Jan Pajak do Sejmu NZ (2014) - część 1
#1
Copyrights © 2015 by dr inż. Jan Pająk

Pająk do Sejmu NZ
Data jej najnowszego aktualizowania: 23 czerwca 2015 roku - pdf

Jako naukowiec doświadczony w identyfikowaniu i wykorzystywaniu regularności jakie kryją się w zdarzeniach, które inni ludzie odbierają jako "chaos", odnotowałem że wiele nieszczęść właśnie zmierza w kierunku Nowej Zelandii. Dlatego zdecydowałem aby wypełnić swój obywatelski obowiązek i zaoferować posiadaną wiedzę i umiejętności w służbę zapobiegnięcia dopełnieniu się owych nieszczęść. Z kolei najbardziej moralnie właściwą drogą zaoferowania takich wysiłków zapobiegawczych było stanięcie do wyborów do sejmu w 2014 roku - jako że dawało to innym szansę zaakceptowania lub odrzucenia tej oferty. Niniejsza strona internetowa stanowi raport z historii, przebiegu i wyników mojego wkładu do owych wyborów (wyniki wyborów prezentuje punkt #L2 przy końcu tej strony). Począwszy już od następnego paragrafu raport ten pozostawiam w formie oryginalnie nadanej tej stronie w trakcie moich przygotowań do wyborów - tyle, że po 20 września 2014 roku strona ta przestała już wypełniać poprzednią funkcję mojego "ogłoszenia wyborczego".

* * *

Czy czytelniku zadawałeś sobie kiedykolwiek rodzaje pytań, które rzadko kto ma odwagę zadawać publicznie? Przykładowo pytanie, czy w optymistycznych wypowiedziach polityków jest więcej prawdy niż w ich obietnicach przedwyborczych? Albo, czy unikanie jak ognia stwierdzenia "nasz kraj pilnie potrzbuje dogłębnych reform społecznych, gospodarczych i politycznych" jest oznaką, iż faktycznie reformy takie nadal NIE są naszemu krajowi potrzebne? Albo, dokąd wiedzie i czym się skończy trend społeczny, gospodarczy i polityczny jaki obecnie widzimy w naszym kraju? Albo czy faktycznie oficjalna nauka promuje prawdę kiedy uczy nas w szkołach, że każdy problem ma tylko jedno poprawne rozwiązanie, oraz czy faktycznie kryterium dla znajdowania tego rozwiązania powinna być ludzka chciwość jaka nakazuje wybrać rozwiązanie które przynosi największy zysk finansowy? Albo jeśli wiodący kraj uparcie drukuje pieniądze, to co będzie się działo w nim i na świecie kiedy nadejdzie ów nieodwołalny krach finansowy (o jakim ostrzega punkt #G2)? Albo jeśli w poprzednim roku dwa nowe kraje eksplodowały rozruchami i anarchią, zaś w tym roku już cztery nowe kraje doświadczyły tego samego losu, to czy to oznacza, że jeśli trend ten się utrzyma, wówczas do 2020 roku we wszystkich krajach świata będzie panowała sytuacja podobna do tej jaką dzisiaj widzimy np. na Ukrainie czy w Syrii? Albo pytanie, czy obecne trendy polityczne, społeczne, gospodarcze i finansowe same się potrafią zmienić na lepsze, bez przeprowadzenia w tym celu wymaganych reform? Albo pytanie, czy wszyscy ci naukowcy którzy ostrzegają nas w naukowych opracowaniach i w artykułach (w rodzaju artykułu [1#H4] wskazywanego w punkcie #H4 ze strony o nazwie przepowiednie.htm), że ludzkość zmierza wprost do katastrofy i samozagłady, są jedynie alarmistami i panikarzami? Albo, czy wszyscy ci ludzie którzy obecnie masowo szkolą się praktycznie jak przeżyć w dziczy i to bez jedzenia, oraz którzy namiętnie wyszukują i oglądają programy i filmy szkolące w umiejętnościach przeżycia (w rodzaju serialu telewizyjnego "Man Vs. Wild"), czynią tak ponieważ intuicja i obserwacja świata im podpowiada, że wkrótce umiejętność przeżycia w dziczy będzie decydowała o życiu lub o śmierci, czy też ponieważ się nudzą i chcą zaznać trochę niezwykłości? Albo pytanie, czy bibilijne ostrzeżenia i stare przepowiednie, w rodzaju tych opisanych w punktach #H1 do #H3 strony o nazwie przepowiednie.htm (np. w rodzaju staropolskiej przepowiedni stwierdzającej, że "ludzkość sama sprowadzi na siebie taką katastrofę i wyludnienie, że człowiek będzie całował ziemię kiedy zobaczy na niej ślady innego człowieka"), to tylko czyjaś czcza gadanina? Albo pytanie, jeśli wszystkie kraje świata będą już ogarnięte rozruchami, przemocą i anarchią, to jaka jest szansa, że ci bliźni i kochani którym najlepiej życzymy znajdą dostęp do wystarczającej ilości żywności, aby przeżyć do czasów kiedy świat ponownie się uspokoi? Itd., itp. 

Relatywnie niedawno opracowana została nowa filozofia zwana "totalizmem" która z kolei zrodziła nową naukę zwaną "totaliztyczna nauka" (patrz punkty #C1 do #C6 strony telekinetyka.htm). Mają one odwagę aby otwarcie udzielać odpowiedzi na powyższe pytania. Ponadto, wskazują proste i efektywne rozwiązania dla problemów spowodowanych przez zabłądzenie starej oficjalnej nauki. Wszakże do szeregu najważniejszych prawd na istnienie jakich zwracają one naszą uwagę, należy m.in. fakt, że każdy problem posiada aż cały szereg odmiennych rozwiązań różniących się między sobą poziomem zgodności z kryteriami moralności, oraz fakt, że rozwiązanie dowolnego problemu, które wspina się najbardziej stromo pod górę w tzw. "polu moralnym" (tj. rozwiązanie które jest "najmoralniejsze"), długoterminowo zawsze przynosi najwięcej korzyści ze wszystkich dostępnych dla nas rozwiązań tego problemu, a ponadto wprowadza ono najmniejszą liczbę niekorzystnych tzw. "skutków ubocznych", podczas gdy wszelkie niemoralne rozwiązania nigdy naprawdę NIE rozwiązują ludzkich problemów, a jedynie je eskalują i przekładają na przyszłość konieczność ich moralnie poprawnego rozwiązania (patrz wyjaśnienia z punktu #J1, "Rys. #I1" i przykład z punktu #N4 tej strony). Co nas więc wstrzymuje przed spowodowaniem, aby promowane zaczęły być te proste prawdy, oraz abyśmy zaprzestali zwiększać ludzką chciwość wizją jakoby jedynego poprawnego rozwiązania bazującego na finansowym zysku? Wszakże to zatrzymałoby eskalowanie kłopotów jakie widzimy obecnie wokoło siebie i jakie realnie zagrażają całkowitym rozkładem naszej obecnej cywilizacji i zamianą Ziemi w bezludzie. 

W obliczu najprawdopodobniejszych odpowiedzi na powyższe pytania, każdy z nas ma dwa wybory. Mianowicie, albo (1) będzie kontynuował dotychczasowe siedzenie na własnych rękach i czekał aż gdzieś po około 2040 roku, sytuacja sama zapewne się już naprawi zaraz po tym jak najpierw zostanie uśmiercona, a potem odnowiona, przez prawa natury i przez psychologię tłumów. Albo też (2) zdecyduje się spróbować dołożyć swój własny wkład w demokratyczne, pokojowe i moralne zaradzenie nadchodzącym problemom, poprzez osobiste włączenie swojej wiedzy i energii do działania. Ja wybrałem to drugie wyjście i namawiam czytelnika aby uczynił to samo. Przeczytanie zaś niniejszej strony może dać czytelnikowi inspiracji i kilka pomysłów jak do tego powinien się zabrać. Wszakże przykładowo, jeśli czytelnik mieszka w kraju innym niż Nowa Zelandia, wówczas ciągle niektóre z zaprezentowanych na tej stronie rozwiązań mogą dać się adaptować do sytuacji jego własnego kraju. Jeśli zaś czytelnik mieszka w Nowej Zelandii i to właśnie w elektoracie o nazwie "Hutt South" (patrz wykaz miejscowości owego elektoratu podany w punkcie #C1 tej strony), wówczas jego włączenie się do działania będzie bardzo proste. Wystarczy wszakże, że w nadchodzących wyborach do sejmu z 2014 roku odda swój głos na autora niniejszej strony - jeśli to możliwe wraz z całą swoją rodziną i z wszystkimi znajomymi. Jeśli zaś czytelnik mieszka w Nowej Zelandii, jednak w innym obszarze niż elektorat Hutt South, wówczas może pójść za przykładem autora tej strony i też stanąć do wyborów w 2014 roku, a nawet jeszcze lepiej, wspólnie z autorem tej strony spróbować szybko zorganizować polityczną partię bazującą na filozofii totalizmu, tak aby pod jej banerami łatwiej przyszło wygrać razem te wybory. Wszakże w Nowej Zelandii wystarczy zgromadzić jedynie 500 członków-założycieli, aby zarejestrować nową partię polityczną. Gdyby więc np. jeden czytelnik był w stanie znaleźć wśród własnej rodziny, kolegów ze szkoły, znajomych i współpracowników, powiedzmy 50 takich nowych członków, którzy poparliby jego wybory do sejmu, wówczas wystarczyłoby współpracy tylko około 10 takich czytelników aby ustanowić nową partię. Nawet jednak jeśli zabraknie już czasu i energii na zorganizowanie tej partii, ciągle jest czas aby zacząć gromadzić wymagane doświadczenia polityczne poprzez stanięcie w tych wyborach. (Dla zaprezentowania wyborcom swego programu, czytelnicy sympatyzujący z filozofią totalizmu i wierzący, tak jak autor tej strony, że totalizm zgromadził już wszystkie wymagane rozwiązania, mogą powoływać się na niniejszą stronę, wyjaśniając jedynie wyborcom, które z opisanych tutaj posunięć lub rozwiązań NIE odnoszą się do sytuacji z ich okręgu lub kraju.) 

Wybory do sejmu odbędą się w Nowej Zelandii w sobotę dnia 20 września 2014 roku. (Odnotuj, że ponieważ nazwa kraju Nowa Zelandia jest używana na tej stronie ogromnie często, w wielu miejscach zastępuję ją skrótem NZ.) Korzystając z dobrodziejstw demokratycznego procesu jaki panuje w tej mojej adoptowanej ojczyźnie, ja (tj. dr inż. Jan Pająk - patrz "część #F" tej strony w której krótko streściłem swoje życie) już podjąłem w/w decyzję, że poprzez wystawienie pod głosowanie swojej kandydatury na posła do sejmu NZ, zaoferuję swoją wiedzę, doświadczenie życiowe, oraz swoją umiejętność używania totaliztycznych metod dla podejmowania decyzji i dla rozwiązywania ludzkich problemów, aby pracowały one dla dobra wszystkich mieszkańców tego miodem i mlekiem płynącego kraju. Spełniam wszakże wszystkie kryteria wymagane aby zostać zatwierdzonym do owych wyborów jako tzw. "niezależny" kandydat - tj. kandydat, który NIE reprezentuje sobą żadnej partii politycznej. Zdecydowałem też, że swoją kandydaturę wystawię w okręgu wyborczym o nazwie "Hutt South" (do którego oprócz około 6-tysięcznego miasteczka Petone w którym i ja mieszkam, należy też aż cały szereg innych miasteczek wymienionych w punkcie #C1 poniżej na tej stronie - razem zamieszkałych przez około 42 tysiące wyborców). 

Niniejszą stronę internetową przygotowałem aby wszystkie osoby zarejestrowane jako wyborcy w owym okręgu "Hutt South", mogły rozważyć głosowanie na moją kandydaturę. Wszakże na "Rys. #A1" strona ta podsumowuje, zaś w punkcie #D1 wyjaśnia dokładniej, najważniejsze cele, reformy i działania jakie starałbym się realizować w przypadku gdybym został wybrany do sejmu NZ. Jeśli więc czytający jest zarejestrowany jako wyborca z okręgu "Hutt South", zaś to co "Rys. #A1" i punkt #D1 prezentują jest dla niego przekonywujące, wówczas byłbym wdzięczny gdyby podczas głosowania oddał głos właśnie na mnie. Na wyborczych formularzch ballotowych moje nazwisko będzie zapisane w następujący sposób: 
Pajak, Jan 
Independent


(Odnotuj, że głosowanie na mnie, ciągle pozostawi cię z jeszcze jednym "głosem na partię", który możesz oddać na dowolną partię jaką też chciałbyś poprzeć.) Posądzam, że na przekór iż w wyniku wyborów z 2014 roku szykuje się całkowite przetransformowanie politycznego krajobrazu NZ, na owym formularzu wyborczym ja prawdopodobnie będę jedynym "niezależnym" kandydatem dla "Hutt South". A szkoda, bo według mojego rozeznania Nowa Zelandia bardzo potrzebuje w sejmie niezależnych kandydatów z moim wykształceniem, wiedzą, doświadczeniem życiowym, twórczym umysłem i niekonwencjonalnym sposobem myślenia - czyli potrzebuje kandydatów o cechach jakie wykształtowują w ludziach losy życiowe opisane dokładniej w "części #F" tej strony. 

Postęp moich przygotowań do tych wyborów, a także ich końcowe wyniki, zamierzam systematycznie raportować czytelnikom z pomocą niniejszej swej strony informacyjnej - np. patrz punkt #M2 w końcowej jej części. Stąd czytanie tej strony okaże się zapewne fascynująca lekturą również i dla osób niezwiązanych z opisywanymi tu wyborami. Wszakże, przykładowo, sytuacja w jakiej ja się znajduję, zadecydowała już za mnie, że moja "kampania wyborcza" prawdopodobnie musi być wysoce nietypowa i praktycznie stanowić rodzaj precedensu jak na dzisiejsze czasy - tj. musi być "zero-dolarowa". To oznacza, że na samą kampanię będę starał się NIE wydać nawet jednego dolara (pomijając jednak nieuniknione wstępne koszta formalności rejestracyjnych i legalnych). Owa "oszczędność" mojej kampanii wynika głównie z faktu, że na takie wydawanie zwyczajnie mnie NIE stać i że jednocześnie NIE mam zamożnych sponsorów, którzy by finansowali moją kampanię wyborczą. Stąd, jeśli np. stanie się "cud" i dzięki pomocy Boga faktycznie zostanę wybrany, wówczas będzie to oznaczało, że wyborcy głównie docenili mój potencjał, dorobek i program reform jakie proponuję, a nie że jedynie "przemówiły do nich pieniądze". Niniejsza strona informacyjna (jaką przygotowałem osobiście, a stąd i całkowicie bezpłatnie) jest zapowiedzią niedługiego już nadchodzenia owej "zero-dolarowej" kampanii wyborczej. Jest ona też rodzajem raportu wyjaśniającego czytającemu postęp moich przygotowań do tych wyborów, kolejne cele i zamiary jakich urzeczywistnianie sobie postawiłem, nowe doświadczenia i wiedzę jakich moje działania w sprawie wyborów mi przysporzyły, itp. Strona ta NIE jest jednak jeszcze moją oficjalną stroną kampanii wyborczej - ponieważ oficjalna stronę takiej kampanii będę mógł stworzyć dopiero około 26 sierpnia 2014 roku, kiedy będzie już oficjalnie wiadomo czy komisja wyborcza definitywnie zatwierdziła mnie na kandydata do owych wyborów - tak jak wyjaśnia to punkt #M2 tej strony. 
Niestety, od 26 sierpnia 2014 roku, kiedy to zgodnie z harmonogramem wyborów zatwierdzenia kandydatów będą już definitywnie zakończone, aż do daty wyborów w dniu 20 września 2014 roku, pozostanie zaledwie około 3 tygodnie czasu. Na przekór więc, że wówczas mam zamiar szybko sformułować i opublikować swoją oficjalną stronę kampanii wyborczej, oraz oficjalnie zainicjować swoją kampanię wyborczą, ciągle pozostanie mi wtedy zbyt mało czasu abym mógł faktycznie zrealizować swoją kampanię i dać znać wszystkim potencjalnym wyborcom o swoim istnieniu oraz o celach i zamiarach jakie starał się będę realizować w przypadku gdybym został wybrany. A wybory do sejmu zawsze mają bardzo silnych i szeroko znanych kandydatów, z jakich niektórzy już "zjedli sobie zęby" na wygrywaniu kolejnych wyborów, jacy dysponują funduszami wymaganymi na prowadzenie kampanii wyborczej docierającej do wszystkich wyborców, jakich popierają szeroko znane partie polityczne, oraz jakim istniejące prawo wyborcze nadaje dodatkową przewagę nad "niezależnymi" kandydatami - po przykład patrz np. podpis pod "Rys. #J1", czy wpis (2014/8/7) z punktu #N3. Stąd dla bezpartyjnego nowicjusza takiego jak ja, jest praktycznie niemożliwym abym wygrał wybory - jeśli zacznę informowanie wyborców o swoim istnieniu, celach i zamiarach dopiero po 26 sierpnia 2014 roku. Dlatego niniejszą stronę informacyjną udostępniam zainteresowanym osobom już od 25 marca 2014 roku - czyli niemal natychmiast of chwili podjęcia decyzji wystawienia swej kandydatury do tych wyborów.

Uwaga dla czytelników z krajów innych niż Nowa Zelandia - np. z Polski. Aczkolwiek wybory do sejmu w Nowej Zelandii mogą wydawać się nieistotne dla mieszkańców innych krajów, faktycznie w dzisiejszym świecie wszystko jest tak wzajemnie powiązane, że cokolwiek się dzieje w jednym z krajów, transformuje to także sytuację mieszkańców innych krajów. Wszakże internet i nowoczesna komunikacja powodują, że przykłady działania, idee i inspiracja szybko przepływają z kraju do kraju. Z kolei Bóg tak nas stworzył, że głos naszego sumienia, czy wrodzone chęci dorównywania innym, NIE pozwalają nam pozostawać obojętnymi ani wobec cierpień bliźniego, ani wobec rodzaju czyichś działań które doprowadziły go do sukcesu. Na dodatek do tego wszystkiego, jestem też twórcą filozofii totalizmu - liczba zwolenników której nieustannie rośnie zarówno w Polsce jak i w innych krajach (najważniejszą zasadę filozofii totalizmu objaśniam w punktach #J1 i #J2 tej strony). Mam więc nadzieję, że niektórzy z tych zwolenników będą się powtarzalnie modlili o powodzenie moich celów i zamierzeń. Wszakże nawet ateiści i osoby uparcie ignorujące mój formalny dowód naukowy na istnienie Boga powtarzalnie o tym się przekonują (tyle, że celowo prawdę tę potem ignorują), iż faktycznie "modlitwy czynią cuda". Naprawdę więc warto abyś czytelniku aktywnie się zaangażował w śledzenie i wspomaganie moich działań - które strona to opisuje. Nawet bowiem jeśli NIE stanie się to dla ciebie oczywiste i klarownie widoczne, ciągle to co tutaj opisuję w jakimś tam stopniu nieodwołalnie wpłynie także i na twoje własne losy życiowe.

[Bild: pajak_poster.jpg]

Rys. #A1. Oto angielskojęzyczny oryginał ulotki wyborczej (plakatu) zaprojektowanej ochotniczo przez jednego z czytelników tej strony. (Tłumaczenie na język polski jej udoskonalonej, 2-stronnicowej wersji pokazuje Rys. #M1.) W skrócie ulotka ta podsumowuje najważniejsze informacje o mojej kampanii wyborczej z 2014 roku. Stąd m.in. zestawia ona w skrócie najważniesze hasła oddające główne cele szczegółowiej opisane w punkcie #D1 tej strony - jakich zrealizowaniu w przypadku wybrania mnie na posła chciałbym poświęcić wszystko co w mojej mocy. Podaje ona także adres niniejszej strony internetowej opisującej moją kampanię, oraz mój adres emailowy. Dla użytku tych wyborców i czytelników, którzy nakładają ostre wymagania moralne na swych posłów reprezentujących ich w sejmie, ulotka ta jest ostęplowana symbolem moralności i spełniania wymagań moralnych, czyli logiem totalizmu - tj. logiem obecnie najmoralniejszej nowoczesnej filozofii sformułowanej na Ziemi przez człowieka, która to filozofia m.in. używa naukowych metod, empiryczny materiał dowodowy oraz logiczne dedukcje aby potwierdzać i uzasadniać prawdę stwierdzeń Biblii, aby tłumaczyć wyjaśnienia Biblii na nowoczesny język naukowy i codzienny, oraz aby poszerzać nasz dostęp do metod i narzędzi pozwalających nam ściślej wypełniać nakazy zawarte w Biblii (po szczegóły patrz podpis pod "Rys. #J1ab" poniżej na tej stronie). Warto tu dodać, że kopiowanie powyższej ulotki (plakatu), zapisanej w bezpiecznym formacie "jpg" używanym do fotografii, NIE jest blokowane.
Dokładnie 9999 egzemplarzy powyższej wersji ulotki formatu A5, po jej wydrukowaniu w Niemczech, zostało mi przysłane do Nowej Zelandii. Jest to liczba jaką uważam za wystarczającą dla mojej kampanii wyborczej. Powyższa wersja NIGDY więc NIE będzie już już ponownie drukowana. Począwszy też od 17 czerwca 2014 roku, niemal codziennie kontynuuję zadanie ich osobistego doręczania do rąk wyborców z elektoratu Hutt South. Owo doręczanie ulotek opisuję szerzej w punkcie #N4 tej strony. (Jeśli zamiast otrzymać ją do rąk własnych, któryś wyborca z elektoratu Hutt South znalazł tę ulotkę w swojej skrzynce na listy, powodem było, że albo NIE był obecny w domu kiedy do niego zapukałem, albo też coś mu przeszkodziło w osobistym odebraniu tej ulotki kiedy wizytowałem jego dom aby mu się przedstawić, osobiście z nim porozmawiać i uścisnąć mu rękę.) Ulotka ta ma już ciekawą historię - np. patrz wstęp do punktu #N4 niniejszej strony. Tym więc co ją otrzymają rekomendowałbym aby sobie ją zachowali - bowiem z czasem może ona stać się rodzajem "obiektu kolekcjonerskiego". Aby dodatkowo zwiększyć jej kolekcjonerską wartość, postanowiłem że na 50 ulotkach rozdanych wyborcom umieszczę na dole mój osobisty (ręczny) podpis, tak aby tylko jedna podpisana ulotka przypadała na każdych około 200 ulotek danych wyborcom - po szczegóły patrz opis do "Tabeli #C1". Szczególność tej ulotki polega na tym, że jest ona drukowana NIE na organicznym papierze produkowanym kosztem drzew, a unikalnie i jakościowo na giętkim, "bio-degradable" papierze NIE zawierającym celulozy (a więc nie niszczącym drzew) i pokrytym powłoką ceramiczną - tak jak to zostało opisane w (2014/5/28) z punktu #M2 poniżej na tej stronie. Stąd, owa ulotka reprezentuje jakość, drukowane medium (tj. giętki i "bio-degradable" papier ceramiczny), oraz technologię drukowania, które ciągle NIE są dostępne w Nowej Zelandii i prawdopodobnie pozostaną niedostępne w NZ przez wiele przyszłych lat. Na dodatek, ulotka ta jest wynikiem pierwszego cudu jaki opisałem w początkowym paragrafie z punktu #N4 poniżej, NIE wspominając tu już faktu, że tylko jedna ulotka z każdych statystycznych około ich 200 zawiera osobisty podpis twórcy filozofii totalizmu. 


Część #A: Co mi się marzy:

#A1. Jaka Nowa Zelandia mi się marzy:
Gdyby ktoś spytał o moje marzenia dotyczące kraju jaki dla mnie od 1982 roku stał się drugą ojczyzną, to marzy mi się aby Nowa Zelandia połączyła w sobie wszystko co dobre przyniesie ludzkości przyszłość, ze wszystkim co najlepsze Nowozelandczycy wnoszą ze swojej przeszłości. I tak w zakresie przyszłości marzy mi się, aby Nowa Zelandia stała się super-nowoczesnym i wysoce dostatnim krajem na jaki jej zasoby i możliwości ją kwalifikuję, w którym mieszkańcy używają najnowsze urządzenia techniczne i osiągnięcia naukowe dla podnoszenia jakości swojego życia oraz dla efektywnego dbania o naturę i o środowisko. Natomiast co do przeszłości, to marzy mi się, aby Nowa Zelandia ponownie stała się owym "rajem na ziemi", czyli moralnym, pięknym i naturalnym krajem jakim ją pamiętam, że była ona zaraz po moim wyemigrowaniu z Polski w 1982 roku. Znaczy, marzy mi się, aby ponownie ulice Nowej Zelandii zaludniły się szczęśliwymi, zadbanymi, dostatnimi ludźmi, którzy zawsze są uśmiechnięci, uczynni, gościnni, obiektywni, moralni i sprawiedliwi. Marzy mi się też, aby domy Nowozelandczyków ponownie mogły bezpiecznie pozostawiać szeroko otwarte drzwi, nawet kiedy nikogo NIE ma w domu. Aby NZ stała się krajem którego kobiety wcale już NIE boją się samotnie gimnastykować w parkach nawet po północy, bowiem wiedzą one, że nic im tam NIE zagraża i jedyne co ich może spotkać to uśmiechy i pozdrowienia innych przechodniów - tj. krajem równie bezpiecznym i moralnym jak obecnie jest Korea Południowa, w której w 2007 roku właśnie widywałem sporo samotnych kobiet jak gimnastykowały się w miejskich parkach grubo po północy. Aby ponownie była krajem w którym woda jest kryształowo czysta, powietrze pachnące świeżością, zaś natura nieskalana - jakby ludzie i ich odchody wcale w nim NIE istnieli. Aby stała się krajem w którym wszyscy ludzie mieszkają w zdrowych, suchych, pełnych światła domach o dostępnej dla każdego cenie. Aby wróciła do sytuacji z 1982 roku, kiedy edukacja i opieka zdrowotna były za darmo, a stąd aby każdy kto ma zacięcie, zdolności i potrzeby mógł zdobyć w niej wykształcenie jakie mu pasuje. Aby ponownie stała się krajem w którym każdy obywatel który zechce pracować miał pracę i godziwy zarobek zaspokajający jego podstawowe potrzeby. Aby ponownie stała się krajem w którym wieczorami i nawet nocami ulice pełne są świateł, otwartych kawiarni, stolików na chodnikach, oraz tłumów spacerujących mieszkańców którzy wypoczywają i cieszą się życiem po produktywnych i zapełnionych zawodową satysfakcją dniach pracy.


#A2. Jak jednak faktycznie wygląda rzeczywistość dzisiejszej Nowej Zelandii - czyli przegląd przykładów sytuacji których naprawienie pilnie domaga się reform:
Niestety, wcale NIE trzeba daleko szukać aby odkryć, że rzeczywistość dzisiejszej Nowej Zelandii szybko oddala się coraz bardziej od opisanych powyżej moich marzeń o tym kraju i to na przekór, iż owe marzenia są realistyczne i spełnialne bowiem już raz istniały w tym kraju jeszcze tak niedawno jak 1982 rok. Wystarczy wszakże zaglądnąć do gazet, aby odkryć w nich artykuły w rodzaju [1#A2] opublikowanego pod tytułem "Global survey shows one in six Kiwis struggling for food" (tj. "światowe sprawdzenie wykazało że jeden z każdych sześciu Nowozelandczyków ma trudności ze zdobyciem żywności"), ze stron A18-9 gazety The New Zealand Herald (wydanie z piątku (Friday), March 21, 2014) - który to artykuł ujawnia, że na przekór iż Nowa Zelandia jest jednym z największych producentów i eksporterów żywności na świecie, jednocześnie jest ona też dziewiątym najgorszym z rozwiniętych krajów, w których mieszkańców NIE stać na zakup ilości żywności jaką potrzebują. (Tj., że NZ jest 9-tym najgorszym z rozwiniętych krajów świata, spora proporcja mieszkańców którego zwyczajnie głoduje.) Wystarczy też zobaczyć stare, mokre, zagrzbione, otynkowane morderczym azbestem mieszkania i domy w których mieszka spora proporcja Nowozelandczyków. (Szokuje też liczba ludzi bezdomych obecnie w Nowej Zelandii.) Albo zobaczyć jak puste i ciemne są nocami NIE tylko parki, ale także chodniki większości miast tego kraju - czyżby to oznaczało, że po zapadnięciu zmroku ludzie obecnie zwyczajnie boją się już opuszczać bezpieczeństwo swych domów lub samochodów. Albo poznać statystyki jak duża jest już obecnie i jak szybko się powiększa przepaść pomiędzy bogatymi i normalnymi Nowozelandczykami. Albo spróbować poznać ciągle narazie utajniane statystyki na temat lawiny samobójstw jaka gnębi ten kraj - patrz artykuł [2#A2] o tytule "Ease rules on reporting suicide, commision says" (tj. "odblokuj prawa o raportowaniu samobójstw, stwierdza komisja"), ze strony A2 gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), April 2, 2014). Albo sprawdzić kiedy ostatnio ktoś w NZ, np. którykolwiek z jego licznych monopoli, wprowadził w życie jakąkolwiek powszechnie wyglądaną reformę polityczną lub gospodarczą faktycznie poprawiającą (zamiast utrudniać) jakość życia mieszkańców tego kraju. Itd., itp. - taki przegląd można już wydłużać niemal w nieskończoność. 
Nie trzeba mieć jakichś niezwykłych zdolności aby sobie wydedukować, że skoro zarówno zasoby Nowej Zelandii, jak i liczba jej ludności, niemal NIE uległy zmianie od 1982 roku, zaś produkcja i eksport tego kraju znacząco w międzyczasie się zwiększyły, podczas gdy jakość życia mieszkańców w tym samym okresie gwałtownie upadła o tak znaczącą wartość, winę za to muszą ponosić decydenci którzy unikają wprowadzania wymaganych reform. Owi decydenci albo więc NIE stosują właściwych kryteriów oceny sytuacji i skutków swoich decyzji, jakie by im podpowiadały "co" i "dlaczego" należy zreformować - tak jak to ujawnia punkt #I1 tej strony, albo też po prostu uznają, że wprowadzenie reform o jakich wiedzą że są one wymagane, jest zbyt ryzykowne bowiem w kraju zawsze znajdzie się jakaś liczba wpływowych ludzi, którym reformy te będą NIE na ręke. Łatwo też wydedukować, że jeśli w końcu znajdzie się ktoś, kto powprowadza wymagane reformy, wówczas jakość życia wszystkich mieszkańców kraju ponownie zacznie się poprawiać. Odnotuj, że używam tutaj słowa "wszystkich" mieszkańców, bowiem NIE trudno jest zrozumieć, że wśród materialnie dobrze stojących obywateli kraju zdaje się panować opinia, iż jakoby NIE ma znaczenia jak ma się reszta ludności, jeśli tylko ich samych stać na to co mieć zechcą. Tymczasem prawda jest taka, że kiedy brak reform powoduje upadek sytuacji w kraju, wówczas stopa życiowa praktycznie każdego obywatela szybko się zmniejsza. Przykładowo, nawet najbogatsi przestają być wówczas bezpieczni w swoich własnych domach, ani NIE mogą wieczorem opuścić swoich samochodów w każdym miejscu w jakim zechcieliby się zatrzymać. Jak też niedawne wydarzenia z Południowej Afryki nam to zilustrowały, kiedy w kraju upada moralność i praworządność, wówczas nawet ci najsławniejsi i najbogatsi ryzykują swe życie jeśli choćby tylko udawali się nocą do domowej toalety - gdzie ciągle może ich zastrzelić któryś z własnych domowników. Także przykładowo, kiedy kraj jest biedny, nawet jego najbogatszych niemal nic NIE chroni w szpitalu przed pomyłkową transfuzją krwi zarażonej śmiertelną chorobą, jaka to krew była oddana przez chorego dawcę, ani też nic ich nie chroni przed jedzeniem rakotwórczych składników żywności, którą ich zachłanni koledzy niezamierzenie naszpikowali tymi samymi chemikaliami, jakie używają oni dla gleby lub produktów przeznaczanych dla biednych. Itd., itp. Na co chcę tutaj zwrócić uwagę czytającego, to że naprawdę wysokim standardem życia można się cieszyć tylko w kraju, którego "wszyscy" mieszkańcy mają pozaspakajane podstawowe potrzeby. (Proszę jednak tu NIE mylić "potrzeb" z "zachciankami" - np. posiadanie zdrowego i wygodnego mieszkania jest "potrzebą", za to posiadanie willi jest już "zachcianką".) Innymi słowy, w żywotnym interesie praktycznie każdego Nowozelandczyka leży jednak, aby w nadchodzących wyborach głosować albo na Dra Jana Pająk, albo też na kogoś, kto poważnie myśli o wprowadzeniu wymaganych reform, a NIE jedynie traktuje reformy jako reklamę przedwyborczą o której zapomina się natychmiast po wygraniu wyborów.


#A2.1. Odnotuj tu jednak, że aby stać się klarownym każdy przegląd musi być niezbalansowanym i pomijać najróżniejsze odmienne odcienie tego co się omawia:
Motto: "Ja mogę NIE zgadzać się z tym co twierdzisz i w co wierzysz oraz mogę spędzić swe życie aby przeciwko temu walczyć na wszelkie dostępne mi sposoby, jednak jednocześnie uczynię wszystko co w mojej mocy abyś miał prawo do wyrażenia swych opinii i wierzeń w sposób publiczny bez doświadczania z tego powodu jakichkolwiek prześladowań czy zewnętrznie zadawanych ci przykrości."
Ludzka percepcja działa w taki sposób, że aby coś było klarownie zrozumiane, argumentacja tego musi koncentrować się tylko na jednym aspekcie lub jednym temacie. Ludzie bowiem są w stanie w danym czasie przetwarzać tylko jeden temat czy problem. Stąd każdy efektywnie działający przegląd jaki ktoś dokonuje na dowolny temat musi być jednostronnym, a stąd i nieobiektywnym. Nie można bowiem skoncentrować się tylko na jednym aspekcie lub temacie i jednocześnie być obiektywnym. Wszakże nasza rzeczywistość jest całą gamą najróżniejszych odcieni, gdyby zaś wszystkie z nich były omawiane w danym wykazie, wówczas wykaz ten stałby się zbytnio zagmatwany, a stąd i niezrozumiały. Powyższe wyjaśniam dlatego, że w poprzednim punkcie #A2 tej strony skoncentrowalem się na ukazaniu tych aspektów życia w NZ, które już obecnie pilnie wymagają reform politycznych, ekonomicznych i społecznych. Gdybym bowiem NIE ujawnił tych aspektów, moje twierdzenie na jakim zamierzam bazować swoją kampanię wyborczą, mianowicie że Nowa Zelandia pilnie potrzebuje reform, NIE otrzymałoby uzasadnienia i NIE miałoby podbudowy faktologicznej.
Bóg jednak jest doskonałym "balansowaczem". Świat bowiem jaki stworzył i ogromnie mądrze zarządza Bóg zawsze tak doskonale balansuje, że każdy negatyw jest balansowany w tym świecie jakimś odmiennym pozytywem. To boskie balansowanie istnieje i działa także i w Nowej Zelandii - czego dowodem jest, że na przekór faktów jakie wymieniłem w punkcie #A2 powyżej, ja nadal mieszkam właśnie w Nowej Zelandii, a NIE np. w Australii czy Ameryce. Przykładami pozytywów jakie w NZ balansują niektóre negatywy wskazywane w punkcie #A2 powyżej, jest np. fakt, że w NZ panuje jednak demokracja i że osoby jak ja mogą stawać w niej w wyborach - czego np. NIE można powiedzieć o wielu innych krajach naszego świata, czy np. fakt, że w NZ mogę swobodnie publikować stronę internetową jaka ujawnia prawdę - tj. stronę taką jak niniejsza, czego jednak NIE byłbym w stanie uczynić w szokujaco dużej liczbie krajów świata bez doświadczenia potem jakiejś formy prześladowań i zewnętrznie zadawanych mi przykrości.
Stwierdzając powyższe na temat balansowania wszelkich spraw przez Boga, muszę jednocześnie dodać, że istnienie tego balansowania wcale nas NIE zwalnia od obowiązku usuwania negatywów które utrudniają nam życie - czyli w przypadku spraw omawianych na tej stronie, od wprowadzania w NZ reform, które zaradzałyby m.in. sytuacjom opisanym w punkcie #A2 powyżej. Wszakże bez usuwania tych negatywów, życie nas "wszystkich" stopniowo stawałoby się coraz mizerniejsze, zaś kraj w jakim mieszkamy zamieniłby się w rodzaj piekła - co zresztą już obecnie widzimy w niektórych krajach świata jakich mieszkańcy zaniedbali demokracji i reform. Innymi słowy, my "wszyscy" odniesiemy korzyść w formie poprawy jakości naszego życia - jeśli poprzemy inicjatywy jak te opisywane na niniejszej stronie. Korzyści te wystąpią nawet w innych niż NZ krajach, bowiem dobre przykłady szybko się rozpowszechniają. To zaś oznacza, że popieranie mojego stanięcia w wyborach NZ i celów jakie sobie stawiam oraz jakie opisuję na tej stronie, ma sens i jest warte pozytywnego poparcia przez każdą osobę - nawet przez tych co NIE zgadzają się z postulatami politycznymi jakie tu prezentuję. Nie powinno więc nikogo dziwić motto tego podpunktu - będące jednocześnie jedną z zasad mojego życia, że "ja mogę NIE zgadzać się z tym co twierdzisz i w co wierzysz oraz mogę spędzić swe życie aby przeciwko temu walczyć na wszelkie dostępne mi sposoby, jednak jednocześnie uczynię wszystko co w mojej mocy abyś miał prawo do wyrażenia swych opinii i wierzeń w sposób publiczny bez doświadczania z tego powodu jakichkolwiek prześladowań czy zewnętrznie zadawanych ci przykrości".


#A3. Nowa Zelandia pilnie potrzebuje dogłębnych reform społecznych, ekonomicznych i politycznych - jednak jej politycy zachowują się jakby tego NIE dostrzegali:
Krasnoludki NIE powprowadzają za ludzi reform pilnie potrzebnych Nowej Zelandii. Ktoś z polityków musi się odważyć, aby zacząć otwarcie mówić o ich potrzebie, oraz musi zacząć podejmować rzeczywiste wysiłki aby je powprowadzać w życie. Przykładowo, ktoś musi w końcu mieć odwagę, aby publicznie postawić sobie cel zduszenia spirali szybko dotychczas rosnących kosztów życia. Ktoś musi też podjąć cel eliminowania biurokracji i zachłanności jakie spowodowały, że w NZ wielu mieszkańców już np. NIE stać na opłacenie potrzebnej im energii elektrycznej, którą Nowa Zelandia produkuje niemal za darmo w licznych elektrowniach wodnych zbudowanych ponad pół wieku temu - np. patrz artykuł [1#A3] "Power bills rise $63 for the year" (tj. "ceny elektryczności wzrosły przez rok o $63"), ze strony A3 gazety The New Zealand Herald (wydanie z poniedziałku (Monday), March 31, 2014). Ktoś musi poobalać monopole które windują ceny wszystkiego, zaś paralizują wzrost produkcyjności. Itd., itp. Jak narazie jednak, taka osoba NIE pojawiła się jeszcze na arenie nowozelandzkiej polityki.
Na szczęście, nadchodzące wybory zdają się obiecywać, że krajobraz polityczny NZ ulegnie po nich transformacji. Wszakże do głosowania wchodzi nowe pokolenie, które ma juz dosyć "siedzenia na rękach" i unikania działania. Powstają też nowe partie polityczne o dosyć radykalnych programach. W tej sytuacji jest też nadzieja, że wyborcy z "Hutt South" będą głosowali na "niezależnego" z programem reform jakie ta strona opisuje.


#A4. Swoją kandydaturą w wyborach do sejmu z 2014 roku chciałbym dołożyć swój wkład w urzeczywistnienie choćby niewielkiej części tak pilnie potrzebnych Nowej Zelandii reform:
Reformy NIE zawsze daje się urzeczywistnić. Wszakże ich zrealizowanie zależy od wielu czynników. Przykładowo, ktoś musi mieć odwagę aby wystąpić z ideą ich wprowadzenia. Musi też mieć moc i odporność aby oprzeć się opozycji z jaką jego wysiłki się spotkają. Ponadto musi też znaleźć wielu innych sprzymierzeńców działających zgodnie w harmonii i dyscyplinie - tylko bowiem "w jedności siła". NIE wszyscy zaś ludzie mają podobne intencje i życzenia. Niemniej zawsze warto aby ktoś spróbował ich urzeczywistnienia. Jeśli bowiem szybko NIE podejmie się ich wdrażania, krajem w którym żyjemy mogą zacząć wstrząsać wydarzenia jakich nieprzyjemnym dla wszystkich następstwom NIE da się już później zapobiec. Ja przeszedlem twardą szkołę życia - co wyjaśniam szerzej w "części #F" tej strony. Posądzam więc, że ta "przyjemność" czeka na mnie. Wszakże tylko kiedy się spróbuje, będzie można później spojrzeć śmiało w lustro wiedząc, że uczyniło się wszystko co w naszej mocy. A jeśli przypadkiem z wydatną pomocą Boga da się zrealizować choćby jakąś część którejś z reform, wówczas można też będzie sobie w lustrze powiedzieć, że nasze życie NIE poszło na marne. Wszakże wówczas zdołamy zostawić po sobie świat znacznie lepszy niż ten w którym weszliśmy w życie.


#A5. Faktycznie to reformy i działania które podejmuję przypominają niemal "porywanie się z motyką na księżyc" - tylko jednoczesna pomoc Boga, cud, czas, nadludzki wysiłek i ogromnie mądre działanie mogą doprowadzić do zakończenia ich sukcesem:
Motto: "W tym co czynię, ja nigdy NIE walczę z ludźmi, a jedynie z moralnie niedopracowanymi ideami lub działaniami przy jakich ludzie ci obstają."
Ja jestem naukowcem i realistą. Doskonale zdaję sobie więc sprawę z tego iż reformy i działania o których piszę na niniejszej stronie i do podjęcia których się przygotowuję, faktycznie są niemal "porywaniem się z motyką na księżyc". Wszakże aby mieć jakieś szanse na sukces tych reform, najpierw musiałbym wygrać wybory. Tymczasem stanąć mogę tylko w okręgu wyborczym w jakim mieszkam (tj. w "Hutt South") - ponieważ tylko jego problemy znam wystarczająco dobrze i stąd moje wysiłki porozwiązywania tych problemów mogę użyć dla nadania mocy mojej kampanii wyborczej. (Szczególnie silny oddźwiek wśród wyborców okręgu "Hutt South" ma "problem stadionu" - jaki opisałem dokładniej w "części #I" tej strony - patrz tam punkt #I5.) Tymczasem okręg wyborczy "Hutt South" od niepamiętnych już czasów jest "twierdzą" partii robotniczej (tj. "Labout Party"). Miejscowi ludzie od pokoleń automatycznie i bez namysłu głosują na kandydata którego owa partia im wskaże. A ja NIE należę ani do owej, ani do żadnej innej politycznej partii. Ponadto, okręg ten ma bardzo dobrego posła na sejm, którego ja obdarzam ogromnym respektem i szacunkiem, który "zjadł sobie zęby" na polityce, oraz którego wszyscy tu znają i powtarzalnie na niego głosują. Czy ma więc z nim jakiekolwiek szanse ktoś taki jak ja? Ja wierzę, że TAK. Wszakże w Polsce mamy przysłowie "tylko nowa miotła dobrze miecie". Obecny zaś poseł na sejm może już być opisany jako przysłowiowa "stara miotła" - w efektywność "zamiatania" której jego wyborcy już zwątpili. To zwątpienie doskonale potwierdza empiryka - np. obserwacja jaką opisałem w (2014/3/22) z punktu #M2 tej strony. Jedyne więc co potrzebuję uczynić aby wygrać te (lub następne) wybory, to dać jakoś znać większości wyborców o swoim istnieniu, celach i zamiarach, poczym im udowodnić przekonywująco, że posiadam energię i siłę przebicia, w których obecność u innych kandydatów wyborcy już zwątpili. Jako zaś naukowiec i osoba doświadczona w dokonywaniu obserwacji uważam, że z czasem znajdę sposób na takie udowodnienie. Tyle, że narazie NIE potrafię oszacować ile czasu mi do tego potrzeba - a więc czy zdążę to osiągnąć jeszcze przed obecnymi wyborami. 
Aby było nawet bardziej ciekawie, kandydaci partyjni stający tu do wyborów będą dysponowali oddanymi im przez ich partie sumami $25000 dozwolonymi przez prawo wyborcze na prowadzenie kampanii wyborczych. Tymczasem ja NIE mam grosza jaki mógłbym przeznaczyć na ten cel. NIE posiadam też żadnego bogatego sponsora, który by pokrywał chociaż część koniecznych wydatków. Na tym zresztą przeszkody blokujące moje wysiłki wcale się NIE kończą. Wszakże będę prowadził kampanię wyborczą w języku który NIE jest moim rodzimym i od opanowania niuansów którego ciągle jestem daleki - a pamiętać należy, że umiejętność "dyplomatycznego" wyrażania prawdy byłaby jednym z istotnych punktów mojej przewagi. Jak narazie mogę też być oskarżany iż brak mi doświadczenia z zakresu nowozelandzkiej polityki - wszakże większość mojego doświadczenia w tym zakresie wywodzi się z Polski. Na dodatek, chronicznie brak mi też czasu - jestem wszakże naukowcem który gro czasu spędza na badaniach i publikowaniu, zaś te muszą ulec zintensyfikowaniu i przekwalifikowaniu na wiedzę społeczną jeśli zamierzam wygrać wybory.
Jednym z istotnych czynników, który znacząco utrudnia moje działania, jest "zasada oceniania i popierania lub zwalczania idei, a NIE ludzi" nakazywana nam przez filozofię totalizmu. Zgodnie z ową zasadą, we wszystkim co czynimy mamy obowiązek skupiania się na ocenianiu idei i działań (a NIE ludzi), czy spełniają one kryteria moralności, potem zaś mamy obowiązek popierania lub zwalczania tych idei lub działań, NIE zaś kierowania swoich przymierzy lub ataków na ludzi którzy przy nich obstają. Spełnianie owej zasady wprowadza szereg utrudnień do tego co ja zamierzam. Przykładowo, aby zwalczać tylko idee, a NIE ludzi, niemal koniecznym się staje celowe unikanie używania nazwisk w tym co się pisze lub czyni. To zaś u politycznie niezorientowanych obserwatorów lub wyborców może powodować konfuzję i trudności w zrozumieniu co właściwie jest zwalczane. Wszakże ludzie są nawykli do wskazywania im palcem i do zwalczania innych ludzi, a NIE idei. Zwalczanie idei, a NIE ludzi, wymaga też użycia szczególnie grzecznych i nieosobiście adresowanych sformułowań - co dla mnie jest ogromnie trudnym zadaniem zważywszy, że język angielski NIE jest moim językiem rodzimym. Zwalczanie idei wymaga też przypominania tego faktu osobom których idee się zwalcza. To z kolei narzuca wymóg składania osobistych wizyt autorom zwalczanych idei - tj. wizyt podobnych do tej jaką opisałem w (2014/3/26) z punktu #M2 tej strony, kiedy to usiłowałem odwiedzić obecnie urzędującego posła na sejm aby mu się przedstawić i przekazać mu wyrazy mojego poważania, aby go powiadomić jako pierwszego iż będę z nim konkurował w wyborach, oraz aby mu przypomnieć, że w przypadku gdyby z powodu jakiegoś cudu przegrał on ze mną owe wybory, wówczas dla niego i tak NIE będzie miało to znaczenia, bowiem będąc wysoko postawionym na wykazie działaczy swej partii, będzie on przez tę partię i tak adoptowany do sejmu nawet jeśli przegra wybory.
Kolejnym istotnym czynnikiem który narazie przeważa szalę na rzecz już uprzednio wybranego posła na sejm, jest zjawisko unikalne dla Nowej Zelandii, jakie ja nazywam "syndromem udziału w wyścigach konnych". Mianowicie, podobnie jak w wyścigach konnych osoby stawiające na poszczególne konie zważają tylko na jeden aspekt owych wyścigów - mianowicie "który koń wygra", również gro wyborców w NZ wcale NIE interesuje się tym jakie cele polityczne czy program reform dany kandydat na posła oferuje, a jedyne co ich absorbuje to aby głosować na kandydata który wygra. Jeśli bowiem kandydat na którego głosowali wygrywa w wyborach, wówczas potem czeka ich wiele przyjemności. Przykładowo, począwszy od czasów kiedy NZ była rządzona przez przywódcę poprzedzającego tego który rządził w czasach pisania tej strony, wyborcy którzy głosowali na kandydata jaki wygrał wybory, otrzymują potem ładnie wyglądający list gratulujący - który nadaje się nawet aby oprawić go w ramki i powiesić na ścianie. Wyborcy ci mogą też potem pochwalić się innym, że głosowali na owego wygranego kandydata. Dla sportowo zorientowanych Nowozelandczyków istnieje też rodzaj osobistej satysfakcji jaką wyborcy odczuwają kiedy widzą, że "ich" kandydat zwyciężył. Empiryka potwierdza, że opisywany tu syndrom ma ogromną siłę i rządzi on większością wyborców. Przykładem tego potwierdzenia są losy "Kiwi" partii w wyborach z 2008 i 2011 roku - kiedy to owa partia oferowała niecierpliwie wyczekiwaną przez gro Nowozelandczyków reformę "prawa antyklapsowego" opisywanego w punkcie #B5.1 strony will_pl.htm - za jaką to reformą przygniatająco głosowali oni w publicznym plebiscycie, jednak umieszczenie jakiej to reformy w programie wyborczym owej partii Kiwi wcale NIE dało jej liczącej się liczby głosów.


#A6. Na szczęście moje cechy i sytuacja balansują przeciwieństwa opisywane w punkcie #A4 powyżej:
Na szczęście dla ludzi którzy mi zawierzą i będą na mnie głosowali, Bóg przepuścił mnie przez szkołę zyciową oraz zaopatrzył też w cechy osobowe, które mogą zbalansować powyższe niedogodności sytuacyjne omówione w punkcie #A4 powyżej.
I tak, w zakresie doświadczenia z obszaru społecznego i politycznego, to gromadziłem je w Polsce praktycznie przez cały okres swego tam pobytu. Już w klasie 11 swego liceum (tj. w wieku 17 lat) byłem aktywnym instruktorem dla Zarządu Powiatowego ZMW (tj. Związku Młodzieży Wiejskiej). Już wówczas organizowałem więc festiwale sportowe i muzyczne, potańcówki, zabawy publiczne, pokazy ogni sztucznych (które osobiście projektowałem i odpalałem - w owych czasach histeria na temat rakietnic NIE była aż tak zaawansowana jak obecnie), oraz obozy, zjazdy i szkolenia dla młodzieży wiejskiej. To w tamtym okresie życia usiłowałem nawet zorganizować własny zespół muzyczny - jaki opisuję w podrozdziale A19 i na "Fot. A4" z tomu 1 mojej najnowszej monografii [1/5]. W czasach studiów działałem w Komisji Finansowej zarządu uczelnianego ZSP (Zrzeszenia Studentów Polskich), prowadząc kasę zapomogowo-pożyczkową dla studentów oraz działając w aż kilku uczelnianych komitetach stołówkowych (które zajmowały się kontrolą jakości posiłków studenckich). Organizowałem też spotkania młodzieży wiejskiej z obszaru Powiatu Milickiego z zagranicznymi studentami studiującymi wówczas na Politechnice Wrocławskiej (jeden z tych studentów, Mohamed Khalafalla z Sudanu, stał się moim bliskim przyjacielem z okresu studiów). Po studiach zaangażowałem się w działalność originalnej wersji polskiej "Solidarności" - z jakiego to powodu później zmuszony byłem wyemigrować z Polski. W Nowej Zelandii zaprzestałem angażowania się w działania polityczne i społeczne z aż kilku powodów, np. ponieważ ciągle goiłem psychologiczny szok związany z koniecznoscią emigracji z Polski, ponieważ NIE poznałem jeszcze wystarczająco dobrze systemu demokracji w NZ, itp. Za to koncentrowałem się na badaniach naukowych jakie miały służyć wielu ludziom, przykładowo takich jak moja filozofia totalizmu czy Koncept Dipolarnej Grawitacji
Z kolei w zakresie moich cech osobowych, to mam wysoce twórczy umysł, wysoką wiedzę i wykształcenie, doświadczenie w obserwowaniu i wyciąganiu użytecznych wniosków, nawyk do ciężkiej pracy, doświadczenie w pokonywaniu trudności zagradzających moją drogę, poczucie obywatelkiego obowiązku i miłości do swoich bliźnich, oraz pewność istnienia sprawiedliwego Boga. Ponadto, wiele osób, w tym liczę że także i ty czytelniku, modli się już za powodzenie moich celów i zamiarów. 



Część #B: Ja każdą co bardziej istotną sprawę zaczynam i kończę modlitwą - jeśli więc twój światopogląd i chęci na to ci pozwalają, wówczas proszę przyłącz się teraz do mojej modlitwy i zmów ją wraz ze mną:
       
#B1. Modlitwa - jeśli zachcesz się przyłączyć do jej zmówienia ze mną, wystarczy że ją przeczytasz z uwagą i z proszącym nastawieniem duchowym:
       Boże, jeśli NIE koliduje to z Twoimi nadrzędnymi celami i planami, wówczas gorąco proszę abyś wsparł swoją boską mocą realizację zgodnej z Twoją wolą części celów i zamiarów Twojego Boże sługi, Jana Pająk - autora tej strony. 
Amen.


#B2. Jeśli światopogląd ci na to pozwala, zapraszam także abyś po zakończeniu czytania tej strony wspólnie ze mną podziękował też Bogu - tak jak ja to czynię w punkcie #M3 przy końcu tej strony

#B3. Czytanie tego punktu (#B3) możesz pominąć - wyjaśnia on bowiem jedynie dlaczego ja wszystko co dla mnie istotne, zaczynam i kończę modlitwą, oraz dlaczego tobie czytelniku też rekomenduję abyś czynił to samo:


Część #C: Najważniejsze dane o elektoracie "Hutt South":

#C1. Ogrom okręgu wyborczego "Hutt South" - a więc i ogrom próby choćby tylko dania znać wszystkim tym wyborcom o moim istnieniu i zamiarach wyborczych:
Każde działanie polityczne i społeczne, włączając w to niniejsze moje, bazuje na pomocy innych ludzi - dlatego liczę na twoją pomoc. Mi osobiście pomoc jest szczególnie potrzebna z uwagi na ogrom zadania, którego się podejmuję zrealizować w zgodzie z wymogami moralności, a stąd które jest wprost niemożliwe do zrealizowania w pojedynkę. Aby dać tu jakies pojęcie o wielkości tego zadania, to Okręg Wyborczy o nazwie "Hutt South", w jakim ja staję do wyborów, zajmuje niemal połowę długiej doliny górskiej w której się mieści aż kilkadziesiąt miast i osiedli - włączając w to około 6-tysięczne miasteczko Petone, w którym ja mieszkam. Jak udało mi się to odkryć dopiero z analiz adresów w wykazie wyborców zamieszkujących ten okrąg (oficjalnie bowiem informacji tej początkowo nikt zdawał się NIE być w stanie mi podać), w 2014 roku do okręgu tego należały następujące miejscowości, jakie zestawiam poniżej w "Tabeli #C1" w alfabetycznej kolejności (minus jednak poprawka o jakiej piszę w następnym paragrafie): 


#C1. Ogrom okręgu wyborczego "Hutt South" - a więc i ogrom próby choćby Tabela #C1. Oto zestawienie miejscowości należących do elektoratu "Hutt South". Przy każdej miejscowości przytoczyłem najróżniejsze dane liczbowe, które okazały się przydatne w planowaniu i realizacji zamiaru osobistego doręczania moich ulotek wyborczych bezpośrednio do rąk wyborców (tj. ulotek pokazanych na "Rys. #A1"). Najwięcej z tych danych liczbowych pochodzi ze spisu dokonanego w 2013 roku, zaś ja znalazłem je na rządowej stronie www.stats.govt.nz. Te zaś dane, jakich tam brakowało a widnieją w niniejszej tabeli, uzupełniłem z aż szeregu innych źródeł internetowych.

Odnotuj, że doręczanie swych ulotek rozpocząłem w dniu 17 czerwca 2014 roku, zaś każdego dnia byłem w stanie doręczyć około 100 ulotek - tak jak opisałem to w punkcie #N4 tej strony. Ulotkę 5000-czną doręczyłem w dniu 27 lipca 2014 roku - gdzieś przy głównej ulicy z zachodniej części miejscowości Wainuiomata. Ulotkę 7000-czną doręczyłem w dniu 17 sierpnia gdzieś we wschodniej części Petone. Ulotkę 8000-czną doręczyłem dnia 29 sierpnia gdzieś we wschodniej części Waterloo. Ulotkę 9000-czną doręczyłem po południu w poniedziałek, dnia 8 września 2014 roku gdzieś w południowo-wschodniej części Fairfield. Ostatnią 9995-tą ulotkę przeznaczoną dla wyborców rozdałem na głównej ulici Woburn około godziny 15 w niedzielę dnia 14 września 2014 roku. (Cztery ulotki z otrzymanej liczby 9999 przeznaczyłem na poza-wyborcze użycie.) 

Tak jakoś się składa, że już obecnie filozofia totalizmu stała się rodzajem fenomenu na skalę światową. Z upływem też czasu jej unikalność zapewne tylko się zwiększy. Jednocześnie, nigdy dotychczas NIE stworzony był dla zwolenników totalizmu jakikolwiek obiekt, który mogliby pracowicie zdobywać i zatrzymać na pamiątkę w swej kolekcji dla przyszłych generacji. Za taki obiekt kolekcjonerski postanowiłem więc zadeklarować wydrukowaną wersję ulotki z "Rys. #A1". Ulotkę tę rozdaję wszakże za darmo (tj. w zgodzie z zasadami totalizmu), stała się ona już obiektem jednego cudu opisanego na początku punktu #N4, jest drukiem wyjątkowej jakości technicznej, została ona wydrukowana tylko raz i to w ograniczonej liczbie, ceramiczne płaty na jakich jest drukowana wykazują cechy jakich autentyczność w przyszłości łatwo da się sprawdzić, a na dodatek 50 rozdanych ulotek zawiera u dołu niebieski podpis osobisty (ręczny) twórcy totalizmu - co oznacza, że statystycznie tylko jedna taka podpisana ulotka przypada na każde około 200 ulotek rozdanych wyborcom.















































Miejscowość:



Liczba ludności w 2013 roku (około):



Liczba głosujących (około):



Ilość domów i mieszkań w 2013 (około):



Ilość ulotek jakie już tam doręczyłem (około):



% domów z już doręczonymi im ulotkami (około):

Alicetown1,971-77480095%
Ava         3,369--200-
Belmont?--120-
Boulcott  2,484-957--
Days Bay?----
Eastbourne4,665-1,84530015%
Epuni3,018 (W) + 2,871 (E)-1,182 (W) + 1,095 (E)1000 (W)+230 (E)85% (W) + 20% (E)
Fairfield2,976--53040%
Harbourview?--60-
Hutt Central3,954-1,413--
Kelson?--200-
Korokoro1,332-51615030%
Lower Hutt?--10005%
Lowry Bay?----
Mahina Bay?----
Maungaraki3,777-1,38063045%
Melling645-225230100%
Moera1,533-61245080%
Muritai4,600----
Normandale?--170-
Petone6609280020002000100%
Tirohanga?--60-
Wainuiomata17,214--100035%
Waiwhetu1,362 (N) + 2,601 (S)-507 (N) + 1,017 (S)260 (N) + 100 (S)-
Waterloo4,245 (E) + 882 (W)-1,638 (E) + 336 (W)430(E)25%
Woburn1,299 (N) + 390 (S)-462 (N) + 183 (S)75 (S)-
York Bay75-30--


W sumie:
27 miejscowości




około 98 238 mieszkańców



około 42 139 głosujących



około 35 988 domów i mieszkań



osobiście rozdałem wszystkie 9995 ulotek



ok. 25 % domów i mieszkań otrzymało moje ulotki



W dniu 19 kwietnia 2014 roku doczytałem się jednak z artykułu gazetowego [2#M2] opisanego w (2014/4/19) z punktu #M2 tej strony, że robotnicza miejscowość "Naenae", od której kilka dni wcześniej rozpocząłem swoje kampaniowanie, została wyłączona z tego okręgu wyborczego. Za to okręgowi temu dodano dwa dosyć ekskluzywne przedmieścia Wellington o nazwach "Korokoro" i "Maungaraki" - co do których jest niemal pewnym, że ich przeważająco zamożni mieszkańcy NIE będą widzieli potrzeby przeprowadzania jakichkolwiek reform w NZ. 
W 2013 roku okręg "Hutt South" miał zarejestrowanych 42139 wyborców porozrzucanych po powyższych miejscowościach. Danymi dla 2014 roku NIE dysponuję, ale należy się spodziewać, że będą one podobne. Tak duża liczba głosujących oznacza wprost niewykonalność kampanii wyborczej realizowanej przez tylko jedną osobę. Wszakże jeśli np. kampanię tę prowadziłoby się poprzez rozmowy osobiste z wyborcami, wówczas każdemu z tych głosujących trzeba by poświęcić co najmniej 30 minut (co jest absolutne minimum rozumiejąc, że aby zmienić rozmówcę, w sporej proporcji przypadków trzebaby przejść do innego domu lub mieszkania, zaś co jakiś czas zmienić ulicę lub nawet dojechać do innego miasteczka). Czyli kampaniując dzień w dzień nieustannie przez 24 godziny, rozmowy z wszystkimi tymi wyborcami ciągle zajęłyby około dwóch i pół lat. 



Część #D: Moje polityczne manifesto - czyli jakie są polityczne cele mojego działania i jak zamierzam je osiągać:

#D1. Co usiłowałbym osiągać gdybym wygrał wybory i uzyskał wymagane poparcie innych polityków oraz narodu:
Motto: "W życiu i polityce można wybrać dwie drogi: (1) łatwą - która polega na czynieniu tego co zadowala możnych i wpływowych, lub (2) trudną - która polega na czynieniu tego co Bóg, Biblia, sumienie, moralność, sprawiedliwość i miłość do bliźnich czynić nam nakazują. Ja wybrałem drogę (2) - wcale NIE spodziewam się więc popularności i komplementów, ani NIE dziwią mnie przeszkody czy wrzaski krytykantów."
Istnieje aż cały szereg pilnie potrzebnych reform politycznych, gospodarczych i społecznych, których wdrożenie jest zgodne w wymogami moralności ponakładanymi przez Boga na ludzi, a stąd których urzeczywistnienie wydatnie podniosłoby standardy życia, zasobność i szczęście osobiste wszystkich Nowozelandczyków. W przypadku gdybym został wybrany do sejmu NZ, wówczas kiedykolwiek tego typu reforma byłaby przez kogoś postulowana, ja poparłbym ją całym swym wysiłkiem i całą swą wiedzą. Jednocześnie czyniłbym wszystko co leży w moich możliwościach aby przetransformować na bardziej moralne, lub zarzucić, wszelkie dzialania które są przeciwstawne do wymogów moralności, a które w punkcie #I1 tej strony są opisywane jako "niedźwiedzia przysługa" oddana mieszkańcom Nowej Zelandii. Ze wszystkich reform wymaganych do przeprowadzenia w Nowej Zelandii, w Hutt Valley i w Petone, najpilniejszych moim zdaniem jest tylko kilka. Stąd w uświadomienie ich potrzeby i w znalezienie politycznych sprzymierzeńców dla ich wdrożenia wkładałbym najwięcej wysiłku i energii. Oto wykaz owych moim zdaniem najpilniej wymaganych reform i wykaz kto najbardziej na nich skorzysta: 
1. Dla Petone i dla okręgu wyborczego "Hutt South" - czyli reformy i posunięcia które ułatwiłyby i uczyniłyby lepszym życie mieszkańców miejscowości których mieszkańcy będą mieli okazję aby na mnie głosować: 
1a. Uwolnienie mieszkańców okręgu wyborczego Hutt South od dodatkowych opłat wpisywanych w ich czynsze, a przeznaczanych na budowę stadionów lub dachów stadionów. W początkowej fazie swej kampanii wyborczej, za swe działanie o najwyższym priorytecie uważałem zastąpienie projektu budowy stadionu w Petone jakimś innym projektem który lepiej wypełniałby wymagania moralności - przykładowo zastąpienie projektu stadionu w Petone opisywanego w "części #I" tej strony, jaki to stadion wykazuje wszelkie cechy posunięcia typu "niedźwiedzia przysługa", przez jakiś inny projekt który wypełniałby kryteria moralności - np. (a) przez projekt "warsztatu wynalazczego" opisanego w podpunkcie "3a" poniżej, albo też (b) przez projekt wykończenia już przebitego w latach 1930-tych tunelu drogowego łączącego Petone z Wainuiomata i oddania tego tunelu do użytku motorystów (zamiast zmuszać ich do obcnego podróżowania przez wierzchołek łańcucha górskiego). Kiedy jednak w dniu 12 czerwca 2014 roku się okazało (tak jak wyjasnia to punkt #I5 tej strony), że ktoś tam zaplanował aby zamiast zwiększenia czynszu mieszkańców okręgu wyborczego Hutt South w celu zbudowania stadionu w Petone, zwiększyć czynsz owych mieszkańców w celu zbudowania około sto-milion-dolarowego dachu nad stadionem "Westpac" w Wellington, obecnie moim najwyższym priorytetem okazuje się być uchronienie mieszkańców okręgu wyborczego Hutt South przed dodatkowym zwiększeniem ich opłat czynszowych dla zbudowania jakiegokowliek stadionu lub dla zbudowania dachu nad jakimkolwiek stadionem, oraz dopilnowanie, że stadiony albo będą dofinansowywały się same, albo też ich dofinasowanie będzie się wywodziło od ich sponsorów lub od instytucji jakich nazwę one noszą, zaś w żadnym wypadku NIE będzie pochodziło z opłat czynszowych wszystkich mieszkańców regionu w którym stadiony te są zlokalizowane. Proszę przy tym odnotować, że ja wcale NIE jestem przeciwko budowie stadionów lub dachów nad stadionami, a przeciwko zwiększaniu kosztów życia zwykłych ludzi poprzez wymuszanie pieniędzy od płatników czynszu na zbudowanie owych stadionów czy dachów nad stadionami. Prosże też odnotować, że powyższy mój cel ewentualnych wysiłków w przypadku gdybym został wybrany do sejmu NZ, jest tylko jedną z całego szeregu składowych znacznie większego celu moich wysiłków i działań nastawionych na zastopowanie wzrostu kosztów życia, który to cel opisuję w podpunkcie "2b" poniżej.
1b. Wprowadzenie posunięć zgodnych z wymaganiami moralności, które obniżą przestępczość oraz poprawia bezpieczeństwo pracy i życia w całej "Hutt South". Zgodnie z artykułem [1#D1] "Family turns hi-tech to snap thief in act" (tj. "rodzina użyła zaawansowaną technikę aby złapać włodzieja w działaniu"), ze strony A1 gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), April 2, 2014), w okolicach Wellington przestępczość wzrosła o 6.9% w przeciągu tylko ostatniego roku. Nikogo już nie dziwią wydarzenia opisane w artykule [2#D1] "Stabbed hiker's desperate fight" (tj. "desperacka walka przebitej nożem turystki") ze stron A1-2 gazety The New Zealand Herald (wydanie z czwartku (Thursday), April 3, 2014). Taka sytuacja NIE daje nam poczucia bezpieczeństwa. Dlatego ja nadaję wysoki priorytet rozwiązaniu problemu przestępczości, chociaż wiem, że zaprojektowanie i wdrożenie wymaganych reform jest ogromnym wyzwaniem - np. patrz punkt #D4 poniżej. Na szczęście filozofia totalizmu udziela nam wskazówek gdzie należy ich szukać. 
1c. Poprawa transportu publicznego i jakości dróg. Przykładowo, obecny labirynt drogowy zamienia miasteczko Petone w rodzaj "pułapki" - co wyjaśniam dokładniej w punkcie #B3 swej strony o 
Petone. Wszakże Petone ma kształt trójkąta, wszystkie trzy boki którego są nieprzekraczalne dla ludzi (jeden bok formuje morze, drugi bok formuje głęboka rzeka "Hutt River" praktycznie z tylko jednym mostem nadającym się do ucieczki ku bezpieczniejszym terenom, trzeci zaś bok tworzy ogrodzona linia kolejowa i autostrada - przejścia przez które też topią się w labiryncie i są blokowane dla uciekających ludzi. W przypadku więc jakiegokolwiek kataklizmu, np. tsunami, niemal wszyscy mieszkańcy Petone zginą, bowiem drogowy labirynt uniemożliwi im szybka ucieczkę. Podobnie sytuacja się ma w niemal wszystkich miejscowościach z okregu "Hutt South". A trzeba pamiętać, że zarówno pod Petone, jak i pod całą doliną Hutt Valley, przebiega jeden z najaktywniejszych "faultów" sejsmicznych z całej Półkuli Południowej Ziemi (złowrogi tzw. "pierścień ognia" - po angielsku "ring of fire"). 
Jeszcze jeden kierunek wysiłków ku poprawie sytuacji drogowej w Petone i w całej Hutt South otwiera owo przypadkowe "potknięcie się" w internecie o informację opisaną w (2014/7/7) z punktu #M2, mianowicie że istnieje już wywiercony i niemal gotowy
 tunel drogowy łączący Wainuiomata z Petone. Moralność nakazuje więc, aby tunel ten dokończyć i oddać do użytku motorystów. Tyle, że zapewne trzeba będzie w tym celu włożyć spory wysiłek w pokonanie oporów instytucji, które korzystają z faktu iż tunel ten pozostaje zapomniany i nieotwarty, a stąd że przynosi on korzyści tym których zyski zależą od zwiększonego spalania paliw, od szybszego zużycia samochodów, oraz od podwyższonych podatków.
2. Dla całej Nowej Zelandii - czyli reformy i posunięcia które ułatwiłyby i uczyniłyby lepszym życie wszystkich mieszkańców całej Nowej Zelandii (tj. nawet życie tych Nowozelandczyków, którzy się im będą sprzeciwiali): 
2a. Zreformowanie lub obalenie tzw. "prawa anty-klapsowego", które godziwie postępujących rodziców zamienia w kryminalistów. Prawo to, oraz bezowocne wysiłki całego narodu, aby je obalić, opisałem szerzej w punkcie #B5.1 swej strony o nazwie
 will_pl.htm.
2b. Zastopowanie spirali wzrostu kosztów życia mieszkańców NZ, która już od dawna wymyka się spod kontroli. Zastopowanie to będzie wymagało aż szeregu posunięć. Ich przykładem może być, między innymi, opisane w punkcie "2d" poniżej wyeliminowanie monopoli. Owe monopole bowiem są siłą motoryczną powodującą nieustanny i nieuzasadniony wzrost cen. Przykładowo, artykuł [3#D1] "Kiwis spend more on food than most" (tj. "Nowozelandczycy płacą za jedzenie drożej niż większość innych"), ze strony B3 gazety
 The Dominion Post (wydanie z piątku (Friday), April 11, 2014), wyjaśnia, że koszta żywności w Nowej Zelandii są piąte wśród najwyższych na świecie. I to na przekór, że Nowa Zelandia jest jednym z największych producentów i eksperterów żywności. Nowozelandczycy wydają bowiem na żywność około 14% całych swoich dochodów, podczas gdy np. Amerykanie tylko około 7% swych dochodów. Innym przykładem może być zastopowanie zwiększania kosztów życia przez najróżniejsze lokalne instytucje - przykładowo takie jak owa realizacja kosztownego projektu początkowo stadionu w Petone, obecnie zaś dachu stadionu Westpac w Wellington (patrz punkt #I5 poniżej), którego koszta mają być opłacane przez zwiększenie czynszy nałożonych na miejscową ludność.
Poważny udział w rosnących kosztach życia Nowozeladczyków mają sztucznie wywindowane ceny elektryczności. Na przekór iż w NZ elektryczność jest produkowana niemal za darmo w elektrowniach wodnych zbudowanych i sfinansowanych przez podatników dziesiątki lat temu, najróżniejsi kacykowie którzy dzisiaj rządzą jej dystrybucją bez przerwy zwiększają jej ceny aby w ten sposób mnożyć własne dochody i zyski - np. patrz artykuł [1#A3] z punktu #A3 tej strony. Stąd zastopowanie dalszego zwiększania cen elektryczności, powinno otrzymać w NZ jeden z najwyższych priorytetów. Analizy moralne "totaliztycznej nauki" ujawniają, że zastopowanie to daje się uzyskać moralnie z użyciem relatywnie prostego "prawa samoregulującego cenę elektryczności". Prawo to powinno być tak opracowane, aby zmuszało ono dostawców sieciowej energii elekrycznej do wypłacania swoim klientom dokładnie takiej samej ceny za odkupywaną elektryczność, jak cena którą owi klienci za nią płacą. (W chwili obecnej, kartel elektryczny NZ płaci bowiem za odkupywaną słoneczną elektryczność znacznie mniej niż wynoszą koszta jej produkcji - co wyjaśniam dokładniej w punkcie #F3 swej strony o nazwie 
solar_pl.htm. W rezultacie tak drakońsko zaniżonej ceny słonecznej elektryczności, te prywatne osoby, które dały się nabrać na zainstalowanie sobie łamiących moralność "bazakumulatorowych" systemów słonecznych, pod groźbą zupełnego braku odbiorcy dla generowanej przez siebie elektryczności, zmuszani są teraz do sprzedawania swej elektryczności poniżej kosztów jej produkcji - czyli obecnie finansują oni z własnej kieszeni wygórowane zyski kartelu elektrycznego NZ.) Owo "prawo samoregulujące cenę elektryczności" powinno więc być tak opracowane, aby legalnie zmuszać też owych dostawców elektryczności sieciowej do odkupywania od swoich klientów określonego procentu energii elektrycznej jaką klienci ci generują np. w czasie dnia swoimi ogniwami fotoelektrycznymi lub przydomowymi elektrowniami wodnymi czy wiatrowymi. (Np. początkowo dostawcy mogliby być zobowiązywani do odkupywania z powrotem powiedzmy c=500% wartości energii elektrycznej zakupionej uprzednio od tego dostawcy przez danego klienta w okresie poprzedniego miesiąca z powodu np. zachmurzenia, suszy, czy braku wiatrów, jakie uniemożliwiły własne generowanie elektryczności przez tego klienta - po tym zaś gdy cena elektryczności spadłaby i zaczęła się stabilizować na niższym poziomie, ów procent "c" możnaby stopniowo zmniejszać. Odnotuj, że c=500% oznacza, iż klient który posiada np. zestaw własnych ogniw fotoelektrycznych na dachu swego domu, miałby prawo do odsprzedania dostawcom elektryczności 5 razy więcej kilowatów niż liczba kilowatów którą z powodu np. pochmurnych dni on sam zmuszony byłby uprzednio zakupić od owych dostawców.) Takie prawo zamieniałoby więc np. nocnych klientów w np. dziennych konkurentów dzisiejszych dostawców energii elektrycznej - szybko zbijając w dół cenę owej energii, a jednocześnie zwiększając ekologicznie najkorzystniejsze sposoby produkowania energii elektrycznej i stopniowo uniezależniając wielu konsumentów energii elektrycznej od działania dużych elektrowni. W warunkach Nowej Zelandii wprowadzenie takiego prawa rozwiązałoby też największy problem tego kraju, jakim są tzw. "2 stopnie oddzielenia". Mianowicie, tak bliskie, bo tylko 2-stopniowe, związki każdego mieszkańca NZ z każdym innym mieszkańcem tego kraju powodują, że praktycznie niemożliwym w nim się staje walka z monopolami i z kartelami, oraz wprowadzenie faktycznej konkurencji. Jeśli bowiem stworzy się jakieś nowe przedsiębiorstwo które ma konkurować z już istniejącymi, wówczas na jego czele zawsze znajdzie się ktoś, kto ma byłych kolegów szkolnych lub członków rodziny w zarządach owych innych przedsiębiorstw. Stąd bardzo szybko owo nowe przedsiębiorstwo jest włączane do kartelu już istniejących przedsiębiorstw i razem z nimi zaczyna zachowywać się jak monopol - tj. bezpodstawnie windować ceny i obniżać produkcję. Sławnym przykładem takiej sytuacji była w 1999 roku nowo-powołana wówczas w NZ sieć stacji benzynowych. Miała ona złamać kartelowe zachowania innych stacji benzynowych, jednak zamiast tego wkrótce włączyła się do owego kartelu aby czerpać podobne zyski. Jednak opisywane tu prawo NIE będzie już tak działało, bowiem dla istniejącego kartelu zaopatrującego kraj w elektryczność stanie się niemożliwym wyeliminowanie narzuconej mu prawem konkurencji jego klientów. (Odnotuj, że bez opisanego tu prawa dostawcy elektryczności wymigują się jak mogą przed odkupywaniem od swoich klientów elektryczności generowanej przez słońce, wiatr, lub wodę, jeśli zaś do odkupywania takiego zostają czymś zobligowani, wówczas płacą za odkupioną energię jedynie niewielką cząstkę ceny jaką ich klienci zmuszeni są im płacić - co wyjasniam w w/w punkcie #F3 swej strony o nazwie solar_pl.htm.) 
2c. Zmniejszenie nierówności i przepaści pomiędzy obywatelami. Z kraju który w 1982 roku miał jedną z najmniejszych nierówności i przepaści pomiędzy bogatymi i biednymi, tak jak to przypomina punkt #A1 tej strony, do dzisiaj Nowa Zelandia stała się krajem który ma jedną z największych owych różnic i przepaści. Te zaś różnice są faktycznym źródłem wszelkich problemów społecznych jakie Nowa Zelandia doświadcza - tak jak podkreśla to m.in. artykuł [4#D1] "Poverty inequality in Aotearoa condemned" (tj. "nierówność ubogich z Nowej Zelandii zganiona"), ze stron 1 i 10 katolickiego miesięcznika
Wel-Com (wydanie 315 z kwietnia (April) 2014), czy artykuł [5#D1] "Inequality drives many to quit NZ" (tj. "nierówność wypędza wielu do opuszczenia Nowej Zelandii"), ze strony A33 gazety The New Zealand Herald (wydanie ze środy (Wednesday), April 9, 2014). Czas więc aby wprowadzić pilnie potrzebne reformy które mogą zapobiec nawet większym narodowym nieszczęściom. Przykładem jednej z takich reform może być wprowadzenie w NZ "najwyższego zarobku" jaki by bazował na naukowych oszacowaniach ile razy wydajność najefektywniej pracujących ludzi jest wyższa od wydajności najmniej efektywnych pracowników o tej samej edukacji i doświadczeniu zawodowym (badania takie były już przeprowadzane przez Inżynierię Softwarową - po szczegóły patrz punkt #J3 strony magnocraft_pl.htm). Ów "nawyższy zarobek" powinien też być powiązany z "najniższym zarobkiem", tak że którykolwiek z nich wzrośnie lub się obniży, z drugim powinno dziać się tak samo.
2d. Zakończenie obecnej epoki panoszenia się monopoli w Nowej Zelandii - a stąd zakończenie wzrostu cen wszystkiego co owe monopole kontrolują, przy jednoczesnym spadku wydajności produkcji owych monopoli.
2e. Zreformowanie szkolnictwa i otwarcie dla akademicko najzdolniejszych studentów możliwość bezodpłatnej edukacji. Przykładowo, zastąpienie obecnej zasady "inwestowania w najgorszych" zasadą "inwestowania w najlepszych". 
2f. Rzeczywista reforma systemu prawnego i kryminalnego - tak aby Nowozelandczycy NIE musieli się obawiać wychodzenia wieczorem na spacer, czy opuszczania bezpieczeństwa swych domów albo samochodów.
2g. Otwarcie sposobów zwiększenia udziału wiedzy technicznej w obradach sejmowych, oraz uzupełnienie decyzji z owych obrad o sprawdzenia kryteriami moralności. Istnieje oczywisty związek pomiędzy poziomem ekspertyzy dostępnej posłom na sejm, a trafnością i jakością decyzji jakie oni podejmują. Jeśli jednak przysłuchać się obecnym obradom sejmowym w NZ, wiedza techniczna jest bardzo ubogo reprezentowana w tych obradach, zaś kryteria moralne opisywane w punktach #I1 i #J1 tej strony niemal nigdy NIE są brane pod uwagę. To zaś powoduje, że zbyt często decyzje które sejm ten podejmuje okazują się później być "niedźwiedzimi przysługami" oddawanymi ludności kraju. Tymczasem moja wiedza techniczna w aż dwóch dyscyplinach (tj. w Inżynierii Mechanicznej i w Naukach Komputerowych) pozwoliłaby na znalezienie sposobów poszerzania dostępu specjalistycznej ekspertyzy do debat. To zaś pozwalałoby sejmowi wykrywać niedoskonałości zatwierdzanych projektów już na etapie podejmowania o nich decyzji. Stąd NIE dochodziłoby do sytuacji jak ta z nowozelandzkim systemem "Novopay" do komputerowego naliczania zarobków nauczycieli, czy sytuacji jak ta z zatwierdzeniem przez Japończyków zbudowania w Fukushima elementarnie wadliwych reaktorów atomowych, które w przypadku każdego zakłócenia ich działania musiały ulec stopieniu - tak jak opisałem to w punktach #M1 i #M1.1 strony telekinetyka.htm. Z kolei wiedza jaka wynika z moich badań i rozwoju filozofii totalizmu wskazuje też klarowne kryteria moralne, podobne do tych z punktu #J2 tej strony, których uwzględnianie w podejmowaniu decyzji pozwalałoby wybierać rozwiązania jakie są pozbawione tzw. "skutków ubocznych", a stąd jakie oddawałyby dotykanej przez nie ludności "faktyczne przysługi". 
3. Dla ciebie - czyli reformy i posunięcia które ułatwiłyby i uczyniłyby lepszym życie imiennie ciebie (tj. czytającego tę stronę) - gdyby wprowadzone one zostały w twoim miejscu zamieszkania: 
3a. Podjęcie projektu formowania łańcucha "warsztatów wynalazczych" w każdym większym mieście Nowej Zelandii. Ponadto, upewnienie się, że finansowanie budowy tych warsztatów wynalazczych NIE będzie dodatkowo zubożało mieszkańców miejscowości w których będą one formowane - czyli, że ich finansowanie NIE będzie polegało na podwyższaniu czynszów, a otrzyma albo rządowe finansowanie, albo też w całości będzie opłacone przez ochotników-filantropów. W warsztatach tych majsterkowicze i wynalazcy mieliby darmowy dostęp do maszyn obróbkowych, do narzędzi i do przyrządów pomiarowych, które byłyby im potrzebne dla zrealizowania ich wynalazków, pomysłów i usprawnień domowych typu DIY - czyli "do it yourself". (Oczywiście, tylko maszyny, narzędzia, przyrządy pomiarowe i fachowa pomoc byłyby tam za darmo - za materiały z jakich sporządzaliby oni swoje usprawnienia i wynalazki ciągle musieliby płacić, tyle że w uzasadnionych przypadkach warsztaty te dopomagałyby im w zakupie materiałów których zwykli obywatele NIE są w stanie nabyć w NZ, np. takich jak te opisane w punkcie #D5 poniżej.) Istnienie łańcucha takich warsztatów wynalazczych, z jednej strony nieustannie podnosiłoby wygodę i jakość życia wielu co mniej zamożnych ludzi, z drugiej zaś strony podnosiłoby wiedzę i praktyczne umiejętności w obrębie całego kraju, oraz rozwijałoby w kraju postęp techniczny. Jako takie, warsztaty te NIE tylko windowałyby w górę poziom nauki i techniki w NZ, ale także przyczyniałyby się do podwyższenia jakości nowozelandzkich mieszkań, farm i ogrodów, do obniżania ich ceny, do przywrócenia tradycyjnej roli męża i głowy rodziny, do wyzwolenia potencjału wynalazczego wszystkich ludzi, itd., itp. 
Po tym jak opublikowałem tu powyższy zamiar obstawania za stwarzaniem w NZ łańcucha owych warsztatów wynalazczych, zwróciło się do mnie aż dwóch odmiennych inwestorów praktykujących totalizm, z ofertą że 
inwestorzy ci byliby skłonni sfinansować zbudowanie i wyposażenie takiego warsztatu w Petone Jednak moje doświadczenia jakie opisałem w punkcie #D5 poniżej na tej stronie mi podpowiadają, że samo zbudowanie i wyposażenie tych warsztatów NIE ma szansy aby przynieść spodziewany sukces, ponieważ zbudowaniu temu narazie NIE towarzyszyłoby równoczesne zneutralizowanie "przekleństwa wynalazców" i "wynalazczej impotencji" poprzez stworzenie wymaganego klimatu legalnego i wdrożenie posunięć edukacyjnych które zaczęłyby eliminować ludzkie nastawienia typu "NIE pozwalam". Dlatego wszelkie działania w sprawie fizycznego zbudowania pierwszego z takich warsztatów wynalazczych zapewne będą musiały zaczekać aż do czasu kiedy w sejmie NZ ktoś zacznie mądrze i przezornie wprowadzać wymagane zmiany do prawodawstwa i do filozofii systemu edukacyjnego - po więcej szczegółów patrz punkt #D5 poniżej na tej stronie. 
3b. Zreformowanie służby zdrowia - tak aby np. zniknęły obecne kolejki do operacji ratujących życie, oraz aby ludzie przestali umierać tylko dlatego, że NIE zdołali doczekać na ich kolej do operacji. Jedną ze zmian, którą usiłowałbym przeforsować w parlamencie, byłoby że każda osoba której zarobki leżą poniżej określonej "granicy ubóstwa" (tj. granicy odczekującej naukowego wyznaczenia - jako że leży ona gdzieś poniżej odpowiednika 5 do 7 "minimalnych zarobków"), każdego roku otrzymywałaby jedną darmową wizytę u lekarze jej własnego wyboru, która to wizyta byłaby opłacona przez rząd. Ta jedna darmowa wizyta na rok dałaby ludziom aż cały szereg błogosławieństw. Dla przykładu, zaoszczędziłaby krajowi ogromną ilość pieniędzy, które obecnie wydawane są na wysiłki leczenia chorób na wyleczenie których jest już za późno ("zapobieganie jest tańsze niż leczenie"). Zmniejszyłoby to także kolejki do lekarzy i szpitali, jako że NIE absorbowaly by ich już trudne przypadki ponieważ owe przypadki byłyby wykrywane kiedy ciągle są one małymi problemami. Zmniejszyłoby to biurokrację istniejącą w obecnym zarządzaniu licznych rządowych programów darmowego leczenia tylko wybranych grup społecznych (np. programów raka biustu czy raka cerwika u kobiet określonego wieku, itp.). Zmniejszyłoby to panujące poczucie nierówności, faworytyzmu i niesprawiedliwości wynikające z obecnych programów darmowego leczenia tylko wybranych rodzajów chorób u tylko wybranych grup społecznych i tylko dla wybranych wieków i płci pacjentów. Zwiększyłoby to też ogólny poziom zdrowia wsród ludności, jako że obecnie wielu nisko zarabiających ludzi zapobiegające odwiedzenie lekarza traktuje jako najmniej istotny wydatek. Itd., itp. 
3c. Przywrócenie ról nadanych przez Boga dla rodziny, małżeństwa, rodziców, itp. Przykładowo, takie zreformowanie, lub zastąpienie innym, owego "prawa antyklapsowego" opisywanego szerzej w punkcie #B5.1 mojej strony o nazwie
 will_pl.htm, aby przestało ono zamieniać sumiennych rodziców w przestępców, a zaczęło faktycznie zmniejszać znęcanie się nad dziećmi. Także, przykładowo, całkowite wyeliminowanie ogłoszeń z rządowego kanału telewizyjnego "TV1" i nałożenie na niego takich wymagań moralnych, żeby z obecnego "generatora zysków" kanał ten przekształcony został w kanał moralnie poprawnej rozrywki i informacji dla całej rodziny, w którym pokazywane są pozytywne i budujące wzorce rodziny, małżeństwa, rodziców, mężów, żon i dzieci, z którego przyszłe pokolenia obywateli mogłoby czerpać pozytywne wzorce postępowania i zachowania, w którym informacja byłaby bezstronna, wszechstronna i ucząca, itd., itp. 

* * *

Jeśli ktoś uważnie przeglądnie powyższe reformy, wówczas odnotuje, że w dzisiejszych realiach Nowej Zelandii, NIE są one jeszcze możliwe do wdrożenia nawet przez najbardziej popularnego PM ani przez najsilniejszą z partii politycznych. To dlatego żadna z partii politycznych istniejących obecnie w NZ nie miałaby odwagi otwarcie popierać i wdrażać reform i posunięć jakie ja postuluję powyżej. Byłoby więc też nierealistycznie i nienaukowo spodziewać się, że nowicjusz taki jak ja byłby zdolny je wdrożyć samotnie. Stąd  reform i cełow mojego wysiłku, jakie tu postuluję, NIE należy brać za moje obietnice wyborcze. Wszakże jako naukowiec i realista zdaję sobie doskonale sprawę, że trzeba osiągnąć znacznie więcej, niż jedynie wygrać wybory, aby tak znaczące reformy polityczne, gospodarcze i społeczne być w stanie powprowadzać w życie - nawet jeśli owe reformy mają na celu poprawienie jakości życia wszystkich mieszkańców kraju - włącznie z tymi co się im będą sprzeciwiali. (Tych co NIE zgadzają się tu ze mną, naklaniam do przypomnienia sobie, kiedy w NZ była wprowadzona w życie ostatnia reforma jaka faktycznie ułatwiła i uprzyjemniła życie większości mieszkańców tego kraju.) Dlatego poprzez wskazanie powyższych reform i działań, ja sygnalizuję tutaj jakiego rodzaju cele i działania uzyskają moje pełne poparcie, zaś dla ich wdrożenia uczynię wszystko co w mojej mocy. Dołożenie swego wkładu w ich wdrożenie stawiałbym też sobie za cel wszystkiego co bym czynił gdybym wygrał wybory. Jednak zanim reformy te dałoby się zrealizować, najpierw musiałbym znaleźć sporą liczbę (faktycznie to większość parlamentarną) politycznych sprzymierzeńców i uzyskać ich poparcie. To zaś zajmie dużo czasu i ogromny wysiłek - jednak NIE da się nawet rozpocząć bez zostania włączonym do grona posłów na sejm.


#D2. Moja "zero-dolarowa" ($0) kampania wyborcza i jej cele - czyli kampania na którą sytuacja zmusza mnie wydać zero dolarów:
Aczkolwiek może to zabrzmieć naiwnie, ja wierzę w efektywność długoterminowych następstw "zero-dolarowej" = "$0" kampanii wyborczej - znaczy kampanii na którą chciałbym wydać niemal zero dolarów (lub tak niewiele, jak tylko okaże się to możliwe). Nowozelandzkie prawo wyborcze pozwala aby na kampanię wydać $25000. Z calą też pewnością przyjdzie mi konkurować z kandydatami, którzy oficjalnie wydadzą owe 25 tysięcy dolarów na swoje kampanie. 
Prawdopodobnie, gdybym bardzo się postarał, wówczas też mógłbym zdobyć owe $25000 na swoją kampanię wyborczą. Wszakże zamiast stawać do wyborów jako "niezależny" ("independent"), mógłbym np. zorganizować własną partię polityczną - w rodzaju "partii totalizmu" opisywana szerzej na mojej stronie stronie o nazwie
 partia_totalizmu.htm. Nowa Zelandia ma wszakże historię partii politycznych bazujących na przekonywującej wyborców sile zamierzeń pojedyńczej osoby ich przywódcy. Ja jednak zdecydowalem, że w tych wyborach moja "zero-dolarowa" kampania wyborcza pozwoli mi zrealizować dodatkowe cele, jakich dobrze finansowana kampania NIE byłaby w stanie uzyskać. Wskażmy tutaj więc najważniejsze z owych dodatkowych celów: 
1. Przekonanie innych polityków (potencjalnych sprzymierzeńców), że Nowa Zelandia pilnie potrzebuje głębokich reform. Chodzi bowiem o to, że ewentualny sukces w wyborach kandydata który użył "zero-dolarowej" kampanii wyborczej, ale za to oferował ideę głębokich reform, przekona innych polityków jacy NIE zdecydowali się dotychczas opowiadać za takimi reformami, że reformy tego typu są pilnie potrzebne w Nowej Zelandii. To zaś spowoduje, że inni politycy będą bardziej skłonni do opowiadania się za takimi reformami i że reformy te faktycznie mogą zostać przeprowadzone któregoś dnia. 
2. Przekonanie wyborców o poziomie mojego zdeterminowania w swoich celach i zamiarach. Jesli bowiem będę mial jakies znaczace wyniki przy "zero-dolarowej" kampanii, to będzie oznaczało, że moje wyniki będą nieproporcjonalnie wyższe kiedy zacznę dysponować wymaganymi funduszami. 
3. Zgromadzenie danych statystycznych o faktycznej efektywności metod kampanii jakie uzyję. Gdybym bowiem wydał na swą kampanię okresloną sume, wówczas NIE wiedziałbym czy moje wyniki są efektem metod jakie użyłem, czy tez efektem sum jakie wydałem. 
4. Zachowanie swego potencjału na zdobycie sponsorów do czasu decydujących wyborów. Sponsorzy zwykle inwestują tylko jeden raz w kandydate jaki NIE odniósł sukcesu. Tymczasem wybory w 2014 roku NIE są decydujące. Ja bowiem nastawiam się na dlugoterminowe działanie przez więcej niż jedne wybory - co wyjasniam w punktach #E1 i #E2 tej strony. Decydujące będą zapewne następne wybory i to na NIE będę potrzebował sponsorów i wydatki na kampanię. Poprzez więc użycie "zero-dolarowej" kampanii zachowam swój potencjał na znalezienie sponsorów do czasu owej decydującej kampanii.


#D3. Tylko samo postawienie mojej kandydatury w tych wyborach też pozwoli osiągnąć aż kilka celów:
Nawet jeśli przegram obecne wybory z 2014 roku, ciągle tylko poprzez samo w nich stanięcie, danie poznać innym ludziom moje polityczne manifesto, oraz uzyskanie zadowalającej liczby głosów, też pozwoli mi osiągnąć aż kilka celów politycznych opisywanych szerzej w nastepnej "części #E" tej strony. Przykładowo, niezależnie od uczenia się i testowania procesu demokratycznego NZ, moje wysiłki pozwolą mi zgromadzić wystarczająco doże wiedzy i doswiadczeń, aby te z kolei pozwoliły mi wygrać któreś z następnych wyborów. Wszakże czas i pogardzająca się sytuacja ludzi działają na moją korzyść. Ponadto, publiczne wystąpienie z moim politycznym manifesto z punktu #D1, w przypadku uzyskania zadowalającej liczby głosów zapewne zjedna mi tez jakichś jawnych lub cichych sprzymierzeńców, którzy później będą ze mną współpracowali w realizacji refom jakie tu opisuję.


#D4. Każdy problem zawiera w sobie co najmniej jedno moralnie poprawne rozwiązanie - trzeba jedynie włożyć wymagany trud w jego znalezienie:
Istnieje takie coś jak "burza mózgów", która umożliwia znalezienie rozwiązania dla praktycznie każdego problemu. Jeśli też dobrze się zastanowić, każdy problem jaki trapi NZ, lub dowolny inny kraj, faktycznie posiada aż cały szereg możliwych rozwiązań. Jednak tylko te rozwiązania, które spełniają ostre kryteria moralne, są pozbawione niekorzystnych tzw. "skutków ubocznych". Niestety, problem polega na tym, czy dana grupa decydentów potrafi wybrać z szeregu owych rozwiązań to najlepsze rozwiązanie, które w danej sytuacji spełnia kryteria moralne, a stąd które z upływem czasu NIE wprowadzi owych niekorzystnych skutków ubocznych (tj. skutków ubocznych które w punkcie #I1 tej strony są nazywane "niedźwiedzią przysługą"), oraz czy znajdzie się ktoś, kto byłby w stanie rozwiązanie to potem wdrożyć. Jako przykład, proponuje czytelnikowi by rozważył problem zablokowania dalszego wzrostu przestępczości w kraju, oraz wybrał rozwiązanie tego problemu, które znacznie później NIE będzie wprowadzało niepożądanych skutków ubocznych. Aby dopomóc czytelnikowi w rozważeniu możliwych rozwiązań tego problemu, wskażę tu kilka przykładów takich rozwiązań - NIE są to jednak wszystkie możliwe, a jedynie kilka najbardziej reprezentatywnych. I tak, problem wzrostu przestępczości można rozwiązać np. poprzez a) rzeczowe i faktologiczne informowanie i edukowanie ludzi o dowodach naukowych na istnienie Boga i o faktycznych wymogach moralnych jakie Bóg nakłada na nasze życie oraz jakich przestrzeganie Bóg egzekwuje z żelazną konsekwencją. Owo edukowanie można uzyskać np. poprzez wprowadzenie
 Koncept Dipolarnej Grawitacji (KDG) do formalnej edukacji. Ten sam problem można też rozwiązać poprzez b) wyeliminowanie biedy. Już obecnie próbuje się go rozwiązać w NZ poprzez c) opłacanie psychologów i wykładowców aby leczyli i uczyli więźniów. Jednym z rozwiązań byłoby też d) przydzielenie policjanta do każdego obywatela (oraz nadrzędnego pilnowacza do każdego pilnowacza). Rozwiązaniem jest też np. e) "model australijski" polegający na pozwalaniu aby skazani odsiadywali swe kary w odmiennych krajach, np. takich jak Indonezja czy Papua Nowa Gwinea. Na dodatek do powyższych, czytelnik zapewne samemu potrafi też wymyślić aż kilka następnych rozwiązań. Które więc z tych rozwiązań zdaniem czytelnika NIE wprowadzi sobą skutków ubocznych i daje się szybko wrożyć w praktyce? (Odnotuj też tutaj, że podobnie wiele możliwych rozwiązań daje się również znaleźć dla praktycznie każdego innego problemu społecznego, ekonomicznego, politycznego, technicznego, itp. Warto więc aby w sejmie i rządzie kraju znalazły się jednak osoby o niekonwencjonalnym sposobie myślenia - takim jak myślenie do którego ja nawykłem.)

#D5. Jak chronić naszych wynalazców i odkrywców przed wyniszczaniem przez tzw. "wynalazczą impotencję" oraz "przekleństwo wynalazców":
Motto: "Przy kompleksowym poziomie dzisiejszych urządzeń i technologii, praktycznie NIE istnieją już całkowicie nowe wynalazki, które dałyby się urzeczywistnić, jeśli społeczeństwo w którym żyją ci wynalazcy ustanawia i wdraża hamujące postęp prawa typu 'zakazuje się' i toleruje niemoralne nastawienia typu 'NIE pozwalam'."

Jak się okazuje, większość mechanizmów które rządzą naszymi losami, Bóg mądrze zaprogramował aby były one "samoregulujące się". Doskonałym przykładem takiej "samoregulacji" są moralne mechanizmy rządzące rozwojem i wdrażaniem nowych odkryć i wynalazków, opisane pod nazwami "wynalazcza impotencja" oraz "przekleństwo wynalazców" m.in. w punkcie #G1 odrębnej strony o nazwie eco_cars_pl.htm. Przykładowo, "przekleństwo wynalazców" powoduje, że w krajach w których poziom zbiorowej moralności całego narodu spada poniżej określonej wartości progowej, wynalazcy i odkrywcy poddawani są aż takim prześladowaniom przez swoich ziomków, że NIE są w stanie wdrożyć ani upowszechnić swoich twórczych idei. W rezultacie więc uskuteczniania takiego nagminnego prześladowania swych odkrywców i wynalazców, kraje lub narody o niskich poziomach moralności podupadają i z upływem czasu są wchłaniane lub kolonizowane przez kraje lub narody o wyższym poziomie moralności, które ustanawiają w nich nowy porządek i tym samym odrestaurowują ich poziom moralności. Doskonałą ilustracją tego mechanizmu są losy nowozelandzkiego budowniczego jednego z pierwszych samolotów na świecie, o nazwisku "Richard Pearse" - którego dosyć typowy dla wynalazców los opisałem w punktach od #D1 do #D2 strony o nazwie mozajski.htm, czy też losy wynalazców opisanych w punktach od #H1 do #H1.6 ze strony o nazwie newzealand_visit_pl.htm. Przykładowo za to, że Richard Pearse usiłował zbudować nieznany wówczas jeszcze samolot, jego właśni ziomkowie obsypywali go wyzwiskami, zaś swymi szyderstwami i prześladowaniami zapędzili go do szpitala wariatów. Nie pozwolili też aby jego dorobek został upowszechniony po świecie. Dopiero obecnie stawiają mu pomniki i budują muzea - chociaż jest już za późno, bowiem on sam umarł, zaś pierwszy samolot jaki wszedł na stałe do dorobku ludzkości został zbudowany i upowszechniony przez Braci Wright z USA. To z tego właśnie powodu wiodącym w świecie producentem i użytkownikiem samolotów do dzisiaj pozostaje USA, a NIE Nowa Zelandia. 
Ja NIE bez powodu podkreślam tu związek pomiędzy wynalezieniem, zbudowaniem i pierwszym upowszechnieniem samolotu w USA, a wiodącą w świecie rolą USA w budowie i użyciu samolotów. Moje bowiem badania zgodne z zasadami "totaliztycznej nauki" ujawniają wysoce powtarzalną regułę, że 
 - balansując w ten sposób nimi dzisiejszą kulturę lenistwa i zachłanności zaindukowaną kłamliwymi stwierdzeniami starej oficjalnej nauki. KDG i totalizm ujawniają nam bowiem m.in., że każda porażka jakiegoś wynalazcy w zrealizowaniu swojej nowej idei, faktycznie obniża jakość życia NIE tylko jego współziomków, ale także i wszystkich mieszkańców naszej planety, ponieważ dynamiczne "pole moralne" działa w taki sposób, iż "nieczynienie niczego" faktycznie staje się cofaniem do tyłu - po wyjaśnienia tego zjawiska patrz np. punkt #F1 totaliztycznej strony o nazwie rok.htm. W interesie więc nas wszystkich leży, aby NIE siedzieć bezczynnie na własnych rękach, a aktywnie dopomagać wynalazcom i odkrywcom we wdrażaniu ich nowych idei. Eliminowanie odmów dotyczących wynalazczości i odkryć możnaby też spowodować umiejętnymi prawami i zabiegami organizacyjnymi - np. poprzez wyodrębienie specjalnego ciała decyzyjnego jakie byłoby całkowicie niezależne od przełożonych wynalazców i odkrywców z danej instytucji.
(5) Ludzka natura i nasze poczucie sprawiedliwości są takie, że motywacje do włożenia w coś ogromnego trudu, cierpień i wyrzeczeń, pojawiają się tylko jeśli istnieje realna szansa na późniejsze korzystanie z owoców tego co ktoś czyni. Tymczasem jeśli przeanalizować historię wynalazków i odkryć oraz losy ludzi którzy ich dokonali, wówczas się okazuje, że sami wynalazcy i odkrywcy, którzy wprowadzili coś naprawdę moralnego do trwałego dorobku naszej cywilizacji, praktycznie nigdy NIE dostępują możliwości osobistego skorzystania z owocow i dobrodziejstw wdrożenia swych twórczych idei. (Chociaż pole moralne działa w taki sposób, że z owoców swego postępowania krótkoterminowo zawsze korzystają odkrywcy i wynalazcy wszystkiego co niemoralne, tj. wszystkiego co przy długoterminowym użyciu ujawnia liczne niepożądane następstwa uboczne i działa na szkodę indywidualnych ludzi oraz całej naszej cywilizacji - np. rozważ losy odkrywców radioaktywności, budowniczych bomby atomowej, wynalazcy pestycydów-DDT/azotox i antybiotyków-penicyliny, twórcy teorii względności, itd., itp., skomentowane m.in. w punkcie #H3 strony mozajski.htm, czy w punkcie #J1 niniejszej strony.) Historia ujawnia bowiem, że z owoców wysiłku moralnych twórców zawsze korzysta ktoś zupełnie inny, często też dopiero po ich śmierci. Oni zaś sami typowo umierają w biedzie i zapomnieniu, na dodatek jeszcze często prześladowani, wyszydzani i pogardzani. Takie historycznie udokumentowane typowe losy wynalazców i odkrywców są źródłem poważnych zniechęceń. Poszczególne narody i kraje NIE powinny więc wymigiwać się od przyjęcia odpowiedzialności za wynagradzanie swoich wynalazców i odkrywców jeszcze podczas ich życia, za faktyczny wkład moralnego działania jaki oni wnieśli. Niestety, doświadczenia historyczne upewniają o nieuchronności czegoś zupełnie odwrotnego, zaś dzisiejsi wynalazcy oraz odkrywcy coraz częściej są świadomi wymowy tych lekcji historii. Coraz trudniej więc im w takiej sytuacji utrzymywać aż do końca motywację aby wdrożyć to co wynaleźli lub odkryli. 
Podsumujmy ten punkt #D5. Aczkolwiek już dwóch inwestorów praktykujących totalizm wyraziło chęć zainwestowania w zbudowanie w Petone "warsztatów wynalazczych" o których piszę w "3a" z punktu #D1 tej strony, NIE ma sensu aby już obecnie obciążać kogoś pozbawionym szans na sukces trudem i kosztami zbudowania i wyposażenia tych warsztatów. Przyczyną jest, iż NIE nastąpiło jeszcze przygotowanie na przyjęcie tych warsztatów wymaganego klimatu prawnego i nastawienia ludzkiego. Nawet więc gdyby owe "warsztaty wynalazcze" zostały obecnie zbudowane, przy dzisiejszym blokującym postęp klimacie prawnym typu "zakazuje się" i przy nastawieniach ludzi typu "NIE pozwalam", z pewnością okazałyby się one niezdolne do pokonania obecnego poziomu "wynalazczej impotencji" i "przekleństwa wynalazców" jaki już rozpanoszył się w NZ. Mam jednak nadzieję, że w przypadku jeśli ktoś w sejmie NZ zacznie w końcu mądrze, przezornie i systematycznie zmieniać treść obecnych praw i nakazów z typu "zakazuje się", na prawa i przepisy typu "dopomożemy ci", a także zacznie wprowadzać do szkół nauczanie nowych teorii i filozofii typu KDG i totalizm - jakie zbalansują kłamstwa i wypaczenia upowszechnione przez starą oficjalną naukę, wówczas ów wymagany klimat prawny i nastawienia ludzkie dadzą się ponaprawiać. Po zaś ich naprawieniu, skorzystaliby z tego wszyscy mieszkańcy kraju, a w konsekwencji także i mieszkańcy całej naszej planety. 



Część #E: Jakie cele zamierzam osiągnąć tylko poprzez samo wystawienie swojej kandydatury w nowozelandzkich wyborach do sejmu z 2014 roku:

#E1. Jestem naukowcem i realistą - przygotowuję się więc na wiele trudności i oporów w swym działaniu:
W Polsce mamy przysłowie "NIE od razu Kraków zbudowano". Jako realista i naukowiec doskonale zdaję sobie sprawę, że przysłowie to odnosi się także i do opisywanych na tej stronie moich celów oraz zamiarów. Wszakże, byłoby niemal cudem, gdyby zupełnie nieznany w Nowej Zelandii naukowiec, Dr Jan Pająk, bezproblemowo wygrał wybory do sejmu w okręgu wyborczym, który od wielu lat jest twierdzą nowozelandzkiej "partii robotniczej" (tj. "Labour Party") - i w którym wyborcy tradycyjnie wybierają kandydatów wystawianych przez tę partię. Ponieważ zaś naukowo badam, między innymi, "metody działania Boga", zdaję sobie doskonale sprawę, że aż kilka zasad jakimi Bóg systematycznie się kieruje, uniemożliwia zaistnienie jawnego i jednoznacznie interpretowalnego cudu w sprawie moich wysiłków poprawy sytuacji ludzi i demokratycznego wprowadzania pozytywnych reform - po więcej szczegółów proponuję poczytać np. o boskiej metodzie wychowywania ludzi opisywanej pod nazwą "zasada odwrotności" m.in. w punkcie #F3 mojej strony o nazwie wszewilki.htm, oraz w punkcie #B1.1 jeszcze innej strony o nazwie antichrist_pl.htm. (Odnotuj jednak, że Bóg lubi powodować niejednoznacznie interpretowalne cuda, tj. cuda jakie posiadają też co najmniej jeszcze jedno niezależne wyjaśnienie "racjonalnego" rodzaju - przykładowo takie jak cud opisany w punkcie #N4 tej strony.) Dlatego, aby uzyskać sukces w swoich celach i zamiarach, realizm nakazuje mi abym nastawił się na mozolne i trudne pokonywanie trudności jakie nieustannie będę napotykał na swej drodze - tak jak już obecnie ów fakt zaczyna być potwierdzany przez zdarzenia opisane w punkcie #N3 niniejszej strony. Wszakże jeśli zdołam się przebić przez owe trudności, wówczas dostarczy to owo drugie "racjonalne" wyjaśnienie dla ewentualnego cudu mojego wygrania wyborów.


#E2. Moje cele jakie zamierzam osiągnąć w wyborach z 2014 roku:
Poprzez wystawienie swojej kandydatury w wyborach z 2014 roku, zamierzam osiągnąć następujące cele swego działania: 
1. Poznać dokładnie proces i formalności politycznej demokracji w Nowej Zelandii. Aczkolwiek wielu ludzi NIE nawykło do planowania dalej niż "dziś wieczorem", jednak NIE powinno im przeszkadzać, że ja postąpię w sposób do jakiego nawykłem i że zaplanuję swe dzialania aż na cały szereg przyszłych lat. 
2. Uświadomić wyborcom swojego okręgu wyborczego (tj. "Hutt South"), że nastawiam się na działanie z naukowym podejściem do wyborów. Innymi słowy, wykazać wyborcom, że poważnie nastawiam się na działanie z użyciem naukowego podejścia do swych wysiłków. 
3. Zacząć wywierać nieustający nacisk na decydentów ze swego okręgu wyborczego, aby zaczęli zwracać uwagę na cele jakie postawiłem sobie w swoim manifesto (np. na ograniczanie spiralującego wrostu kosztów życia). Wszakże wiedząc, że zaniedbywanie celów jakie ja postawiłem w swoim manifesto z punktu #D1 będzie stopniowo przekonywało wyborców do decydującego głosowania na mnie w wyborach, spowoduje że decydenci z mojego okręgu wyborczego zaczną być ostrożni w posunięciach, które będą przeciwstawne do celów jakie ja sobie postawiłem - czyli sprzeczne także i z kryteriami moralności. Innymi słowy, kiedy moje szanse będzie nieustannie zwiększało każde niepopularne posunięcie decydentów z Hutt South, wówczas będą oni zmuszeni zastanawiać się dobrze zanim zadecydują o jakimś posunięciu które będzie przeciwstawne do celów za jakimi ja obstaję - np. zanim zwiększą koszty życia poprzez podwyższanie opłat czynszowych, podatków, lokalnych opłat, kosztów transportu, itp. (W tym miejscu muszę jednak nadmienić, że jestem też w pełni świadomy, iż niniejszy cel mojego działania okaże się efektywnym tylko jeśli szybko przekonam znaczącą liczbę głosujących, aby skłaniali się do głosowania na moją kandydaturę.)
4. Wypracowanie najefektywniejszych metod prowadzenia kampanii wyborczej i zgromadzenie danych statystycznych na temat efektywności moich metod kampaniowania. Poprzez podjęcie określonych działań w tej kampanii wyborczej, oraz późniejsze naukowe analizy wyników wyborów, mam nadzieję wypracować najefektywniejsze metody prowadzenia kampanii wyborczej - które będą mogły być użyte przez kandydatów praktykujących filozofię totalizmu. 



Część #F: Kolej teraz abym dokładniej przedstawił się potencjalnym wyborcom przeglądającym tę stronę (ze szczególnym uwypukleniem tych moich cech, które będą atutami jeśli zaczną służyć obradom sejmowym - tj. takich jak np. moja twórcza natura, pracowitość, niekonwencjonalny sposób myślenia, umiejętność pokonywania lub omijania przeszkód, itp.):

#F1. Wprawdzie podałem swoje nazwisko już we wstępie do tej strony, jednak ono samo NIE wystarcza aby zadecydować czy na mnie głosować:
W niniejszej "części #F" tej strony postaram się przedstawić samego siebie nieco dokładniej niż uczyniłem to w jej wstępie. W tym celu wskażę gdzie opisane jest moje życie, streszczę swoją edukację i osiągnięcia życiowe, oraz wyjaśnię dlaczego i w jaki sposób Nowa Zelandia by skorzystała gdybym został wybrany do jej sejmu. 

[Bild: 14_prof_pajak.jpg]

a)

[Bild: janpajak_10_2_2015.jpg]

b)

Fot. #F1. Oto ja, dr inż. Jan Pająk, utrwalony na dwóch fotografiach z przeciwstawnych okresów mojego życia. Do omawianych tu wyborów stanąłem jako "niezależny" kandydat, tj. kandydat który NIE należy do żadnej partii politycznej, a stąd który NIE jest wiązany "dyscypliną partyjną" aby mówić, głosować i czynić tylko to co nakazuje mu jego partia i za co potem rozlicza go przywódca jego partii. Stąd w przypadku zostania wybranym byłbym faktycznym reprezentantem swoich wyborców. Mógłbym bowiem sobie pozwolić, aby obstawać za wszystkim co jest właściwe i zgodnie z kryteriami moralnymi, korzystne dla kraju i narodu, zaś za dokonaniem czego opowiada się większość moich wyborców. Mojego stanowiska w każdej sprawie NIE dyktowałyby wszakże obawy partii, że to co zamierzam uczynić, mówić, czy popierać swym głosowaniem, jest albo zbyt drażliwe, albo politycznie niepoprawne, albo zbyt niepopularne u ważnych lub krzykliwych ludzi, albo też że biegnie to przeciwko stanowisku partii czy przeciwko poglądom przywódcy partii. Na dodatek, gdybym został wybranym do sejmu NZ, wówczas stałbym się ową przysłowiową "nową miotłą która dobrze zamiata".
Fot. #F1a (lewe): Oto jak wyglądałem wkrótce po wyemigrowaniu do Nowej Zelandii. Powyższa moja fotografia jest powszechnie dostępna w internecie. 
Fot. #F1b (prawe):  Oto jak wyglądam obecnie. Fotografia ta przedstawia moje najnowsze zdjęcie typu paszportowego wykonane w dniu 10 lutego 2015 roku. 


* * *
Moim powołaniem, zawodem i hobby są badania, nauka i filozofia. Jestem więc osobą nawykłą do znajdowania reguł i porządku, tam gdzie inni ludzie widzą jedynie przypadki i chaos. Moje wykształcenie to inżynieria mechaniczna. Mam też obroniony tytuł doktora nauk technicznych. Mój doktorat był broniony z pogranicza inżynierii mechanicznej i nauk komputerowych. Dlatego wykładając i prowadząc badania na 10 odmiennych uczelniach technicznych z 5 różnych krajów świata, w latach 1970 do 2005 oraz w 2007 roku zawodowo wykładałem nie tylko inżynierię mechaniczną, ale także informatykę i nauki komputerowe. W całym swym życiu zawodowym wykładałem (a stąd i opanowałem) około 100 odmiennych przedmiotów technicznych. Faktycznie więc ich liczba wystarczyłaby na stworzenie całej małej politechniki w Nowej Zelandii. Inżynierię mechaniczną wykładałem na Politechnice Wrocławskiej (Polska), na Uniwersytecie Canterbury w Christchurch (Nowa Zelandia), na Universiti Malaya w Kuala Lumpur (Malaysia), oraz na Universiti Malaysia Sarawak w Kuching (Tropikalna Wyspa Borneo). Z kolei nauki komputerowe w specjalizacjach programowanie, inżynieria softwarowa (Software Engineering), technologia stron internetowych, oraz przetwarzanie informacji (używając technologię internetową) wykładałem na Southland Polytechnic z Invercargill (Nowa Zelandia), na Otago University z Dunedin (Nowa Zelandia), na Eastern Mediterranean University z Famagusta (Northern Cyprus), na Timaru Polytechnic z Timaru (Nowa Zelandia), na Wellington Institute of Technology z Petone (Nowa Zelandia), oraz na Ajou University z Suvon (South Korea). W obu też tych dyscyplinach, tj. zarówno w inżynierii mechanicznej, jak i w naukach komputerowych, awansowałem aż do poziomu profesora uniwersyteckiego - tj. profesorem inżynierii mechanicznej byłem w Universiti Malaya oraz w Universiti Malaysia Sarawak, zaś profesorem nauk komputerowych byłem w Eastern Mediterranean University oraz w Ajou University. W Polsce pracowałem też jako doradca naukowy w dwóch ogromnych fabrykach, pierwsza z których produkowała komputery, a druga ciężarówki i autobusy.


#F5. Moje nieustające wysiłki poprawiania jakości życia wszystkich ludzi - np. perspektywy wykorzystania "energii moralnej" (której istnienie odkryłem), do leczenia depresji psychicznej, do zapobiegania samobójstwom, do zwiększania u ludzi poczucia szczęścia, do uzyskiwania nirwany, itp.:
Motto: "Prawdziwy postęp wcale NIE polega na przystrajaniu starych idei nowymi ozdóbkami, a na odwadze wdrażania nowych idei dla rozwiązywania starych problemów."

Jeśli ktoś przeanalizuje wyniki moich badań i wysiłków, wówczas odkryje, że wszystko co czynię faktycznie jest nastawione na poprawę jakości życia, szczęścia i dobrobytu wszystkich ludzi. (Aczkolwiek jako naukowiec wcale NIE ukrywam, że NIE istnieje taki nowy wynalazek czy odkrycie naukowe, którego inni niemoralni ludzie NIE potrafiliby zamienić w narzędzie zniszczenia i w źródło nieszczęść.) Nie pracuję więc skrycie nad jakimiś broniami które unicestwiłyby gro ludzkości. Nie usiłuję wytworzyć wirusów komputerowych które zniszczyłyby gospodarkę całych krajów. Nie wymyślam nowych chorób czy trucizn. Itd., itp. Za to intensywnie analizuję jak każdy z wynalazków lub odkryć jakie wypracowałem może otworzyć ludzkości nowe perspektywy i dać się spożytkować dla dobra wszystkich ludzi. 
Aby dać tu jakiś przykład jak niektóre z moich odkryć mogą działać dla dobra wszystkich ludzi, opiszę tutaj potencjał i perspektywy jakie np. dla leczenia depresji psychicznej, oraz dla zapobiegania samobójstwom, może wprowadzać moje odkrycie tzw. "energii moralnej" opisywanej dokładniej m.in. w punkcie #D2 strony o nazwie totalizm_pl.htm, zaś na niniejszej stronie wspominanej krótko np. w punkcie #I1. Owa "energia moralna" jest to rodzaj odpowiednika "energii potencjalnej" znanej nam z fizyki - tyle, że zamiast być generowana fizycznie poprzez użycie siły do pokonania oporu np. niewidzialnego "pola grawitacyjnego", owa energia moralna jest generowana umysłowo (w naszych przeciw-ciałach) poprzez włożenie wysiłku umysłowego w pokonanie naszym intelektem innego równie niewidzialnego jak grawitacja pola pierwotnego, które mój Koncept Dipolarnej Grawitacji i filozofia totalizmu nazywają "polem moralnym". Podobnie jak energia moralna, pole moralne też zostało szerzej objaśnione np. w punktach #I1 i #J1, czy na "Rys. #I1" niniejszej strony. Dla zwiększenia jego zrozumienia użyto tam też odmiennego niż tutaj punktu widzenia zaprezentowanych wyjaśnień. Czytając tamte opisy odnotuj też, że w przeciwieństwie do grawitacji - która działa tylko na jedną (fizyczną) składową nas samych, tj. na naszą masę (generując naszą wagę), owo pole moralne wywiera nacisk aż na trzy składowe naszych działań i decyzji umysłowych, tj. na naszą gotowość (umysłowe anty-lenistwo) do dokonywania intelektualnych poszukiwań twórczych (X), na naszą zdolność do generowania u innych ludzi pozytywnych uczuć (Y), oraz na naszą umysłową motywację włożenia w daną działalność określonego wysiłku fizycznego (Z). Na "Rys. #I1" owe trzy składowe pola moralnego zostały oznaczone jako trzy osie współrzędnych X, Y i Z naszych procesów umysłowych. Ponadto, podczas gdy grawitacja działa w przybliżeniu tak samo w obrębie okresów czasu jakie są rejestrowalne przez ludzkie zmysły, pole moralne natychmiastowo zawsze wykazuje odwrotną reakcję od swej reakcji długoterminowej - mianowicie krókoterminowo (znaczy natychmiastowo - czyli w okresie który rozciąga się tylko na czas trwania jakiegoś naszego postępowania) pole moralne zawsze generuje zdarzenia które utrudniają nam realizowanie działań moralnie poprawnych, zaś ułatwiają ludziom działania niemoralne, natomiast długoterminowo (tj. po upływie kilku lat) pole to zaczyna generować zdarzenia logicznie powiązane z danym uprzednim naszym postępowaniem, jednak jakich następstwa są dla nas odwrotne niż następstwa zdarzeń krótkoterminowych. Przykłady krótkoterminowych zdarzeń generowanych w wyniku reakcji pola moralnego na moje moralnie poprawne postępowanie opisałem w punkcie #N3 tej strony. 
Energia moralna jest generowana zawsze kiedy naszym wysiłkiem umysłowym pokonujemy w sobie którąkolwiek z trzech składowych pola moralnego (na "Rys. #I1" oznaczanych symbolami X, Y i Z), które wywierają nacisk na nasz umysł aby nas powstrzymać przed dokonaniem czegoś, co właśnie zaczęliśmy dokonywać lub czego podjęcie właśnie kontemplujemy, a co spełnia kryteria "moralnie poprawnego działania", czyli co wznosi nas "pod górę" w owym podobnym do grawitacji niewidzialnym "polu moralnym". Z kolei energia moralna jest z nas upuszczana, kiedy albo nic NIE czynimy oddając się przyjemności leniuchowania, albo też kiedy poddajemy się niewidzialnemu naciskowi owego "pola moralnego" i czynimy coś, co jest niemoralne (chociaż typowo co jest najłatwiejsze i stąd co dostarcza nam przyjemności), czyli co spycha nas w dół owego niewidzialnego pola moralnego. To właśnie z uwagi na istnienie owego niewidzialnego "pola moralnego", czynienie czegokolwiek co jest moralnie poprawne, np. mówienie całej prawdy, lub oddawanie innym ludziom "faktycznej przysługi", wymaga pokonania w naszych umysłach oporu owego pola moralnego i wkładania w to co czynimy znaczącego wysiłku podobnego do wysiłku wspinania się pod górę w niewidzialnym polu grawitacyjnym. To też z powodu oporu owego pola moralnego, w dzisiejszych czasach sporo ludzi unika czynienia czegokolwiek co spełnia kryteria "moralnie poprawnego działania" - wszakże działanie pola moralnego czyni to pracochłonnym i typowo nieprzyjemnym. Z kolei owo powszechne unikanie dokonywania "moralnie poprawnych działań" powoduje, że poziom energii moralnej gwałtownie spada u większości dzisiejszych ludzi, co z kolei staje się powodem obecnej "epidemii" depresji i innych chorób umysłowych, a także "epidemii" samobójstw.
Energia moralna jest równie konieczna dla naszego zdrowia i życia psychicznego, jak tlen jest potrzebny dla naszego zdrowia i życia fizycznego. Przykładowo, jeśli poziom owej energi moralnej spadnie u kogoś poniżej określonej wartości progowej, wówczas taki ktoś umiera na jakiś samoniszczący siebie sposób, np. popełnia samobójstwo. Z kolei generowanie (zwiększanie poziomu) owej energii moralnej u siebie, zwiększa nasze poczucie szczęścia i oddala negatywne myśli - co wyjaśniam szerzej aż na całym szeregu swych stron, np. w punkcie #D9 strony o nazwie totalizm_pl.htm, w punktach #B1 i #C2 strony o nazwie nirvana_pl.htm
, czy w punktach #D4 i #E1 swej strony o nazwie parasitism_pl.htm.
Z uwagi na działanie energii moralnej jako zwiększacza poczucia szczęścia i zadowolenia z życia, poznanie przez filozofię totalizmu zasad generowania u nas tej energii wprowadza potencjał dla wypracowania prostej metody leczenia depresji psychicznej, zapobiegania samobójstwom, itp. - czyli dla naszej obrony przed tymi rodzajami zła, które w dzisiejszych czasach stanowią coraz poważniejszy problem społeczny nie tylko w Nowej Zelandii. Tak wszakże niebiańska jeszcze niedawno Nowa Zelandia, obecnie zamienia się w kraj szalejącej depresji psychicznej i samobójstw. To zaś jest oznaką wyraźnego bankructwa moralnego, społecznego i ideologicznego rządowych decyzji i działań, oraz dowodem błędności odnośnych stwierdzeń oficjalnej nauki ziemskiej. Przykładowo, w [1#F5] dzienniku wieczornym nadawanym w NZ o godzinie 18:20 na kanale TV1 dnia 6 kwiednia 2014 roku, stwierdzone było, że wśród rolników NZ samobójstwa stanowią trzecią największą przyczynę śmierci - po chorobach i po wieku starczym. Powodów dla owej sytuacji jest wiele, np. coraz większe trudności dorosłego życia w dzisiejszej Nowej Zelandii (co już wyjaśniłem uprzednio np. w punktach #A2 i #D1 tej strony), połączone z eskalującym się w kraju "cieplarnianym" wychowywaniem dzieci jakie stosują nadgorliwie troskliwe tutejsze matki - np. patrz artykuł [2#F5] "Parents too scared to let kids ride bikes" (tj. "rodzice boją się pozwolić dzieciom jeździć na rowerach"), ze strony A2 gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), April 16, 2014), czy patrz owo "prawo anty-klapsowe" omawiane już uprzednio na tej stronie. W rezultacie, kiedy tak "cieplarnianie" wychowane dziecko po dorośnięciu doświadcza twardego potraktowania przez prawdziwe życie, wówczas NIE jest w stanie tego wytrzymać i albo zapada na depresję, albo też popełnia samobójstwo. (Być może warto byłoby aby nowozelandzkie matki zapoznały się też z korzystnymi następstwami metody wychowywania ludzi przez Boga, która pod nazwą "zasada odwrotności" opisywana jest w punkcie #F3 strony wszewilki.htm.) 
Ja włożyłem już sporo wysiłku i badań w próby wypracowania bazującej na energii moralnej metody obrony przed problemami związanymi z depresją psychiczną. Już też dawno temu metodę taką opisałem w swoich publikacjach - np. patrz punkt #D1 na stronie internetowej o nazwie nirvana_pl.htm, a jeszcze lepiej patrz podrozdział JE9 z tomu 8 mojej najnowszej monografii [1/5]. W wersji której działanie sprawdziłem na sobie, owa metoda sprowadza się do intensywnego zwiększania (odbudowywania) w sobie wymaganego poziomu energii moralnej, poprzez wykonywanie takich rodzajów ciężkiej pracy fizycznej, o których zasady "totaliztycznej nauki" pozwoliły mi ustalić, że generują one duże ilości energii moralnej. Innymi słowy, metoda ta zwiększa u ludzi poczucie szczęścia osobistego, zadowolenia i chęci życia, poprzez nauczanie ludzi jak mają oni wykonywać szczególne rodzaje wysoce moralnych prac o fizycznym charakterze, zilustrowanych w części (a) z "Rys. #I1", które to "prace moralne" szybko zwiększają u nich poziom niezbędnej do szczęścia energii moralnej. Jak dotąd nikt jednak oficjalnie NIE poparł tej metody - chociaż otrzymywałem prywatne emaile, w których inni ludzie twierdzili, że stosowanie mojej metody zwiększyło ich energię moralną aż do poziomu totaliztycznej nirwany. Niestety, moje ograniczenia finasowe, brak dostępu do laboratoriow badawczych, brak warunków do zbudowania instrumentu który pozwoliłby mierzyć poziom czyjejś energii moralnej, oficjalne potępianie moich badań, itp., powodują że jak dotąd NIE mam możliwości aby obiektywnie i naukowo potwierdzić lub zweryfikować działanie tej metody na osobach innych niż ja sam. A szkoda. Wszakże kiedy dla jakichś ideologicznych powodów decydenci oficjalnej nauki odwracają się tyłem do prawd, których moje "hobbystyczne" badania i publikacje usiłują ludziom ujawniać, w międzyczasie tysiące synów, córek, mężów, żon, matek i ojców zapada na depresję lub popełnia samobójstwa. Wszakże ignorując moją metodę leczenia depresji i zapobiegania samobójstw, jednocześnie owi decydenci NIE są w stanie zaoferować ludziom jakiejkolwiek innej metody, która byłaby faktycznie efektywna - nie wspominając już o jej byciu efektywniejszą od opisanej tu metody bazującej na energii moralnej, a stąd która mogłaby skutecznie pomóc dzisiejszym niezliczonym ofiarom braku energii moralnej i przywrócić te ofiary ich bliskim którzy je kochają i potrzebują w swoim życiu. Sytuacja więc z moją metodą generowania energii moralnej dla zapobiegania depresjom i samobójstwom, zaczyna kopiować sytuację ze starożytnym sejsmografem Zhang Henga, który mógłby uratować tysiące istnień ludzkich przed śmiercią od trzęsień ziemi, jednak którego nikt NIE chce zbudować ponieważ jego zasada działania bazuje na wykorzystaniu fal telepatycznych do zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi, istnienie których to fal dla jakichś tam ideologicznych powodów jest uparcie zaprzeczane przez decydentów dzisiejszej oficjalnej nauki ziemskiej. Wygląda więc na to, że aby zatrzymać obecne spychanie ludzkości ku przepaści przez już skorumpowaną ideologicznie dotychczasową oficjalną naukę, NIE ma już innego wyjścia, niż oficjalne powołanie owej jeszcze jednej nauki (konkurencyjnej wobec dotychczasowej), która pod nazwą "nowa nauka totaliztyczna" opisana jest dokładniej w punktach #C1 do #C6 strony telekinetyka.htm



Część #G: Jakie korzyści wyborcy z mojego okręgu "Hutt South", a także mieszkańcy całej Nowej Zelandii, by uzyskali poprzez głosowanie w wyborach na moją kandydaturę:

#G1. Bóg jest wyjątkowo sprawiedliwy - każdemu z ludzi nadaje NIE tylko określone niedoskonałości, ale także jakieś unikalne talenty:
Bóg jest zawsze wyjątkowo sprawiedliwy. Stąd ewentualne braki w jednym obszarze zawsze wynagradza dodatkowymi darami w innym obszarze - czego drastycznym, chociaż ilustracyjnym przykładem, są ludzie ślepi - którym Bóg zawsze daje doskonały słuch i nos, albo losy pustynnych krajów - którym Bóg dał ropę naftową. Stąd życie społeczne tylko zyskuje, jeśli każdy ma możność przysługiwania się społeczeństwu tym, w zakresie czego Bóg obdarzył go najobficiej. Na tej stronie ja właśnie proponuję wykorzystanie dla dobra innych ludzi tych swoich cech, przy kształtowaniu których Bóg był dla mnie najbardziej chojny.


#G2. Nowa Zelandia NIE jest omijana przez kataklizmy - czy jednak jej decydenci udowodnili, że są w stanie poradzić sobie z wielko-skalowym kataklizmem?
Jeśli ogląda się dzienniki telewizyjne, wówczas zaczyna szokować liczba problemów społecznych, rozruchów, rewolucji, zmian rządu i przemian ustroju, itp., jakie mają miejsce w dzisiejszym świecie. Nowozelandczycy typowo oglądają to wszystko z filozoficzną stoiskością. Wszakże narazie ciągle mają pełne żołądki, zaś prawo i porządek ciągle panują w ich kraju. Ja jednak widziałem i przeżyłem w Polsce ilustrację, jak drastycznie i nagle taka sytuacja może się zmienić. Wszakże wystarczy do tego, że żywność zniknie z półek sklepowych, zaś rząd zmuszony zostanie do drastycznych działań - tak jak od dawna zapowiada to staropolska przepowiednia opisana w punkcie #H3 strony przepowiednie.htm. A taka właśnie zmiana jest odległa od Nowej Zelandii o tylko jeden rozleglejszy naturalny kataklizm o nawet tylko krajowym zasiegu, w rodzaju np. jednej ostrzejszej suszy albo zimy jaka zdziesiątkuje jej zasoby żywności. Wszakże już obecnie rosnące nierówności społeczne, koszty żywności, brak reform, oraz powiększająca się przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi - o jakich piszę m.in. w "2c" z punktu #D1 tej strony, nasiliła frustrację narodu i sprowadziła na NZ sytuację, że nawet niewielkie zakłócenie normalności może spowodować rozruchy. A jak widzimy to wokoło, naturalne kataklizmy, susze, powodzie, niszczycielskie zimy, itp., stają się coraz częstrzym zjawiskiem.
Fatalny dla Nowej Zelandii kataklizm może też przybyć z zewnątrz. Wcale przy tym NIE musi nim być jakaś mordercza zaraza (w rodzaju afrykańskiej ebola czy azjatyckiej ptasiej grypy), a mogą to być skutki wszystkiego co naruszy porządek i stabilność ekonomiczną. Przykładem mogą być tu już gotowe do nadejścia niedalekie następstwa wielkoskalowego drukowania pieniędzy, o którym jest wiadomym iż trwa ono w ekonomicznie kluczowym kraju świata już od wielu lat - np. patrz polskojęzyczny artykuł www.prisonplanet.pl/ekonomia/nie_tylko_rosja_ucieka_od,p2070308788. Wszakże takie wielkoskalowe drukowanie pieniędzy wykazuje się wszelkimi cechami "niemoralnej decyzji i wdrożenia" opisanymi w punkcie #J1 tej strony. Przykładowo natychmiastowo (krótko-terminowo) jest ono łatwe, bezwysiłkowe, zyskuje natychmiastowe uznanie i poparcie oraz przynosi natychmiastowe korzyści. Zgodnie więc z działaniem pola moralnego, w długoterminowych następstwach musi ono przynieść zaprzeczenie siebie samego, czyli krach finansowy. Historia faktycznie też potwierdza, że każdy uprzedni przypadek wielkoskalowego drukowania pieniędzy z całą pewnością zawsze nieodwołalnie kończył się wyniszczającym finansowym krachem. Dobrym przykładem z historii mogą tu być losy ministra finansów z Francji o nazwisku John Law - którego masowe drukowanie pieniędzy w latach 1716 do 1720 w jakiś czas potem stało się jedną z przyczyn Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Podobnie stało się w Republice Weimarskiej (dzisiejsze Niemcy), która w latach 1918 do 1923 też masowo drukowała pieniądze, zaś spowodowany przez którą krach finansowy doprowadził potem m.in. do dojścia Hitlera do władzy i w rezultacie do 2-giej Wojny Światowej. Faktycznie też oznaki właśnie rozpoczętego nadchodzenia na dzisiejszą ludzkość niszczycielskiego ogólnoświatowego krachu finansowego, zaczęli już odnotowywać i zapowiadać nawet co bardziej spostrzegawczy bankierzy - po przykład patrz artykuł [1#G2] o tytule "New global crash looming: bank boss" (tj. "wyłania się nowy światowy krach: szef banku), ze strony B12 gazety The New Zealand Herald (wydanie z poniedziałku (Monday), August 11, 2014). 
Innym przykładem kataklizmu jaki może przybyć do Nowej Zelandii z zewnątrz, są bliskie już zasadnicze zmiany w technologii produkcji żywności - w rodzaju zmiany którą opisuje artykuł [2#G2] o tytule "Milk made in laboratories to hit shelves" (tj. "mleko wyprodukowane w laboratoriach pojawi się na półkach sklepowych"), ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend (wydanie z soboty-niedzieli (Saturday-Sunday), July 12-13, 2014). Artykuł ów opisuje plany amerykańskiej kompanii (powiązanej z Indiami - najwyraźniej święte krowy maczały w tym palce), która używa genetycznie zmodyfikowane drożdże tak aby zamiast alkoholu wytwarzały one syntetyczne mleko niemal identyczne do krowiego. Już w 2016 roku planuje ona podjąć masową produkcję tego mleka w sposób bardzo podobny jak obecnie produkuje się piwo. Mleko to stanie się więc aż tak tanie, że na całym świecie doprowadzi ono do bankructwa m.in. tych rolników, którzy produkują mleko i produkty mleczne. A w Nowej Zelandii produkcja mleka jest podstawą ekonomii kraju - w 2016 roku planuje ona przynieść około $ 17 bilionów dochodu. Poza wypasem zwierząt, Nowa Zelandia NIE ma też żadnego innego przemysłu, który stanowiłby bazę dla ekonomii kraju. Wszakże NIE stara się ona neutralizować mechanizmów moralnych w rodzaju "przekleństwa wynalazców" czy "wynalazczej impotencji", opisywanych m.in. w punktach #N2 i #D5 tej strony, które wyniszczają jej wynalazców i odkrywców. Panoszenie się zaś owych mechanizmów w NZ oznacza, że jest ona skazana na utrzymywanie się wyłącznie ze starożytnych technologii, w rodzaju produkcji mleka, mięsa, wełny, skór, itp. Nie ma też wystarczającej ilości terenów równinnych, na których z wypasu zwierząt mogłaby się przestawić np. na produkcję zboża czy buraków. Kiedy więc produkty od pradawnych czasów dostarczane ludziom przez zwierzęta, takie jak mleko, mięso, wełna, skóry, itp., zostaną zastąpione przez swoje znacznie lepsze odpowiedniki syntetyczne, cała gospodarka NZ się zapadnie. To zaś zainicjuje kataklizm ekonomiczny na skalę jakiej NZ nigdy NIE przewidywała i do której przyjęcia zupełnie NIE jest przygotowana. 
Pytanie więc jakie warto sobie zadawać, to czy ekspertyza reprezentowana w obecnym rządzie Nowej Zelandii pozwoli na zapanowania nad sytuacją po nadejściu dowolnego dewastującego kraj kataklizmu? Częściowej odpowiedzi na to pytanie udziela to co nadal się dzieje w mieście Christchurch - chociaż minęły już ponad 3 lata od kiedy było ono zniszczone trzęsieniem ziemi z 2011 roku. Jeden z powodów: w podejmowaniu decyzji typowo ignoruje się nowe idee ludzi myślących w sposób odmienny od typowego - jakie to myślenie jest właśnie moją specjalnością. W mojej więc opinii, faktycznie sejm Nowej Zelandii bardzo by skorzystał, gdyby w jego składzie znalazł się ktoś o aż tak niekonwencjonalnym sposobie myślanie jak moje. Wszakże NIE w każdej sytuacji ludzie myślący inaczej są ludźmi gorszej kategorii, jako że często są oni zdolni do dołożenia unikalnego wkładu w postaci idei, na pomysł której owi typowo myślący ludzie NIE są w stanie nawet wpaść.

#G3. Inne korzyści jakie stwarzałaby moje dołączenie do grona posłów na nowozelandzki sejm:
Oto najważniejsze moje cechy, które też powodują, że byłbym w stanie 
1. Jestem emigrantem - NIE noszę więc emocjonalnego bagażu jaki u innych ludzi nakazywałby mi zważać na cokolwiek innego niż ich faktyczny meryt i rzeczywiste owoce ich działań. Znaczy, ponieważ NIE przeszedlem szkoły, uczelni, czy służby w armii z innymi ludźmi którzy mnie otaczają, NIE łączą mnie z nimi żadne nieformalne związki czy więzi uczuciowe. We wszystkim więc co czynię mogę być absolutnie obiektywny i rzeczowy, oraz kierować się wyłącznie wartościami jakie ludzie ci naprawdę reprezentują. To zaś ogromna zaleta w kraju, w którym istniały sytuacje kiedy wszycy członkowie jego rządu byli klasowymi kolegami wywodzącymi się z tej samej szkoły. 
2. Jestem naukowcem z dużą wiedzą techniczna i ogromnym bagażem życiowego doświadczenia. Życie zaś w dzisiejszych czasach wykazało użyteczność wielu metod i zasad jakie dotychczas naukowo wypracowałem. Jest więc duża szansa, że metody te i zasady wydadzą też owoce jeśli zostana użyte do osiągania politycznych celów. 
3. Jako były aktywista polskiej "Solidarności", nawykłem do idei wprowadzania głębokich reform - których Nowa Zelandia pilnie potrzebuje. Innymi słowy, ja nawykłem do myśli rozważenia i spróbowania każdej metody działania jaka może doprowadzić do osiągnięcia generalnych celów na jakie nastawiam swoją kampanię, a jakie wyszczególniłem w punkcie #D1 tej strony, tj. jestem gotowy rozważać nawet metody działania aż tak niekonwencjonalne, jak te opisane w punkcie #D4 niniejszej strony. 



Część #H: Generalne metody z użyciem których zamierzam dołożyć swój wkład w urzeczywistnienie celów i intencji opisywanych na niniejszej stronie:

#H1. Kontynuowanie dotychczasowych badań naukowych oraz jednoczesne wystawienie swej kandydatury na posła do sejmu nowozelandzkiego:

Postęp trzeba mozolnie wypracowywać. Aby więc to czynić, w wolnym czasie kontynuuję swoje badania naukowe opisane już w punkcie #F4 tej strony. Na dodatek, aż dla szeregu powodów jakie wyjaśniam na tej stronie, postanowiłem wystawić swoją kandydaturę pod głosowanie do sejmu w 2014 roku. W przypadku bowiem sukcesu w tym zakresie, mógłbym spróbować wraz z innymi posłami, którym przyszłość i dobro Nowej Zelandii leżą na sercu, czy uda się przeforsować w owym sejmie kilka pozytywnych zmian jakie opisuję w punkcie #D1 tej strony. 



Część #I: Jak to się stało, że postanowiłem stanąć do wyborów:

#I1. "Dobre intencje" plus "niedźwiedzia przysługa" równają się "problemy życiowe dla mnóstwa ludzi":
Motto: "Piekło jest wybrukowane 'dobrymi intencjami'."

W Polsce mamy powiedzenie "niedźwiedzia przysługa". Wywodzi się ono z baśni ludowej, w której ogromny i silny niedźwiedź miał dobre intencje wobec człowieka z którym się przyjaźnił. Kiedy więc mucha usiadła na czole tego człowieka, ów niedźwiedź chciał oddać mu przysługę i zabić tę muchę. Jednak kiedy uderzył łapą w ową muchę, jego uderzenie było tak potężne, że zdruzgotał on czaszkę swego przyjaciela. Gdybyśmy więc definiowali ludowe wyrażenie poskojęzyczne "niedźwiedzia przysługa", wówczas byśmy stwierdzili coś w rodzaju, że "niedźwiedzia przysługa" jest to działanie zrealizowane z dobrymi intencjami pomagania bez uprzedniego uzyskania zgody ludzi którym ma ono pomagać, które jednak z powodu popełnienia w nim różnych pomyłek, lub zbytniego uproszenia analizy jego faktycznych następstw, w praktyce okazuje się wysoce niszczycielskie dla tych którym miało ono służyć i pomagać. Niestety, wszyscy z nas są tylko ludźmi, zaś popełnianie pomyłek jest rzeczą ludzką. Dlatego sztuka życiowa NIE polega na całkowitym uniknięciu oddawaniu "niedźwiedziej przysługi", a na umiejętności jej naprawiania kiedy odkrywamy, że to co czynimy okazuje się niepożądane - czyli na umiejętności zamieniania "niedźwiedziej przysługi" w "faktyczną przysługę".
W rzeczywistym życiu wielu ludzi nagminnie popełnia błąd niezamierzonego oddawania innym takiej właśnie "niedźwiedziej przysługi". Jako ich przykład rozważ owo "prawo przeciwklapsowe" opisywane w punkcie #B5.1 mojej strony o nazwie will_pl.htm - którego "dobrą intencją" było zapobieganie maltretowania dzieci, jednak faktycznie które odebrało rodzicom prawo do godziwego wychowywania własnych dzieci. 
Ja naukowo badałem dlaczego większość posunięć decydentów i polityków okazuje się potem być "niedźwiedzimi przysługami". Jak ustaliłem, najważniejszym powodem jest, że posunięcia te NIE są sprawdzane czy spełniają one wszystkie kryteria bycia "moralnymi". Okazuje się bowiem, że jeśli coś NIE jest "moralne" (w sensie definicji "moralności" przytoczonej m.in. w punkcie #B5 mojej strony o nazwie morals_pl.htm, wówczas w swym długoterminowym działaniu wyzwala ono niekorzystne tzw. "skutki uboczne", które NIE tylko niwelują, a wręcz przekraczają, jego krótkoterminowo korzystne następstwa. Tylko bowiem to co spełnia kryteria bycia "moralnym" w swym długoterminowym działaniu NIE wprowadza sobą niepożądanych skutków ubocznych jakie uniważniają korzystne tego następstwa. Niestety, większość ludzi NIE wie o tym. Wszakże ów fakt został ujawniony dopiero dzięki badaniom nowej "nauki totaliztycznej" prowadzonym w zgodności z filozofią totalizmu - o których nadal tylko nieliczni wiedzą. Nie wiedząc zaś o tych wynikach badań totalizmu, ludzie ci podejmują decyzje jakie uprzednio NIE zostały zweryfikowane czy spełniają one kryteria bycia "moralnymi". Wiele z nich wcale też NIE jest konsultowane z ludźmi jakich potem dotyka, stąd ma charakter "uszczęśliwiania kogoś na siłę" zgodnie z nawykiem wielu decydentów i polityków, że "ja wiem najlepiej co ci potrzeba do szczęścia". Wdrożenia zaś takich decyzji potem okazują się notorycznie być rodzajami "niedźwiedziej przysługi". Z tego powodu, aby zilustrować tutaj jakiego rodzaju weryfikacje kryteriami moralności są konieczne w odniesieniu do wszelkich ludzkich działań, w następnej "części #J" tej strony podsumowałem krótko na czym takie moralne weryfikowanie powinno polegać. 
Podrozdziały JA4.1 i JA13 z tomu 6 mojej najnowszej monografii [1/5] wyjaśniają szerzej powody dla których wszelkie decyzje i działania, jakie NIE zostały potwierdzone, że spełniają one kryteria moralności, po zrealizowaniu i upływie określonego czasu zwrotu okazują się wyzwalać najróżniejsze niepożądane "skutki uboczne" jakie zamieniają je w "niedźwiedzie przysługi". Wyjaśnienie owo ujawnia, że każde ludzkie działanie (i decyzja) jest rodzajem trójwymiarowego procesu realizowanego najpierw w ludzkim umyśle, a dopiero później uzewnętrznianego do świata fizycznego. Symbolicznie proces ten zilustrowałem strzałką P na "Rys. #I1". Proces ten wykazuje rodzaj "lustrzanego podobieństwa" do trójwymiarowego procesu "fizycznej pracy" opisanego nam już relatywnie dokładnie przez nauki fizyki i mechaniki. Mianowicie, owe ludzkie działania i decyzje zachodzące w naszym umyśle, też są rodzajami przemieszczeń Px, Py i Pz dokonywanych w trójwymiarowym polu siłowym formowanym przez trzy rodzaje sił oporowych ustawionych względem siebie prostopadle (pod kątami 90 stopni) - tj. ustawionymi podobnie do trzech osi współrzędnych X, Y i Z w trójwymiarowej przestrzeni fizycznej. Na te przemieszczenia Px, Py i Pz zachodzące w naszych umysłach oddziaływują następujące trzy rodzaje sił owego trójwymiarowego oporu otoczeniowego: (X) siły F=ma formowane przez tzw. "pole moralne" (np. naciski i siły zewnętrzne formowane przez nasze sumienie, przez intelektualnie poznane wymagania Boga przekazane nam religiami, przez treść Biblii, przez metody i efekty działania Boga, itp.), (Y) oporowe siły i nakazy ludzkich uczuć (np. ludzkie uprzedzenia, niechęci, nawyki uczuciowe, wymagania ego, itp.), oraz (Z) powstrzymujące nas siły fizyczne (np. opory naszego ciała, następstwa zmęczenia, fizykalne wymagania naszego ciała, itp.). Z owych trzech sił najbardziej pierwotnym jest "pole moralne" (F=ma). Natomiast siły uczuć (Y) i fizyczne (Z) są wtórne do "pola moralnego" i zależne od niego na szereg sposobów, wiele z których nadal oczekuje przebadania. To z tego powodu wolno stwierdzać, że siły uczuć i siły fizyczne są "następstwami pokrewnymi" do pola moralnego. Przykładowo, już jest nam wiadomym, że działania Px które są "moralne" (czyli które biegną pod górę osi X), u osób postępujących moralnie wywołują pozytywne uczucia Py (tj. uczucia które też biegną pod górę osi uczuć Y, tak jak pokazują to części (a) i © z "Rys. #I1"). Natomiast u osób postępujących niemoralnie (np. u przestępców) czyjeś dziłania moralne Px generują negatywne uczucia -Py (tj. uczucia które biegną w dół osi uczuć Y, tak jak pokazują to części (b) i (d) z "Rys. #I1"). Podobnie jest już nam wiadomym, że każdy efektywny "dobry uczynek" (taki jak przypadek pokazany w części (a) "Rys. #I1") zawsze wymaga włożenia w niego sporego wysiłku fizycznego (np. podniesienia ciężaru, wyciągnięcia kogoś z wody, wykonania jakiejś pracy, itp.). Oczywiście, każde ludzkie działanie (lub decyzja) P może być dowolnie nachylone względem owych trzech siłowych osi współrzędnych X, Y i Z. Przy dowolnym nachyleniu, to działanie (lub decyzja) P samo staje się "akcją" która indukuje wtórne "reakcje" nie tylko o charakterze moralnym, ale także i owym charakterze uczuciowym i fizycznym. Te zaś wtórne "reakcje" typu uczuciowego Px lub fizycznego Pz, jakich źródłem jest działanie (lub decyzja) P nachylone pod jakimś kątem do osi uczuciowej i fizykalnej, po upływie określonego czasu zwrotu manifestują się w naszym świecie fizycznym właśnie jako takie wyżej-wskazywane "skutki uboczne" Py i Pz tego co zostało uczynione lub zadecydowane. Z tego powodu, tylko te działania i decyzje które biegną dokładnie ku dodatnim wartościom każdej osi opisywanego tu układu współrzędnych, NIE indukują sobą reakcji w postaci niepożądanych "skutków ubocznych". Dlatego, aby móc realizować działania i podejmować decyzje, które NIE sprowadzą na nas kar moralnych (-Px) za łamanie praw moralnych, ani NIE pobudzą innych ludzi do silnych negatywnych uczuć (-Py) i NIE będą nas trapiły potem przykrymi następstwami fizykalnymi (-Pz), konieczne jest rutynowe sprawdzanie każdego swego działania i decyzji, czy faktycznie spełnia ono kryteria bycia moralnym, tj. czy faktycznie zmierza ono dokładnie ku dodatnim wartościom "pola moralnego" i ku rosnącym wartościom uczuć Py oraz pracy fizycznej Pz. Tylko też takie działania spełniające ostre kryteria moralności NIE okazują się później rodzajami opisywanej tu "niedźwiedziej przysługi". 
W powyższym wyjaśnieniu często używam nazwy "pole moralne". Aczkolwiek pole to opisywane jest cząstkowo aż w całym szeregu punktów niniejszej strony (np. w jej punktach #D5, #F5, #J2, #N2, czy (2014/4/19) z #M2), dla pewności wyjaśnię w tym miejscu dokładniej czym ono faktycznie jest. Otóż tzw. "totaliztyczna nauka" (tj. nauka opisywana już w punkcie #F4 tej strony) odkryła, że ludzie nieustannie poddawani są działaniu aż dwóch niewidzialnych pól pierwotnych o bardzo do siebie podobnych cechach. Pierwszym z tych pól, poznanym już relatywnie dawno przez oficjalną naukę ziemską, jest dobrze nam znane "pole grawitacyjne". Działa ono wyłącznie na "masy fizyczne" (np. na nasze ciała), zaś jego działanie najwyraźniej doświadczamy kiedy np. wspinamy się w górę po schodach lub po jakimś zboczu. Natomiast drugie z owych pól pierwotnych NIE było dotychczas wykryte przez oficjalną naukę, zaś autor tej strony jest pierwszym naukowcem który je odkrył i opisał. Autor nazywa je "polem moralnym" - ponieważ oddziaływuje ono siłowo wyłącznie na "masy moralne" (tj. na ludzkie umysły). Na ilustracji "Rys. #I1" owo "pole moralne" jest pokazane jako żółta strzałka wywierająca siłę "F=ma". Jego działanie też daje się odnotować relatywnie wyraźnie kiedy przychodzi nam dokonywać czegoś co jest poprawne pod względem moralnym, a stąd co w przyszłości przyniesie wiele korzyści "a" dla dużej liczby ludzi "m" - np. kiedy dokonuje się działań opisywanych na tej stronie. W takich przypadkach krótkoterminowe reakcje pola moralnego typowo manifestują się nam jako coś co indukuje w nas najróżniejsze intelektualne opory, groźby, zniechęcenia, postawy, itp., odczuwane w naszych umysłach, jakie zniechęcają nas do podjęcia takich moralnych działań i jakie musimy świadomie pokonywać poprzez włożenie znaczącego wysiłku w realizację swoich zamiarów. (Odnotuj jednak, że długoterminowe działanie pola moralnego zawsze jest odwrotne do jego krótkoterminowych reakcji.) Przykłady najróżniejszych manifestacji krótkoterminowych reakcji "pola moralnego", jakie dotychczas mi już się objawiły podczas realizacji moich intencji opisanych niniejszą stroną, raportowane są poniżej w punkcie #N3. Gdybyśmy próbowali przytoczyć tu formalną definicję pola moralnego, wówczas pole to dałoby się zdefiniować np. w następujący sposób. "Pole moralne" jest to podobny do grawitacji rodzaj siłowego pola pierwotnego, który jednak zamiast na "masy fizyczne" oddziaływuje na reprezentowane przez nasze umysły "masy moralne" (m) z siłą (F=ma) która jest proporcjonalna do liczby ludzkich umysłów (m) jakie dotykane są skutkami danego działania, oraz proporcjonalna do wysokości (a) korzyści postępu (lub do wysokości (-a) cierpień uwstecznienia) spowodowanych przez owo działanie. Odnotuj tutaj też, że aczkolwiek pole moralne jest nadrzędnie pokrewne do pola grawitacyjnego i np. też jest ono polem pierwotnym, wykazuje ono aż kilka cech jakie różnią je od grawitacji. Przykładowo, pole moralne (1) jest nadrzędne w stosunku do grawitacji, (2) w długoterminowych następstwach działa ono odwrotnie niż w swych krótkoterminowych następstwach, (3) wykazuje ono wysoką inteligencję w każdym swym działaniu, a także wykazuje się posiadaniem jeszcze kilku nastepnych cech odróżniających opisanych w punkcie #H2 strony o nazwietotalizm_pl.htm. Warto tu też podkreślić, że aby efektywnie wychowywać ludzi na "żołnierzy Boga" (tak jak opisuje to punkt #B1 strony antichrist_pl.htm), Bóg w swojej nieskończonej mądrości tak zaprogramował działanie "pola moralnego", że wszystko co jest "moralne" krótkoterminowo musi z wysiłkiem wspinać się pod górę tego pola (tj. w kierunku +Px, tak jak pokazują to części (a) i (b) "Rys. #I1"). Natomiast wszystko co jest "niemoralne" zapada się w dół owego pola krótkoterminowo generując nam jakiś rodzaj przyjemności (tj. zapada się w kierunku -Px, tak jak pokazują to części © i (d) "Rys. #I1"). W rezultacie, w sensie krótkoterminowych (natychmiastowych) efektów, "pole moralne" F=ma zawsze natychmiastowo utrudnia nam każde działanie jakie jest poprawne pod względem moralnym, za to natychmiastowo ułatwia nam i uprzyjemnia każde działanie jakie jest "niemoralne". (Odnotuj, że takie krótkoterminowe działanie pola moralnego umożliwia nam bardzo proste i szybkie identyfikowanie działań i decyzji które mają potencjał aby w przyszłości okazać się "niedźwiedzimi przysługami". Mianowicie, jeśli dane działanie lub decyzja przychodzi nam łatwo i/albo generuje nam przyjemność, wówczas faktycznie to oznacza, że w przyszłości najprawdopodobniej okaże się ono być właśnie "niedźwiedzią przysługą".) Na szczęście dla ludzkości, "pole moralne" ma też swoje długoterminowe działanie, jakie jest zwielokrotnioną odwrotnością jego działania krótkoterminowego. W owym długoterminowym działaniu, pole moralne obficie nagradza działania poprawne moralnie, zaś surowo karze działania które zakwalifikowały się jako niemoralne. 
Aby więc jakieś działanie (lub decyzja) NIE okazało się potem być "niedźwiedzią przysługą", przed jego urzeczywistnieniem mamy obowiązek sprawdzić, czy spełnia ono kryteria moralności, czyli czy wspina się ono możliwie najbardziej stromo pod górę owego niewidzialnego "pola moralnego" - postępując wzdłuż tzw. "linii najwyższego oporu intelektualnego". Tylko bowiem takie działanie NIE formuje potem "moralnych reakcji" w postaci najróżniejszych ukarań wymierzanych nam przez zadziałanie "praw moralnych". Upewnienie się zaś, czy dane działanie (lub decyzja) faktycznie postępuje właśnie pod górę "pola moralnego" i wzdłuż owej wymaganej "linii najwyższego oporu intelektualnego", uzyskuje się poprzez analizę czy działanie to wypełnia znane nam już kryteria moralności opisywane w "części #J" tej strony.
Oddania innym "niedźwiedziej przysługi" daje się łatwo unikać w praktyce, jeśli tylko w swoich decyzjach i działaniach przestrzega się trzech podstawowych reguł, które powinny być wpisane w każdy ludzki proces i w każdą decyzję. Ponieważ zaś decyzje natury politycznej dotykają sobą największą liczbę ludzi, dlatego jest ogromnie istotnym aby przestrzeganie tych reguł było automatycznie wpisane (i wymagane) w każdą decyzję polityczną - w tym w każdą decyzję sejmu. Reguły te wymagają co następuje: 
(1) Po wstępnej decyzji, ale przed podjęciem działania, starannie skonsultuj swoje zamiary z ludźmi którzy będą wystawieni na ich następstwa. Chociaż bowiem wiele demokracji, w tym nowozelandzka, czyni szerokie gesty iż jakoby używa przeddziałaniowej konsultacji, jednak z upływem czasu konsultacje te typowo zostały powypaczane poprzez nawyk ich ułatwionego prowadzenia z niewłaściwymi ludźmi - tj. zazwyczaj z władzami terenowymi i z instytucjami które potem będą wdrażały daną decyzję, a stąd z którymi powinno się negocjować jedynie końcową jakość i cenę, a NIE rodzaj i charakter działania. Wiadomo bowiem, że owe władze terenowe i instytucje będą później realizowały te działania czy decyzje, czyli że ich uczestnicy i przedstawiciele będą potem rozdzielali lukratywne kontrakty lub będą wyciągali zyski wynikające z owej realizacji. Stąd w ich interesach wcale NIE leży zmienianie czegokolwiek tylko ponieważ NIE spełnia to kryteriów moralności i stąd później okaże się być "niedźwiedzią przysługą". Taka więc niewłaściwie skierowana konsultacja daje się przyrównać do postępowania męża, który zamierza kupić samochód żonie, jednak zamiast żony konsultuje w tym celu sprzedawcę samochodów - oczywiście lądując z najdroższym, najniewygodniejszym, oraz najbardziej niechcianym przez żonę modelem. (W rezultacie jakiej to "niedźwiedziej przysługi" typowo jest potem karany niekorzystnymi "skutkami ubocznymi" swej decyzji przez cały okres posiadania tego samochodu, a czasami nawet i przez resztę swego życia.) 
(2) Jeśli ludzie którzy będą wystawieni na następstwa danego działania w większości zaczną protestować i namawiać do jego zaniechania, wówczas "NIE uszczęśliwiaj ich na siłę", a raczej zmień swe zamiary na inne działanie które będzie lepiej służyło owym ludziom. Jednak dla znalezienia czym powinieneś zastąpić niechciane działanie NIE postępuj pochopnie, a włóż sporo przemyśleń w to co wybierzesz. W tym celu zacznij od przeanalizowania jakie faktyczne cele miało osiągnąć owo oryginalne (zaniechiwane) działanie, poczym przygotuj listę innych możliwych działań, które też mogą wypełniać te same, lub bardzo podobne, cele. 
(3) Z listy możliwych działań, które też wypełnią zamierzone przez ciebie cele, wybierz jedno które najlepiej spełnia kryteria moralności, poczym ponownie powtórz dla niego proces konsultacji z punktu (1) powyżej. W "części #J" tej strony wskażę dokładniej czym daje się sprawdzić, czy dane działanie faktycznie wypełnia kryteria moralności. Niniejszy proces powtarzaj tak długo, aż znacząca większość ludzi dotykanych zamierzonym działaniem z zadowoleniem zaaprobuje jego zrealizowanie. Odnotuj przy tym, że chociaż z góry wiadomo iż w dużej grupie ludzi zawsze się znajdują jakieś indywidua które będą protestowały przeciwko praktycznie wszystkiemu, indywiduów tych typowo jest bardzo mało - stąd zawsze daje się znaleźć działanie (lub decyzję) na tyle moralne, że będzie ono zadowalało gro osób jakie dotknięte będą jego skutkami. Dopiero po uzyskaniu takiej akceptacji od znaczącej większości dotykanych nim ludzi, możesz podjąć negocjacje tego działania z wykonawcami, którzy będą je wdrażali w życie. Wykonawcy bowiem zaakceptują wszystko co im się przedstawi, tyle że wynegocjowania z nimi będzie wymagała forma, jakość i cena ich końcowego produktu. 
Politycy i decydenci wcale NIE są jedynymi ludźmi którzy w każdym swoim postępowaniu jakiego skutki dotkną innych bliźnich powinni przestrzegać powyższych reguł. Faktycznie to każdy z nas ma moralny obowiązek aby na własny użytek wypracować sobie i systematycznie wdrażać w swym postępowaniu jakąś wersję powyższych reguł. Szczególnie ich punktu (1) - tj. "przeddziałaniowego konsultowania", oraz punktu (2) - tj. "zmiany niechcianego działania na moralne i chciane działanie jakie będzie zaakceptowane przez osoby dotykane jego następstwami". Innymi słowy, w tym co czynimy powinniśmy: unikać sprawiania "niespodzianek" (niespodzianki bowiem z definicji są niemoralne - chyba, że były poprzedzone dyskretnym wybadaniem ich odbiorców, czy to co im się serwuje jest zgodne z ich życzeniami), konsultować wszystko co zamierzamy uczynić, oraz być gotowymi na wprowadzanie zmian - jeśli te są nam sugerowane. Oczywiście, taka procedura działania wybiega przeciwko temu, co napędzana przez "ego" filozofia pasożytnictwa wmawia nam krzykliwie, iż powinniśmy to czynić na codzień - jako przykład rozważ liczne reklamy i ogłoszenia typu "spraw swojej ukochanej niespodziankę i kup jej diamentowy pierścionek", czy "zorganizuj mu niespodziankową party". Musimy jednak pamiętać, że owe ogłoszenia są opracowywane i upowszechniane przez firmy i instytucje które w punkcie (1) powyżej były wskazywane jako "niewłaściwe" do konsultowania z nimi naszych decyzji. Jeśli bowiem skonsultujemy swoje plany z właściwą osobą, np. z ukochaną, wówczas się np. okaże, że zamiast utopienia naszych oszczędności w diamentowym pierścionku, wolałaby ona aby zakupić tak potrzebny nam stół we wspólnym mieszkaniu, zaś np. skonsultowanie tego dla kogo ma być zorganizowana niespodziankowa party, może np. ujawnić że ma on w owym dniu pilną potrzebę wyjazdu do innej miejscowości. Czas więc abyśmy zrozumieli, że to co jest reklamowane hałaśliwie i samo nam się narzuca, według żelaznej reguły moralnej zawsze biegnie w dół pola moralnego - jako zaś takie w długoterminowym działaniu wprowadza sobą więcej niepożądanych "skutków ubocznych" niż daje krótkoterminowych korzyści. Jeśli zaś NIE chcemy aby to coś okazało się potem "niedźwiedzią przysługą", musi to być zaprojektowane mądrze i w konsultacji z większością ludzi których będzie to dotykało, tak aby biegło to "pod górę", a NIE "w dół", pola moralnego!


* * *

Jedna z takich "niedźwiedzich przysług" realizowanych zgodnie z modelem "uszczęśliwiania na siłę" i jedynie po skonsultowaniu niewłaściwych ludzi, niedawno, bo aż do 12 czerwca 2014 roku, rozwijała się w Petone w którym ja mieszkam. Polegała ona na wysunięciu ogromnie niefortunnego projektu zbudowania stadionu sportowego w Petone. Potencjalne problemy i nieszczęścia jakie budowa tego stadionu ściągnęłaby na głowy praktycznie niemal wszystkich mieszkańców okręgu wyborczego "Hutt South", spowodowały właśnie, że po odkryciu iż NIE istnieją normalne sposoby zamienienia tej "niedźwiedziej przysługi" na "faktyczną przysługę", podjąłem decyzję aby stanąć do wyborów w owym okręgu. Gdybym zaś został wybrany do sejmu, wówczas moim pierwszym i najważniejszym priorytetem miało stać się uczynienie wszystkiego co w mojej mocy, aby niezgodny z kryteriami moralności projekt budowy tego stadionu zamienić na jakiś inny projekt budowy, który jednak wypełni kryteria moralności - np. na projekt budowy "warsztatu wynalazczego" opisanego w punktach #D1 i #D5 tej strony. Wszakże wzniesienie stadionu w Petone ma potencjał aby zrujnować życie większości ludzi których projekt ten dotknie. Założe się też tutaj, że gdyby twórcy tego projektu dokonali wymaganych analiz i ustalili jakie będą faktyczne następstwa realizacji tego projektu, wówczas także z chęcią by go zamienili na projekt czegoś innego, np. budowy w/w "warsztatu wynalazczego". Wszakże nikt w sposób zamierzony NIE chce zapisywać siebie i swego nazwiska w pamięci ludzkiej oraz w rejestrach Boga, jako rodzaj "czarnego charakteru", który sprowadził na innych ludzi długie pasmo najróżniejszych cierpień i kłopotów. Niestety, dla typowych ludzi następstwa ich działań stają się jasne dopiero kiedy jest już za późno na zmianę projektu - bowiem ów projekt jest już zrealizowany (co w Nowej Zelandii najlepiej dzisiaj ilustruje rządowy projekt tzw. "Novopay" - tj. naliczania zarobków dla nauczycieli). Przejdźmy więc teraz to wyjaśnienia dlaczego ów stadion był tak dużym problemem dla Petone, zaś jego budowa byłaby "niedźwiedzią przysługą" oddawaną mieszkańcom tego miasteczka oraz innym osobom związanym z owym projektem. (Odnotuj jednak to co wyjaśnia punkt #I5 poniżej.) 

[Bild: morals_a1.jpg][Bild: morals_b.jpg]

                                                  a)                                                              b)


[Bild: morals_c.jpg][Bild: morals_d.jpg]

                                                 c)                                                             d)

Rys. #I1. Oto cztery rysunki tak zaplanowane, aby zilustrować czytelnikowi krótkoterminowe (natychmiastowe) działanie "pola moralnego" w czterech najbardziej typowych sytuacjach życiowych - tak jak mechanizm oddziaływania tego pola na ludzi wyjaśniły nam odkrycia tzw. "Mechaniki Totaliztycznej" opisanej m.in. w rozdziale JG z tomu 8 mojej najnowszej monografii [1/5]. Na dodatek do "pola moralnego", rysunki te ilustrują też najważniejsze przypadki "następstw pokrewnych" do zadziałania "pola moralnego", takich jak "uczucia" Py (lub/i "karma" - która jest krewniakiem uczuć) oraz "praca fizyczna" Pz. Ponadto wyjaśniają one też działanie wielkości moralnych zależnych od "pola moralnego" - takich jak generowanie lub upuszczanie "energii moralnej", wykonywanie "pracy moralnej" i "moralnych dobrych uczynków", działanie "praw moralnych" (szczególnie tzw. "Prawa Bumerangu"), itp. Wszakże dla nich wszystkich "pole moralne" jest czynnikiem nadrzędnym, który typowo nimi rządzi, oraz od którego typowo są one zależne. Przykładowo, tylko działania które biegną pod górę pola moralnego należą do grupy "moralnych dobrych uczynków" które NIE są karane przez "prawa moralne", oraz które w normalnych okolicznościach pokazanych w części (a) generują sporo "energii moralnej". Typowo też wyniki niemal każdego "moralnego dobrego uczynku" są też uzależnione od pozytywnego ukierunkowania "następstw ubocznych" Py i Pz zadzialania pola moralnego. Stąd przykładowo wymagają one wykonania określonej pracy fizycznej Pz (np. w "dobrym uczynku" dopomożenia staruszce przenieść jakieś ciężary, lub w dobrym uczynku skopania rodzicom ogródka), oraz zadbania aby postronni obserwatorzy mieli też pozytywne uczucia wobec tego uczynku. (Niestety owe uczucia Py postronnych ludzi podlegają dosyć skomplikowanym prawom moralnym. Przykładowo, silne uczucia mogą się przenosić na innych ludzi i odtwarzać u nich. Także np. tylko moralne i obiektywne osoby generują pozytywne uczucia +Py widząc czyjeś moralne działanie. Natomiast np. niemoralne osoby generują w sobie negatywne uczucia -Py na widok czyjegoś moralnego dzialania. Z kolei osoby w miłości lub w stanie uwielbienia generują pozytywne uczucia +Py nawet kiedy widzą niemoralne zachowania osoby którą kochają lub którą podziwiają. Ponadto obie płcie w stanie zakochania lub uwielbienia reagują też odmiennie. Przykładowo, moralnie zachowjący się mężczyźni typowo starają się korygować niemoralne wypaczenia kochanej lub uwielbianej osoby. Za to moralnie postępujące kobiety typowo akceptują moralne wypaczenia kochanej lub uwielbianej osoby bez podejmowania żadnego działania.) 

       Odnotuj, że powyższe rysunki pokazują jedynie najbardziej typowe sytuacje życiowe, kiedy oba tzw. "skutki uboczne" naszego postępowania, obrazowane powyżej wektorkami składowymi Py i Pz, mają takie same zwroty + lub - (tj. biegną ku przyrostowi +, lub ku spadkowi -, wartości danej współrzędnej Y lub Z). Tymczasem w rzeczywistym życiu mogą występować też 4 rzadsze przypadki szczególne, w których jeden z wektorków Py i Pz ma zwrot przeciwstawny do drugiego z tych wektorków. Ponadto mogą zaistnieć też 4 mniej częste przypadki szczególne, kiedy dana osoba działa w taki sposób, że NIE jest widziana przez innych ludzi u których jej działania generowałyby pozytywne lub negatywne uczucia Py, a stąd kiedy wektorek Py jest dla niej równy zero - czyli kiedy uczucia innych ludzi ani NIE generują, ani też NIE upuszczają energii moralnej (ani nie generują karmy) u wykonującej te działania osoby. Ponadto dalsze 6 przypadków szczególnych opisuje sytuacje, kiedy ktoś siedzący wygodnie w swoim fotelu biurowym podejmuje decyzje jakie będą potem wdrażane przez innych ludzi, a stąd kiedy jego wektorek wkładu pracy fizycznej Pz jest równy zeru. Dynamiczne pole moralne zamienia też w "niemoralną" każdą sytuację życiową, kiedy nasze sumienie i prawa moralne domagają się, że powinniśmy coś uczynić, jednak nic NIE czynimy (czyli kiedy nasze Px=0, Py=0 i Pz=0) - po szczegóły patrz punkt #E3 strony o nazwie god_istnieje.htm. W sumie więc, oprócz pokazanych powyżej 4 najbardziej typowych przypadków, w rzeczywistym życiu istnieje dalszych 15 takich mniej częstych przypadków szczególnych, jakie dla uniknięcia gmatwania wyjaśnień NIE są tu pokazywane. (Kliknij na wybrany rysunek jeśli zachcesz go oglądnąć w powiększeniu. Dla sytuacji "a" po kliknięciu ukaże się powiększenie odmiennego rysunku przygotowane w tej samej konwencji jak pozostałe rysunki tej ilustracji.) 

       filozofii totalizmu, a ściślej w jej pod-dyscyplinie obliczeniowej zwanej "Mechanika Totaliztyczna", każde ludzkie działanie jest rodzajem przesunięcia w polu siłowym. Przez "ludzkie działanie" należy przy tym rozumieć wszystko co ludzie dokonują w swoich umysłach, a co potem jest manifestowane w świecie fizycznym, w tym także prace umysłowe w rodzaju "podejmowanie decyzji". Owo przesunięcie albo pokonuje napory sił składowych trójwymiarowej przestrzeni siłowej, albo też ulega owym naporom i jest przez nie napędzane. Przykładowo, dokonywanie wszystkiego co jest "moralne" (np. dokonywanie "dobrych uczynków") pokonuje napór siły "pola moralnego" F=ma, zaś oddawanie się wszelkim przyjemnościom jest bezwysiłkowe, bowiem napędza je napór owego "pola moralnego". Na powyższych ilustracjach przesunięcie dowolnego ludzkiego działania jest obrazowane wektorem P (jego symbol P wywodzi się od "Pracy Moralnej"). Z kolei trzy rodzaje sił oporowych jakie ów wektor P musi pokonywać są faktycznie oporami otocznia, które działają przeciwstawnie do zwrotów trzech osi współrzędnych oznaczonych powyżej jako osie X, Y i Z. Opory te przeciwstawiają się składowym moralnej (X), uczuciowej (Y), oraz fizycznej (Z) niemal zawsze obecnym w prawie każdym ludzkim działaniu. Z tych trzech oporów otoczenia najważniejszym jest opór tzw. "pola moralnego" - na powyższych ilustracjach pokazany jako żółta strzałka, która na ludzkie umysły (m) działa z siłą F=ma w sposób bardzo podobny do tego jak na masy fizyczne (np. na nasze ciała) działa wszystkim znana grawitacja. Owo szczególne znaczenie "pola moralnego" wynika z faktu, iż definiuje ono czy działanie które ktoś usiluje wykonać jest "moralne", czy też jest "niemoralne". Niemniej praktycznie wzdłuż każdej z widocznych powyżej trzech osi działa jakiś opór otoczenia. Przykładowo, wzdłuż osi Y działa opór uczuciowy otoczenia wynikający z faktu, iż praktycznie każde nasze działanie o jakim dowiedzą się jakoś inni ludzie, pobudzi tych ludzi do wygenerowania w stosunku do nas jakichś uczuć. Z kolei wzdłuż osi Z działa opór fizyczny zmuszający nas abyśmy w sporą proporcję swoich działań wkładali określony wysiłek fizyczny. Jeśli wektor naszego działania P jest ustawiony jak w części (a) powyższej ilustracji, tj. jeśli pokonuje on opory otoczenia przeciwstawiające się składowym przesunięciom Px, Py i Pz ku pozytywnym stronom każdej osi X, Y i Z, wówczas każda składowa Px, Py i Pz owego przesunięcia P samodzielnie generuje proporcjonalną do swej wartości ilość tzw. "energii moralnej" (tj. energii absolutnie niezbędnej nam do życia - tak jak wyjaśnia to punkt #F5 tej strony). Jednak w każdym przypadku kiedy dana składowa Px, Py lub Pz jest skierowana ku ujemnym wartościom danej osi X, Y lub Z, owa "energia moralna", zamiast być generowana, jest rozpraszana. Innymi slowy, kiedy np. włożymy wymagany wysiłek Py i motywacje "s" w nasze działanie i w ten sposób spowodujemy, że nasze działanie wygenerują pozytywne uczucia +Py u ludzi którzy o nich się dowiedzą, wówczas owe uczucia przysporzą nam "energii moralnej". Jeśli jednak to działanie wygeneruje negatywne uczucia -Py u innych ludzi, wówczas działanie to odbierze nam określoną porcję "energii moralnej". Podobnie jest z osią Z, czyli z wysiłkiem fizycznym. Jeśli w nasze działanie fizyczne włożymy określony wysiłek "F" i motywacje "s", wówczas też wygeneruje ono nam określoną porcję "energii moralnej". Jeśli jednak owo działanie będzie bezwysiłkowe, albo nawet okaże się fizyczną przyjemnością, wówczas upuści ono nam określoną porcję naszej energii moralnej. To dlatego składowe Py i Pz naszego działania P popularnie nazywa się "skutkami ubocznymi". Co nawet gorsza, uczucia Y jakie swoim działaniem wygenerujemy u innych osób, po określonym czasie wracają do nas zgodnie z "prawem moralnym" jakie filozofia totalizmu nazywa "Prawem Bumerangu", zaś jakie niektóre kultury Wschodu nazywają "karma". Stąd jeśli u innych ludzi wygenerowaliśmy przyjemne uczucia, Prawo Bumerangu zwraca nam przyjemne uczucia. Jeśli jednak uczucia innych ludzi były nieprzyjemne, owo prawo też zwraca nam podobne nieprzyjemności. 

       Rys. #I1a: Najbardziej pożądana sytuacja wykonywania "pracy moralnej", jaka jednak jest najtrudniejsza do uzyskania, bowiem nakłada ona na wykonującego najwięcej nakazów i wymogów. W sytuacji tej osoba dokonująca pracy P zdołała ją tak inteligentnie zaprojektować, że składowa Px wektora tej pracy wspina się pod górę "pola moralnego", a stąd że owa praca spełnia kryteria bycia "pracą moralną" +Px, a także że generuje ona jej wykonawcy spory przyrost "energii moralnej" równy potencjalnej energii pokonania siły F=ma owego pola moralnego. Ponadto składowe Py i Pz także mają wartości dodatnie, a stąd każda z nich dodatkowo generuje proporcjonalną ilość "energii moralnej". Niestety, z powodu tendencji ludzi o wypaczonej moralności (tj. ludzi niemoralnych) do generowania negatywnych uczuć (-Py) nawet kiedy ktoś czyni im dobro, powyższa sytuacja pojawia się jedynie bardzo rzadko - np. typowo podczas zawodowej pracy pozytywnie nastawionych pielęgniarek z ludźmi bardzo chorymi i potrzebującymi pomocy (po więcej szczegółów patrz punkty #B3 i #D1 ze strony nirvana_pl.htm), albo np. podczas pracy dawnych (ręcznych) "kosiarzy". To właśnie aby unikać rozpraszania naszej "energii moralnej" przez negatywne uczucia uprzedzonych do nas lub niemoralnych postronnych obserwatorów, totalizm zaleca aby "pracę moralną" wykonywać anonimowo (tj. kiedy Py=0) - tak aby inni ludzie NIE wiedzieli kto jest jej wykonawcą i stąd NIE generowali wobec nas negatywnych uczuć (-Py). 

       Powyższy rysunek z części (a) dokumentuje też poczucie humoru Boga w ilustrowaniu ludziom działania tzw. "Praw Murfiego". (Tj. praw opisanych m.in. w punkcie #C6 strony o nazwie god_istnieje.htm.) Rysunek ten, podobnie jak wszystkie rysunki tej ilustracji, jest bowiem wynikiem skoordynowania ochotniczych wysiłków jednego z czytelników niniejszej strony - mającego dostęp do wymaganych narzędzi graficznych, z wysiłkami zdalnego sterowania emailowego przez autora tej strony - mającego wizję jak ilustracja ta powinna wyglądać, jednak nie dysponującego wymaganymi narzędziami graficznymi aby ją samemu przygotować. W rezultacie, "wszystko co mogło wyjść niewłaściwie podczas konsultowania i koordynowania wyglądu tej ilustracji, faktycznie wyszło niewłaściwie" - stąd rysunek pokazany powyżej w części (a) jest już 10 wersją siebie samego, dodając wysoce humorystycznego aspektu do poważnego zadania dopomożenia czytelnikowi w zrozumieniu idei którą rysunek ten stara się odzwierciedlać, oraz mnożąc przez współczynnik 10 ilość pracy wymaganej do jego sporządzenia. Oczywiście, wszystko co Bóg czyni lub inspiruje, służy ważnemu celowi. Skoro więc konsultowanie powyższego rysunku z (a) wymagało początkowego sporządzenia aż 10 jego wersji i nadal nie jest on takim jakim być powinien, najwyraźniej z jego pomocą Bóg starał się uświadomić nam jakąś istotną prawdę dotyczącą zasad konsultowania i koordynowania istotnych działań zespołowych. Ciekawe czy czytelnik odnotuje co w części (a) powyższego rysunku ciągle odbiega od konwencji przyjętych przez fachowców przy sporządzaniu tego typu ilustracji? Dodam tu, że po 10-tej wersji tego rysunku, metoda konsultowania i koordynowania naszych działań została udoskonalona, zaś pozostałe rysunki są już produktem tej nowej motody. (Kliknij na powyższy zielony "Rys. #I1a" aby zobaczyć powiększenie odmiennej wersji tej samej sytuacji moralnej narysowane w identycznej konwencji jak pozostałe trzy rysunki niniejszej ilustracji.) 

       Rys. #I1b: Typowa sytuacja jaka wypacza dzisiejsze próby realizacji "prac moralnych" typu "dobry uczynek" - np. zawodowo pojawiająca się podczas pracy dzisiejszych nauczycieli (i wykładowców uczelnianych) typowo uczących pozbawionych respektu studentów, czy niektórych dzisiejszych nowozelandzkich rolników oraz niektórych dzisiejszych zawodowych sportowców. Odnotuj, że w sytuacji tej osoba wykonująca dane działanie wkłada wysiłek intelektualny Px, aby działanie to było "moralne" czyli aby wspinało się pod górę "pola moralnego". Niestety, NIE wkłada ona w nie ani wymaganego wysiłku fizycznego Py (np. w przypadku wykładowców ich asystenci lub studenci noszą za nich i przygotowują wymagane pomoce, sprzęt, i eksperymenty, ścierają tablice, itp.), ani też wymaganego wysiłku uczuciowego Pz (np. w przypadku wykładowców ich studenci są pozbawieni respektu, albo buntują się przeciwko ich metodom nauczania, albo ich NIE lubią, itp. - co wysyła do nich negatywne uczucia odbierające wykładowcy "energię moralną" i generujące złą "karmę"). W rezultacie, na przekór że dane działanie jest "dobrym uczynkiem" bo postępuje pod górę pola moralnego, ciągle w sumie upuszcza ono (zamiast generować) "energię moralną" osoby je wykonującej, a ponadto generuje złą karmę. Tego typu sytuacja ma często też miejsce u niektórych nowozelandzkich rolników, u których nagatywne uczucia i karmę generują np. ich zazdrośni sąsiedzi oraz źle potraktowane zwierzęta, zaś na dodatek którzy wszystko wykonują maszynami lub rękami najętych robotników, wkładając w swą pracę niemal zerowy wysiłek fizyczny. W rezultacie, wśród owych rolników panuje niski poziom "energii moralnej" - co wywoluje u nich "epidemię samobójstw" opisywaną m.in. w punkcie #F5 tej strony. 

       Rys. #I1c: Spotykana niekiedy sytuacja, kiedy dane działanie generuje przyjemność, czyli zbiega w dół pola moralnego, jednak ciągle generuje ono nieco energii moralnej i pozywnych uczuć - spotykana np. w sporej liczbie decyzji polityków, w życiu popularnych aktorów i osobistości, w postępowaniu bardzo kochanych dzieci, itp. W sytuacji tej, osoba dokonująca dane działanie jest tak podziwiana i kochana, że bez względu na to jak niemoralnie by nie postępowała, ciągle inni ludzie wysyłają do niej pozytywne uczucia Py - w ten sposób nieustannie zwiększając jej poziom energii moralnej. Jeśli na dodatek osoba ta wkłada w to co czyni znaczący wysiłek fizyczny Pz, jej "energia moralna" może utrzymywać się na wysokim poziomie. Niestety, kiedy z jakichś powodów (np. zestarzenia się aktorów, czy opuszczenia domu przez kochane dzieci) popularność tej osoby przeminie, nawyki niemoralnego postępowania, jakich typowo NIE jest ona w stanie się pozbyć, szybko zamieniają jej sytuację w tą pokazaną w części (d) tego rysunku. W rezultacie, po wyczerpaniu się jej "energii moralnej", osoba ta może wylądować np. popełniając samobójstwo (patrz punkt #F5 tej strony). 

       Rys. #I1d: Najgorsza (jednak najczęściej dziś uzyskiwana) sytuacja moralna, kiedy czyjeś działania niespełniające kryteriów moralności są dodatkowo pogarszane niekorzystnymi "skutkami ubocznymi" - np. tak jak to ma miejsce w opisywanej na tej stronie sytuacji ze stadionem w Petone. W pokazanej tu sytuacji praktycznie każda składowa (-Px), (-Py) i (-Pz) działania podejmowanego przez realizującą je osobę bezwolnie stacza się w dół pod naciskiem sił otoczenia, powodując wytracenie niezbędnej do życia "energii moralnej" tej osoby. Powodem jest, że osoba ta NIE podejmuje wysiłku moralnego Px - co krótkoterminowo rozprasza jej "energię moralną", zaś w długoterminowych następstwach wystawia ją na surowe ukaranie przez "prawa moralne". Nie wkłada też ona żadnego wysiłku ani w fizyczną składową Pz swego działania, ani w indukowanie sprzyjających jej uczuć Py innych ludzi - generując tym dla siebie przykrą karmę. W rezultacie, jeśli dana osoba systematycznie podejmuje tego typu działania, wówczas szybko ląduje albo popełniając samobójstwo - tak jak wyjaśnia to punkt #F5 tej strony, albo nawet Bóg celowo eliminuje ją na jakiś inny sposób już w relatywnie młodym wieku, aby uniknąć dawania przez nią złego przykładu innym ludziom (tak jak wyjaśnia to punkt #G1 strony o nazwie will_pl.htm.) 

* * *

       W opisach powyższych ilustracji referowałem do typowych losów pojedyńczych ludzi, bowiem losy te są najlepiej znane czytelnikom, a stąd pozwalają czytającemu najłatwiej zrozumieć zaprezentowane tu idee. Jednak niezależnie od pojedyńczych ludzi na naszą cywilizację składają się tzw. "intelekty grupowe" zdefiniowane dokładniej w punkcie #E2 strony o nazwie totalizm_pl.htm - czyli całe rodziny, instytucje, miasta, narody, państwa, itp. Owe "intelekty grupowe" też prowadzą swoje własne życie i stąd też podlegają "prawom moralnym", "polu moralnemu", działaniu karmy, itp. - tak samo jak podlegają im indywidualni ludzie. Stąd wszystko co wyjaśniłem powyżej, niezależnie od indywidualnych ludzi odnosi się także do owych "intelektów grupowych", w tym np. do postępowania sejmu każdego kraju oraz do postępowania każdego kraju jako całości. (Kilka przykładów zwrotów karmy u "intelektow grupowych" prezentuje punkt #A2 strony petone_pl.htm.)


#I2. Rodzina filantropów, którą Nowa Zelandia ma szczęście posiadać, jednak która oddaje "niedźwiedzią przysługę" projektem stadionu w Petone:

       Nowa Zelandia została obdarzona przez Boga rodziną składającą się z ojca i syna, w której syn ma dar zamieniania w pieniądze wszystkiego czego się dotknie - działa więc jak Midas z greckiej mitologii. Czytelnik może poczytać sobie o owej rodzinie z artykułu [1#I2] o tytule "He made $227m selling Trade Me, now ..." (tj. "on zarobił 227 milionów dolarów sprzedając Trade Me, obecnie ..."), ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend (wydanie z soboty-niedzieli (Saturday-Sunday), March 22-23, 2014). (Proszę odnotować, że ową gazetę i artykuł może znaleźć m.in. w internetowym serwisie gazetowym [2#I2] istniejącym pod adresem pressdisplay.com/pressdisplay/viewer.aspx, a opisywanym dokładniej w punkcie #D9 mojej strony o nazwie faq_pl.htm. W serwisie [2#I2] ten artykuł [1#I2] można nawet poczytać za darmo, ponieważ znajduje się on na pierwszej (tytułowej) stronie, zaś pierwsze strony gazet ów serwis [2#I2] pozwala oglądać za darmo.) Owej rodzinie filantropów poświęcony jest też artykuł [3#I2] ze stron #C1 i #C2 tego samego numeru tej samej gazety [1#I2]. Rodzina ta używa posiadane fundusze na wiele ogromnie cennych sposobów - np. wydatnie przyczyniając się do ochrony unikalnej nowozelandzkiej fauny i natury. Niefortunnie, prawdopodobnie rodzina ta NIE sprawdza swoich projektów, czy spełniają one wymagania moralności, bowiem sporo z nich zdaje się dzielić ludzi, zamiast ich łaczyć, jako zaś takie projekty te budzą fale gniewu u potencjalnych odbiorców - jako przykład patrz artykulik [4#I2] "I refuse to put my cats on a leash" (tj. "ja odmawiam wiązania swych kotów do smyczy"), ze strony A12 gazety The Dominion Post (wydanie z czwartku (Thursday), March 27, 2014). Jeden z projektów tej rodziny, to właśnie stadion w Petone jaki ma być zbudowany w miejscu pokazanym poniżej na "Fot #I2". Niestety, realizacja tego stadionu okazuje się być rodzajem "niedźwiedziej przysługi". 

[Bild: petone_recreation_ground.jpg]

Fot. #I2. Oto rodzaj niewielkiego zielonego boiska-parku z centrum miasteczka Petone, zwanego "Petone Recreation Ground". To tutaj ma być zbudowany stadion o który właśnie toczy się walka opisywana na tej stronie. Oryginalnie obszar ten był zbudowany dla wyścigów końskich. To po owych wyścigach pozostał ów budynek z rzędami siedzeń dla widzów widoczny w centrum zdjęcia. Jednak niedawno rozmawiałem z mieszkańcem Petone urodzonym tu 71 lat temu. Upewnił mnie on, że przez ostatnie 71 lat w pokazanym tu boisku-parku NIE było żadnego wyścigu końskiego. Tym bardziej więc dziwi, uderzający na tym boisku relatywnie silny zapach, który mi przypomina zapach końskiej uryny pomieszany z jakby błotnistym zapachem gejzerowej wody. Zapach ten wyraźnie czułem kiedy wykonywałem powyższe zdjęcie w środę dnia 16 kwietnia 2014 roku. Ponieważ dokładnie pod owym boiskiem przebiega słynny "fault" sejsmiczny, ja osobiście posądzam, że ów zapach może pochodzić od gazów ulatniających się z podziemi właśnie z owego "fault'a". Gdyby moje posądzenie okazało się prawdą, wówczas zbudowanie w tym miejscu zamkniętej czaszy stadionu powodowałoby jej stopniowe wypełnianie przez podziemne gazy które obecnie rozwiewają silne wiatry bez przerwy wiejące w tym obszarze. To zaś oznaczałoby zagrożenie dla życia ludzi wchodzących do tego stadionu - tak jak wyjaśniam to w (8) z punktu #I3 poniżej. Odnotuj też uwieczniony na powyższym zdjęciu fragment stacjonarnego "okna w niebie" w kształcie elipsy, jakie powtarzalnie pojawia się nad Petone i jakie ja widywałem i widuję tylko ponad Petone, a jakie szerzej opisuję w (15) z punktu #I3 i ilustruję na "Fot. #I3ab" ze strony o nazwie petone_pl.htm.

Powyższe boisko-park jest jedynym publicznie dostępnym dużym terenem spacerowym położonym w środku parterowej zabudowy miasteczka Petone. Jest on też jedynym terenem oświetlonym w nocy i ze wszystkich stron otoczonym przez okna obrzeżających go budynków - co czyni go relatywnie bezpiecznym nawet w nocy. Stąd teoretycznie rzecz biorąc pobliscy mieszkańcy, w tym samotne kobiety, NIE powinni się obawiać wychodzenia do niego na spacer lub na pobieganie nawet po zapadnięciu zmroku - co NIE jest możliwe na innych terenach zielonych obrzeżających Petone. (Muszę tu jednak dodać, że chociaż w czasach zamieszkiwania mojego poprzedniego mieszkania często późnym wieczorem skracałem sobie drogę do domu właśnie przez ów park, nigdy NIE widziałem w nim pojedyńczej kobiety spacerującej, biegającej lub gimnastykującej się po zapadnięciu zmroku - tak jak jest to typowym obrazkiem w parkach np. Korei Południowej.) Pozostawienie tego obszaru takim jakim obecnie on jest, NIE pozbawi więc Petone najważniejszego z jego parków, a jednoczesnie NIE spowoduje zaprzestania jego użycia jako boiska dla wszelkich możliwych gier - w jakim to charakterze jest on używany już od relatywnie dawnych czasów. Natomiast jego zamknięcie poprzez zbudowanie na nim stadionu, odbierze mu wszystkie obecne jego funkcje i pozbawi bezpiecznej dostępności do niego przez pobliskich mieszkańców. Na dodatek, taki stadion górowałby ponad otaczającymi ten obszar parterowymi domami, formując rodzaj architektonicznego dziwadła, które zepsułoby obecny czar miasteczka Petone.

#I3. Na czym polega problem ze zbudowaniem stadionu w Petone:


Motto: "Sztuka czynienia dobra jakiej uczy nas filozofia totalizmu polega na podejmowaniu takich decyzji i działań, których następstwa łączą i zbliżają ludzi, a nie dzielą ich i poszerzają przepaście pomiędzy nimi."

       Projekt zbudowania stadionu w Petone jest wysoce niefortunny. Niemal natychmiast po jego zaproponowaniu wzbudził on głównie krytykę i opozycje - jako przykład patrz artykuł [1#I3] o tytule "Caution advised on new stadium plan" (tj. "ostrożność doradzana w projekcie nowego stadionu") ze strony 1 gazety The Hutt News (wydanie datowane w Tuesday, February 25, 2014), czy też artykuł [2#I3] o tytule "More details called for in Petone Arena discussions" (tj. "zawołanie o więcej szczegółów w dyskusji o arenie-stadionie w Petone), ze strony 2 gazety The Petone Chronicle (issue 6, dated on March 8, 2014). Faktycznie, to ja osobiście NIE spotkałem jeszcze nikogo kto by naprawdę popierał ten projekt. Jest on krytykowany przez niemal wszystkich mieszkańców Petone. Dyplomatycznie "poowijana w bawełnę" jego krytyka zawarta jest też w praktycznie każdym artykule gazetowym na jego temat - po przykład patrz artykuł [3#I3] o tytule "Don't hurry decision on Petone stadium" (tj. "nie spieszmy się z decyzją o stadionie w Petone"), ze strony A10 gazety The Dominion Post (wydanie z czwartku (Thursday), March 20, 2014), czy artykuł [4#I3] o tytule "New stadium neither wanted nor needed" (tj. "nowy stadion ani nie chciany, ani nie potrzebowany"), ze strony C4 tej samej gazety i jej numeru co poprzednio wskazywane artykuły [1#I2] i [3#I2]. 

       Istnieją dziesiątki powodów dla jakich stadion ten NIE powinien być budowany. To z uwagi na te powody, gdyby faktycznie stał się cud i gdybym to ja wygrał opisane tu wybory, wówczas uczyniłbym wszystko co w mojej mocy, aby zapobiec problemom jakie zaindukuje ewentualne zrealizowanie tego niefortunnego projektu. (Przykładowo, usiłowałbym wówczas zamienić ten niefortunny projekt stadionu na jakiś inny projekt, bardziej potrzebny mieszkańcom Petone i Hutt Valley, taki jak projekt "warsztatu dla wynalazców" opisywany w punkcie #D1 tej strony. Upewniłbym się też wówczas, że finansowanie tego innego projektu NIE będzie dodatkowo zubożało mieszkańców Hutt Valley - czyli, że NIE będzie ono polegało na podwyższaniu czynszów, a albo otrzyma rządowe finansowanie, albo też w całości będzie opłacone przez ochotników-filantropów). Przytoczmy więc tutaj chociaż kilka najważniejszych z tych powodów: 

       1. Zaledwie około 8 kilometrów od Petone zlokalizowany jest ogromny stadion w Wellington jakiego potencjał pozostaje niewykorzystany. (Patrz "Fot. #I3" jaka go pokazuje.) Po zbudowaniu więc stadionu w Petone oba stadiony byłyby tak blisko siebie, że z każdego z nich widać byłoby i ten drugi. Ów wellingtoński stadion jest znacznie lepszy niż to na co mieszkańcy Petone (którzy muszą opłacić gro kosztów budowy swego stadionu), będą mogli sobie kiedykolwiek pozwolić. Ma on całą infrastrukturę wymaganą od stadionu, znaczy ma parkingi, bliskość do transportu publicznego - w tym do transportu przybywającego z Petone, toalety, własne bufety, bliskość do sklepów, itp. Jest on też wykorzystany jedynie w małym stopniu - stąd może służyć i tym sportowcom którym ma służyć stadion w Petone. W praktyce więc, jeśli zacznie on konkurować ze stadionem w Petone, wówczas niemal nikt NIE wybierze przybycia na imprezy w Petone - czyli stadion w Petone stanie się rodzajem "bankruta" sztucznie utrzymywanego przy życiu pieniędzmi wymuszanymi od mieszkańców tego miasteczka. 

       2. Już obecnie jest zapowiadane zrzucenie kosztów budowy stadionu na barki mieszkańców Petone i Hutt Valley. Wraz ze swymi sąsiadami Petończycy mają zapłacić sumę już obecnie ocenianą na 25 milionów dolarów. Tymczasem wielu mieszkańców Petone twierdzi, że ciągle jeszcze spłaca poprzednie zbudowanie owego ogromnego stadionu w pobliskim Wellington (NIE wiem jak dałoby się sprawdzić te twierdzenia). Trzeba też pamiętać, że Nowa Zelandia ma długą tradycję znaczącego przekraczania wstępnych oszacowań kosztu projektów publicznych - czasami nawet o rząd ponad 10 razy. Pamiętając, że całkowita liczba mieszkańców Petone wynosi tylko około 6600 osób (włączając w to dzieci i starców), koszta tej budowy są naprawdę "ostanim źdźbłem które może złamać grzbiet wielbłąda". Wszakże gro mieszkańców Petone już teraz z trudem wiąże koniec z końcem i już obecnie wielu z nich NIE stać nawet na zakup całej potrzebnej im żywności - po szczegóły patrz artykuł z punktu #A2 tej strony (tj. artykuł oznaczony [1#A2]). Jakże ci ludzie, już od 2008 roku nieustannie wykrawiani brakiem pracy i nasilająca się drożyzną, ciągle mają znaleźć pieniądze na budowę stadionu. 

       3. Stadion ma być zbudowany w jedynym obszarze zielonym jaki Petone posiada w swoim cetrum. Obszar ten obecnie jest rodzajem "zielonych płuc" miasteczka. Jednak po zbudowaniu stadionu zmieni on swoja rolę. W artykule [3#I3] zamienienie tych "zielonych płuc" z cetrum Petone, w betonowe dziwadło, opisane jest jako "gwałt na obszarze rekreacyjnym" tego miasteczka. 

       4. Petone jest cichym przedmieściem w którym mieszkają ludzie potrzebujący spokoju. Tymczasem niektórzy mieszkańcy wierzą, że stadion zlokalizowany w centrum tego miasteczka przyniesie im tylko hałas, podnieconych alkoholem i grą kibiców, perspektywę walk ulicznych pomiędzy wojowniczymi zwolennikami grających drużyn, piski opon podnieconych nastolatków, pijanych kibiców błądzących do miejscowych domów, ogrodów i podwórek, itd., itp. 

       5. Petone NIE posiada infrastruktury wymaganej obecnością stadionu. Znaczy NIE posiada wymaganej liczby publicznych parkingów, toalet, bufetów, stacji transportu publicznego, itp. Z kolei ów brak infrastruktury, z jednej strony będzie powodował problemy w rodzaju kibiców meczowych opróżniających swoje brzuchy w bramach budynków i na progach sklepów. Z drugiej zaś strony zmusi władze miasteczka do nakładania coraz większych opłat czynszowych, aby zacząć budować ową infrastrukturę. 

       6. Każdy mecz w owym stadionie pozostawi góry śmieci w Petone. Wszakże NIE można zagwarantować iż podchmieleni kibicowie nie będą porzucać gdzie popadnie opakowań po zjadanych kanapkach, NIE będą rozbijali butelek po piwie na środkach ulic, NIE będą oddawali moczu w bramach domów i na progach sklepów, itp. Uprzątanie zaś tych śmieci spadnie na głowy mieszkańców Petone - co oznacza podwyższone opłaty za czynsz, konieczność zakupu kosztownego sprzętu czyszczącego i zatrudnienia licznych sprzątaczy, uszkadzanie samochodów na szkle z ulic, brak higieny, zagrożenia dla dzieci, itd., itp. 

       7. Stadion popsułby urok Petone. W tej chwili Petone ma swoisty urok byłego kolonialnego małego miasteczka. Istnieją też istotne powody dla których Petone jest nazywane butikowym miasteczkiem. Jeśli jednak w centrum jego niskiej zabudowy zaczniue wywyższać się jakiś dziwaczny i brzydki stadion, cały ten urok zaniknie. A stadion w Petone z całą pewnością będzie brzydki - z prostego powodu, iż mieszkańców Petone NIE stać na drogi stadion, zaś naszym życiem rządzi regularność, że wszystko co tanie niemal z definicji musi też być brzydkie. (Ponieważ w krajach południowo-wschodniej Azji symbolem taniości są orzeszki "peanuts", zaś symbolem bezwartościowości są małpy, tę prawidłowość o współzależności taniości z bezwartościowością Chińczycy wyrażają zabawnym powiedzeniem "jeśli płacisz peanuts otrzymujesz małpy" - po angielsku "you pay peanuts, you get monkeys".) Ponadto Nowa Zelandia ma już tradycję budowania brzydkich stadionów - jako przykład warto oglądnąć sobie stadion w pobliskim Wellington, który ma kształt metalowej puszki po konserwie i prawdopodobnie jest najbrzydszą strukturą architektoniczną z całej półkuli południowej jaka stała się symbolem architektonicznym stolicy któregoś kraju - patrz "Fot. #I3". 

       8. Stadion w Petone może wnosić sobą niepoznane jeszcze zagrożenia dla ludzkiego życia. Wszakże będzie on zbudowany dokładnie ponad tzw. "faultem" sejsmicznym który przebiega właśnie pod centrum Petone. Z kolei owe "faulty" sejsmiczne są znane z tego, że m.in. mogą też czasami emitować najróżniejsze trujące gazy. Przykładowo, z artykułów gazetowych wskazywanych w punkcie #K1.3 ze strony o nazwie newzealand_pl.htm wynika, że w niedalekim od Petone mieście Rotorua, od zatrucia trującymi gazami wyniesionymi z podziemi przez wodę, tylko od roku 2000 już umarły co najmniej 4 osoby. Obecnie takie trujące gazy, jeśli są emitowane w Petone, wywiewają silne wellingtońskie wiatry. Jednak jeśli stadion zostanie zbudowany, wówczas będą one wyłapywane i akumulowane wewnątrz jego ogromnej konstrukcji. Nie można więc wykluczyć, że gazy ulatniające się z podziemi któregoś dnia wypełnią ten stadion i uśmiercą każdego kto będzie miał pecha do niego wejść. Szczególnie, iż już obecnie teren na którym ów stadion zostanie zbudowany emituje jakieś dziwne zapachy, które ja opisałem w punkcie #B3 strony o nazwie petone_pl.htm, jako przypominające mi silny zapach końskiej uryny (amonii). Stąd pytanie jakie warto byłoby zadać na obecnym etapie, to czy ludzie którzy nastają z budową stadionu w Petone, są także gotowi przyjąć później odpowiedzialność za możliwe przypadki śmierci - jeśli takie śmierci będą miały miejsce w ich budowli? 

       W poniedziałek dnia 17 marca 2014 roku odbyła się w Petone publiczna dyskusja owego projektu stadionu. Na dyskusję tę przybyło około 200 osób - niemal wszyscy z których wyrażali swoją opozycję i protest przeciwko budowie owego stadionu. Echa tych protestów powtarzane były potem w artykułach miejscowych gazet, w rodzaju tego oznaczonego [1#I1]. Ja NIE mogłem przybyć na owe spotkanie, bowiem w owym czasie miałem inne spotkanie uzgodnione już wiele dni wcześniej. Dlatego wysłałem jedynie do władz miasta organizujących to spotkanie mój email wyrażający zdecydowany protest w imieniu moim i osób z którymi wcześniej rozmawiałem. W emailu tym podałem tez 13 najważniejszych powodów dlaczego stadion w Petone NIE powinien być budowany. Kilka z tych powodów przytoczyłem powyżej. Na przekór wszystkich tych protestów i opozycji, władze miasta ciągle zdecydowały się włączyć budowę stadionu w Petone do swoich planów. Rozczarowanie ludzi tym włączeniem jest nieopisanie silne. Z niego też biorą się moje decyzje i działania jakie opisuję na tej stronie. 

[Bild: wellington_stadium.jpg]

Fot. #I3. Ta gigantyczna "puszka po konswerach" z ogromną czerwoną literą reklamową "W", to Wellington stadium. Sydney ma operę, Rio de Janeiro ma figurę Jezusa, zaś stolica Nowej Zelandii zdobyła sie na toto za swój architektoniczny symbol. Aby przypadkiem nikt z turystów go NIE przeoczył, został on wybudowany na wizytówkowej części nabrzeża morskiego, tuż przy porcie pasażerskim gdzie kotywiczą ekskluzywne statki "cruises" z zagranicznymi turystami, oraz gdzie znajduje się główny port dla promów morskich łączących obie najważniejsze wyspy Nowej Zelandii. Wielu wyborców z Hutt Valley skarży się, że jeszcze NIE skończyło się dla nich spłacanie budowy powyższej "puszki", a już niedługo przyjdzie im też płacić za budowę zapewne równie przyciągającego oko jej krewniaka w centrum pobliskiego miasteczka Petone. 

       Z napisu widniejącego na powyższej "puszce" łatwo odnotować, że oficjalnie nazwano ją "Westpac Stadion". Nazwa "Wespac" jest bowiem nazwą australijskiego banku mającego swe filie także w Nowej Zelandii. Bank ten podobno wyasygnował najwyższą sumę jaka była dotowana na budowę tego stadionu. W ramach więc wdzięczności za ową dotację, stadion nazwano imieniem tego banku - w ten sposób wystawiając bankowi bezpłatną reklamę jaka rozciągała się będzie na cały okres istnienia owego stadionu. Jednak bank ów ma wśród Nowozelandczyków raczej nieprzychylną opinię. Dał się on bowiem poznać m.in. z niskich oprocentowań pieniędzy trzymanych na jego kontach, ze skąpych płac dla swoich pracowników, z należących do jednych z najwyższych w kraju pensji jego dyrektorów, z "user unfriendliness" (tj. nieprzyjacielskości wobec użytkownaików") wyrażającej się m.in. poprzez ignorowanie apeli użytkowników aby utrzymywać filie owego banku w miejscowościach które potrzebują mieć jakiś bank, ale które są zbyt małe aby generować dla owych filii poziom zysku wymagany przez dyrekcję tego banku, oraz z kilku jeszcze innych powodów - np. z finansowania w Brazylii firmy cukrowniczej, która rabuje od rodzimych Indian ich ziemię aby przemysłowo uprawiać na niej trzcinę cukrową - po szczegóły patrz fragment programu "60 minutes" nadawanego na kanale "Prime" z nowozelandzkiej TV we wtorek, 16 grudnia 2014 roku, około godziny 20:15. Podczas moich rozmów z wyborcami zadziwiająco wielu z nich stwierdzało, że bank ten NIE zasługuje aby "Westpac Stadion" nazywano jego imieniem. Na dodatek do wymienionych powyżej powodów niesłuszności owej nazwy wskazywano m.in. fakt, że jeśli odnieść wielkość dotacji banku Westpac na budowę tego stadionu do wielkości dochodów jakie Westpac wynosi w Nowej Zelandii, poczym porównać otrzymaną w ten sposób wysokość jednostkowej dotacji tego banku do podobnie naliczonej jednostkowej dotacji ludności całego wellingtońskiego regionu która corocznie musi teraz spłacać koszta budowy tego stadionu w swoich opłatach czynszowych, wówczas się okazuje, że Westpac wydał na budowę owego stadionu najmniejszą proporcję swych dochodów w porównaniu do mieszkańców całego wellingtońskiego regionu, którzy też płacą za ów stadion. Według więc opinii wielu wyborców stadion ten powinien być nazywany np. "stadionem płacących czynsz z wellingtońskiego regionu", a NIE stadionem Westapc. Na dodatek, wyborcy uważają, że wszystko co nosi nazwę jakiejś istniejącej instytucji jest faktycznie reklamą owej instytucji, za którą to reklamę owa instytucja powinna dodatkowo i nieustająco płacić. Większość zaś wyborców NIE jest świadoma aby bank Westpac nieprzerwanie płacił cokolwiek za swą reklamę z daleka widoczną na obwodzie stadionu.

#I4. Metoda "walca drogowego" z jaką projekt stadionu w Petone ignorował demokrację, konsultacje, opozycję i wolną wolę większości mieszkańców, spowodowały właśnie, że aby zamienić ów projekt "niedźwiedziej przysługi" na coś co byłoby "faktyczną przysługą", zdecydowałem się wystawić swoją kandydaturę na omawiane tu wybory:

       Upór z jakim na przekór ostrej opozycji i krytycyzmu władze miasta łamią demokrację i wdrażają projekt tego stadionu kosztem tysięcy mieszkańców - części z których NIE bardzo starcza nawet na chleb i na elektryczność, stały się moim "ostanim źdźbłem". Jedynym zaś sposobem jaki pozostaje aby móc np. zamienić ten projekt, na inny projekt który spelnia kryteria moralności, jest użycie wpływów politycznych. Ponieważ jednak obecnie urzędujący poseł na sejm jakoś NIE kwapi się aby z projektem tym faktycznie walczyć, ja zdecydowałem się, że wystawię swoją kandydaturę do wyborów, zaś jeśli stanie się jakiś cud i faktycznie zostanę wybrany do sejmu, wówczas użyję wszystkiego co w mojej mocy aby zatrzymać realizację projektu tego stadionu, zaś zamiast niego uruchomić inny projekt, finansowany na odmiennych zasadach (tj. NIE poprzez zwiększenie opłat czynszowych), który faktycznie spełni wszelkie wymogi bycia moralnym (np. opisany w punkcie #D1 projekt "warsztatu wynalazczego").

#I5. Zaniechanie projektu stadionu w Petone: zwycięstwo rozsądku czy też manewr polityczny?

       Po powrocie z wakacji jak zwykle zacząłem uważnie studiować lokalne gazety. Już też wkrótce moją uwagę zwróciły dwa artykuły pozornie wyglądające jakby NIE miały ze sobą żadnego związku, jednak faktycznie razem przygotowujace ludzi do tego co ma wkrótce nastąpić. Pierwszy z nich [1#I5] nosił tytuł "A roof won't resolve stadium issues" (tj. "dach nie rozwiąże problemów stadionu"), zaś opublikowany był na stronie A10 gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), June 11, 2014). Informował on czytelników, że zarządzający stadionem "Westpac" w Wellington (tj. stadionem pokazanym na "Fot. #I3" z niniejszej strony) rozważają dobudowanie dachu do swego stadionu. Dach ten ma kosztować $60 do $100 milionów, podczas gdy sam stadion kosztował $130 milionów. Oczywiście koszta budowy tego dachu będą musieli pokryć mieszkańcy całego wellingtońskiego regionu, w tym mieszkańcy okręgu wyborczego Hutt South, których czynsze ulegną w tym celu odpowiedniemu zwiększeniu. (Odnotuj, że mieszkańcy tego regionu nadal NIE skończyli jeszcze spłacania swoimi czynszami budowy owego stadionu nazywanego "Westpac".) Drugi (bardzo krótki) z tych artykułów [2#I5] nosił tytuł " 'Overwhelming negativity' quashes Petone Arena plan" (tj. " 'przygniatająca negatywność' zgniotła plan Stadionu w Petone") i był opublikowany na stronie A3 gazety The Dominion Post (wydanie z czwartku (Thursday), June 12, 2014). Ten dziwnie krótki artykuł informował, że dzień wcześniej zostały ogłoszone wyniki głosowania w sprawie kontynuowania przygotować do budowy stadionu w Petone, oraz że w glosowaniu tym jednomyślnie postanowiono zarzucić dalsze realizacje prac nad projektem stadionu w Petone ponieważ jakoby 73% mieszkańców opowiada się przeciwko owemu stadionowi. (Z moim rozmów z wyborcami zdawało się wynikac, że niemal 100% wyborców była przeciwna temu projektowi.) Informacja z tego drugiego artykułu [2#I5] została potem powtórzona w artykule [3#I5] zatytułowanym "Backlash leads to red card for arena" (tj. "opozycja prowadzi do czerwonej kartki dla stadionu") ze strony 6 gazety The Hutt News (wydanie datowane we wtorek (Tuesday), June 17, 2014). Ten kolejnyi artykuł [3#I5] ujawnia dosyć zastanawiające informacje. Przykładowo, że starostwo wydało już $120 000 na "zbadanie" owej propozycji, oraz że dla tego celu został zatrudniony na pół etatu specjalny badający. Inna zastanawiająca informacja, to że starostwo odłozyło na bok $50 000 aby "przeanalizować mozliwości sportowe w Petone" (w oryginale angielskojęzycznym "to look at the options for Petone Sportsville"). To zaś wzbudza u mnie pytanie, czy sprawa stadionu w Petone faktycznie jest już zakończona, czy też jedynie tymczasowo zawieszona przebiegłym "manewrem politycznym" nastawionym na uniemożliwienie osobom takim jak ja wygrania wyborów z powodu zapotrzebowania na kogoś kto stanąłby w obronie płatników czynszu z okręgu Hutt South, zaś już po wyborach sprawa budowy stadionu w Petone ponownie zostanie jakoś odrodzona. 

       Podsumowując oba powyższe artykuły, wymowa zawartych w nich informacji jest bardzo prosta. Mianowicie, ktoś tam zadecydował, że zamiast gnębić mieszkańców okręgu wyborczego Hutt South poprzez zwiększenie ich opłat czynszowych w celu zbudowania stadionu w Petone, mieszkańcy ci będą gnębieni poprzez zwiększenie ich opłat czynszowych dla sfinansowania dachu nad stadionem w Wellington - kredyt i reklamę z którego to stadionu nadal będzie otrzymywał bogaty bank zwany "Westpac". Wyrażając to innymi słowy, poza nazwą stadionu na który mieszkańcom okręgu Hutt South przyjdzie dodatkowo płacić w swych czynszach, niemal nic się NIE zmieniło w ich walce o uwolnienie się od opłat za czyjeś tam przyjemości. Dlatego najważniejszy postulat wyborczy z punktu #D1 tej strony nadal pozostaje ważny, mianowicie w przypadku zostania wybranym do Sejmu NZ, nadal uważam za swój najwyższy priorytet uwolnienie mieszkańców swojego okręgu wyborczego od dodatkowych opłat wpisanych w ich czynsze a przeznaczonych na budowę jakiegokolwiek stadionu lub dachu jakiegokolwiek stadionu, oraz dopilnowanie że ów stadion albo będzie sam się finansował, albo też jego sfinansowanie faktycznie będzie wywodziło się od jego sponsorów, czy od instytucji jakiej nazwę on nosi. 


Część 2
Antworten to top



Gehe zu:


Benutzer, die gerade dieses Thema anschauen: 1 Gast/Gäste