis ten dokonuję w czwartek, dnia 11 września 2014 roku), czyli począwszy od wtorku, dnia 9 września 2014 roku, zupełnie bez znanych mi powodów, codziennie rano budzę się z paskudnym bólem kręgosłupa, popularnie zwanym "korzonkami". Trwa on przez cały dzień, powodując że każdy mój ruch to męka. Nic ciężkiego NIE podnosiłem ostatnio, co mogłoby wytłumaczyć pochodzenie tego bólu. Także pogoda ostatnio jest relatywnie ciepła, tak że ona też NIE tłumaczy jego pochodzenia. Jedynym więc wytłumaczeniem dla tego bólu jest owo przeszkadzające działanie "pola moralnego". Wszakże nasilając się z każdym ruchem, czyni on roznoszenie ulotek istną torturą. Na dodatek powoduje on, że mój chód jest poskręcany, zaś postawa pochylona, oraz że idąć muszę podpierać rękami swój kręgosłup aby pomniejszyć odczuwanie bólu. A ból ten zaczął się we wtorek, kiedy właśnie podjąłem roznoszenie początkowych ulotek z ostatniego ich tysiąca. Z doświadczenia też wiem, że kiedy ból ten raz u mnie się zacznie, wówczas zwykle trwa on wiele dni. W tym przypadku jest więc już pewnym, że potrwa on co najmniej do dnia wyborów - czyli przez cały okres roznoszenia ostatniego tysiąca posiadanych ulotek, a także przez ów istotny dzień, kiedy wyjdę do urn aby zagłosować. 
* * *
       Kiedy ja sam z dystansu zacznę rozważać ów nieustanny potok jakby "pecha" i "kłopotów" jaki mnie zalewa począwszy od chwili kiedy podjąłem decyzję o stanięciu do wyborów, wówczas nawet mi samemu potok ten wydaje się wprost nieprawdopodobny i czasami wręcz zabawny. Jednak zgodnie z moimi uprzednimi badaniami faktycznie reprezentuje on działanie "pola moralnego" jakie ma na celu upewnienie się, iż każde moralnie poprawne działanie wymaga włożenia w nie wysiłku (F) jaki jest proporcjonalny do korzyści (a) które odniosą ludzie (m) korzystający z wyników tego działania oraz proporcjonalne też do liczby ludzi (m) którzy skorzystaliby z sukcesu tego działania. Fakt zaś, że niniejsze moje doświadczenia z ogromnie silnym działaniem pola moralnego pozwalają mi szybciej i lepiej poznawać (i opisywać) naszego Boga, a także fakt że ja w pełni rozumiem i doceniam potrzebę istnienia i działania pola moralnego, wcale NIE eliminują u mnie odczucia, iż polem tym zostałem dokumentnie przygnieciony i że zaindukowało ono u mnie uczucie jakby "piekło otwarło się pod moimi stopami". Teraz więc zaczynam rozumieć dlaczego zamiar pokojowego wprowadzenia wymaganych reform jest tak trudny i dlaczego ludzi którzy podejmują się tego zamiaru można przyrównywać do "dentystów którzy zaochotniczyli aby zanurkować w oceanie w celu podwiercenia i podleczenia bolesnych zębów u podrażnionego rekina"
       Istnieje jeden aspekt powyższych zdarzeń, który pobudza mnie do filozoficznych przemyśleń i do intensyfikowania badań. Jest nim fakt, że na przekór iż począwszy od 2007 roku jestem równie pewien, iż UFOnauci są symulowani przez Boga jedynie tymczasowo, jak pewien jestem też istnienia jedynego i wszechmożnego Boga, ciągle Bóg używa ma mnie owych symulacji szatańskich UFOnautów do formowania części pola moralnego. Ponieważ Bóg NIE czyni niczego bez istotnego powodu, czuję że mam obowiązek badać dlaczego sama świadomość, iż UFOnauci to boskie symulacje, wcale NIE chroni nas przed ich szkodliwymi działaniami. Jak narazie, najważniejsze co mi przychodzi w tej sprawie do głowy, to że używając symulacji UFOnautów Bóg stara się zwrócić moją uwagę, iż większość oporów pola moralnego necelowanych na moje wysiłki w wyborach z 2014 roku wcale NIE wywodzi się od ludzi, a od tego czym zarządza wyłącznie Bóg (a stąd co - zgodnie z wyjaśnieniami z punktów #J1, #L3 i #N2 tej strony, jest dyskretnym umożliwieniem mi potwierdzenia które rodzaje cech pola moralnego pozwalają rozpoznawać działania jakie biegną przeciwko planom Boga). Być też może w taki właśnie sposób Bóg daje mi poznać, że wszystkich ludzi traktuje dokładnie tak samo - niezależnie od ich wiedzy czy postaw. Prawdopodobnie, takie potraktowanie ma też ostrzegać, że sama wiedza NIE podpierana podjęciem faktycznych działań obronnych, NIE wystarcza do ochrony przed złem. Można też się domyślać, że poprzez szorstkie potraktowanie nawet tych co wiedzą i respektują, Bóg stara się nam podkreślać, że w chwili osądzania naszego postępowania (np. na tzw. "sądzie ostatecznym") NIE są brane pod uwagę żadne nasze wymówki czy "okoliczności łagodzące", w rodzaju "ja chciałem czynić dobrze a tylko wyszło źle", a osądzane są gołe fakty moralnych następstw tego co czynimy.

#N4. Przykład osobistego roznoszenia ulotek wyborczych użyty jako ilustracja wyboru tego rozwiązania problemu, które wspina się najbardziej stromo pod górę "pola moralnego" i stąd generuje najwięcej długoterminowych korzyści zaś najmniej niepożądanych "następstw ubocznych":
Motto: "Pole moralne jest indykatorem działania tych mechanizmów moralnych które powodują, że krótkoterminowy trud stromego wspinania się pod górę owego pola zawsze generuje najwięcej długoterminowych korzyści i najmniej niepożądanych następstw ubocznych, podczas gdy chwilowe wygody łatwego i przyjemnego ześlizgiwania się w dół tego pola zawsze powodują długoterminowe kłopoty."
      
Modlitwy opisane w punktach #B1 i #M3 tej strony najwyraźniej zadziałały. Wszakże stał się już pierwszy cud. Na przekór bowiem, iż nadal utrzymuję swój "zero-dolarowy" poziom wydatków na kampanię wyborczą, zadeklarowany i opisany w punkcie #D2 tej strony, począwszy od 19 czerwca 2014 roku mam już do dyspozycji 9999 ulotek wyborczych nadrzędnej jakości opisywanych w (2014/5/28) z punktu #M2 tej strony - przy których miejscowe ulotki nawet kandydatów z bogatych partii wyglądają jak bardzo ubodzy krewniacy. Proszę bowiem sobie wyobrazić ulotki formatu A5 o szczególnie żywych kolorach, na których poruszający uczuciowo niemal każdego wyborcę z Hutt South zestaw moich politycznych celów działania został ubrany we wspaniałą szatę graficzną pokazaną na "Rys. #A1" a zreprodukowaną na "Rys. #M1", poczym wydrukowany szczytową niemiecką technologią drukarską na kredowo białym papierze ceramicznym "galaxi keramik" najlepszej światowej jakości. Wynik jest taki, że mam ulotki wyborcze które przyciągają oko swoim wyglądem i żywymi kolorami, poruszają uczuciowo wyborców z Hutt South swoją zawartością, są ogromnie przyjemne w dotyku, nie boją się deszczu ani wody, a na dodatek oszczędzają nasze lasy bowiem NIE są nadrukowane na papierze z masy organicznej, a na giętkich płatach ceramicznych. Gdybym ja sam zamówił zaprojektowanie i wykonanie takich ulotek, kosztowałoby mnie to fortunę - i oczywiście NIE byłoby mnie na nie stać. Co więc szczególnie ujęło mnie za serce, to że zaprojektował je, wydrukował w Niemczech, oraz przysłał mi do Nowej Zelandii jako swój dar, skromny wyznawca totalizmu który pedantycznie realizuje nakaz z Biblii aby dobre uczynki wykonywać anonimowo, tak że "niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa" (Biblia, Mateusz, 6:3). Stąd ów totalizta NIE zgodził się nawet abym gdziekolwiek ujawnił kim on jest i jak z nim można się skontaktować. (Filozofia totalizmu wyjaśniła "dlaczego" Biblia i totalizm zalecają takie anonimowe dokonywanie dobrych uczynków - wyjaśnienie to jest powtórzone m.in. w punkcie #I1 i w podpisie pod "Rys. #I1" z tej strony. Mianowicie, niemoralne osoby wiedzące iż ktoś im znany dokonał jakiegoś dobrego uczynku, lub widzące kogoś w trakcie dokonywania czegoś moralnego, generują w sobie tyle zawiści i innych negatywnych uczuć, że utrata "energii moralnej" powodowana przez te negatywne uczucia może zniweczyć całość dobra jakie te dobre uczynki przynoszą.) 
       Dysponowanie ulotkami wyborczymi o tak nadrzędnej jakości daje mi teraz niemal równe szanse wygrania nadchodzących wyborów, jak szanse które mają kandydaci wystawieni tu przez partie polityczne. Wszakże ulotki te mają potencjał aby z naukowca i twórcy filozofii totalizmuniemal nieznego w okręgu Hutt South, przekształcić mnie w osobę o której istnieniu i celach wie wystarczająco wielu wyborców. Nałożony jest jednak wymóg moralny na owo przekształcenie. Mianowicie, muszę obecnie ulotki te dostarczyć wyborcom w najbardziej moralny sposób - czyli w sposób jaki najstromiej wspina się pod górę tzw. "pola moralnego" (tj. niewidzialnego pola pierwotnego podobnego do grawitacji, a opisywanego w punktach #D5, #F5, #I1, #J1, oraz w "części #N" tej strony). Jak bowiem wyjaśnia to m.in. wprowadzenie do niniejszej strony, nowa "nauka totaliztyczna" ustaliła, że każdy rzeczywisty problem, w tym także problem upowszechnienia ulotek wyborczych, posiada aż cały szereg rozwiązań, zaś rozwiązaniem jakie przynosi najwięcej długoterminowych korzyści i najmniej niepożądanych następstw ubocznych jest to które wspina się najbardziej stromo pod górę "pola moralnego"
       Aby znaleźć owo rozwiązanie danego problemu, które najbardziej stromo wspina się pod górę pola moralnego, zacząć trzeba od sporządzenia wykazu dostępnych nam rozwiązań tego problemu. W przypadku więc dyskutowanego tu problemu, należy użyć np. "burzę mózgów", własne przemyślenia, czy badania zachowań innych polityków i krajów, poczym dokonać przeglądu sposobów na jakie ulotki wyborcze mogą być dostarczone wyborcom. Wymieńmy tutaj najpowszechniejsze z nich. (1) Obchodzenie po domach przez kandydata i osobiste doręczanie ulotek wyborczych do rąk wyborców. (2) Osobiste powrzucanie ulotek do skrzynek pocztowych istniejących przy domach nowozelandzkich wyborców (w NZ łatwo dostępne z ulicy skrzynki pocztowe ustawiane są przy chodniku na ogrodzeniu ogródka każdego z domów mieszkalnych). (3) Wynajęcie specjalnego serwisu usługowego, który za opłatą powrzuca ulotki do skrzynek pocztowych każdego z domów danego okręgu wyborczego. (4) Stawanie w miejscach licznie uczęszczanych przez ludzi, np. przy bramach fabryk lub na głównych ulicach miasta, oraz wręczanie ulotek przechodniom. (5) Powsuwanie ulotek za wycieraczki samochodów na parkingach i przy supermarketach. Itd., itp. 
       Kolejnym krokiem jest wybranie tego rozwiązania, które najbardziej stromo wznosi się pod górę pola moralnego. Wybór ten najlatwiej dokonać poprzez przymierzanie wszystkich dostępnych nam rozwiązań, do tzw. "wskaźników moralnej poprawności" dyskutowanych w punkcie #J2 tej strony. W przypadku problemu dostarczania ulotek, owym najbardziej stromo wznoszącym się rozwiązaniem okazuje się być sposób (1) - tj. osobiste doręczanie ulotek do rąk wyborców. Przykładowo, jest on intelektualnie najtrudniejszy, zaś tzw. "linia najmniejszego oporu intelektualnego" biegnie dokładnie przeciwstawnie do niego. To więc ów sposób (1) długoterminowo dostarczy największą liczbę korzyści oraz będzie wprowadzał najmniejszą liczbę "efektów ubocznych" - chociaż krótkoterminowo będzie wymagał największego wkładu intelektualnego, uczuciowego, oraz fizycznego. Inne sposoby są już mniej zgodne z kryteriami moralności. Przykładowo, gdybym to ja sam powrzucał ulotki do skrzynek pocztowych u wyborców zgodnie ze sposobem (2), wówczas ulotki te spotkałby los podobny do losu wszelkich materiałów reklamowych które masowo wrzucane są do owych skrzynek. Mianowicie, większość wyborców zamiast je czytać, po wyjęciu ze swej skrzynki listowej od razu wrzucałaby je do kosza na śmieci - w ten sposób marnując materiały, ludzką pracę, oraz swą szansę zdobycia użytecznej informacji. Oczywiście, kandydaci popierani przez duże partie polityczne mogą sobie pozwolić na takie potraktowanie swych ulotek - stadardowo roznoszonych dla nich po elektoracie zgodnie ze sposobem (3) przez odpowiednio opłacony urząd poczty, lub przez firmę doręczającą reklamy, poczym wrzucanych do skrzynek pocztowych przy domach wyborców. Wszakże kiedy wybory będą już blisko, ich partie polityczne zorganizują i opłacą dodatkowe debaty telewizyjne, ogłoszenia prasowe i spotkania publiczne, jakie przypomną wyborcom kim są kandydaci owych partii. Natomiast jako "Niezależny" kandydat za którym NIE stoi żadna bogata partia polityczna, ja NIE mogę sobie pozwolić na opłacenie dodatkowych pojawień telewizyjnych czy ogłoszeń prasowych. Stąd ulotki wyborcze są dla mnie jedynym sposobem zwrócenia uwagi wyborców na moją kandydaturę i na cele jakie starałbym się osiągnąć w przypadku zostania wybranym do sejmu NZ. 
       Teoretycznie rzecz biorąc, NIE powinno być trudne osobiste rozdanie 9999 ulotek w przeciągu 93 dni jakie miną od daty ich otrzymania aż do czasu wyborów. Wszakże wystarczyłoby abym każdego dnia doręczył do rąk wyborców około 108 ulotek. Nawet zaś uwzględniwszy fakt, że nadal męczy mnie ów kaszel jaki pozostał mi z wakacji (patrz (2014/5/1) z punktu #M2 tej strony), oraz że obecnej zimy w Nowej Zelandii zimny deszcz pada przez ponad połowę dni, ciągle powinienem być w stanie roznieść te ulotki nawet wychodząc na owo roznoszenie jedynie co drugiego dnia (tj. kiedy są przerwy w deszczu) i rozdając wówczas około 216 ulotek na dzień. Przecież z czasów dzieciństwa na wsi pamiętam, że każdy listonosz wiejski codziennie roznosił wówczas aż kilka razy więcej listów i też doręczał je osobiście do rąk odbiorców. 
       W praktyce jednak, wymóg pokonywania oporu pola moralnego znacznie komplikuje owo osobiste roznoszenie ulotek. Nie bardzo też pomaga wiedza iż, jak wyjaśnię to w tym punkcie, owo komplikowanie przynosi długoterminowe korzyści zarówno mnie, jak i wszystkim innym zainteresowanym. Krótkoterminowy opór tego pola jest bowiem aż tak duży, iż czyni on osobiste roznoszenie ulotek wyjątkowo trudnym. Stąd w naszym okręgu opór ten praktycznie uniemożliwia osobiste roznoszenie ulotek przez innych kandydatów - w ten sposób dając mi szansę na efektywne konkurowanie nawet z kandydatami bogatych partii politycznych. Ponadto, jak wyjaśnię to później, uniezależnia on wyniki głosowania od ilości pieniędzy które ktoś wyda na kampanię wyborczą, oraz upodobnia te wyniki do stanu filozofii i moralności wybierającej społeczności. Faktycznie więc ja się cieszę z istnienia tego oporu pola moralnego. Niemniej, chociaż w moim przypadku opór ten wyrównuje moje szanse na wygranie w wyborach, jednocześnie z jego powodu praktycznie tylko z ogromną trudnością jestem w stanie doręczyć owe wymagane około 108 ulotek dziennie. Na przekór bowiem, że doręczenie około 108 ulotek dziennie zajmuje mi tylko około 3 godziny czasu, ciągle pozostawia ono mnie kompletnie wyczerpanym fizycznie, umysłowo i emocjonalnie. Oczywiście, mnie bardzo intryguje sposób na jaki owo pole moralne czyni tak zdawałoby się proste działanie, jak osobiste doręczanie ulotek wyborczych, aż tak ogromnie trudnym i wyczerpującym. Wszakże oprócz bycia kandydatem do sejmu NZ, ja nadal jestem także twórcą filozofii totalizmu, oraz naukowcem poszukującym prawdy i popularyzującym prawdę. Dlatego w niniejszym punkcie będę starał się zidentyfikować i obiektywnie opisać mechanizmy oraz narzędzia z pomocą których pole moralne stawia aż tak duży opór osobom osobiście roznoszącym ulotki wyborcze, zaś na końcu swych rozważań podsumować przykłady długoterminowych korzyści jakie wynikają z istnienia tego oporu. Czytając te opisy proszę jednak odnotować, że bezstronne opisanie złożonego oporu pola moralnego jest dosyć trudne. Stąd moje wyrażenia mogą nieudolnie odzwierciedlać zjawisko, które Bóg zaprojektował z nieskończonym geniuszem i które w długoterminowym działaniu faktycznie pracuje na korzyść moralnie postępujących ludzi. Jeśli więc ujawniam poniżej trudności z jakimi ja muszę się borykać przy osobistym roznoszeniu owych ulotek, proszę NIE brać przypadkiem tych opisów za moje narzekanie lub za krytykanctwo. Ja bowiem się cieszę, że takie trudności istnieją i stąd że odstraszają one innych kandydatów, wyrównują szanse, oraz pracują na rzecz sprawiedliwości. Tyle, że aby umożliwić czytelnikowi poznania prawdy na temat mechanizmów działania pola moralnego, w poniższych opisach starałem się tak wiernie i dokładnie oddać trudności owego roznoszenia, jak tylko pozwoliły mi na to moje raczej niedoskonałe umiejętności pisarkie. 
       Istnieje cały skomplikowany zestaw powodów dla których opory pola moralnego mogą stać się aż tak wysokie, że zdawałoby się owo proste działanie osobistego wręczania ulotek do rąk wyborców może okazać się aż tak trudne i wymagające włożenia całej wiedzy, całej energii, całego czasu i całych możliwości fizycznych, umysłowych i emocjonalnych jakie pozostają w mojej dyspozycji. To owe powody po każdym roznoszeniu pozostawiają mnie kompletnie wyczerpanym fizycznie, umysłowo i emocjonalnie. Powody te będę starał się więc systematycznie powyjaśniać. Najważniejszymi z nich moim zdaniem jest wysoki nakład faktycznej pracy fizycznej wymaganej dla takiego roznoszenia, połączony z moją niezbyt wysoką obecnie kondycją fizyczną. Aby bowiem być naukowcem, niemal automatycznie trzeba przekształcić się w osobę kiedyś nazywaną "molem książkowym". (Dziś zapewne nazwa ta powinna zawierać słowo "komputer".) Wszakże badania naukowe to tropienie idei i przesłanek, przemyśliwanie, wyciąganie wniosków, spisywanie, transformowanie, itp. Wszystko to zaś typowo czyni się na siedząco. Nic dziwnego, że moje mięśnie NIE są nawykłe do długotrwałych wysiłków fizycznych, zaś ciało nieodporne na szorstkie potraktowanie. Do czasu jednak otrzymania ulotek, ja o tym NIE wiedziałem. Na dodatek do owej niezbyt wysokiej kondycji fizycznej, w działaniu są jednak także i inne formy oporu pola moralnego, np. wysoki poziom wkładu umysłowego i nieustannej uwagi, wymagany podczas owego roznoszenia, a objawiający się NIE tylko w tym co należy powiedzieć podczas roznoszenia ulotek i na jakie reakcje odbiorców należy być przygotowanym, ale także w samym zorganizowaniu owego roznoszenia, w wyborze lokacji oraz ulic otrzymujących ulotki, itp. (Wszakże ja NIE mam ani wystarczającej liczby ulotek, ani wystarczającej ilości czasu, aby móc dostarczyć te ulotki do każdego domu i mieszkania z całego okręgu wyborczego Hutt South.) Ponadto, roznoszeniu temu towarzyszy też wysokie napięcie psychiczne i emocjonalne, oraz gotowość (spiętość) fizyczna, których powody staną się jasne po przeczytaniu reszty niniejszego punktu. 
       W typowym przypadku doręczania ulotki do rąk kolejnego wyborcy wszystko idzie relatywnie łatwo i NIE powinno indukować wyczerpania. Typowo bowiem przechodzi się do ogrodzenia następnego domu, otwiera furtkę jaka wiedzie do przydomowego ogródka, przechodzi przydomowym chodnikiem pod drzwi domu, puka do drzwi lub naciska dzwonek (jeśli dzwonek taki istnieje), po otwarciu drzwi przez domownika przedstawia się siebie, wręcza się ulotkę, grzeczne rozmawia się krótko z owym domownikiem wyjaśniając najistotniejsze swe cele wyborcze oraz wysłuchując jego/jej opinii na tematy które go/ją interesują, uściska rękę, wypowiada pożegnalne grzeczności, opuszcza ogród, zamyka za sobą furtkę i przechodzi do następnego domu. Jednak oprócz owych typowych przypadków istnieją też wyjątki. To właśnie one najsilniej wyczerpują fizycznie, umysłowo i emocjonalnie. To one też zapewne spowodowały, że kiedy otrzymałem owych 9999 wspaniale wydrukowanych ulotek wyborczych opisanych w (2014/5/28) z punktu #M2 tej strony, oraz kiedy z kopyta zabrałem się za ich osobiste doręczanie, wówczas ku swemu zaskoczeniu już pierwszego dnia odkryłem, iż moje nogi, mięśnie, umysł i uczucia odmówiły mi posłuszeństwa już po rozniesieniu i doręczeniu jedynie około 100 ulotek. Poznajmy więc teraz jak wygląda doręczenie ulotek w takich nietypowych przypadkach. 
       Podczas roznoszenia ulotek, owe typowe przypadki przechodzenia od domu do domu jakie opisałem w poprzednim paragrafie, co jakiś czas są przeplatane nietypowymi przypadkami, które wymagają dodatkowego wykonywania całej gamy najróżniejszych fizycznie, umysłowo i emocjonalnie wyczerpujących działań, oraz które są realizowane w sytuacji znacznego napięcia fizycznego, umysłowego i nerwowego. Przykładowo, po przejściu do następnego domu typowo najpierw trzeba otworzyć i zamknąć za sobą furtkę albo bramę. Tymczasem sporo z nich okazuje się być zdumiewająco ciężkie, pozbawione zawiasów, lub zacinające się. Zadziwić może też mnogość najróżnorodniejszych sposobów na jakie zamki w tych furtkach lub bramach potrafią odmawiać posłuszeństwa, oraz liczba prób oraz poziom wiedzy inżynierskiej jakie są potrzebne aby mimo ich zacięcia zdołać je otworzyć. Potem trzeba znaleźć wejście do domu - które w typowych nowozeladzkich domach ze sporymi ogródkami czasami jest dobrze ukryte za drzewami i krzewami i niekiedy wymagające przejścia sporych odległosci wewnątrz-zagrodowych. Podczas poszukiwania drzwi wejściwych trzeba też dobrze się rozglądać i być świadomym gdzie dokładnie znajduje się furtka lub brama dla ucieczki. Czasami bowiem wypada na nas pies (lub psy) zaczajony w krzakach lub kwiatach i czekający tylko na okazję aby "pobawić" się z wizytującymi. A z dawnego życia na wsi pamiętam, że do psa NIE wolno odwrócić się tyłem, bo ugryzie. Trzeba więc być gotowym aby szybko wówczas przełączyć swoje nogi na wsteczny bieg, poczym uciec przez furtkę na ulicę biegnąc do tyłu oraz opędzając się przed próbami ugryzienia, cały czas będąc przy tym zwróconym przodem do atakującego nas psa. Kiedy zaś zdołamy już dotrzeć do drzwi wejściowych do domu, nasze "uciechy" też wcale się NIE kończą. Trzeba bowiem jakoś zakomunikować domownikom, że stoi się przed ich drzwiami. Tymczasem szybko odkryłem, że jedynie około 20% domów w moim okręgu wyborczym posiada na drzwiach działający dzwonek lub grzechotkę. W rezultacie, już drugiego dnia roznoszenia ulotek okazało się, że stawy wszystkich moich palców stają się aż tak obolałe od nieustannego pukania do kolejnych drzwi, iż NIE jestem w stanie dalej pukać swoimi palcami, zaś pukanie czymkolwiek innym, np. przykrywką do flamastra, brzmi zdumiewająco niegrzecznie. (Niektóre też z domów, NIE tylko że NIE posiadają działającego dzwonka, ale na dodatek mają umieszczony na drzwiach napis "proszę NIE pukać".) Jeśli zdołam jakoś przywołać domownika do drzwi, "uciecha" czasami trwa dalej. Po przedstawieniu się i wyjaśnieniu dlaczego się ich wizytuje, można bowiem spotkać się z każdą możliwą reakcją. A wielu ludzi reaguje bardzo uczuciowo i żywo na kogoś kto, jak ja, albo próbuje pozbawić głosów ich ulubioną partię polityczną, albo też obstaje za moralnymi celami działania - takimi jak moje cele. Stąd w doręczaniu ulotek nie zawsze natykam się na kogoś z kim daje się porozmawiać rzeczowo o problemach kraju i okręgu wyborczego i poznać co wyborców boli oraz co warto byłoby starać się zmienić. Często też w oczy rzuca się reakcja niecierpliwości - kiedy dany wyborca jakby NIE mógł się doczekać aż się odejdzie i on/ona będzie w stanie ponownie zamknąć drzwi. Z nieprzyjemnych reakcji, dla mnie osobiście najprzykrzejsza jest ta kiedy dany domownik sarkastycznie lub ze złością stwierdza np. coś w rodzaju, "ja NIE głosuję na bezpartyjnych", poczym zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. Chociaż ta reakcja zdarza się raczej rzadko, ciągle w praktycznie każdym dniu roznoszenia ulotek natykam się na nią co najmniej jeden raz - a z jakichś tam powodów na ten rodzaj reakcji mam szczególne uczulenie i potrafi mi on popsuć całą resztę dnia. Nie na darmo staropolskie przysłowie stwierdza, że "jedna łyżeczka dziegciu może zepsuć całą beczkę miodu". (Chińczycy tą samą ideę wyrażają dosadnym przysłowiem "one speck of rat dung spoils a pan full of rice" - tj. "jedna plamka szczurzego gówna psuje całą patelnię pełną ryżu".) Relatywnie też często nikt NIE otwiera drzwi - czasami na przekór, że widzi się lub słyszy iż ktoś jest jednak w środku. W takim przypadku trzeba powrócić na ulicę i dodatkowo znaleźć miejsce w którym znajduje się skrzynka na listy owego domostwa - czasami także dobrze zamaskowana. Jednak przed wrzuceniem ulotki do tej skrzynki grzeczność wymaga, aby dobrze się przyglądnąć, czy gdzieś przy niej NIE znajduje się pisana prośba aby NIE wrzucać do niej określonych materiałów. Jeśli zaś jest tam taka prośba, wówczas trzeba wydedukować na bazie logiki i swej wiedzy, czy ulotki wyborcze należą do danego rodzaju tych materiałów. Jest też zadziwiające jak często pole moralne potrafi utrudnić samo wrzucenie ulotki do skrzynki. Przykładowo, nieproporcjonalnie często tuż przed moim wyjściem w obchód, tą samą drogą co ja podąża wcześniej jakiś roznosiciel materiałów reklamowych który pozapycha nimi skrzynki pocztowe, tak że na wrzucenie mojej ulotki bez jej zmięcia lub zgniecenia brakuje już w skrzynce miejsca i wymaga to znacznie trudniejszych manipulacji niż powinno. 
       Na dodatek do powyższego, sporą ilość napięcia i trudu kosztuje mnie szybko zmieniająca się nowozelandzka pogoda. Moje przygotowania do wyborów z 2014 roku wypadają wszakże kiedy w NZ właśnie jest zima, zaś ja mam niezaleczony kaszel. Obecnej zaś zimy praktycznie przez ponad połowę każdego tygodnia pada tu zimny deszcz i wieje silny sztormowy wiatr jaki uniemożliwia użycie parasola. Osobie więc nienawykłej do pracy pod "gołym niebem" i nieodpornej na przeziębienia, jaką ja jestem, taki zimny deszcz i silny wiatr niemal uniemożliwiają wyjście na ulicę. Roznoszenie ulotek muszę więc dokonywać jedynie kiedy następuje przerwa w deszczu. Niestety, szybkie zmiany tutejszej pogody powodują, że jeśli pojawia się przerwa w deszczu, często trudno zgadnąć jak długo ona potrwa. Muszę więc używać całej swej wiedzy klimatycznej i wszelkich dostępnych mi pomocy aby przewidzieć długości poszczególnych przerw w deszczu. Wszakże potencjalni wyborcy którym doręczam ulotki rozrzuceni są po dużym obszarze (patrz punkt #C1 tej strony), niektórzy z nich mieszkając nawet w odległości niemal 20 km od mojego mieszkania. Za każdym razem muszę więc zadecydować, czy dana przerwa w zimnym deszczu będzie wystarczająco długa abym NIE został złapany przez deszcz po dojechaniu autobusem do tych najbardziej oddalonych wyborców, czy też będzie ona na tyle krótka iż powinienem rozdawać ulotki tylko blisko do swego domu - co umożliwi mi szybką ucieczkę kiedy zimny deszcz zacznie padać. Na dodatek, podczas roznoszenia ulotek w pochmurne dni bez przerwy muszę też obserwować pogodę aby móc w porę uciec kiedy czuję iż zbliża się deszcz. 
       Sporej dozy "uciechy" dostarcza mi też struktura ulic w nowozelandzkich miejscowościach. Mi struktura ta przypomina bowiem kręte labirynty i pułapki jakie opisuję w punkcie #C4 strony o nazwie petone_pl.htm. W połączeniu więc z chronicznym brakiem architektonicznych "landmarks", z niemal identycznym wyglądem każdej uliczki, oraz z koniecznością rozdawania ulotek w coraz to innych miejscach zależnie od tego jak długa jest przewidywana przerwa pomiędzy deszczami, ta labiryntowa struktura uliczek powoduje, że naprawdę trudno się zorientować, które uliczki już otrzymały ulotki, oraz że trudno wprowadzić jakiś system i ład w dostarczaniu ulotek do rąk wyborców. 
       Kiedy po około 3 godzinach roznoszenia około 100 ulotek, zarówno moje nogi, jak i reszta ciała, zaczynają odmawiać mi posłuszeństwa, typowo w rozległych miasteczkach NZ ulotki te otrzymuje tylko jedna długa ulica, lub dwie albo trzy krótkie uliczki. Tak nieznaczące wyniki i niewielki postęp oczywiście mnie niecierpliwią. Dlatego w dni kiedy pogoda była bezdeszczowa przez cały dzień, po powrocie do domu, zjedzeniu lunch'u i dłuższym odpoczynku, próbowałem wychodzić ponownie aby doręczyć kolejną porcję ulotek. Okazywało się jednak, że pole moralne nadal działa. Chociaż bowiem moje mięśnie w międzyczasie odpoczęły, mój umysł i nerwy ciągle pozostawały zmęczone. W rezultacie, na przekór iż fizycznie nadal mogłem doręczać ulotki, całe moje zachowanie, głos, oraz dobór słów stawał się nieprzekonywujący, zmęczony i pozbawiony wigoru. Słysząc samego siebie w tych drugich wyjściach dochodziłem do wniosku, że gdybym to ja był odbiorcą ulotki, wówczas prawdopodobnie osoba która mi ją doręcza wcale by mnie NIE przekonała aby na nią głosować. Z czasem owe drugie więc wyjścia uznałem za tak mało efektywne, że całkiem ich zaprzestałem. 
       W dni robocze, kiedy przez cały dzień zapowiadała się bezdeszczowa pogoda, miałem do wyboru czy doręczać ulotki w środku dnia, czy też wieczorem. Chodzi bowiem o to, że w środku dnia sporo ludzi jest w pracy. Domy są więc puste. Wszakże w NZ w większości domów mieszkają tylko albo małżeństwa, oboje z uczestników których typowo pracują, albo nawet tylko pojedyńcze osoby. Podczas więc dnia liczba osobistych doręczeń jest bardzo niska. Natomiast wieczorami ludzie powracają już z pracy. Jest więc większa szansa aby zastać ich w domu. Ponadto, wieczorem łatwiej poznać w którym domu ktoś jest obecny, bowiem widać w nim światło. Niestety, fakt że obecnie w NZ jest zima, powoduje że ciemno robi się zaraz po godzinie 16. Większość zaś pracujących osób wraca do domu dopiero po godzine 17 - jako że w NZ typowe godziny pracy rozciągają się od 9 rano do 5 po południu. Z powodów zaś które opisałem w punkcie #A2 tej strony, kiedy jest już bardzo ciemno, ludzie niechętnie otwierają obcym drzwi swoich domów. W rezultacie, zarówno dzienne doręczanie, jak i doręczanie wieczorne, ma niemal tą samą efektywność co do proporcji udanych doręczeń. Na dodatek, doręczanie kiedy jest już ciemno, mnie też wystawia na najróżniejsze dodatkowe niebezpieczeństwa - i to NIE tylko podczas doręczania w jakiejś ciemnej i ubocznej uliczce. Stąd, po kilku próbach doręczania wieczorami, zdecydowałem się zarzucić ten wybór czasu i doręczać ulotki wyłącznie w środku dnia. 
       Powinienem tu dodać, że zgodnie z moralną zasadą "NIE czyń zła, NIE mów zła, NIE podziwiaj zła, NIE słuchaj zła" ilustrowaną przez owe słynne buddyjskie "cztery mądre małpki", opisywane m.in. w punkcie #B1.1 strony o nazwie antichrist_pl.htm, ja celowo omijam temat niebezpieczeństw - chyba że ich wspomnienie jest niezbędne przy omawianiu jakiejś innej sprawy. Nie oznacza to wcale, że osobiste doręczanie ulotek wyborczych NIE wiąże się z żadnymi innymi niebezpieczeństwami niż ataki psów, czy to co kogoś może spotkać w ciemnych uliczkach. Aby też się zabezpieczać i przed nimi, w roznoszeniu tym trzeba przestrzegać kilka żelaznych zasad, np. nigdy NIE przekraczać progu domu i NIE wchodzić do domów czy mieszkań - nawet jeśli jest się zaproszonym do środka, zawsze rozmawiać stojąc na zewnątrz poza progiem, NIE podejmować dyskusji z osobami wykazującymi rozdrażnienie, NIE doręczać ulotek do domów które wyglądają iż mogą być zamieszkałe przez członków jakichś gangów, itd., itp. 
       Kiedy ciągle mieszkałem w Polsce, często widywałem listonoszy jak roznosili listy i wręczali je do rąk adresatów. W owym bowiem czasie w Polsce domy NIE posiadały jeszcze skrzynek na listy, stąd wszelka korespondencja musiała być doręczona do rąk adresatów. Nie miałem wówczas pojęcia, jak męcząca była praca takich listonoszy, ani z jakimi trudnościami musieli oni się borykać w swej codziennej pracy. Wówczas bawiły mnie też owe liczne filmy rysunkowe humorystycznie pokazujące ataki psów na listonoszy lub perypetie listonoszy usiłujących doręczyć pocztę do rąk trudno-dostępnego adresata. Dopiero jednak po moich doświadczeniach z osobistym doręczaniem ulotek nagle uświadomiłem sobie, że owe humorystyczne filmy faktycznie pokazywały sceny zainspirowanie zdarzeniami z prawdziwego życia. Roznoszenie ulotek m.in. zwiększyło więc i respekt jakim darzę dzisiejszych i wspominam dawnych listonoszy. 
       Filozofia totalizmu ustaliła, że wybranie tego rozwiązania dla dowolnego problemu (w tym dla problemu roznoszenia ulotek), które wspina się najstromiej pod górę pola moralnego, stworzy najwięcej długoterminowych korzyści i najmniej skutków ubocznych. (Odnotuj tu, że jakieś skutki uboczne z wybranego tu osobistego roznoszenia ulotek ciągle zaistnieją, bowiem rozwiązanie to nadal wykazuje spore nachylenie do osi uczuć "Y" z "Rys. #I1".) Przytoczmy więc tutaj także chociaż kilka przykładów owych długoterminowych korzyści. I tak, dla mnie bardzo istotna z owych korzyści osobistego doręczania ulotek do rąk wyborców, wynika z pracochłonności i cech tego doręczania. Wszakże trzeba mieć końskie zdrowie, kondycję fizyczną zawodowego sportowca, sporo samozaparcia, odporności psychicznej, planowania, zdolności przewidywania pogody, znajomości danej miejscowości, rozeznania geograficznego, wyczucia kierunków, czasu, oraz kilka jeszcze innych wymagających cech osobowych, aby być w stanie pokonać znaczące opory pola moralnego i faktycznie podostarczać osobiście wszystkie ulotki do rąk mieszkańców domostw swojego okręgu wyborczego. To zaś oznacza, że podczas osobistego roznoszenia ulotek udoskonala się i trenuje wszystkie powyższe cechy osobowe - wszakże "practice makes perfect". Ponadto, jeśli wybory wygrywa taki osobiście roznoszący ulotki kandydat, wówczas jest pewnym, że na owo wygranie faktycznie sobie zasłużył. Kolejną korzyścią odnoszoną przez kandydatów osobiście roznosząych własne ulotki, jest że typowi politycy którzy NIE przeszli przez twardą szkołę życia, NIE będą w stanie takiego osobistego roznoszenia ani podjąć, ani potem efektywnie zrealizować. Poprzez więc wprowadzenie oporów pola moralnego, Bóg m.in. mądrze i przewidująco wyrównuje tymi oporami szanse kandydatów o np. "zero-dolarowych" kampaniach wyborczych, takich jak moja, z szansami kandydatów bogatych partii politycznych. Opory pola moralnego generują też korzyści dla społeczności wybierającej swego reprezentanta. Wszakże kiedy szanse wszystkich kandydatów stają się równe, wybory wygra ten kandydat, którego cele i cechy najlepiej pokrywają się ze zbiorową filozofią i ze wskazaniami sumienia ludności jaką kandydaci ci mają potem reprezentować. Końcowym więc efektem działania oporów pola moralnego, okazuje się być przerzucenie decyzji za to kto ma wygrać wybory, z ceny, rozległości i z jakości czyjejś kampanii wyborczej, na stan umysłów i sumienia wyborców. Opory pola moralnego służą też sprawiedliwości. Wszakże kiedy decyzja kto zostaje wybrany zależy od stanu umysłów i sumienia wyborców, wówczas każda społeczność zawsze otrzymuje takich przywódców i rządzących, na jakich zasługuje swoją filozofią i stanem moralnym - który to fakt od dawna starają się nam uświadomić ustalenia filozofii totalizmu. 

Część #P: Podsumowanie ustaleń natury filozoficznej jakie zgromadzone zostały empirycznie w wyniku podjęcia działań opisywanych na tej stronie:
       
#P1. Niezależnie od celów politycznych, moje stanięcie w wyborach z 2014 roku ma też cele filozoficzne:
      
Jako twórca nastawionej na moralność filozofii totalizmu, ja jestem NIE tylko zainteresowany tymi doświadczeniami i ustaleniami które mogą doprowadzić mnie do zwycięstwa w wyborach, ale także tymi które mogą podnieść naszą wiedzę filozoficzną oraz wzbogacić pulę rozwiązań filozoficznych oferowanych przez filozofię totalizmu jakie mają potencjał aby podnieść jakość życia ludzi praktykujących totalizm. Dlatego podczas swej kampanii wyborczej opisywanej na tej stronie, jako dodatkowy cel pozapolityczny stawiam sobie dokonywanie intensywnych obserwacji filozoficznych. Faktycznie też mam nadzieję, że kampania ta okaże się rodzajem "empirycznego eksperymentu filozoficznego" - który wzbogaci filozofię totalizmu. Wszakże w takim przypadku, nawet jeśli NIE uda mi się osiągnąć żadnego z celów politycznych jakie sobie postawiłem, ciągle mój wysiłek NIE pójdzie na marne bowiem mój udział w tych wyborach pozwoli mi osiągnąć istotne dla mnie cele filozoficzne. W tej zaś "części #P" niniejszej strony będę więc systematycznie podsumowywał swe obserwacje i ustalenia natury filozoficznej jakie już udało mi się zgromadzić.

#P2. Co z obszaru filozoficznego zdołałem już zaobserwować lub ustalić podczas mojej dotychczasowej kampanii wyborczej:
      
Najbardziej interesujące fakty, obserwacje i ustalenia wynikające z tej kampanii, ale związane z postępem filozoficznym, to: 
       (2014/3/22) Ogromna apatia i rezygnacja dotyczące efektywności procesu demokratycznego w NZ. Owe odczucia apatii i rezygnacji zdają się przebijać z osobistych rozmów ze zwykłymi wyborcami - o jakich już wspominałem w (2014/3/22) z punktu #M2 tej strony. Są one też pierwszym wrażeniem jakie rzuca się w oczy podczas takich osobistych rozmów. Niemal każdy wyborca z którym dotychczas rozmawiałem stwierdza najróżniejszymi słowami, że to co "oni" zechcą uczynić, oni i tak uczynią - bez względu na to jakie działania by się nie podjęło. Ciekawe, czy taka właśnie dominująca opinię o braku efektywności procesu demokratycznego w NZ wyrobiły w wyborcach posunięcia rządu w rodzaju upartego utrzymywania owego zwalczanego przez cały naród "prawa antyklapsowego" opisywanego w punkcie #B5.1 moje strony o nazwie will_pl.htm. Jeśli owa sytuacja będzie trwała i się pogłębiała, wówczas któregoś dnia demokracja może kompletnie się zawalić w NZ - co paraktycznie oznaczałoby życie-wyniszczące nieszczęście dla nas wszystkich, tak jak już to napomknąłem w punkcie #K1 tej strony. 
       (2014/4/15) szybko rosnąca niechęć aby mieć cokolwiek do czynienia z polityką lub politykami. Podczas swoich obchodów od domu do domu we wtorek dnia 15 kwietnia 2014 roku, ponownie uderzyła mnie liczba ludzi, którzy natychmiast po tym jak im się przedstawiałem informowali mnie, że sprawy polityki zupełnie ich NIE obchodzą, poczym zatrzaskiwali drzwi swego domu przed moim nosem. Muszę się tu przyznać, że natykanie się na takich ludzi NIE dostarcza przyjemnego doznania. A ludzi tych okazuje sie być niespodziewanie dużo. Aczkolwiek w swych obchodach NIE mam głowy na podliczanie statystyk, mam wrażenie że niemal co trzeci potencjalny wyborca już obecnie należy w NZ do tej właśnie kategorii. Tak duża ich liczba spowodowała nawet, że zacząłem się zastanawiać, czy te reakcje NIE są przypadkiem wynikiem np. mojego wyglądu albo zachowania. Wszakże NIE można wymagać od ludzi aby rozmawiali, lub chociaż tylko słuchali, kogoś czyj wygląd lub zachowanie im NIE odpowiada. Na szczęście, Bóg najwyraźniej postanowił odpowiedzieć na te moje wewnętrzne wątpliwości, bowiem już następnego dnia przeczytałem w gazecie artykuł [1#P2] o tytule "Has democracy taken a dive?" (tj. "czy demokracja zapada się?"), ze strony A11 gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), April 16, 2014). W artykule tym zostało wyjaśnione, że już w poprzednich wyborach z 2011 roku liczba ludzi którzy głosowali spadła do martwiącego już polityków szokująco niskiego poziomu. Szybko też rośnie w NZ liczba owych ludzi którzy NIE chcą mieć nic wspólnego z polityką i politykami. Po przeczytaniu tego artykułu zrozumiałem więc jaki jest faktyczny powód owego zatrzaskiwania drzwi przed moim nosem kiedy się przedstawiałem, że zamierzam stanąć jako kandydat do nachodzących wyborów. Przypomniałem też sobie to, co różnymi słowami powtarzało mi wielu z tych wyborców, którzy NIE unikali ze mną rozmowy. Te ich narzekania dosyć wyraźnie wskazują na czym polega problem demokracji w NZ i jak problemowi temu można zaradzić. Miejmy więc nadzieję, że zostanę wybrany do sejmu aby uczynić w tej sprawie coś konstruktywnego, zanim pogarszanie się owej sytuacji sprowadzi na nasz kraj rujnujące go kłopoty. 

Część #R: Na zakończenie tej strony:
       
#R1. Podsumowanie tej strony:
       Nikt z nas NIE żyje w pustce, a wśród innych ludzi którzy nam pomagają i nas zaopatrują w to co potrzebujemy. Mamy więc wobec tych innych ludzi obowiązek aby uczynić coś także i dla ich dobra. Nie ma zaś lepszego uczynku niż dołożenie swego wkładu w uczynienie życia otaczających nas ludzi i świata znacznie lepszymi niż one były kiedy do nich dołączyliśmy.

#R2. Skorowidz z linkami do innych pokrewnych stron które również posiadają związek z omawianymi tu tematami:
       Istnieje cały szereg odmiennych stron internetowych, które - podobnie jak niniejsza, wyjaśniają sobą najróżniejsze szczegółowe zagadnienia objęte treścią Konceptu Dipolarnej Grawitacji i filozofii totalizmu. Wszystkie owe pokrewne strony można odnaleźć i wywoływać za pośrednictwem skorowidza specjalnie przygotowanego aby ułatwiać ich odnajdowanie. Nazwa "skorowidz" oznacza wykaz, zwykle podawany na końcu książek, jaki pozwala na szybkie odnalezienie interesującego nas opisu. Moje strony internetowe też mają taki właśnie "skorowidz" - tyle że zaopatrzony w zielone linki które po kliknięciu na nie myszą natychmiast otwierają stronę z tematem jaki kogoś interesuje. Skorowidz ten znajduje się na stronie o nazwie skorowidz.htm. Można go też wywołać z "organizującej" części "Menu 1" każdej totaliztycznej strony. Radzę aby do niego zaglądnąć i zacząć z niego systematycznie korzystać - wszakże przybliża on setki totaliztycznych tematów które mogą zainteresować każdego.

#R3. Proponuję okresowo powracać na niniejszą stronę w celu sprawdzenia dalszych postępów w moich wysiłkach i zamiarach:
       Aż do okresu zaraz po wyborach (tj. po 20 września 2014 roku), kiedy to po dodaniu do tej strony końcowego podsumowania, powrócę do zawieszonych czasowo moich standardowych badań i publikowania, niniejsza strona będzie najczęściej i najintensywniej aktualizowną ze wszystkich moich stron. Dlatego zapraszam do jej ponownego odwiedzenia już za jakiś czas, aby wówczas sprawdzić, co nowego w sprawie omawianych tu wyborów, lub co nowego stało mi się już wiadome.

#R4. Kopia tej strony jest też upowszechniana jako broszurka z serii [11] w bezpiecznym formacie PDF:
       Niniejsza strona dostępna jest także w formie broszurki oznaczanej symbolem [11], którą przygotowałem w "PDF" (od "Portable Document Format") - obecnie uważanym za najbezpieczniejszy z wszystkich internetowych formatów, jako że do niego normalnie wirusy się NIE doczepiają. Ta klarowna broszurka jest gotowa zarówno do drukowania, jak i do wygodnego czytania z ekranu komputera. Ciągle ma ona też aktywne wszystkie swoje zielone linki. Stąd jeśli jest czytana z ekranu komputera podłączonego do internetu, wówczas po kliknięciu na owe linki otworzą się linkowane nimi strony lub ilustracje. Niestety, ponieważ jej objętość jest około dwukrotnie wyższa niż objętość strony internetowej jakiej treść ona publikuje, ograniczenia pamięci na sporej liczbie darmowych serwerów jakie ja używam, NIE pozwalają aby ją na nich oferować (jeśli więc NIE załaduje się ona z niniejszego adresu, ponieważ NIE jest ona tu dostępna, wówczas należy kliknąć na któryś odmienny adres z Menu 3, poczym sprawdzić czy stamtąd juź się załaduje). Aby otworzyć ową broszurkę (lub/i załadować ją do własnego komputera), wystarczy albo kliknąć na następujący link

albo też na niniejszej totaliztycznej witrynie otworzyć sobie plik nazywany tak jak w powyższym linku. 
       Jeśli zaś czytelnik zechce też sprawdzić, czy jakaś inna totaliztyczna strona właśnie studiowana przez niego, też jest już dostępna w formie takiej PDF broszurki, wówczas powinien sprawdzić, czy wyszczególniona ona została w linkach z "części #B" strony o nazwie tekst_11.htm. Owe linki wskazują bowiem wszystkie totaliztyczne strony, które już zostały opublikowane jako takie broszurki z serii [11] w formacie PDF. Życzę przyjemnego czytania!


#R5. Copyrights © 2015 by dr inż. Jan Pająk:
       Copyrights © 2015 by dr inż. Jan Pająk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Niektóre z idei zaprezentowanych na tej stronie są unikalne dla badań naukowych jej autora i stanowią fragment jego dorobku intelektualnego. Dlatego w tym samym ujęciu co na tej stronie (oraz co w innych opracowaniach autora) idee te uprzednio NIE były jeszcze publikowane przez żadnego innego badacza. Jako taka, strona ta prezentuje kilka idei których prezentacja podlega tym samym prawom intelektualnej własności jak każde inne opracowanie naukowe. Szczególnie jej autor zastrzega dla siebie intelektualną własność teorii naukowych, odkryć i wynalazków wspominanych lub wykorzystanych na tej stronie. Dlatego autor zastrzega tu sobie, aby podczas powtarzania w innych opracowaniach jakichkolwiek idei zaprezentowanych na niniejszej stronie (tj. jakichkolwiek teorii, zasad, wyjaśnień, dedukcji, intepretacji, urządzeń, dowodów, itp.), powtarzająca osoba ujawniła i potwierdziła kto jest oryginalnym autorem tych idei (czyli aby, jak mawia się w angielskojęzycznych kręgach twórczych, osoba ta oddała pełny "kredyt" moralny i uznaniowy autorowi tej strony), poprzez wyraźne wyjaśnienie przy swym powtórzeniu, iż tę ideę powtarza ze strony autoryzowanej przez dra Jana Pająka, poprzez wskazanie internetowego adresu np. niniejszej strony - pod którym idea ta była oryginalnie omawiana, oraz poprzez podanie daty najnowszego aktualizowania owej strony (tj. daty wskazywanej poniżej).

#R6. Adresy emailowe autora tej strony (tj. dra inż. Jana Pająk):
      
Dla korespondencji od wyborców, oraz w sprawach bezpośrednio związanych z opisywanymi tu wyborami, przygotowany został następujący mój adres emailowy: 
drjan@pajak.org.nz
       Czytelnicy piszący do mnie w innych sprawach, np. dzielący się ze mną swoimi opiniami, udzielający mi rad, deklarujący mi swoją pomoc w tych wyborach, itp., mogą też kierować swoją korespondencję na moje od dawna używane już adresy emailowe, np. na adres jpajak@poczta.wp.pl
       Niestety, z powodu chronicznego braku czasu jaki nieustannie doświadczam, NIE mogę zagwarantować, że odpiszę na każdy otrzymany email. Wszakże doba ma tylko 24 godziny. Większość zaś z tych godzin muszę przeznaczać na osiąganie najistotniejszych celów jakie sobie postawiłem do zrealizowania w danym dniu. 
* * *
Data zapoczątkowania budowy tej strony internetowej: 25 marca 2014 roku. 
Data jej najnowszego aktualizowania: 23 czerwca 2015 roku 
(Sprawdź w adresach z Menu 4 czy istnieje już nowsza aktualizacja)
Antworten to top



Gehe zu:


Benutzer, die gerade dieses Thema anschauen: 1 Gast/Gäste